poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Marzenia" Jill Barnett

Wydawnictwo: Da Capo
Liczba stron: 320
Rok wydania: 1995

Zrzucenie ukochanego z drzewa z pewnością nie jest ani najlepszym początkiem znajomości, ani skutecznym sposobem na zdobycie jego serca, zwłaszcza dla Angielki, i to żyjącej w czasach, gdy narzeczonych poznaje się na balach czy w salonach.

Letitia Hornsby, niestety, od dziecka ma pecha, i nic nie wskazuje na to, by jej miłość do Richarda Lennoxa mogła zakończyć się szczęśliwie, zważywszy, że każde ich spotkanie kończy się katastrofą.
Czy pech przestanie prześladować Letitię, gdy na skutek dziwnego zbiegu okoliczności zostanie wraz z ukochanym uwięziona na statku przemytników? 

Powieść „Marzenia” autorstwa Jill Barnet była jednym z pierwszych, przeczytanych przeze mnie romansów historycznych. Kiedy byłam nastolatką, ta książka szalenie mi się podobała.  Choć tytuł powieści i nazwisko jej autorki w trakcie lat zaginęły gdzieś w meandrach mej pamięci, to ciągle pamiętałam główny wątek fabularny. Niedawno naszła mnie ogromna chęć na odświeżenie sobie tego  utworu. Dzięki kilku hasłom wpisanym w internetową wyszukiwarkę udało mi się w końcu odnaleźć tytuł książki, której lektura dostarczyła mi kiedyś mnóstwa pozytywnych emocji. Z ciekawością, ale i z pewną dozą obawy, ponownie sięgnęłam po „Marzenia”, zastanawiając się, czy powieść wytrzyma próbę czasu. Lektura nie była może równie emocjonująca i trzymająca w napięciu, jak podczas mojego pierwszego spotkania z tym tytułem (pamiętałam całkiem sporo z fabuły), ale nadal sprawiała mi przyjemność.

Główną bohaterką powieści, której akcja toczy się na początku XIX wieku jest Letitia Hornsby. Słodka i naiwna marzycielka, która ze względu na swój charakter i towarzyszący jej pech jest odrzucana przez socjetę. Letty jest jak chodzące nieszczęście - wydaje się, że sama jej obecność wywołuje ciąg katastrof. O destrukcyjnym wpływie Letty na otoczenie najlepiej wie Richard Lennox lord Downe, najbliższy sąsiad i obiekt uczuć dziewczyny. Kiedy Półdiablę Hornsbych jest w pobliżu, lordowi nie pozostaje nic oprócz modlitwy, która najczęściej i tak nie ratuje go od nieszczęśliwych i bolesnych wypadków. Opatrzność nie ulitowała się również nad zgnębionym Richardem, kiedy wpatrzona w niego dziewczyna postanowiła zrobić mu niespodziankę.

Zaczajona w zaroślach, czekająca na obiekt swych uczuć Letty i jej pies z piekła rodem Gus wystraszyli konia lorda, w wyniku czego ten zleciał z urwiska. Los chciał, że właśnie w tym momencie przemytnicy pod osłoną nocy ładowali na statek swój nielegalny towar. Letty, pies i poturbowany lord dostali się w niewolę. Porywacze nie mieli jednak pojęcia, jaki ogromny błąd popełniają wprowadzając Półdiablę na pokład swojego statku. Rozpoczyna się iskrząca humorem, wciągająca akcja powieści.

„Marzenia” to bardzo zabawny, słodki i rozczulający romans historyczny, w którym pojawia się pewna doza magii. Książkę czyta się naprawdę rewelacyjnie. W powieści dominuje komiczny nastrój. Czytając o kolejnych nieszczęśliwych wypadkach, które spotykają bohaterów nie sposób powstrzymać wybuchów śmiechu. Wątek romantyczny nie przysłaniał zabawnej fabuły, a stanowił jej subtelne uzupełnienie – uważam, że nie ma nic gorszego niż romans historyczny zdominowany przez opisy kolejnych, miłosnych schadzek bohaterów. Dobry romans historyczny oprócz porządnie poprowadzonego wątku romantycznego, powinien zawierać w sobie także ciekawą akcję i „Marzenia” zdecydowanie spełniają ten warunek.

Polecam tę książkę wszystkim czytelnikom szukającym porządnie napisanych, ciekawych i zabawnych romansów historycznych. Ta powieść jest według mnie jednym z ciekawszych utworów wpisujących się w ten gatunek.
 

środa, 17 grudnia 2014

"Przybić piątkę" Janet Evanovich

Seria: Dziewczyny nie płaczą (tom 5)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 406
Rok wydania: 2013

W Trenton nastały kiepskie czasy dla łowców nagród. Perspektywy zarobkowe są słabe. Stephanie ma coraz więcej rachunków i coraz mniej forsy na koncie. W dodatku trzech mężczyzn próbuje ją zaciągnąć do łóżka. Dwóch z nich zamierza ją zabić. Stephanie ma genialny pomysł, który powinien rozwiązać jej problemy finansowe. Tylko czy taka ilość mocnych wrażeń może wyjść komukolwiek na zdrowie?


Janet Evanovich we wszystkich przeczytanych przeze mnie tomach serii „Dziewczyny nie płaczą” stosowała te same schematy fabularne i chwyty literackie. Można by się spodziewać, że seria zacznie nudzić czytelnika swoją przewidywalnością i schematycznością wątków, a jednak nie! Każdą z pięciu powieści Janet czytało mi się wybornie! Evanovich ma niezaprzeczalny talent do tworzenia świetnych powieści, których fabuły wciągają czytelnika niczym ruchome piaski. W czym tkwi sekret autorki? W jaki sposób Janet Evanovich czaruje czytelnika do tego stopnia, że przestaje on zwracać uwagę na wyraźną powtarzalność wątków?

Głównymi zaletami serii „Dziewczyny nie płaczą” są doskonale wykreowani bohaterowie i potężna dawka komizmu obecna w każdym tomie. Postacie głównej bohaterki, jej rodziny, współpracowników, mężczyzn interesujących się Stephenie są nietuzinkowe. Przygody spotykające pechową łowczynię nagród rozbawiają czytelników i poprawiają im humor. Stephenie nie jest ani mimozą, która co rusz potrzebuje męskiego wsparcia, ani idealną kobietą, której wszystko się udaje. Główna bohaterka serii posiada wady, które sprawiają, że bohaterka może stać się bliska każdej czytelniczce.  

W „Przybić piątkę” ponownie stajemy się świadkami trudnych zmagań panny Plum. Z rozbawieniem obserwujemy jej wzloty i upadki oraz kolejne potyczki z opornymi klientami biura poręczycielskiego. W mieście zapanowała posucha, przestępcom znudziło się uciekanie przed wymiarem sprawiedliwości. Brak perspektyw sprawia, że cierpiąca na brak gotówki Śliweczka podejmuje się misji dostarczenia na posterunek mierzącego dziewięćdziesiąt centymetrów programisty komputerowego, który - jak to zwykle bywa – nie ma zamiaru współpracować z łowczynią nagród. Stephenie musi rozwiązać sprawę tajemniczego zniknięcia skąpego wuja, po którym ciocia Mabel niespecjalnie rozpacza. Stephenie decyduje się również na przyjęcie oferty Komandosa i rozpoczyna pracę u tajemniczego i diablo skutecznego kolegi po fachu. Oj, będzie się działo! Możecie być pewni, że podczas lektury czeka was komediowa uczta literacka.

Bardzo potrzebowałam takiej odprężającej i zabawnej lektury, jak piąta część przygód Śliwki.  
 

niedziela, 30 listopada 2014

"Córka kata" Oliver Pötzsch

Seria: Córka kata (tom 1, pozostałe 3 tomy nie zostały wydane w Polsce)
Wydawnictwo Esprit
Liczba stron: 480
Rok  wydania: 2011

Krótko po zakończeniu wojny trzydziestoletniej w bawarskim Schongau dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach.  Na ciałach ofiar wytatuowane są czarnoksięskie symbole – mieszkańcy miasta widzą w nich dzieło Szatana.  Rozpoczyna się polowanie na czarownice. Akuszerka, Marta zostaje oskarżona o konszachty z diabłem i uznana za morderczynię, jednak kat, który ma za pomocą tortur wymóc na niej zaznania, nie wierzy w winę kobiety. Razem z córką Magdaleną i miejskim medykiem Simonem prowadzi śledztwo na własną rękę. Trop prowadzi bohaterów przez ponury labirynt dzielnic biedoty, wygodne salony miejscowej elity i tajemnicze lochy z czasów ostatniej wojny. Czy Jakub Kuisl będzie zmuszony w majestacie prawa zamordować niewinną kobietę? Ile jeszcze dzieci będzie musiało zginąć, żeby przerażająca prawda wyszła na jaw?

Już od dawna nie miałam okazji przeczytać takiej powieści jak „Córka kata” Olivera Pötzscha. Książki trzymającej w napięciu, której fabuła całkowicie  mnie zaabsorbowała.

Akcja tego thrillera historycznego rozgrywa się w połowie siedemnastego wieku w bawarskim miasteczku Schongau. Z pobliskiej rzeki miejscowi flisacy wyławiają ledwie żywego chłopca - Petera Grimmera, syna woźnicy. Wszystkie ślady wskazują na to, że chłopak nie wpadł sam do przepływającego obok miasta Lecha. Ktoś zadźgał dziecko. Na łopatce Petera odnalezione zostaje piętno, które miejscowi identyfikują jako znak czarownicy. Tłum wpada w histerię i szybko znajduje sobie ofiarę, którą oskarża o czary. Akuszerka Marta Stechlinowa staje się kozłem ofiarnym, który ma odpowiedzieć za morderstwo dziecka.

Wkrótce ofiarami zabójstw padają kolejne dziatki. Miejscowa rada dzierżąca władzę chce, by akuszerka jak najszybciej przyznała się do winy i czarów, inaczej w mieście może rozpętać się piekło. Poświęcenie Stechlinowej ma wprowadzić do Schongau spokój i zapobiec wybuchowi paniki oraz wzajemnych oskarżeń o uprawianie czarów. Nie wszyscy dają się jednak ponieść masowej histerii, znajdują się rozsądne osoby, które będą szukały sprawiedliwości dla zmaltretowanej i zaszczutej kobiety.

Shongauski kat Jakub Kuils i młody medyk Simon Fronwieser rozpoczynają wyścig z czasem. Dwóch mężczyzn i tytułowa córka kata Magda (pełniąca raczej rolę drugoplanową) przeprowadzają własne śledztwo mające na celu odnalezienie prawdziwego mordercy. Czas ucieka. W mieście zaczyna pomału wybuchać panika, nienawiść do akuszerki wzrasta, a rada zrobi wszystko, żeby kobieta czym prędzej przyznała się do zarzucanych jej czynów.

„Córka kata” to naprawdę dobry historyczny thriller. Czytelnik otrzymuje trzymającą w napięciu historię kryminalną osadzoną na atrakcyjnym i niebanalnym tle historycznym. Pisarz wie jak budować opowieść w taki sposób, by utrzymać napięcie. Czytając te książkę czułam podekscytowanie i niecierpliwość, bardzo chciałam dowiedzieć się kto stoi za dramatycznymi wydarzeniami, które rozegrały się w Schongau. Czułam ten uciekający czas, który przybliżał akuszerkę do wyroku. Zastanawiałam się, czy bohaterom uda się rozwiązać sprawę, a jeśli tak, to czy rada, która już podjęła decyzję w sprawie Stechlinowej, da wiarę odkryciom kata (który nie należał przecież do osób poważanych w społeczeństwie), oraz młodego medyka (którego zainteresowanie kacią córką było postrzegane przez małomiasteczkową, ograniczoną siedemnastowieczną społeczność jako coś wysoce niewłaściwego).

Debiutancka powieść Olivera Pötzscha bardzo mi się podobała. Pisarz miał naprawdę udany debiut literacki. Lekturze tej doskonale skonstruowanej powieści towarzyszyły bardzo silne emocje. Jestem  naprawdę pod ogromnym wrażeniem „Córki kata”.

Z wyszukanych przeze mnie informacji wynika, że Oliver Pötzscha nie spoczął na laurach i książka doczekała się kontynuacji. Seria o przygodach trójki siedemnastowiecznych, domorosłych detektywów liczy sobie obecnie cztery tomy. Mam ogromną nadzieję, że i w Polsce zostaną wydane kolejne części opowieści opisującej kryminalne przygody kata, jego córki i związanego z nimi młodego medyka. Jeśli pozostałe części cyklu utrzymują poziom „Córki kata” to jak najbardziej warto byłoby je poznać.  
 

środa, 12 listopada 2014

"Droga serca" M. John Harrison

Cykl wydawniczy: Uczta Wyobraźni
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2014

John M. Harrison stworzył niezwykłą, ponadgatunkową opowieść, w której splata mitologię z seksualnością oraz niespokojną przeszłością i teraźniejszością Europy Wschodniej.

Wszystko zaczyna się pewnego upalnego majowego wieczora, gdy troje studentów Cambridge odprawia rytuał, który zmienia ich życie. Po latach żadne z nich nie pamięta, co dokładnie się wtedy wydarzyło, jednak nad ich zamglonymi wspomnieniami unosi się przytłaczająca groza. Pam Stuyvesant jest epileptyczką, którą nawiedzają dziwaczne zmysłowe wizje. Jej mąż Lucas wierzy, iż prześladuje go karłowaty stwór. Samozwańczy mag Yaxley wpada w obsesję na punkcie innej rzeczywistości, przerażającej i nieuchwytnej. Pozornie najmniej doświadczony przez los uczestnik rytuału (dręczony wonią róż) usiłuje pomóc swoim przyjaciołom uciec przed cierpieniem, które ogarnęło ich życie.

Na pewno każdemu czytelnikowi zdarzyło się trafić na powieść stanowiącą przedmiot zachwytów krytyki literackiej,  która dla niego okazywała się prozą niezjadliwą i męczącą. Kiedy trafiam na taki tytuł, zastanawiam się – czy to ja nie dorosłam do genialności tej pozycji, czy nie dostrzegam geniuszu autora? Czy moja ogólna wiedza nie pozwala mi w pełni zrozumieć tego wybitnego dzieła? Przyznać się, że lektura takiej książki była dla mnie męcząca, że fabuła była w mych oczach pusta jak wydmuszka? Czy udawać, że się zachwycam, by nie wyjść na ignorantkę, czy szczerze przyznać się, że ta konkretna książka nie była dla mnie, i moim zdaniem nie jest również pozycją dla tysięcy zwykłych czytelników, którzy szukają w literaturze rozrywki, prostych zrozumiałych historii, a nie wydumanych, eksperymentalnych fabuł.

Opis „Drogi serca” obiecywał mi coś wyjątkowego i interesującego. Niestety okazało się, że ta wychwalana powieść jest dla mnie niestrawna. Męczyłam się potwornie podczas lektury, działania bohaterów były dla mnie czystą abstrakcją i szaleństwem, a zakończenie rozczarowało mnie, gdyż nie wyjaśniało właściwie żadnego z dziwactw, które rozgrywały się na kartach powieści.

Trójka studentów pod przewodnictwem samozwańczego maga Yaxleya przeprowadza tajemniczy rytuał, który zmienia ich życie – brzmi intrygująco, ale tak nie jest. Narrator powieści, jeden z trójki uczestników przedsięwzięcia, dwadzieścia lat po tajemniczych wydarzeniach jest pośrednikiem pomiędzy Pam Stuyvesant i Lucasem Medlarem. Rozwiedzione małżeństwo nie może sobie poradzić ze skutkami przeprowadzonego dwadzieścia lat wcześniej rytuału. Lucas prosi narratora o sprawdzanie, co dzieje się z jego chorą żoną, oraz o wstawienie się u maga o pomoc w cofnięciu efektów rzuconego kiedyś zaklęcia. Do końca lektury miałam nadzieję, że wyjaśnione zostanie, co wydarzyło się w młodości bohaterów – marzenie ściętej głowy, Harrisom nie daje czytelnikom żadnej konkretnej odpowiedzi dotyczącej rytuału i celu, w jakim został przeprowadzony.

Fabuła „Drogi serca” jest prowadzona w sposób niechronologiczny i epizodyczny. Narrator wraca pamięcią do  przeszłości, wyrywkowo relacjonuje dziwne wydarzenia, które stały się udziałem jego i przyjaciół. W książce jest dużo odniesień filozoficznych i historycznych, będzie to stanowiło  problem dla osób, które nie mają pojęcia o wspominanych wydarzeniach i ideach. Nie posiadałam na tyle samozaparcia, by sprawdzać i analizować  każde niezrozumiałe dla mnie i nie wytłumaczone w żaden sposób w toku fabuły pojęcie. Szkoda, że nie pokuszono się o przygotowanie wstępu, czy chociażby o umieszczenie przypisów lub słowniczka tłumaczącego najistotniejsze odniesienia.

Prawdą jest, że Uczta Wyobraźni jest serią, w której publikowane są wybitne i nagradzane powieści, więc mogłam spodziewać się, że sięgając po jakikolwiek tytuł z tego cyklu wydawniczego trafię na lekturę wymagającą. „Droga serca” jest tytułem, który niestety mnie przerósł. Chaotyczność fabuły mnie zmęczyła, dziwaczni bohaterowie irytowali. Z pozycji przeciętnego czytelnik, i w pełnej zgodzie z samą sobą, oceniam tę książkę jako pozycję słabą.

niedziela, 9 listopada 2014

"W samo południe" Nora Roberts

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 558
Rok wydania: 2014

Pani porucznik Phoebe MacNamara - jedna z najlepszych negocjatorek policyjnych i zarazem samotna matka - nie boi się nikogo. Odważna i wrażliwa, obawia się tylko miłości i dlatego trzyma mężczyzn na dystans. Tak też postępuje z Duncanem, właścicielem baru, który jednak nie zamierza dać za wygraną. Gdy Phoebe staje się celem prześladowań psychopaty, pomoc Duncana okazuje się niezbędna... Kapitalny portret silnej kobiety w obliczu wielkiego zagrożenia i historia romansu, którego miało nie być. Fenomenalna autorka bestsellerów "New York Timesa" wznosi się na wyżyny powieścią o kobiecie, która bez strachu stawia czoło niebezpieczeństwom, ale musi się jeszcze zdobyć na odwagę, by ulec miłości.


Lubię powieści Nory Roberts. Połączenie romansu z wątkami sensacyjnymi, kryminalnymi i obyczajowymi w książkach tej autorki bardzo mi odpowiada. Podoba mi się również fakt, że wątek romantyczny obecny w powieściach Roberts zwykle nie przytłacza fabuły, że uczucia bohaterów rozwijają się na tle ciekawych wydarzeń. „W samo południe” jest tytułem, który zawiera w sobie typowe dla prozy Nory Roberts elementy, jednak ta konkretna powieść mnie nie przekonała – to tytuł dobry, ale ciężko było mi się wkręcić w akcję. Ani fabuła ani bohaterowie nie wywołali we mnie specjalnie mocnych emocji. Byłe letnio, a momentami powiewało nudą i fabularnym przegadaniem.

Phoebe McNamara to samotnie wychowująca córkę policjantka, która w zespole pełni rolę negocjatorki. Podczas jednej z akcji poznaje  bogatego i sympatycznego właściciela baru – Duncana Swifta. Mężczyzna od razu zwraca uwagę na charyzmatyczną i pełną pewności siebie, rudowłosą policjantkę. Bohater robi wszystko, by zbliżyć się do Phoebe. Kobieta, choć początkowo podchodzi do nowej znajomości z dystansem, dość szybko daje się oczarować przystojnemu i troskliwemu Duncanowi. W tle historii miłosnej rozgrywają się bardziej dramatyczne i nieprzyjemne wydarzenia. Główna bohaterka musi poradzić sobie z agresywnym mizoginem, który jest jej podwładnym. W międzyczasie ktoś zaczyna podrzucać na werandę jej domu martwe zwierzęta. Phoebe będzie musiała odkryć kim jest jej prześladowca.

Nie wiem, co nie zagrało w trakcie lektury, ale „W samo południe” czytałam tak trochę na automacie – skoro już zaczęłam czytać to skończę, nawet jeśli odbieram fabułę jako taką sobie. Może winę za taki odbiór powieści ponosi ekranizacja, którą obejrzałam kilka lat temu. Może chodzi o to, że pamiętałam w jakim kierunku będzie rozwijała się wykreowana przez Roberts historia i w związku z tym zabrakło mi podczas lektury pewnego elementu zaskoczenia. Znajomość filmu zdecydowanie mogła wpłynąć na moje postrzeganie tego tytułu, w którym główny wątek kryminalny nie stanowił dla mnie tajemnicy. Szkoda, że tak się stało, że nie odczuwałam podczas lektury dreszczyku emocji, który niechybnie by się pojawił, gdybym nie miała żadnego pojęcia o treści książki.


Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytamy Norę Roberts



 

poniedziałek, 20 października 2014

"Naznaczona" P.C. Cast, Kristin Cast

Seria: Dom Nocy (tom 1)
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 328
Rok wydania: 2009

Zoey to zwyczajna nastolatka, która dzieli życie między szkolną monotonię a rodzinną sielankę. Pewnego dnia cały jej świat staje na głowie. Zostaje Naznaczona i musi udać się do szkoły Domu Nocy. Tylko tam może przejść niezbędną Przemianę w dorosłego wampira. Dziewczyna próbuje odnaleźć się w nowym, fascynującym świecie. Wkrótce odkrywa, że jest wyjątkowa, co przysparza jej wielu wrogów. Sprzymierzeńcem Zoey okazuje się Erik, jeden z najbardziej atrakcyjnych i utalentowanych wampirów w szkole.


Kiedy kilka lat temu na polskim rynku wydawniczym nastał boom na powieści o wampirach, bardzo się ucieszyłam. Jeszcze przed wydaniem „Zmierzchu” Stephenie Meyer, lubiłam sięgać po literaturę traktującą o krwiopijcach. Po oszałamiającym sukcesie tetralogii Meyer, rynek został zalany powieściami z gatunku paranormal romance, w których królowały wampiry, a ja stałam się właścicielką całkiem pokaźnej liczby takich tytułów. Jedne z nabytych przeze mnie książek były lepsze, inne były niestety gorsze. W mojej kolekcji znalazło się również miejsce na budzącą sporo kontrowersji serię duetu matki i córki: P.C. Cast i Kristin Cast. Kilka tomów serii przeczytałam, inne kupowałam i odkładałam na półkę nieprzeczytane. Zbierałam cykl w imię zasady „przeczytam wszystko, kiedy wyjdzie całość”. W Stanach właśnie ukazał się dwunasty i zarazem ostatni tom serii, więc najwyższy czas, żebym przeczytała zalegające na półce tomy.

„Naznaczona” jest pierwszym tomem "Domu Nocy". Cykl koncentruje się na historii nastolatków przechodzących przemianę w wampiry. Panie Cast zmodyfikowały nieco wątek wampiryczny. Wampiryzm w powieści nie jest skutkiem ugryzienia, przemianę inicjują zmiany hormonalne zachodzące w ciałach niektórych nastolatków. Główna bohaterka Zoey Redbird, pełniąca również rolę narratorki, zostaje naznaczona przez Trackera i rozpoczyna przemianę – niestety pisarki nie pokusiły się o wyjaśnienie roli tajemniczego wampira naznaczającego nastolatków. Wkrótce okazuje się, że wyalienowana heroina nie jest przeciętną wampirzycą. Jak wiele innych bohaterek powieści paranormal romance posiada ona wyjątkowe cechy i umiejętności, które ujawniają się wraz z rozwojem akcji.

Chociaż bohaterami „Naznaczonej” są wampiry, to powieść porusza problemy bliskie zwykłym, współczesnym nastolatkom – poczucie braku przynależności do grupy, chęć znalezienia przyjaciół, konflikty szkolne, pierwsze zauroczenia i inicjacje, problem zetknięcia się z alkoholem i narkotykami. Mieszkające w Domu Nocy – szkole z internatem – wampiry, to nastolatki z typowymi dla wieku dojrzewanie problemami i rozterkami.

Świat wykreowany przez panie Cast, jest niebanalny. Mamy tu połączenie wątków wampirycznych z mitologicznymi, pod tym względem cykl wyróżnia się z pośród innych tytułów paranormal romance tego rodzaju. Fabuła nie jest może wybitna, ale nie zaprzeczę, że pomysł na książkę jest ciekawy. Pod koniec pierwszego tomu zawiązuje się nam już jakiś konkretniejszy wątek związany z tajemnicami skrywanymi przez niektórych bohaterów powieści.

„Naznaczona” -  literacko -  nie jest dobrym tytułem. Język potrafi drażnić, ale nie wszystkie dziwne sformułowania są zasługą autorek. Znalazłam w tej powieści kilka rzucających się w oczy kwiatuszków, np.: współmieszkanka (w oryginale roommate – współlokator/współlokatorka; tłumaczka nieco tu przekombinowała), ojciach ( oryg. step-loser, tutaj tłumaczka poradziła sobie moim zdaniem nieźle, ale w przypisie mogłoby znaleźć się wytłumaczenie dlaczego użyto właśnie takiego terminu), trafiło się niezbyt fortunne sformułowanie „nasienie Nyks” (oryg. Nyks seed, wyraźnie mamy tu do czynienia z pechowym doborem słów, bo Nyks jest kobietą; w tym miejscu wina leży po stronie autorek), pojawia się w tekście sztucznie brzmiące stwierdzenie „dopiero tu nastałam” (oryg. „I just got here”, co spokojnie można było przetłumaczyć jako: „Dopiero tu przyjechałam”), „podpieszczać się” (oryg. „make out” można było przetłumaczyć na naturalniej brzmiące „obściskiwać się”), w tekście trafił się także błąd leksykalny (nieprawidłowo zastosowano nazwę pewnej czynności erotycznej; w tym miejscu nie będę jednak wdawała się w szczegóły).

Pierwszy tom „Domu Nocy” jest typową powieścią paranormal romance, z tradycyjnym już w tym gatunku trójkątem miłosnym. Powieść jest skierowana zdecydowanie do starszej młodzieży. Literacko „Naznaczona” jest mocno naciąganym, średnim tytułem, natomiast fabularnie powieść całkiem przypadła mi do gustu. Polecać tej książki wymagającym czytelnikom nie będę, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że lektura tego tytułu mnie męczyła.

Podeszłam do lektury „Naznaczonej” z dystansem, i nawet dość widoczne dla mnie potknięcia w tłumaczeniu nie zepsuły mi przyjemności z obcowania z tym tytułem. Byłam czytelnikiem naiwnym - nie analizowałam, nie patrzyłam na tytuł krytycznym okiem. Czytałam, dałam wciągnąć się w fabułę i czułam się z tym bardzo dobrze. 
    

niedziela, 12 października 2014

"Alienista" Caleb Carr

Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 544
Rok wydania: 2010

Nowy Jork, 1896 rok. Miastem wstrząsają makabryczne zabójstwa chłopców-prostytutek. Skorumpowani policjanci prowadzą oficjalne śledztwo, ale niezależnie od nich działa tajna grupa powołana przez Theodore’a Roosevelta, późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najważniejszy w tej grupie jest tytułowy alienista – dziś powiedzielibyśmy psychopatolog – Laszlo Kreizler, który wykorzystuje całą swą wiedzę, by przeniknąć najmroczniejsze zakamarki umysłu mordercy i w ten sposób wpaść na jego trop.
„Alienista” znakomicie łączy elementy powieści historycznej, psychologicznej i thrillera, dając przy tym niesamowity obraz Nowego Jorku w epoce wielkich przemian.

„Alienista” autorstwa Caleba Carra jest przykładem doskonale napisanego thrillera historycznego, w którym na czytelnika czeka pasjonująca historia kryminalna, rozgrywająca się w dziewiętnastowiecznym Nowym Jorku. Powieść Carra nie należy do tego typu utworów, które czyta się szybka, nie zaskakują w niej nagłe zwroty akcji, a jednak zawiera ona w sobie świetną historię, w której autor zabiera nas w niesamowitą podróż po ciemnych zakątkach Nowego Jorku z przełomu wieków.

Fabuła powieści rozpoczyna się w roku 1919. Główny bohater i zarazem narrator, bierze udział w pogrzebie przyjaciela - Theodore’a Roosevelta, dwudziestego szóstego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w latach  1895-1897 pełnił funkcję prezesa nowojorskiego Zarządu Komisarzy Policji. John Moore w swych wspomnieniach powraca do roku 1896, kiedy to razem z grupą śledczych powołanych przez Roosvelta brał udział w rozwiązaniu makabrycznej sprawy kryminalnej.

Ktoś w bestialski sposób morduje i okalecza chłopięce prostytutki, których istnienie jest tajemnicą poliszynela. Redaktor  kroniki policyjnej wraz z alienistą Laszlem Kreizlerem i wywiadowcami wybranymi przez Roosevelta rozpoczynają polowanie na zwyrodnialca. W swym nieoficjalnym, przeprowadzanym w tajemnicy dochodzeniu, jednostka wywiadowców posiłkuje się najnowszymi, nie akceptowanymi w środowisku metodami śledczymi. Śledczy pod przewodnictwem alienisty próbują nakreślić portret psychologiczny mordercy. John, Laszlo oraz ich współpracownicy walczą z czasem i przeszkodami rzucanymi im pod nogi przez ludzi, którzy nie chcą dopuścić do schwytania mordercy

Nikt nie chce oficjalnie przyznać, że ktoś brutalnie morduje dzieci ulicy kupczące ciałem. Sprawa jest zamiatana pod dywan. Sytuację zaognia fakt, że do ujęcia zabójcy miałby przyczynić się propagujący niewygodne dla społeczeństwa idee psychologiczne Kreizler.

Caleb Carr napisał naprawdę ciekawą i inteligentną powieść, w której nakreślił przed czytelnikiem fascynujący obraz jednego z najsławniejszych obecnie miast świata. Dziewiętnastowieczny Nowy Jork z tej powieści to miasto wypełnione korupcją i zepsuciem, to arena politycznych i przestępczych przepychanek. Ciemne zaułki, policjanci siedzący w kieszeniach przestępczych bossów, rozkwit prostytucji, o którym doskonale wie pruderyjna społeczność cicho przyzwalająca na jej dalszy rozwój. Carr przedstawia ciemną stronę miasta, w którym liczą się pieniądze i układy, a interesy polityków i przestępców w nim rządzących są ważniejsze od życia nic nie znaczących dziecięcych prostytutek.

Obraz społeczeństwa nakreślony w powieści przez Caleba Carra jest intrygujący. Z jednej strony dominuje pruderyjność, cenzura dba o to, by w doniesieniach prasowych nie znalazł się materiał niepokojący, czy gorszący mieszkańców miasta. Z drugiej, ci sami porządni obywatele po zapadnięciu zmroku stają się klientami spelunek i burdeli oferujących najbardziej nieprzyzwoite usługi. Wśród mieszkańców Nowego Jorku króluje zakłamanie.    

Carr oferuje w swej powieści całą gamę ciekawych wątków. Główny wątek związany jest oczywiście z pracą śledczą Kreizlera i jego przyjaciół. Carr pokazuje jak wyglądały początki kryminalistyki, jak w bólach rodził się zawód profilera, który wykorzystując wiedzę psychologiczną tworzy imaginacyjny portret przestępcy. Ukazana została niechęć społeczeństwa do przyjęcia faktu, że nie każdy brutalny przestępca jest niepoczytalny czy szalony, a także do tego, że przemoc w rodzinie wywołuje destrukcyjny wpływ na dzieci jej poddawane. Interesujący był wątek Sary, której udało dostać się do policji, ale która była lekceważona dlatego że była kobietą.

Caleb Carr napisał doskonałą powieść, którą czytałam długo, ale każda godzina poświęcona lekturze była czystą przyjemnością.   
 

sobota, 4 października 2014

"Kiedy zapomnisz" Jennie Shortridge

Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 432
Rok wydania: 2014
Kilka dni przed swoim ślubem Lucie zniknęła z domu. Odnaleziono ją na plaży. Stała w lodowatej wodzie. Nie pamiętała, kim jest, nie potrafiła wrócić do domu. Nie rozpoznała twarzy narzeczonego.
Krok po kroku musiała poskładać swoje życie na nowo, walcząc o każdy powracający okruch przeszłości. Ale czy to możliwe, by odbudować związek bez wspólnych wspomnień?

Powieść Jennie Shortridge zaczęła się obiecująco – w zatoce San Francisco stoi zagubiona kobieta, która nie wie kim jest, ani skąd się wzięła. Pływacy mający brać udział w zawodach sprowadzają skołowaciałą nieznajomą na suchy ląd skąd zostaje przetransportowana do szpitala. Szybko okazuje się, że bohaterka cierpi na fugę dysocjacyjną, czyli amnezję wywołaną przez wstrząs psychiczny. Równie szybko zostaje odnaleziony narzeczony kobiety – Grady. Dalszy rozwój akcji przebiega niestety zgodnie z oklepanymi schematami.

Lucie jest zagubiona. Jej narzeczony czuje natomiast, że nie jest ona tą samą kobietą, którą pokochał. Dochodzi nawet do tego, że momentami Grady czuje jakby zdradzał swoją Lucie z inną kobietą. Nowa Lucie w ogóle nie przypomina siebie sprzed utraty pamięci.

„Kiedy zapomnisz” to typowa powieść kobieca, w której pierwsze skrzypce gra wątek amnezji rozwijający się w klasyczny sposób. Ona po utracie pamięci całkowicie się zmienia. On boi się, że straci ukochaną, jednocześnie nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji. Niedopowiedzenia i skrywane emocje dręczą bohaterów zmieniając ich życie w kiczowaty melodramat męczący czytelnika. Gdzieś w tle majaczy dramatyczna tajemnica z przeszłości.

Jennie Shortridge niczym mnie nie zaskoczyła, akcja jej powieści rozwijała się w przewidywalny sposób.  Nie odnalazłam w tym tytule czegoś wyjątkowego, co sprawiłoby że ta konkretna pozycja pozostałaby na dłużej w mojej pamięci. Książkę czyta się szybko i nawet przyjemnie, ale lektura nie wywołała we mnie jakichś większych emocji.
 

poniedziałek, 29 września 2014

"Spokojnie, to nie inwazja" Anna Helena Kubiak

Wydawnictwo Poligraf
Liczba stron: 344
Rok wydania: 2013

W życiu każdego człowieka są takie chwile, kiedy czuje, że czas coś zmienić.
Niektórzy czekają, aż im przejdzie.
Inni pakują samobieżne walizki i ruszają w podróż przez galaktykę - tak postąpiły znudzone monotonią uciekających dni mieszkanki ekskluzywnego ośrodka `Kwietne Ogrody` z planety Kholoma.
Nie było to łatwe. A to, co działo się później, zmusiłoby niejednego poszukiwacza przygód do wycofania się na z góry upatrzony wygodny fotel.

Wystarczyła jednak odrobina uporu, szczypta szczęścia i nieco irytująco pozytywnego myślenia, żeby dokonać niemożliwego.

„Spokojnie, to nie inwazja” to bardzo udany literacki debiut Anny Heleny Kubiak. Jest to niezwykle zabawna i lekka powieść science-fiction, która dość mocno skojarzyła mi się z książką Jonasa Jonassona „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Fabuły obu powieści zostały oparte na podobnym pomyśle – staruszkowie w zaawansowanym wieku postanawiają zwiać z domów opieki, a w trakcie dalszej podróży czeka na nich cała masa szalonych przygód. Obie książki opierają się na podobnym pomyśle, jednak do mnie o wiele bardziej trafiła fantastyczna historia wykreowana przez panią Kubiak.

Siedem pensjonariuszek luksusowego domu opieki mieszczącego się na planecie Kolhoma postanawia wyrwać się z „Kwietnych ogrodów”, gdzie każdy aspekt życia seniorów jest kontrolowany przez wyspecjalizowane roboty. Mocno posuniętym w latach paniom udaje się uprowadzić ponad stuletni statek jednostki ratunkowej, który z najwyższą konsternacją konstatuje, że żwawe staruszki w jakiś cudowny sposób obeszły wszystkie protokoły bezpieczeństwa. Panie wbrew wszelkim regułom przejęły kontrolę nad systemem, który w obliczu spotkania z niestandardową załogą zaproponował uruchomienie interfejsu przyjaznego asystenta Steve’a. Rozpoczyna się międzygalaktyczna, pełna przygód podróż siedmiu charakternych staruszek i ich wirtualnego opiekuna, który wraz z upływem czasu odkrywa w sobie działanie coraz to nowych, nieprzydatnych aplikacji mieszających w jego podstawowym programie i czyniących jego świadomość – o zgrozo! – coraz bardziej ludzką.

Opowieść wykreowana przez polską pisarkę jest genialna. Główne bohaterki to zbiór barwnych i nietuzinkowych postaci, i trudno uwierzyć, że niektóre z nich mają ponad sto lat. Grupa uciekinierek pochodzących z różnych planet odwiedza swoje rodzinne strony, co stanowi doskonały pretekst do pokazania różnych ciekawych miejsc i sytuacji – najbardziej rozbawił mnie epizod na planecie Amdena, gdzie staruszki zostały uznane za najeźdźców przeprowadzających inwazję. To właśnie zapewnienie jednej z bohaterek - „Spokojnie, to nie inwazja” - wygłoszone w obliczu spanikowanego oddziału szybkiego reagowania dało tytuł książce.

Na bohaterki praktycznie na każdej planecie czekają jakieś przygody i cała moc wrażeń, a zgnębiony Steve robi wszystko, by zapewnić swoim zwariowanym podopiecznym bezpieczeństwo. Pokładowy komputer jest nie mniej interesującym bohaterem niż grupa staruszek, którą tworzą Eleonora, Flore, Mida, Lamara, Xana, Sandra, Oretta.

Powieść Anny Heleny Kubiak dostarczyła mi moc rozrywki, bohaterowie zostali świetnie wykreowani, choć na początku miałam spory problem z zapamiętaniem kto jest kim. Wszystkie postacie zostały wprowadzone do fabuły „na raz” i wprowadziło to lekki chaos – która z pań ma hopla na punkcie jedzenia, która nie rozstaje się z wysłużonym płaszczem, kto jest samozwańczą przywódczynią grupy, która babcia jest modnisią? Dopiero w trakcie rozwoju akcji zaczęłam rozróżniać bohaterki. Kolejnym mikroskopijnym w moich oczach minusikiem było nadużywanie przez pisarkę określenie „babcia/babcie”. Uważam, że autorka mogła określać swe bohaterki w bardziej urozmaicony sposób. Ogromnym minusem jest natomiast objętość tej powieść. Ja chcę więcej! Tę powieść czytało mi się naprawdę dobrze i żałuję, że nie miała ona więcej stron. Po lekturze książki czuję ogromny niedosyt. Szczerze polubiłam bohaterów i z chęcią dowiedziałbym się, jak dalej potoczyła się historia uciekinierek oraz ich statku, z nie mniejszą przyjemnością poczytałabym o ich młodości.

Opowieść o międzyplanetarnych eskapadach zwariowanych staruszek bardzo przypadła mi do gustu.   


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi nakanapie.pl 
 



czwartek, 11 września 2014

"Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu" Gregory Maguire

Seria: The Wicked Years (tom 1, pozostałe 3 tomy nie zostały wydane w Polsce)
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 464
Rok wydania: 2010

Kiedy w klasycznej książce L. Franka Bauma Dorotka triumfuje nad Złą Czarownicą z Zachodu, poznajemy tylko jej część historii. A jak to wyglądało z punktu widzenia strasznej nemezis, tajemniczej Czarownicy? Skąd się wzięła? Dlaczego stała się taka zła? I jaka w ogóle jest prawdziwa natura zła?
Gregory Maguire stworzył świat tak bogaty i żywy, że już nigdy więcej nie będziecie patrzeć na Krainę Oz tymi samymi oczami. Wicked opowiada o miejscu, gdzie zwierzęta mówią i walczą o swoje prawa obywatelskie, gdzie Manczkinowie starają się wejść do klasy średniej, a Blaszany Drwal pada ofiarą przemocy w rodzinie. No i jest jeszcze ta mała, zielonoskóra dziewczynka o imieniu Elfaba, która wyrośnie na osławioną Złą Czarownicę z Zachodu. Bystre, zjadliwe i nierozumiane stworzonko, które zmusi was do ponownego przemyślenia swoich przekonań na temat natury dobra i zła.

Nie znam bajkowego pierwowzoru powieści „Wicked”, kiedy byłam dzieckiem miałam jednak okazję obejrzeć ekranizację przygód Dorotki i jej kompanów podążających do Szmaragdowego Miasta, w którym zasiadał potężny czarnoksiężnik mający spełnić życzenie dziewczynki i jej przyjaciół, jeśli pozbędą się oni Złej Czarownicy z Zachodu. Myślę, że dzięki obejrzanej kiedyś filmowej adaptacji „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, mój odbiór powieści Gregory’ego Maguire’a był pełniejszy i ciekawszy. Z dużym zainteresowaniem śledziłam inną wersję powieści o Oz, której fabuła skupiła się na ukazaniu całej historii z punktu widzenia negatywnej bohaterki pierwowzoru.

Maguire umieścił akcję swej powieści w uniwersum stworzonym przez L. Franka Bauma, jednak „Wicked” zdecydowanie nie jest skierowane do dzieci. Oz Maguire’a to przede wszystkim kraina targana przez religijne i polityczne konflikty. Fabuła powieści rozgrywa się w świecie ogarniętym przez ideologiczny chaos. Właśnie w takim niespokojnym świecie na świat przyszła anormalnie wyglądająca Elfaba, zielonoskóra córka pastora, która później wyrosła na legendarną Złą Czarownicę z Zachodu.

Autor powieści „Wicked” dokonał interesującej adaptacji bajki Bauma. Wykreowana przez autora kraina Oz jest wielowymiarowa, bohaterowie zamieszkujący Oz są postaciami pełnymi sprzecznych uczuć i cech. Dobro nie zawsze jest krystaliczne i niewinne, a zło nie zawsze przyjmuje oczywiste, namacalne kształty. To co u Bauma przybrało zdecydowany kolor czerni, u Maguire’a mieni się wszelkimi odcieniami szarości.

Główna bohaterka powieści, tytułowa czarownica Elfaba już na samym starcie ma utrudnione życie. Z niewiadomych przyczyn dziewczynka rodzi się z zielonym kolorem skóry. Jej piękna matka Melena nie radzi sobie z tą sytuacją. Ojciec dziewczynki pastor Frex upatruje w dziecku kary za popełnione grzechy. Jedynie dawna piastunka jego pięknej żony wezwana do pomocy opiekuje się maleńką Elfabą jak najnormalniejszym w świecie dzieckiem.   

Bohaterka wyrasta na młodą, zdystansowaną kobietę, która podchodzi do świata z dużą dozą rezerwy i ironicznego krytycyzmu. Dopiero na studiach bohaterka nieco się otwiera i wpuszcza do swojego życia innych ludzi. Jednak trudno mówić o sielance w świecie, w którym rozumne Zwierzęta coraz częściej są prześladowane i spychane na margines społeczeństwa. Kiedy ofiarą morderstwa pada ulubiony profesor Elfaby będący kozłem, w dziewczynie rodzi się bunt. Młoda kobieta wyjeżdża do stolicy kraju (Szmaragdowego Miasta), gdzie angażuje się w działalność antyrządową.

Elfaba jest postacią niezwykle złożoną - potrafi współczuć uciskanym, umie zaprzyjaźnić się żoną mężczyzny, który był jej kochankiem, opiekuje się istotami, które są od niej słabsze, jest oparciem dla swojej niepełnosprawnej siostry, jednocześnie z niezwykłą oschłością i obojętnością traktuje swoje dziecko i z uporem twierdzi, że nie posiada duszy. Okoliczności zmuszają bohaterkę, żeby przyjęła tożsamość Złej Czarownicy z Zachodu, ale trudno  stwierdzić jednoznacznie, że jest ona uosobieniem zła. Czytelnik odnajdzie bowiem w Elfabie pierwiastki i dobra i zła. Momentami wydaje się wręcz, że to legendarne zło bohaterki jest jedynie pozą kobiety, która stara się ochronić przed bólem odrzucenia, a później staje się maską gwarantującą jej bezpieczeństwo.

Bardzo podobała mi się, że Gregory Maguire wykreował w swojej wersji opowieści o Oz wielowymiarowy świat zamieszkany przez ciekawych bohaterów o skomplikowanych osobowościach. Sposób kreacji bohaterów jest według mnie najmocniejszym punktem powieści Maguire’a. Żałuję, że w Polsce nie są dostępne kolejne trzy części cyklu powieści, których akcja została osadzona w tym samym uniwersum. Z chęcią dowiedziałabym się jak potoczyła się dalsza historia Oz.
 

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Definitywnie Martwy" Charlaine Harris

Seria: Sookie Stackhouse (tom 6)
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011

Sookie nie posiada zbyt dużej rodziny, ze smutkiem więc przyjęła wiadomość o śmierci jednej z najbliższych krewnych. Dodatkowo, zaskoczyła ją nowina, że kuzynka Hadley, bliska faworyta wampirzej królowej z Nowego Orleanu, również stała się wampirzycą, toteż właściwie... już wcześniej w zasadzie nie żyła. Teraz jednak Hadley umarła śmiercią ostateczną i nieodwracalną, pozostawiwszy w spadku wszystkie swoje dobra właśnie Sookie. Sookie jedzie do wampirzej stolicy odebrać dziedzictwo i natychmiast naraża się na niebezpieczeństwo. Ktoś najwyraźniej nie chce, by zbyt dokładnie drążyła przeszłość kuzynki, a wśród otrzymanych rzeczy najprawdopodobniej znajduje się coś, czego wszyscy szukają. Sookie zatem znów jest w niebezpieczeństwie - tym razem zagrażają jej nie tylko wampiry, lecz także wilkołaki, które widocznie zapomniały, że dziewczynę mianowano przyjaciółką stada. Sookie musi walczyć o życie...

Po dość długiej - ponad rocznej - przerwie, wróciłam do lektury serii o nierozgarniętej na pierwszy rzut oka kelnerce Sookie Stackhouse. Powieści wchodzące w skład cyklu stworzonego przez Charlaine Harris to przede wszystkim lekkie czytadła, których poziom pozostawia czytelnikowi wiele do życzenia. Od kiedy przeczytałam pierwszy tom tej serii podkreślam, że pod względem literackim powieści o Sookie są słabe, ale mimo to zawierają w fabule tą tajemniczą iskierkę, która sprawia, że ja polubiłam ten cykl. Nawet jeśli panna Stackhouse pełniąca rolę narratorki niebotycznie mnie wkurza swoim zachowaniem, albo irytuje głupimi opisami wiązania kucyka, kupowania bielizny lub opalania się, to i tak w ostateczności daje się wciągnąć wykreowanej przez amerykańską pisarkę historii. 

„Definitywnie Martwy” to tytuł, który dość mocno mnie zaskoczył, bynajmniej nie z powodu jakiegoś fabularnego przełomu. Jak zwykle Sookie wpadnie w tarapaty spowodowane przebywaniem w pobliżu nadnaturalnych istot, i jak zwykle u jej boku stanie fantastyczny - we wszystkich możliwych znaczeniach tego słowa – facet. Tym, co zbiło mnie z tropu było pojawienie się nowych postaci i wątków, które nie zostały przedstawione w poprzednim tomie serii, a które wedle wypowiedzi bohaterki musiały mieć miejsce. Dopiero po przeczytaniu przypadkowego komentarza na jednym z portali literackich dowiedziałam się, że historia Hadley została przedstawiona w zbiorku opowiadań „Dotyk Martwych”. Lektura wstępu do zbioru opowiadań uświadomiła mi również, że pisarka stworzyła nowelki, których akcja rozgrywa się pomiędzy akcją konkretnych tomów cyklu. Mówi się trudno, przeczytałam „Definitywnie Martwego” bez znajomości króciutkiego prequela. Byłam zagubiona i lekko zdziwiona, ale nie przeszkadzało to w odbiorze książki, bohaterka streszcza bowiem najważniejsze wydarzenia, które rozegrały się w opowiadaniu „Krótka odpowiedź”.

Charlaine Harris po raz kolejny prowadzi akcję zgodnie ze znanym schematem. Na Sookie czekają kolejne niebezpieczne przygody i przystojni nadnaturalni. Co tym razem czeka na naszą telepatkę? Sookie ma udać się do Nowego Orleanu, gdzie czeka na nią spadek po zmarłej kuzynce, która była wampirem oraz faworytą wampirzej królowej Luizjany. Hadley zastała zamordowana, a komuś wyraźnie zależy, żeby Sookie nie odkryła tajemnic skrywanych przez kuzynkę. Sytuacja na dworze królowej, która wyszła właśnie za mąż jest napięta jak struna, a kiedy ta decyduje się wreszcie pęknąć, telepatka znajdzie się w samym centrum krwawej jatki.

Oczywiście nie tylko wampiry i ich konflikty absorbują naszą bohaterkę. Również wilkołaki mają coś przeciwko Sookie, czego dowodem są przeprowadzone na nią ataki. W życiu prywatnym kelnerki również dochodzi do różnych, uczuciowych zawirowań. Pojawia się nowy adorator, a Bill okazuje się skrywać bardzo nieprzyjemną tajemnicę.

Szósty tom serii o kelnerce z Południa dostarczył mi w większości pozytywnych wrażeń. Powieść „Definitywnie Martwy” okazała się przyjemną, rozrywkową lekturą. Na pewno w niedługim czasie sięgnę po kolejny tom przygód Sookie.  

wtorek, 26 sierpnia 2014

"Dziewczyna w lustrze" Cecelia Ahern

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 96
Rok wydania: 2014

Nowa książka autorki bestsellerowej powieści „P.S. Kocham Cię!” to dwa piękne opowiadania. Bohaterką „Dziewczyny w lustrze” jest Lila, która dobrze wie, jaką jest szczęściarą – udało jej się znaleźć wymarzonego mężczyznę. Jednakże gdy w dniu jej ślubu nieoczekiwanie wychodzi na jaw rodzinna tajemnica z przeszłości, los Lily zmienia się w najbardziej zadziwiający sposób.

W opowiadaniu „Maszyna wspomnień” Ahern porusza frapującą kwestię: ponoć nigdy nie zapomina się pierwszej miłości, ale co może wydarzyć się, kiedy hołubione przez nas wspomnienia zaczynają blaknąć? Niektórzy zrobiliby wszystko, żeby przeszłość nie odeszła. Pewien mężczyzna ze złamanym sercem postanawia spełnić ich pragnienie.

W obydwu tych historiach jest magia i mnóstwo wdzięku, czyli to czym Cecelia Ahern uwiodła miliony czytelników na całym świecie.

Większość opowiadań ma jedną, zasadniczą wadę – kończą się one zbyt szybko, rozbudzają czytelniczy apetyty, ale go nie zaspakajają. Nie inaczej było z publikacją „Dziewczyna w lustrze”, która jest zbiorem dwóch krótkich opowiadań autorstwa popularnej, irlandzkiej pisarki Cecelii Ahern.

W skład książki wchodzą dwie nowelki – tytułowa „Dziewczyna w lustrze” oraz „Maszyna wspomnień”. Oba utwory zawierają wątki fantastyczne. Bardzo duża czcionka sprawia, że krótkie teksty zostały rozciągnięte na 96 stron. Same opowiadania są poprawne i w pewnym stopniu intrygują czytelnika, ale ich rozmiary i prostota nie zagwarantowały mi literackiego zaspokojenia. Nowelki miały wielki potencjał i szkoda, że pisarka nie zdecydowała się na stworzenie bardziej rozbudowanych opowieści „Dziewczyna w lustrze” to lektura na jakąś godzinkę.

Wydawca dobrał do tego tytułu ładną, przyciągającą wzrok okładkę, która doskonale koresponduje z tytułem mikrozbioru opowiadań. Niestety sama książeczka nie jest warta swojej ceny.
 

czwartek, 21 sierpnia 2014

"Drwal" Michał Witkowski

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011

Powieść jednego z najgłośniejszych polskich pisarzy. Pierwszy kryminał w jego dorobku. Inteligenta i dowcipna gra z konwencją.
Michał, trzydziestosześcioletni literat wyrusza na nieco niekonwencjonalne wakacje. Późną jesienią wyjeżdża nad lodowate polskie morze, by na zaproszenie mało znanego sobie mężczyzny zamieszkać w zagubionym w lasach domku. Gospodarz otacza się aurą tajemnicy. Zaciekawiony pisarz rozpoczyna amatorskie śledztwo. Wpada na trop zaginięcia przed laty lokalnej piękności. Wszystkie ślady prowadzą do starego rządowego ośrodka wypoczynkowego, który rozkwitał w czasach Peereleu. Bohater nie spodziewa się, że leśniczówka kryje równie mroczną tajemnicę, a jego śledztwo i zarazem próba pisania kryminału rozpęta groźne namiętności.

Długo zastanawiałam się, co mam napisać o „Drwalu” Michała Witkowskiego. Książka jak najbardziej mi się podobała, ale to taki rodzaj prozy, o której pisać jest mi ciężko. Trudno dobrać mi słowa, by opisać wszystko w sposób precyzyjny, tak by w pełni oddać moje emocje i wrażenia dotyczące lektury tego tytułu.

„Drwal” został zaklasyfikowany jako kryminał, ale przyporządkowanie tej powieści należy wywalić do kosza. Witkowski bawi się konwencją i zabawa ta wyszła pisarzowi wybornie.

Michał Witkowski, główny bohater powieści, alter ego pisarza, ucieka z Warszawy od wszechobecnego gwaru. Za cel swojej podróży bohater wybiera posezonowe Międzyzdroje. A żeby było ciekawiej, niebanalnie i klimatycznie, na miejsce swojego postoju, zamiast hotelu wybiera kwaterę u dopiero co poznanego mężczyzny zamieszkującego leśniczówkę. Pisarz poszukujący tematu do nowej książki od razu zwraca uwagę na tajemniczego drwala, który izoluje się od świata. Gospodarz intryguje bohatera, więc kiedy tylko nadarza się okazja Witkowski zaczyna myszkować po jego lokum  Za antywłamaniowymi drzwiami leśniczówki bohater odkrywa świat pełen dysonansów - zabytkowe filiżanki, ambitna literatura na półkach, winylowe płyty z muzyką, a obok tego cała sterta leków poutykanych w całym domu, w sypialni zbiór popularnych komedyjek. Kim jest właściciel leśniczówki, co skłoniło mężczyznę do zaszycia się w leśnej głuszy? Pewne zachowania mężczyzny skłaniają Michała do wniosku, że z jego drwalem coś jest nie tak. Witkowski, z pomocą miejscowego luja, przeprowadza zwariowane śledztwo, podczas którego spotyka wiele oryginalnych postaci. W końcu pojawia się jakaś kryminalna sprawa z przeszłości, która idealnie nadaje się do prozy. Witkowski pcha się w coraz dziwniejsze sytuacje, a wszystko to w imię przyszłego bestsellera, który wedle marzeń bohatera będzie dystrybuowany nawet na stacjach benzynowych :)  

Powieść  utrzymana w klimacie iście gombrowiczowskim została wypełniona zabawnymi, groteskowymi wydarzeniami. Główny bohater, mocno postrzelony pisarz, prawdziwa indywidualność prowadzi swoje malutkie śledztwo i spotyka całkiem pokaźną grupę miejscowej, zawieszonej w posezonowej atmosferze stagnacji ludności. Powieść buzuje od absurdów i przerysowanych postaci oraz szalonych, przerysowanych scen rodem ze snu wariata.

„Drwal” to powieść na swój sposób genialna. Książka zachwyca krytyków i zwykłych czytelników, a ja się temu wcale nie dziwię, bo proza Witkowskiego jest świetna – jest to utwór lekki i zabawny, przy tym napisany w sposób inteligentny i z polotem. Błyskotliwe i kąśliwe komentarze głównego bohatera setnie mnie ubawiły. Ach!, te doskonałe, autoironiczne wypowiedzi Witkowskiego (bohatera), te absurdalne wydarzenia uderzające w tony czarnej komedii, te przerysowane postacie zapełniające kolejne strony powieści – doskonale bawiłam się podczas lektury tej powieści. „Drwal” to kawał doskonałej prozy.
 

czwartek, 31 lipca 2014

"Wiśniowy Klub Książki" Ashton Lee

Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 352
Rok wydania: 2013

Maura Beth organizuje klub książki, aby uchronić lokalną bibliotekę przed zamknięciem. Jej inicjatywa spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem. Na wiernych czytelników oprócz interesujących rozmów czekają bowiem pyszne smakołyki.

Klubowicze od dyskusji nad "Przeminęło z wiatrem" przechodzą do plotek, wymiany przepisów, zwierzania się z sekretów i snucia marzeń. Zawiązują się przyjaźnie, a gdy na horyzoncie pojawia się przystojny Jeremy, serce bibliotekarki zaczyna bić szybciej.

Czy popularność klubu pozwoli ocalić bibliotekę?

Dałam się nabrać na ładną okładkę i ciekawie brzmiący tytuł. Żałuję, że przed rozpoczęciem lektury „Wiśniowego Klubu Książki” nie przeczytałam choćby jednej opinii innych czytelników. Oszczędziłabym sobie czasu i nerwów.

Książka Ashtona Lee to pomyłka. Fabuła z założenia miała krążyć wokół tematu, który powinien zainteresować wszystkie mole książkowe. Maura Beth, główna bohaterka, bibliotekarka walczy z przedstawicielami lokalnych władz o przetrwanie prowadzonej przez nią biblioteki, która na co dzień świeci niestety pustkami. W tym celu kobieta zakłada klub książki, do którego zapisuje się garstka ludzi. Spotkania klubu polegają głównie na obżeraniu się przygotowanymi przez członków potrawami i plotkowaniu o własnym życiu. Książka jest przepełniona osobistymi wynurzeniami bohaterów mającymi bardzo mało wspólnego z literaturą, która powinna być postawiona w fabularnym centrum.

W utworze dominują sztucznie brzmiące dialogi, z założenia sympatyczni bohaterowie męczą czytelnika długimi wywodami dotyczącymi ich prywatnego życia. Na podstawie tej powieści można odnieść wrażenie, że główną cechą Amerykanów jest ciągłe opowiadanie dopiero co poznanym osobom o swoim osobistym życiu i uczuciach. Odnosiłam wrażenie, że Maura Beth pełni raczej rolę psychoterapeutki, do której pacjenci wydzwaniają z co rusz nowymi przemyśleniami, a nie bibliotekarki.

„Wiśniowy Klub Książki” to nudna książka, która zawiera bardzo mało wątków stricte literackich. Bohaterowie to nudne i irytujące kreacje, a fabuła jest wybitnie nieatrakcyjna. Do końca łudziłam się, że jeszcze strona, dwie i akcja się rozrusza… jakże się pomyliłam! Z przykrością muszę stwierdzić, że lektura tej książki była przede wszystkim ogromną stratą czasu.