piątek, 29 marca 2013

"Zrękowiny" Johanna Lindsey

Wydawnictwo: Weltbild (seria Romans Historyczny na zlecenie Oxford Educatilonal Sp. z.o.o.)
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2012

Rodzice Milisant i Wulfrica zawarli kontrakt ślubny który został zaakceptowany przez króla Ryszarda Lwie Serce. Wulfric, posłuszny rodzicom, zamierza wywiązać się z powziętego przez rodziny postanowienia i rozpoczyna starania o rękę Milisant. Dziewczyna jednak nie jest mu przychylna o zamierza doprowadzić do zerwania kontraktu. Także jeden z możnych panów, który wybrał Wulfrica na swojego zięcia, dąży do unieważnienia układów sprzed lat.


„Zrękowiny” autorstwa Johanny Lindsey to romans historyczny, który dostarczył mi niemałych emocji.  Amerykańska pisarka napisała powieść, w której pojawiają się moje ulubione motywy, bohaterowie reprezentują najbardziej lubiany przez mnie typ postaci, a akcja zostaje osadzona w średniowieczu – dla mnie książka Lindsey to cud, miód i orzeszki!

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1214. Walter de Roghton spotyka się z królem Janem Plantagenetem, by uzyskać zgodę na podjęcie działań mających zapobiec skoligaceniu rodów Thorpe’ ów i Crispinów. W tym samym czasie Guy de Thorpe zmusza swego jedynego syna, by udał się wreszcie po osiemnastoletnią narzeczoną, z którą powinien związać się już sześć lat temu. Małżeństwo Wulfrica i Milisant zostało zaaranżowane przez ich rodziców, kiedy bohaterowie byli jeszcze dziećmi. Wulf nie pała zbytnią sympatią do dziewczyny, którą widział tylko raz w życiu będąc kilkunastoletnim chłopcem. Spotkanie z nią przyprawiło go wtedy o niemały uraz psychiczny - dziewczynka zachowywała się jak chłopak, a kiedy dowiedziała się, że stoi przed nią przyszły mąż, napuściła na narzeczonego sokoła, który dość poważnie go zranił. Wulf, mimo niechęci, zdaje sobie jednak sprawę ze swych powinności względem rodu. Bohater wyrusza do Dunburh, siedziby Crispinów, mając nadzieję, że jego przyszła żona wraz z wiekiem nabrała ogłady. Jakże się myli!

Milisant daleko do uległej i pokornej kobiety. Narzeczona Wulfrica to chłopczyca nienawidząca kobiecych zajęć i niepraktycznych sukien. Mili wielokrotnie podkreśla, iż nie znosi społecznych i kulturowych ograniczeń jakie nakłada na nią płeć. Dziewczyna walczy o swą niezależność i nie może pogodzić się  faktem, że zostaje zmuszona do poślubienia tak gwałtownego człowieka jak de Thorpe – nie tylko Wulf wyniósł niemiłe wspomnienia z pierwszego spotkania. Okazuje się, że mężczyzna broniąc się przed atakiem nie szkolonego sokoła, zabił ptaka będącego ulubieńcem Mili, a do tego niemal uczynił z niej kalekę. Bohaterowie mają bardzo uzasadnione powody by pałać do siebie niechęcią, jednak każde z nich zdaje sobie sprawę ze swych obowiązków względem rodów.

Mili i Wulf to postacie o bardzo silnych charakterach, kiedy dochodzi do ich starć to aż iskrzy! Lubię pełnokrwistych bohaterów, a główne postacie „Zrękowin” są niesamowicie temperamentne. Akcja powieści opiera się głównie na konflikcie między narzeczonymi. Wulfric będzie próbował okiełznać narzeczoną. Mili z kolei, będzie starała się znaleźć sposób na zerwanie zrękowin. Bohaterowie będą musieli poradzić sobie również  z ludźmi nastającymi na życie dziedziczki Crispinów.

Jahanna Lindsey napisała bardzo emocjonujący romans historyczny. Pisarka wprowadziła do akcji postać Jana Plantageneta, przez co dodatkowo podniosła wartość „Zrękowin” w moich oczach. Na samym początku książki autorka przybliża czytelnikowi postać angielskiego króla, później jego postać pojawi się jeszcze kilkakrotnie, władca bierze udział w niektórych wydarzeniach dotyczących pary głównych bohaterów. Obecność historycznej postaci i jej rzeczywisty udział w konkretnych epizodach bardzo mnie cieszył. 

„Zrękowiny” podobały mi się bardzo. Twardzi, surowi rycerze i niepokorne białogłowy oddziałują na moją wyobraźnię o stokroć bardziej niż dżentelmeni i damy bawiący się na arystokratycznych, angielskich salonach. Jeśli Johanna Lindsey w innych powieściach utrzymuje podobny styl, a wykreowani przez nią bohaterowie są równie niepokorni, jak bohaterowie „Zrękowin”, to czuję, że ta pisarka na stałe dołączy do listy moich ulubionych autorek romansów historycznych.
 

wtorek, 26 marca 2013

"[geim]" Anders de la Motte

Seria: Geim (tom 1)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 408
Rok wydania: 2012

Henrik HP Pettersson to 30-letni kombinator i próżniak, którego życiowe ambicje mogą być śmiało podsumowane jednym zdaniem: być numerem jeden. Jest zadufany w sobie, beznadziejnie impulsywny, a przy tym dręczy go poczucie bycia niedocenianym. Pewnego dnia znajduje telefon komórkowy, który zaprasza go do tajemniczej Gry Alternatywna Rzeczywistość – gry testującej granice między złudzeniem a rzeczywistością. Po wykonaniu testu próbnego HP otrzymuje szereg fascynujących i niebezpiecznych zadań, które są filmowane, a następnie publikowane na liście rankingowej, ocenianej przez zamkniętą społeczność w sieci. Napięcie w grze rośnie, nagrody są coraz cenniejsze, a fani wystawiają mu świetne noty. HP powoli staje się gwiazdą, dlatego podejmuje się coraz bardziej ryzykownych zadań, by tylko pozostać w grze. Inspektor Rebecca Normén jest jego przeciwieństwem. Kontroluje swoje życie w każdym szczególe i szybko pnie się po szczeblach kariery. Wszystko układałoby się idealnie, gdyby nie anonimowe, niepokojące liściki, które znajduje w swojej szafce. Ktokolwiek je pisze, wie o jej przeszłości więcej, niż powinien. Dlaczego? Czy ktoś się z nią bawi? Podczas gdy gra stopniowo wkracza w życie HP i Rebecki, ich światy nieuchronnie się łączą. Pochłonięty kolejnymi zadaniami HP zaczyna zdawać sobie sprawę, że gra niesie za sobą śmiertelne niebezpieczeństwo.
Kto stoi za tajemniczą rozgrywką?

Debiutancka powieść Andersa de la Motte - byłego oficera policji, dyrektora ds. bezpieczeństwa w jednej z firm IT, obecnego konsultanta ds. bezpieczeństwa międzynarodowego oraz pisarza - okazała się niezwykle zajmującym thrillerem.

Akcja powieści „[geim]” została zbudowana na niebanalnym i dość świeżym pomyśle. Henrik HP Petterson, główny bohater powieści, zostaje zwerbowany do Gry. Bohater nie przypuszcza nawet, że „przypadkowo” zgubiony w metrze telefon jest przynętą, na którą doskonale daje się złapać. HP, drobny złodziejaszek i próżniak, postanawia zaopiekować się nowiutką, bajerancką komórką. Problem Henrika polega tylko na tym, że ekran urządzenia uparcie wyświetla ten sam komunikat: „Wanna play a game?”. Kiedy po którymś z kolei odrzuceniu propozycji przez HP, nadawca wiadomości zwraca się bezpośredni do Pettersona: „Wanna play a game, Henrik Pettersson?”, bohater czuje się skołowany, a w jego umyśle rodzi się podejrzenie, że któryś ze znajomych postanowił zabawić się jego kosztem. Wnerwiony HP godzi się na udział w grze, która na zawsze zmieni jego życie. Telefon staje się dla bohatera przepustką do niesamowitej, ale i niebezpiecznej rozgrywki, która została przeniesiona do świata realnego. Zaślepiony swymi sukcesami i poklaskiem publiczności HP nie dostrzega, że coraz bardziej wymagające zadania nie są jedynie kawałami robionymi przypadkowym obywatelom. Gra jest o wiele bardziej skomplikowana i ma o wiele większy zasięg niż HP myśli…

Anders de la Motte napisał wciągającą i pasjonującą powieść, którą czyta się z dużym zainteresowaniem. Początkowo bardzo drażnił mnie język postaci, które dość często posługiwały się miejskim slangiem - ciągłe czytanie o ‘rozkminach’ i ‘obczajaniu’ niezdrowo podnosiło mi ciśnienie krwi. Choć sposób wysławiania się bohaterów był jak najbardziej umotywowany ich charakterystykami, to dużo czasu zajęło mi pogodzenie się z faktem, że w powieści nie pojawiają się żadne synonimy na określenie owych nieszczęsnych ‘rozkmin’, których w powieści było mnóstwo. W książce pojawiło się również wiele wyrażeń z języka angielskiego, tłumacz dołożył starań, by wszystko odpowiednio wyjaśnić, jednak dla nieco starszego czytelnika, który nie uczył się tego języka, obecność angielskich zwrotów może irytować i przeszkadzać w odbiorze tekstu powieści.

Wraz z rozwojem akcji coraz bardziej wciągałam się w wydarzenia przedstawione na kartach powieści. Śledzenie poczynań głównego bohatera, stopniowe odkrywanie tajemnic związanych z grą zaabsorbowały moją  uwagę. Autor doskonale dawkował informacje, dzięki temu udało mu się zbudować i utrzymać niesamowite napięcie, które towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony. Wątek Gry Rzeczywistości Alternatywnej, w której gracze otrzymują zadania, które mają zostać wykonane w świecie rzeczywistym a nie wirtualnym, okazał się bardzo ciekawy. Autor pokazał jak atrakcyjny może być taki rodzaj zabawy, jak mocno oddziałuje ona na gracza poszukującego poklasku obserwatorów. Anders de la Motte podarował czytelnikowi nie tylko sensacyjną, atrakcyjną fabułę, ale zadbał również o psychologizację bohaterów – dzięki temu byłam w stanie polubić nawet niezbyt przyjemną postać głównego bohatera.

Biorąc pod uwagę fakt, że „[geim]” jest debiutancką powieścią Andersa de la Motte, muszę przyznać, że pisarz poradził sobie znakomicie. Akcja niesamowicie mnie wciągnęła i teraz pozostaje tylko czekać na wydanie kolejnego tomu trylogii „Geim”.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

 

niedziela, 24 marca 2013

"Kamieniarz" Camilla Läckberg

Cykl: Saga o Fjällbace (tom 3) 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 534 
Rok wydania: 2012

Październikowy poranek we Fjällbace. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim z nich coś się mocno zacina, Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, nie myli się, w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki...
Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...

„Kamieniarz” to już trzeci tom kryminalnej sagi o Fjällbace, w której centralnymi postaciami są policjant Patrick Hedströme i jego życiowa partnerka Erika Falck. Tym razem pisarka stawia przed głównym bohaterem niezwykle trudną sprawę: ofiarą morderstwa pada siedmioletnia dziewczynka Sara. Policjanci z komisariatu w Tanumshede są wstrząśnięci. Kiedy stróże prawa otrzymali zgłoszenie, że rybak wyłowił zwłoki, byli przekonani, że miał miejsce nieszczęśliwy wypadek. Niestety po dokładnych badaniach ciała siedmiolatki na jaw wyszło, iż dziecko zostało najprawdopodobniej utopione w wannie. Kto i dlaczego pozbawił życia siedmioletnią dziewczynkę? Policjanci rozpoczynają skomplikowane i bardzo delikatne śledztwo, nie można bowiem wykluczyć, że mordercą był ktoś z rodziny. Policjanci muszą wykazać się taktem i przeprowadzić swe dochodzenie w taki sposób, by nie zranić dodatkowo pogrążonych w rozpaczy rodziców Sary, nie mogą oni jednak zaniedbać swej pracy i zrezygnować z całkowitego wykluczenie ich postaci z prowadzonego właśnie śledztwa.

Policjanci z Tanumschede są bardzo realistycznie wykreowani, nie są to twardziele, których nie przeraża nawet najbardziej okaleczony trup. Kiedy ofiarą pada dziecko, wszyscy są wstrząśnięci –  stróże prawa są przede wszystkim ludźmi, nie są bezdusznymi analitykami, dla których zabójstwo to przede wszystkim zagadka do rozwiązania. Pisarka stworzyła bohaterów, którzy nie zapominają, że za sprawą kryminalną kryje się ludzka tragedia i ból - postacie występujące w sadze charakteryzuje bardzo silna empatia.

Sprawa prowadzona przez policjantów w „Kamieniarzu” jest skomplikowana. Funkcjonariusze ciężko pracują, jednak przez bardzo długi czas poruszają się po omacku. Akcja rozwija się powoli, ale paradoksalnie nie jest to minus. Autorka wprowadziła sporo retrospekcji, których obecność wywołała u mnie niemałą konsternację – wiedziałam, że wydarzenia z przeszłości miały zapewne wpływ na sprawę kryminalną, jednak za nic nie mogłam odgadnąć jaki wpływ na teraźniejszość miały zdarzenia, które rozegrały się 1924 roku, aż do finału nie wiedziałam jaką rolę w wydarzeniach pełniła postać tytułowego kamieniarza.

Powieść okazała się nieprzewidywalna, a zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Choć momentami wydawało mi się, że wątek kryminalny strasznie się ciągnie, to finał był tak emocjonujący, że kiedy z niezależnych od siebie przyczyn musiałam odłożyć książkę na kilkanaście minut, aż jęknęłam z frustracji – końcówkę powieści pożerałam oczami :)

„Kamieniarz” podobnie jak poprzednie tomy cyklu, nie jest utworem, którego fabuła koncentrowałaby się jedynie na kryminalnej zagadce. Pisarka wplotła w powieść bardzo wiele wątków społecznych i psychologicznych, stanowiących szczególnie atrakcyjny element dla damskiej części odbiorców prozy szwedzkiej pisarki. Z ogromnym napięciem śledziłam rozwój afery kryminalnej, ale z równą przyjemnością czytałam o codziennych problemach postaci zaludniających papierowe karty powieści. Pisarka ciągle pamięta o bohaterach, których poznaliśmy w poprzednich tomach – nikogo nie pomija. Bardzo cieszyłam się, że ponownie zerknęłam na Dana, dowiedziałam się co słychać u Anny, a musicie wiedzieć, że u siostry Eriki dzieje się dużo! Zadufany w sobie komisarz Mellberg znów bawił mnie do łez swoim narcyzmem.

„Kamieniarz” to świetny kryminał, może nieco mniej trzymający w napięciu niż „Kaznodzieja”, jednak nadal czytałam go z prawdziwym zainteresowaniem. Koniec książki wywołał moje zdumienie i pozostawił mnie z bardzo silną potrzebą sięgnięcia po „Ofiarę losu”. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się przeczytać czwarty tom cyklu i ponownie spotkam się z moimi ulubionymi bohaterami.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 23 marca 2013

"Uwieść dżentelmena" Nicole Byrd

Cykl: Siostry Applegate (tom 1)
Wydawnictwo: Amber (na zlecenie Amercom SA)
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2012

Sir Oliver nie jest najlepszym kandydatem na męża. Ten nieco roztargniony zoolog lepiej czuje się wśród dzikich zwierząt, niż w towarzystwie pięknych pań, i wydaje się niezdolny do romantycznych uniesień. A jednak Juliana od pierwszej chwili jest przekonana, że to mężczyzna jej życia. Nie wie tylko, że ich droga do miłości będzie pełna niebezpieczeństw. W świecie wytwornych dam i dystyngowanych dżentelmenów oboje muszą się bronić przed drapieżnikami groźniejszymi niż te, które tak fascynują sir Olivera...


Kiedy mam ochotę na typowo rozrywkową lekturę, sięgam po romanse historyczne. Nie ważne, że bohaterowie rzadko kiedy prezentują zachowania charakterystyczne dla mieszkańców danej epoki, nie szkodzi, że kobiety są zmysłowe, a mężczyznom daleko do powściągliwych angielskich dżentelmenów. Uwielbiam historyczną otoczkę, która buduje klimat romansu historycznego i mam w domu całkiem pokaźną kolekcję tych książek – królują zwłaszcza wznowienia wydane w różowej serii przygotowanej przez Amercom SA.

Wybierając romanse historyczne zwracam uwagę na jedną rzecz: szukam tytułów oryginalnych. Nie ważne czy chodzi o fabułę, czy o bohaterów, poszukuję książek nie powielających schematów, tytułów oferujących wartką akcję lub takich z dużą dawką humoru. W powieści Byrd aż roiło się od tego drugiego - zabawnych scen wyciskających z oczu łzy radości.

Na powieść Nicole Byrd „Uwieść dżentelmena” zwróciłam uwagę po przeczytaniu opisu, szczególnie zaciekawiła mnie postać głównego bohatera, który jest zoologiem. Jak na bohatera romansu historycznego sir Oliwer ma całkiem oryginalne zajęcie. Egzotyczni podopieczni sir Olivera niejednokrotnie zamieszają w spokojnym życiu dżentelmena, jego ciotki oraz ich uroczego gościa, panny Juliany Applegate.

Główną bohaterką powieści otwierającej cykl o miłosnych perypetiach sióstr Appelgate, jest dwudziestoczteroletnia córka zubożałego, chorego dżentelmena, który z trudem utrzymuje niewielki wiejski majątek. Pewnego dnia w domostwie Applegate’ów pojawia się lord Gabriel Sinclair, który okazuje się być synem Johna Applegate’a. Lord, choć do ojca przywiodła go wściekłość i pragnienie zemsty, ujrzawszy trudną sytuację materialną swych przyrodnich sióstr, postanawia jednej z nich zagwarantować posag oraz wprowadzić ją do towarzystwa. Wybór pada na Julianę. Kobieta ma stać się gościem w domu Lorda Gabriea i jego żony Psyche. Niestety okazuje się, że w domostwie Sinclair’ów panuje epidemia odry. Bohaterka zostaje „przygarnięta” przez przyjaciółkę brata i Psyche, lady Margery Sealey, u której bawi również jej chrześniak, pociągający i niezwykle nieśmiały sir Oliver Ramsey.

„Uwieść dżentelmena” to lekki i zabawny romans historyczny, lektura w sam raz na poprawienie sobie humoru. Gdzieś w tle pojawia się wątek kryminalny, jednak nie wnosi on żadnego napięcia i zaciekawienia. Największym plusem tej powieści jest humor i nieco niestandardowi bohaterowie. Rzadko zdarza się, by główny bohater męski był portretowany jako człowiek nieśmiały, który w obecności kobiet nabiera rumieńców zakłopotania, do sir Olivera idealnie pasują określenia: uroczy i nieporadny. Może Ramsey nie reprezentuje mojego ulubionego typu bohatera romansu historycznego – władczego, a zarazem niezwykle opiekuńczego macho – ale jego postać zdecydowanie wybija się ze schematu.

Powieść Nicole Byrd była bardzo przyjemnym umilaczem czasu, jednak nie jest to tytuł, który na długo zapada w pamięć. Humor w powieści był przedni, jednak wątek miłosny nie wywołał we mnie jakichś większych uczuć. Na tle całego mnóstwa romansów historycznych „Uwieść dżentelmena” uważam za powieść przeciętną – czerpałam przyjemności z jej czytania, ale nie wywarła ona na mnie takiego wrażenia, które pozwoliłoby mi pamiętać o tym tytule przez dłuższy czas.

Na koniec wspomnę jeszcze o pewnej ciekawostce. Seria „Siostry Applegate” łączy się z innym cyklem Nicole Byrd, a mianowicie z „Sagą rodziny Sinclair” – pierwszy tom tej serii „Ukochany kłamca” przedstawia losy Gabriela i Psyche. 

środa, 20 marca 2013

"Perwersjonistka" Julia Kruk

Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria wydawnicza: Czerwona Seria 
Liczba stron: 240 
Rok wydania: 2013

Wiele jest ścieżek rozkoszy i pożądania…

Niektóre kobiety lubią wyrafinowane trójkąty erotyczne, inne wolą waniliowy seks na wersalce. Bywają i takie, co cenią brutalność i intensywne doznania na granicy szaleństwa i dobrego smaku. Czasem kieruje nimi jakieś niezrozumiałe nienasycenie, innym razem potrzeba zemsty lub po prostu ciekawość.
Perwersjonistka to opowiadania o przygodach erotycznych kobiet. Wszystkie je łączy jedno pragnienie, wszystkie śmiało poszukują spełnienia… A może pod licznymi maskami kryje się jedna i ta sama postać? Kobieta o wielu obliczach, świadoma ogromu swoich różnorodnych i zupełnie wyjątkowych potrzeb?

Czy potem wszystkie żyły długo i szczęśliwie? Na pewno w międzyczasie świetnie się bawiły...


„Perwersjonistka” Julii Kruk jest tytułem, który wzbudził we mnie ogromną ciekawość już od chwili, w której zobaczyłam jego zapowiedź. Ten utwór był dla mnie pod pewnymi względami książką przełomową, gdyż do tej pory nie zdażyło mi się sięgnąć po literaturę erotyczną stworzoną przez polskich autorów. Sięgając po zbiór opowiadań Julii Kruk zastanawiałam się, jak pisarka poradzi sobie w tym „delikatnym” gatunku, dla którego język polski nieraz okazuje się okrutnym ojczymem, którego cechuje niepohamowana i niesmaczna wulgarności. Po przeczytaniu „Perwersjonistki” muszę stwierdzić, że pisarka spisała się wyśmienicie, a jej zbiór opowiadań wśród innych powieści erotycznych jawi się jako rzadkiej urody klejnocik. Forma jest piękna, a i problematyka poruszana w opowiadaniach jest ciekawa.

Julia Kruk ma doskonałe pióro. Nawet jeśli w opisach używa potocznych, niezbyt eleganckich nazw narządów płciowych kobiet i mężczyzn, to cały akt seksualny obudowuje tak świetnymi opisami, że stwierdzenie „niesmaczne” nawet nie zamajaczyło na obrzeżach podświadomości. Opisy nawet dość odważnych praktyk jawiły mi się jako bardzo finezyjne i w gruncie rzeczy piękne, bo autorka nie pisze o wulgarnym pieprzeniu się, ale o uprawianiu prawdziwej miłości. W opisie chodzi o coś więcej niż anatomiczną relacją tego, co kto komu wkłada. 

Miłość fizyczna to kolacja w pięknym miejscu, aperitif, przekąski, doskonałe wino, kilka rodzajów przystawek, zupa, wreszcie danie główne, będące zwieńczeniem tych wszystkich smakowych przygotowań. Pieprzenie to hamburger, zjedzony samotnie na przystanku w lutową noc. [s. 55]

„Perwersjonistka” to nie tylko wysmakowane opisy bardzo przyjemnie pobudzające wyobraźnię. Autorka zadbała również o to, by jej opowiadania były o czymś. Nie uświadczymy tutaj niekończących się scen seksu dla których fabuła stanowi tło. Pisarka porusza ważne problemy społeczne, w opowiadaniu „Ja chciało jeść” mamy poruszony problem AIDS i HIV, w „Grecie dwa” pisarka przedstawia człowieka, który jest homoseksualistą , jednak nie jest w stanie się do tego przyznać nawet przed samym sobą.

Bohaterkami opowiadań Julii Kruk są kobiety wyzwolone. Badają one swoje granice, nie boją się eksperymentu, nie są związane konwenansami społecznymi. Bohaterki dwunastu opowiadań podążają za swoim instynktem, uczą się samoakceptacji, wyzwalają się spod władzy mężczyzn i odkrywają siebie jako niezależne istoty, które dla spełnienia niekoniecznie potrzebują męża. Kobiety te odkrywają swoją seksualność, nie wstydzą się swoich pragnień i są na tyle odważne by podążyć za instynktem. Powrót do pierwotnego atawizmu jest jednym z głównych tematów opowiadań – bohaterki uświadamiają sobie, że oddanie się pierwotnym seksualnym potrzebom nie jest niczym złym. Bohaterki wielokrotnie mówią o sobie jak o zwierzętach, samicach, sukach – choć na pierwszy rzut oka wygląda to seksistowsko i wulgarnie, to nazwy te  nie są  stosowane jako określenia pogardliwe, mają one podkreślać pierwotny związek kobiety z naturą i ja właśnie tak je odbierałam.

Gdyby było mi mało fajnej formy i ciekawej fabuły to autorka zaserwowała mi kilka intertekstualnych wisienek na torcie zwanym „Perwersjonistka”. Julia Kruk nawiązuje w swych opowiadaniach do innych dzieł literackich. Tak więc niektóre z bohaterek porównują siebie do Iriny Wsiewołodowej – bohaterki „Szewców” Witkiewicza; opowiadanie „Polish psycho” jest bezpośrednio zainspirowane powieścią Breta Eastona Elliasa „American Psycho”. Jeśli poszukujecie wysmakowanej literatury erotycznej, która pobudza nie tylko libido, ale i wasze szare komórki, to „Perwersjonistka” jest książką dla was.

Zbiór opowiadań napisanych przez Julię Kruk bardzo mi się spodobał i musiałam się mocno powstrzymywać, by nie napisać kilkudziesięciu stronicowego elaboratu analizującego każdy drobny element, czy motyw który mnie zachwycił i zauroczył. Utwór pisarki okazał się wielce satysfakcjonującą lekturą.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

niedziela, 17 marca 2013

"Wywiad z wampirem" Anne Rice

Cykl: Kroniki wampirów (tom 1)
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 400
Rok wydania: 2008

Louis de Pointe du Lac, arystokrata z Luizjany, opowiada dziennikarzowi o swojej podróży przez życie i nieśmiertelność. Zmieniony w wampira przez ponurego Lestata, wiedzie egzystencję, której nie rozumie i do końca nie akceptuje. Jedyną jego towarzyszką jest Claudia - ukochana kobieta zaklęta w ciele dziecka. Łączy ich chęć poznania podobnych sobie istot i zajadła nienawiść do własnego stwórcy - Lestata. Nasyciwszy się zemstą, Louis i Claudia wyruszają na wyprawę do Europy, by znaleźć swoje miejsce i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Spotkany w Paryżu Armand wprowadza ich w społeczność wampirów.

Wydana w 1976 roku pierwsza część „Kronik wampirów” to bestsellerowy debiut Anne Rice, który legł u podstaw całej jej kariery.

Lubię czytać powieści o wampirach. Książki, w których występowali krwiopijcy fascynowały mnie jeszcze zanim za sprawą „Zmierzchu” Stephenie Meyer nastąpił prawdziwy boom na takiego typu literaturę. Dziś da się zauważyć stopniowe zanikanie mody na książki traktujące o tych stworzeniach nocy, jednak ja nadal z ogromną chęcią sięgam po tytuły, w których pojawiają się strzygi. Powieści Anne Rice stanowią dla mnie absolutna klasykę jeśli chodzi o utwory z wampirami w rolach głównych. Swego czasu zebrałam wszystkie tomy „Kronik wampirów” i „Nowych kronik wampirów” obiecując sobie, że zrobię sobie pewnego rodzaju maraton czytelniczy i przeczytam wszystkie dwanaście tomów jeden po drugim. Wynikiem moich prób było to, iż pierwszy tom Kronik przeczytałam trzy razy, drugi natomiast dwa, reszta książek leży do tej pory i czeka, aż się nimi zainteresuję. Dziś nie mam już tak ambitnych planów, by odłożyć inne książki na bok i zakopywać się w „Kronikach wampirów” na najbliższy miesiąc, jednak nabrałam ogromnej ochoty na ponowne przypomnienie sobie „Wywiadu z wampirem”.

Akcja  powieści może być wam znana, nawet jeśli nie czytaliście książki. W  roku 1994 powstała bowiem świetna ekranizacja „Wywiadu z wampirem”, w której występowały gwiazdy takie jak: Brad Pitt, Tom Cruise, Antonio Banderas, młodziutka Kirsten Dunst.

Powieść Anne Rice opowiada historię narodzin i ponad dwuchsetletniego życia wampira Luisa de Pointe du Lac. Lata 70.  XX wieku, w obskurnym hoteliku mieszczącym się przy Divisadero Street spotykają się: młody dziennikarz i wampir, który pragnie opowiedzieć mu dzieje swojego życia. Luis żył u schyłku XVIII wiek w Luizjanie jako syn bogatego plantatora, w wampira został przemieniony przez Lestata de Lioncourt, którego pragnieniem było posiąść jego majątek.

Opowieść wykreowana przez Anne Rice jest mroczna, wampiry są tym czym powinny być – groźnymi istotami, których głód uśmierzy jedynie ludzka krew. Wampiry stworzone przez Rice to istoty łaknące krwi, nie są jednak pozbawione uczuć. Autorka poświęciła bardzo dużo miejsca na opisanie emocji, które targały Luisem tuż po przemianie, jak i w późniejszym okresie, w którym zaakceptował swe istnienie. Główny bohater powieści, w przeciwieństwie do swego stwórcy, jest wrażliwy i niejednokrotnie zastanawia się jakie mroczne, czy boskie siły pozwalają na jego egzystencję. Zabijanie w pierwszych latach życia sprawia mu przykrość i ból.

Lestat jest całkowitym przeciwieństwem swego „dziecka”. To wyrafinowany morderca, który z zabijania czerpie przyjemność. - wydaje się, że nie pozostały w nim żadne ludzkie cechy. Ten wampir uwielbia bawić się swymi ofiarami, urządzać dla nich przedstawienia. Lestat nie umie zrozumieć Luisa, nie potrafi pojąć jego rozterek i niepewności związanych z zabijaniem ludzi.

Ważną postacią, która pojawia się w życiu obu wampirów jest Claudia – pięciolatka przemieniona przez Lestata. Mała bohaterka staje się oczkiem w głowie Luisa, jej istnieje nadaje sens jego życiu. Claudia jawi się jako postać niezwykle tragiczna. Z jednej strony jest ona bezwzględnym potworem, bez skrupułów wabiącym i mordującym swe ofiary, z drugiej dzieckiem, które zostało przemienione tak wcześnie, że nie miało szansy zaznać wszystkich ludzkich uczuć. Z czasem dziewczynka dorasta i zdaje sobie sprawę, że choć osiągnęła dojrzałość, to jej ciało nigdy się nie zmieni. Być kobietą uwięzioną w ciele dziecka to koszmar, bohaterka staje się zgorzkniałą i kapryśną wampirzycą, gotową grać na uczuciach Luisa, by zdobyć to czego pragnie.

„Wywiad z wampirem” jest świetną powieścią grozy. Autorka za pomocą słów wyczarowała parny i duszny pejzaż Luizjany oraz mroczne uliczki, na których polowały wampiry. Ta powieść jest niesamowicie klimatyczna, opisy mocno oddziałują na wyobraźnię czytelnika. Opisy picia krwi są niesamowicie sensualne i można w nich dostrzec subtelny erotyzm. W powieści pojawia się wiele dwuznacznych scen, które są bardzo delikatne i nienachalne - mimo to potrafią wzbudzić rumieniec. W tej książce opis jest równie atrakcyjny jak fabuła.

„Wywiad z wampirem” to doskonała powieść o wampirach. Ta książka to obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników literatury wampirycznej. Jeżeli macie ochotę na utwór o pełnokrwistych dzieciach nocy i chcecie zrobić sobie przerwę od „nowoczesnych” krwiopijców chodzących w świetle dnia i podrywających nastolatki, to pierwszy tom „Kronik wampirów” jest dla was wymarzoną propozycją.

sobota, 16 marca 2013

"Wtorkowy Klub Erotyczny" Lisa Beth Kovetz

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 312
Rok wydania: 2006

Zabawna, seksowna i wzruszająca zarazem powieść o czterech kobietach, pochodzących z odmiennych środowisk, będących w różnym wieku, które pracują w nowojorskiej firmie prawniczej. Raz w tygodniu, podczas przerwy na lunch spotykają się, by czytać sobie na głos napisane przez siebie teksty literackie. To opowieść o różnych stylach życia, o kobiecych pragnieniach, poszukiwaniu bliskości i wsparcia, które współczesne kobiety znajdują w przyjaźni z... kobietami.


„Wtorkowy Klub Erotyczny” to lekkie niezobowiązujące czytadło, przy którym spędziłam kilka przyjemnych godzin. Debiutancka powieść Lisy Beth Kovetz, będąca połączeniem powieści erotycznej i obyczajowej, opowiada o życiu czterech kobiet, które łączy przynależność do klubu pisarskiego - Wtorkowego Klubu Erotycznego.

Aimee, Brooke, Margot i Lux to główne bohaterki powieści. Każda z tych kobiet ma inne problemy, wszystkie poszukują bliskości i wsparcia ze strony drugiego człowieka. Aimee jest w ciąży i bardzo mocno przeżywa fakt, że jej mąż fotograf, zamiast ją wspierać, jeździ po całym świecie realizując kolejne zlecenia. Brooke, przyjaciółka Aimee ze studiów, to niespełniona malarka, która od lat czeka na oświadczyny swego partnera. Margot jest samotną pięćdziesięciolatką poszukującą prawdziwej przyjaźni. Lux to młoda sekretarka, pochodząca z nizin społecznych, którą cechuje brak gustu, ogłady i wykształcenia. Każda z kobiet należących do Wtorkowego Klubu Erotycznego poszukuje czegoś innego. Aimee pragnie być zauważona przez innych, pragnie choć na chwilę znaleźć się w centrum uwagi;  Brooke przystąpiła do klubu by wspierać swą koleżankę; Margot szuka prawdziwych przyjaciółek; Lux pragnie nauczyć się ładnego i eleganckiego wysławiania. Czy kobiety znajdą we Wtorkowym Klubie Erotycznym to czego szukają?

Powieść Lisy Beth Kovetz to historia o kobiecej przyjaźni. Bohaterki  początkowo nie czują się zbyt pewnie w swoim towarzystwie, a nawet żywią do siebie pewną niechęć, z czasem wytwarza się między nimi silna i piękna więź. Kiedy zawodzą ich partnerzy, kiedy rodzina zwala się na głowę bez zapowiedzi, kiedy ktoś namawia jedną z nich do podjęcia pracy striptizerki, wtedy członkinie klubu pisarskiego wkraczają do akcji – wspierają, podnoszą na duchu, doradzają.

Powieść Lisy Beth Kovetz to fajne babskie czytadło, idealne na popołudnie czy wieczór, Może nie jest to oryginalna, ambitna książka, ale ja czytałam ją z przyjemnością. Podobało mi się, że wątek erotyczny nie zdominował fabuły, podobały mi się bohaterki (zwłaszcza Lux, która, choć nie mogła pochwalić się wiedzą akademicką, miała w sobie wiele mądrości życiowej oraz pewną smykałkę do robienia interesów), do gustu przypadł mi główny wątek rodzącej się pomiędzy bohaterkami przyjaźni.  

piątek, 15 marca 2013

"Dama kameliowa" Aleksander Dumas (syn)

Wydawnictwo "KWE"
Strony: 7-170
Rok wydania: 2001

Małgorzata Gautier, paryska kurtyzana, ma licznych wielbicieli. Jej klientami są panowie z wyższych sfer. Pewnego dnia poznaje młodego i przystojnego Armanda Duvala. Oboje zakochują się w sobie. Jednak związek z kobietą lekkich obyczajów może zaszkodzić mężczyźnie w karierze. Małgorzata na prośbę ojca Duvala porzuca ukochanego, kłamiąc, że już go nie kocha. Życie jest okrutne dla młodej dziewczyny. zapada ona na gruźlicę, a jej dni są policzone. zrozpaczony Armand w dniu śmierci ukochanej dowiaduje się, co było przyczyną ich rozstania.

Do niektórych powieści należy dojrzeć. Jeszcze kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy czytałam „Damę Kameliową”, czułam ogromny zawód i za nic nie mogłam zrozumieć fenomenu tej książki. Powieść Aleksandra Dumasa - syna, wydała mi się historią płytką i nieatrakcyjną. Jakże się myliłam! Dziś, nieco dojrzalsza, doceniłam urok romantycznego związku Armanda Duval i Małgorzaty Gautier .

We współczesnych czasach przyjęło się uważać, że oznaką prestiżu i wysokiej pozycji społecznej jest posiadanie dobrego, drogiego samochód. W dziewiętnastowiecznej Francji rzecz się miała zgoła inaczej. „Rzeczą”, która wywołuje zazdrosne spojrzenia innych mężczyzn, jest kurtyzana. Bycie kochankiem ekskluzywnej, drogiej prostytutki oznacza prestiż i budzi podziw, świadczy o zamożności i dobrym guście mężczyzny.

Dama kameliowa to przydomek Małgorzaty Gautier,  najbardziej rozchwytywanej, paryskiej kokoty. Na nawiązanie kontaktu z Małgorzatą mogą pozwolić sobie jedynie nieliczni bogacze. Kurtyzana może pozwolić sobie na przebieranie w opiekunach.

Akcja „Damy kameliowej rozpoczyna się dość nietypowo. Narrator powieści trafia na licytację do mieszkania Małgorzaty. Kurtyzana chora na suchoty, przez ostatnie miesiące swego życia żyła ponad stan i dorobiła się mnóstwa długów. Narrator, kierowany impulsem, nabywa na licytacji książkę należącą do Małgorzaty. Kilka dni po licytacji, zgłasza się do niego mężczyzna, który sprezentował pani Gautier powieść „Manon Lescaut”. Armand Duval, bo tak nazywa się przybyły, pragnie odkupić książkę od narratora, chce mieć choć jedną pamiątkę po kobiecie, którą kochał do szaleństwa.

Armand znajduje w narratorze wrażliwego i współczującego człowieka, któremu decyduje się opowiedzieć dzieje swego głębokiego uczucia oraz historię związku z Małgorzatą.

Związek Armanda i damy kameliowej od początku skazany był na porażkę. Choć bohaterowie pokochali się silnym i szczerym uczuciem nie było dla nich przyszłości. Skrępowani dziewiętnastowiecznymi konwenansami nie mieli możliwości zawarcia legalnego związku. Gdyby Armand zdecydował się poślubić Małgorzatę, hańba spadłaby na całą rodzinę, nie tylko na niego. Gdyby mężczyzna zdecydował się zostać jedynym protektorem kurtyzany, a Gautier zgodziłaby się na to, społeczeństwo uznałoby młodego Duvala za głupca, dającego wykorzystywać się sprytnej kokocie. Kochankowie musieli myśleć nie tylko o sobie, ale i o ludziach, których spotkałby społeczny afront, gdyby ci dwoje zdecydowali się związać na stałe.

Kiedy czytałam o początku znajomości Armanda i Małgorzaty, wydawało mi się, że związek tych dwojga jest wynikiem kaprysu zblazowanej kurtyzany. Dama kameliowa na początku znajomości z Armandem nie myśli nawet o tym, by zmienić swój styl życia, by zrezygnować z wpływowych kochanków i oddać się całkowicie Armandowi. Uczucie do Duvala przypomina raczej owoc chwilowej zachcianki niż przywiązania. Wszystko zmienia się, kiedy kochankowie wyjeżdżają na wieś – tam z dala od zgiełku miasta i oczu socjety, miłość rozkwita. Małgorzata uczy się czerpać radość z prostego życia, zapomina na chwilę o swej niechlubnej profesji i zaczyna wierzyć, że przy Armandzie odnajdzie spokój i szczęście. Niestety wiadomość o zbytnim przywiązaniu Armanda do kochanki dociera do jego ojca, który postanawia uratować syna i rodzinę przed kompromitacją.

„Dama kameliowa” nie jest może utworem, który porywałby czytelnika dynamiczną akcją, jednak jest to powieść ciekawa. Książka Dumasa od dziesięcioleci rozbudza wyobraźnię czytelników. Ten utwór bez wahania można zaliczyć do klasyki literatury popularnej - od wydania „Damy kameliowej” minęło 165 lat a współcześni ciągle chętnie po nią sięgają. Historia, oparta na rzeczywistym romansie pisarza i paryskiej kokoty Marie Duplessis, stała się pierwowzorem jednej ze najsłynniejszych oper Giuseppe Verdiego – „La Travita”.

Jeżeli macie ochotę na subtelną dziewiętnastowieczną powieść o skomplikowanej miłości, to „Dama kameliowa” Aleksandra Dumasa, powinna spełnić wasze oczekiwania.   

środa, 13 marca 2013

"Kroniki rodzinne" Tony Parsons

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Rok wydania: 2005


„Kroniki rodzinne” Tony’ego Parsons to całkiem zgrabnie napisana powieść obyczajowa, której tematem przewodnim jest rodzicielstwo. Fabuła utworu koncentruje się na opowiedzeniu historii trzech sióstr: Cat, Jessici oraz Megan. Bohaterki zostały w dzieciństwie porzucone przez matkę, ich wychowywaniem zajął się cały szereg mniej lub bardziej kompetentnych niań - w gruncie rzeczy siostrami opiekowała się jedenastoletnia Cat. Ojciec dziewczynek, będący przedstawicielem starej szkoły wychowania, która dom zostawiała w rękach kobiet, a zarabianie pieniędzy zrzucała na barki mężczyzny, nie umiał zająć się swoimi pociechami, nie rozumiał, że oprócz zapewnianych przez niego dóbr materialnych potrzebują one jeszcze jego czułości.

Odejście matki wywarło ogromny wpływ na rozwój bohaterek. Cat, która pełniła rolę matki zastępczej dla swoich sióstr, w wieku trzydziestu sześciu lat nie chce nawet słyszeć o dzieciach, czy stałym związku – postrzega te elementy, jako zagrożenie dla swej wolności, którą wreszcie zdobyła. Będąc nastolatką nie zaznała beztroskiego życia wolnego od trosk i odpowiedzialności i teraz, kiedy uzyskała niezależność, nie chce jej utracić.   

Jessica jest całkowitym przeciwieństwem starszej siostry. W swym dorosłym życiu trzydziestodwulatka nie pragnie niczego więcej, jak stworzenia idealnej rodziny, której nie miała będąc dzieckiem. Jessica jest szczęśliwą mężatką, do osiągnięcia pełni brakuje jej tylko dziecka, ma jednak ogromne problemy z zajściem w ciążę. Mąż bohaterki, prowadzący niewielki biznes, jest gotów na wszystko by uszczęśliwić swą ukochaną, jednak nie odczuwa tak silnej potrzeby posiadania biologicznego potomka. Paulo kocha swą dwuosobową rodzinę i jest w stanie zaakceptować możliwość, że on i Jessica nigdy nie zostaną rodzicami.

Megan najmłodsza z sióstr stoi u progu kariery. Dwudziestoośmiolatka ukończyła właśnie szkołę medyczną i odrabia obecnie staż w jednej z londyńskich przychodni. Megan z przerażeniem odkrywa że jest w ciąży. Dziecko, będące rezultatem jednej szalonej nocy z obcym mężczyzną może całkowicie zniszczyć jej karierę i plany na przyszłość. Młoda pani doktor nie wyobraża sobie, że w tej chwili mogłaby zostać matką.

Cat, Jessica i Megan nie są jedynymi bohaterkami powieści, które muszą zdecydować jak ma wyglądać ich rodzina, i jaką rolę w ich życiu mają pełnić dzieci, które mają się dopiero pojawić, lub które mimo usilnych starań nie chcą przyjść na świat.

Michael brat Paula, ma prześliczną żonę i córeczkę, którą ubóstwia, a mimo to szuka szczęścia poza domowymi pieleszami. Po tym, jak na świat przyszła Chloe, córka zajęła centralne miejsce w życiu Naoko.  Micheal czuje się zbędnym elementem rodziny, który wypełnił swą rolę dawcy materiału genetycznego.

W życie Megan wkracza ponownie ojciec jej dziecka, który będzie próbował ułożyć sobie życie z bohaterką, jednak jego natura playboya nie do końca zgra się z rolą odpowiedzialnej głowy rodziny.

W „Kronikach rodzinnych” Parsons ukazał różne podejścia do macierzyństwa i ojcostwa. Dla jednych bohaterów posiadanie dziecka jest życiową misją, dla innych to przekleństwo. Bardzo podobał mi się fakt, że autor uczynił bohaterami swej powieści przeciętnych reprezentantów angielskiej klasy średniej. Bohaterowie powieści to zwykli ludzie, którzy muszą ciężko pracować na swój sukces i swoje szczęście – w powieści brak jest idealizowania i słodzenia, co wpływa bardzo pozytywnie na całość dzieła. Rodzicielstwo zostaje ukazane z wielu stron i to jest najmocniejsza strona tej powieści.

Jedyną rzeczą, która nie podobała mi się w Kronikach rodzinnych", było zakończenie, w którym ostatecznie okazuje się, że największym pragnieniem kobiety jest jednak posiadanie potomstwa, a zaprzeczanie temu jest jedynie blagą. Powiedzmy, że autor zadbał o psychologiczne umotywowanie zmiany poglądów jednej z bohaterek, jednak robiąc to wywołał we mnie poczucie, że lekceważy kobiety, które świadomie, z różnych powodów zrezygnowały z macierzyństwa. Brakuje mi w literaturze bohaterki, która od początku do końca trwałaby w swoim postanowieniu bezdzietności, nie ulegając opinii społecznej.

„Kroniki rodzinne” polecam wszystkim czytelnikom, którzy mają ochotę na dobrą powieść obyczajową poruszająca problematykę rodzicielstwa. Parsons doskonale ukazał wszelkie bolączki bycia rodzicem bez idealizowania i przekonywania czytelnika, że niemowlęta to słodkie, uśmiechnięte bobaski rodem z reklam telewizyjnych. Ta książka ukazuje bardzo realistyczne spojrzenie na macierzyństwo i ojcostwo. Polecam. 

sobota, 9 marca 2013

"Tessa d 'Urberville: historia kobiety czystej" Thomas Hardy

Wydawnictwo: Oxford Educational
Liczna stron: 416
Rok wydania 2009

Thomas Hardy w swojej najgłośniejszej powieści zatytułowanej "Tessa d'Urberville" opisuje tragiczne dzieje dziewczyny pochodzącej ze zubożałego szlacheckiego rodu. Tessa, którą ojciec wysłał do bogatych krewnych, zostaje uwiedziona, a następnie porzucona przez próżnego młodego panicza. Wydaje się, że los biednej dziewczyny jest przesądzony. W XIX-wiecznym społeczeństwie panna z dzieckiem na angielskiej prowincji nie może liczyć na litość, zrozumienie, a tym bardziej na jakąkolwiek pomoc. Jednak w swoim niełatwym życiu Tessa raz jeszcze zazna krótkich chwil szczęścia.

„Tessa d’Urberville: historia kobiety czystej” jest powieścią, która w roku 1891 wywołała społeczne oburzenie. Książka Thomasa Hardy’ego, która dziś zaliczana jest do grona klasyki literatury angielskiej, była krytykowana jako dzieło występujące przeciw wiktoriańskim  normom przyzwoitości. Cóż, po przeczytaniu utworu  nie zauważyłam jakichś gorszących opisów, choć przyznaję, że poruszona przez pisarza tematyka mogła wywołać oburzenie u czytelników żyjących w epoce wiktoriańskiej, gdzie ceniona była powściągliwość, a nie szczerość i otwartość w okazywaniu uczuć.


Utwór Tomasa Hardy’ego nie należy raczej do literatury, która wciąga czytelnika swoją dynamiczną akcją. Tym co spodobało mi się w książce, to sposób przedstawienia bohaterów oraz problematyka poruszona przez pisarza.
 
Tytułowa bohaterką utworu Hardy’ego jest młoda dziewczyna pochodząca z ubogiej rodziny Durbeyfieldów. Pewnego dnia okazuje się, że ojciec Tessy jest ostatnim z potomków szlacheckiej rodziny d’Urberville – jak wkrótce się okaże, ta informacja stanie się dla Tessy przekleństwem. Bohaterka zostaje wysłana przez rodziców do bogatych krewnych - w rzeczywistości okazują się oni rodziną pewnego przedsiębiorcy, który kupił tytuł szlachecki i przyjął nazwisko znamienitego rodu, którego członkowie mieli wymrzeć dawno temu. Tessa na swe nieszczęście wpada w oko hulace i bawidamkowi Alecowi d’Urberville, który namawia ją by podjęła pracę w dworku jego matki. Alec wciąga dziewczynę w pułapkę i gwałci ją. Zhańbiona bohaterka powraca do rodzinnego domu, gdzie rodzi nieślubne dziecko, które wkrótce umiera.

Po dwóch latach od tragedii, Tessa próbuje na nowo ułożyć swoje życie. Wyjeżdża do Talbothays, gdzie najmuje się do pracy dójki na farmie mlecznej. W miejscu, w którym nikt nie wie o jej „grzechu” spotyka mężczyznę, w którym zakochuje się z wzajemnością, jednak przeszłość ciągle ją ściga i uniemożliwia zaznania prawdziwego szczęścia.

W wiktoriańskiej Anglii kobiety takie jak Tessa były potępiane. Choć bohaterka została wykorzystana, to przylepia się jej łatkę rozwiązłej i nieczystej. Wykorzystana kobieta staje się ofiarą ostracyzmu, gdy mężczyzna utrzymujący pozamałżeńskie stosunki jest wolny od jakiejkolwiek krytyki społecznej. Autor doskonale ukazał podwójną moralność stosowaną wobec kobiet i mężczyzn.

Tessa poznaje w Talbothays Angela. Mężczyzna pokochał ją całym sercem i dołożył wszelkich starań, by dziewczyna zgodziła się z nim związać. Jednak w momencie, w którym bohaterka odkrywa przed Angelem swą przeszłość, ten odwraca się do niej plecami, choć sam ma na sumieniu grzech rozwiązłości. Wybranek Tessy w swej młodości wdał się w romans ze starszą kobietą – Tessa wybaczyła mu ten czyn i pełna dobrych przeczuć, opowiedziała ukochanemu o nieszczęściu, które ją spotkało. Mężczyzna, zamiast okazać zrozumienie, czuje się oszukany i zdradzony, pragnie jak najszybciej oddalić się od kobiety, która w jednej sekundzie staje się dla niego obcą osobą.

„Tessa d’Urberville: historia kobiety czystej” to powieść wybitnie tragiczna. Powieść Hardy’ego jest romansem, jednak tutaj nie ma radosnego happy endu. Tessa choć niczym nie zawiniła, zostaje napiętnowana, a mężczyźni otrzymują prawo do jej znieważania i pogardzania nią. Muszę przyznać, że chociaż powieść Hardy’ego nie należy do tego typu utworów, które czyta się z wypiekami na twarzy, to książka wzbudziła we mnie cały szereg silnych emocji. Współczułam Tessie, znienawidziłam z pozoru idealnego Angela, a Aleca miałabym ochotę udusić, choć w pewnym momencie wydawało się, że bawidamek przeszedł cudowną przemianę i chciał odpokutować za zło, które wyrządził bohaterce.

Powieść Hardy’ego to utwór, który czyta się powoli i niespiesznie, liczne opisy przyrody, choć piękne i poetyckie, mogą momentami nużyć. Nie mogę powiedzieć, że jest to pasjonująca powieść od której trudno się oderwać, jednak „Tessa d’Urbeville: historia kobiety czystej” jest książką, o której na pewno szybko nie zapomnę.

środa, 6 marca 2013

"Klucz wiedzy" Nora Roberts

Seria: Trylogia Klucze (tom 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360
Rok wydania: 2010

Dana Steele rozpoczyna poszukiwania drugiego klucza otwierającego szkatułę, w której czarnoksiężnik Kane uwięził dusze trzech królewskich córek. Kiedyś Dana przeżyła zawód miłosny; teraz jej dawny ukochany, Jordan, powraca. Jaka przyszłość ich czeka? Jordan nie wiedział, że Dana go kochała... i nie wie, że nadal darzy go uczuciem. Pragnie zdobyć jej miłość. Kane zastawia pułapkę na nich oboje. Aby zwyciężyć, Dana musi pogodzić głos serca z głosem rozsądku. I odnaleźć książkę, która doprowadzi ją do drugiego klucza. Czy uda jej się dostrzec prawdę w sieci kłamstw?

Kiedy zabieram się za czytanie jakiejś powieści wchodzącej w skład dłuższej serii, staram się zgromadzić wszystkie tomy cyklu, by móc przeczytać go od razu. Dzięki takiemu działaniu nie zapominam żadnych wątków, wiem kim są wszyscy bohaterowie (nawet ci pełniący role epizodyczne), a co najważniejsze nie muszę długo czekać na poznanie zakończenia cyklu, jeśli dana seria niezwykle mnie zainteresowała. Niestety taki sposób poznawania serii książkowych ma też swoje minusy. Jeżeli poszczególne tomu opierają się na tych samych schematach, pojawiają się w nich niemal identyczne sceny bądź bohaterowi są kopiami postaci występujących w poprzednim tamie, wtedy przyjemność z czytania ulatnia się jak powietrze z przebitego balonu. Niestety czytanie wszystkich tomów trylogii „Klucze” jeden po drugim, wywołało we mnie te negatywne odczucia.

Po tym, jak skończyłam czytać „Klucz światła, czym prędzej sięgnęłam po „Klucz wiedzy”. Główna bohaterka drugiego tomu trylogii Nory Roberts jest bibliotekarką i przyznam, że postać Dany intrygowała mnie od początku. Bardzo chciałam przyjrzeć się jej poszukiwaniom tajemniczego klucza, który ma otworzyć drugi zamek szkatuły, w której zostały zamknięte dusze celtyckich półbogiń. Niestety powieść okazała się niemiłosiernie schematyczna. W książce pojawia się wiele scen, które są niemal wiernymi kopiami wydarzeń, które miały miejsce w tomie pierwszym trylogii. Dana zostaje zwolniona z pracy, okoliczności w jakich do tego dochodzi są lustrzanym odbiciem tego co spotkało wcześniej Malory. Również niezadowoleni ze zwolnienia bohaterki ‘klienci’ biblioteki reagują w taki sam sposób, jak klienci galerii, z której została zwolniona bohaterka „Klucza światła”. Podobieństw jest znacznie więcej, jednak nie będę ich już wymieniała.

W „Kluczu światła”, podobnie jak w „Kluczu wiedzy”, dominuje wątek romantyczny, wątek fantastyczny rozwija się dopiero w końcówce utworu.

W tym tomie główna bohaterka będzie starła się poradzić sobie z emocjami, które wyzwala niej Jordan. Mężczyzna opuścił ją i wyjechał do Nowego Jorku, by rozwijać karierę pisarską. Bibliotekarka ma niezwykły żal do Jordana za to, że zostawił ją, a swoim odejściem złamał jej serce. Dana poczuła się wykorzystana i zdradzona, kiedy dowiedziała się, że jej ukochany wyjeżdża nie poinformowawszy jej nawet o swych planach. Mimo całego rozgoryczenia, w momencie, w którym dawny kochanek powraca do Pleasant Valley, w bohaterce zaczyna odżywać dawna namiętność. Dana i Jordan są obecnie dojrzalsi niż kiedyś. Bohaterowie są gotowi do podjęcia dialogu i wytłumaczenia sobie nawzajem wszystkich spraw i wydarzeń z przeszłości, które przyczyniły się do ich rozstania. Sposób w jaki pisarka poprowadziła wątek uczuciowy bardzo mi się spodobał.

Co do wątku fantastycznego, to nie ma sensu za bardzo się rozpisywać. Przed Daną staje takie same zadanie jakie wykonała Malory, i jakie będzie musiała wykonać Zoe. Może w tym tomie działanie przeciwnika kobiet jest nieco bardziej brutalne i zdecydowane niż w „Kluczu światła”, jednak sam przebieg poszukiwania klucza wygląda identycznie jak w tomie pierwszym. Bohaterka otrzymuje wskazówki od Roweny i Pitte’a i ma miesiąc na odkrycie, gdzie został ukryty jej klucz, po drodze musi pokonać kilka przeszkód i pułapek zastawionych przez czarnoksiężnika Kane’a.

„Klucz wiedzy” utrzymuje taki sam poziom jak poprzedni tom trylogii. Przez większą część powieści autorka eksponuje wątek romansu miedzy głównymi bohaterami powieści. W końcówce rozpędu nabiera wątek fantastyczny, który w tym tomie prezentuje się bardziej dramatycznie niż w „Kluczu światła”. Niestety, ze względu na dużą schematyczność lektura tego tomu okazała się mniej porywająca niż lektura „Klucza światła” – za dużo było podobieństw do pierwszego tomu trylogii przez co fabuła była zbyt przewidywalna.

W wypadku „Trylogii kluczy” czytanie kolejnych części w bliskim odstępstwie czasu działa zdecydowanie na niekorzyść serii – przynajmniej ja tak odczuwałam. W najbliższym czasie nie sięgnę raczej po „Klucz odwagi”. Odpocznę sobie od tej trylogii, by za jakiś czas móc przeczytać finałowy tom serii z prawdziwym zainteresowaniem.
 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytamy Norę Roberts
 

wtorek, 5 marca 2013

"Klucz światła" Nora Roberts

Seria: Trylogia Klucze (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 384
Rok wydania: 2010

Trzy młode kobiety, Malory, Dana i Zoe, zostały zaproszone do tajemniczej, baśniowej rezydencji na przyjęcie. Ekscentryczni gospodarze, Rowena i Pitte, przedstawiają im niesamowitą propozycję, która może odmienić życie całej trójce.

Trzy odważne, mocno stąpające po ziemi kobiety, trzy klucze... Każda z nich musi wykonać trudne i niebezpieczne zadanie. Jeśli im się uda, czeka je wspaniała nagroda. Pierwsza rusza do walki o szczęście Malory. W kolejnych tomach z losem będą się zmagać Dana i Zoe. Czy im się powiedzie?


Nora Roberts to pisarka, która świetnie odnajduje się w różnych gatunkach literackich: romansach, powieści obyczajowej, sensacji, fantastyce. Jako, że do tej pory nie miałam możliwości poznania żadnej powieści pisarki, w której dominowałyby elementy tego ostatniego, wymienionego przeze mnie gatunku, postanowiłam czym prędzej zmienić ten stan. Wybór padł na książkę stanowiącą pierwszy tom trylogii "Klucze” - „Klucz światła”.

Główną bohaterką powieści jest Malory Price, która pracuje w galerii sztuki w niewielkim miasteczku Pleasant Valley. Dwudziestoośmiolatka, kochająca sztukę pokłóciła się właśnie z nową żoną właściciela galerii, jej posada wisi na włosku. Uporządkowane pod każdym aspektem życie bohaterki zaczyna się walić. Aby odegnać od siebie przykre myśli, Malory decyduje się wziąć udział w koktajlu organizowanym w rezydencji leżącej na Wzgórzu Wojownika.

Na miejscu okazuje się, że w spotkaniu, poza gospodarzami i Malory, wezmą udział tylko dwie kobiety – bibliotekarka Dana i fryzjerka Zoe. Wszystkie zaproszone znajdują się w podobnej sytuacji materialnej – etat Dany został drastycznie skrócony, Zoe została zwolniona przez właścicielkę salonu kosmetycznego, w którym pracowała. Jakby tego było mało, szybko wychodzi na jaw, że kobiety są w podobnym wieku. Malory i jej nowe znajome zaczynają się niepokoić tymi zbiegami okoliczności, ich obawy wzrastają, kiedy spotykają gospodarzy i wysłuchują ich historii, którą najłagodniej można określić jako gadanie szaleńca.

Rowena i Pittie twierdzą, że zaproszone kobiety są trzema wybrankami, które mają odnaleźć  klucze zamykające szkatułę, w której zostały uwięzione śmiertelne dusze celtyckich półbogiń. By przekonać swoich gości o autentyczności fantastycznej historii, para pokazuje im portret bogiń – postacie namalowane na płótnie mają twarze naszych bohaterek. Malory, Dana i Zoey zaczynają dopuszczać do siebie myśl, że opowieść Roweny i jej partnera może zawierać w sobie ziarenko prawdy. Bohaterki skuszone obietnicą wynagrodzenia postanawiają zaryzykować i zgadzają się wziąć udział w poszukiwaniu kluczy. Pierwszą wybranką zostaje Malory, na odnalezienie klucza bohaterka ma miesiąc.

„Klucz światła” to powieść fantastyczna, w której równie ważny co wątek magiczny, jest wątek romansowy, który nawiasem mówiąc jest świetny.  Malory nie jest zmuszona szukać klucza sama, pomagają jej poznane w rezydencji kobiety, które szybko stają się jej przyjaciółkami. Bohaterce pomaga także brat Dany Flynn, którego poznała w bardzo zabawnych okolicznościach. Zresztą w tej powieści aż roi się od zabawnych scen i dialogów. Bardzo podobał mi się fakt, że autorka odwróciła role i tutaj to Malory staje się drapieżcą próbującym usidlić Flynna, a nie na odwrót.

Wątek romansowy odwracał niestety uwagę od wątków fantastycznych. Można by właściwie powiedzieć, że to miłość pomiędzy dwójką bohaterów stanowiła oś fabuły, a wszelkie elementy magiczne pełniły jedynie rolę ciekawego tła – trochę przykre, ale ja odczuwałam to właśnie w ten sposób. Historia z poszukiwaniem kluczy zaczęła mnie wciągać mniej więcej od połowy powieści, kiedy to doszło do intensyfikacji działań zarówno bohaterek jak i mrocznej siły, która chciała je pokonać.

„Klucz światła” jest doskonałym romansem, wątek fantastyczny nieco mnie rozczarował i budził mieszane uczucia. Początek rozbudził ciekawość, jednak pierwsza część książki nie wciągnęła i była właściwie nijaka, dopiero końcówka trzymała w napięciu (oczywiście, to zdanie odnosi się jedynie do wątku fantastycznego powieści). Gdybym chciała ocenić „Klucz światła to za romans dałabym 5, za wątek fantastyczny 3.



Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytamy Norę Roberts


poniedziałek, 4 marca 2013

"Obiecaj mi" Richard Paul Evans

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 296
Rok wydania: 2012

„W zamkniętych na klucz i ukrytych w szafie szkatułkach przechowuję dwa naszyjniki. Są podarunkami od dwóch mężczyzn. Oba naszyjniki są piękne i cenne, nie noszę jednak żadnego z nich - jednego z powodu złamanej obietnicy, drugiego z powodu obietnicy dotrzymanej”.
Tamtego roku Beth przestała wierzyć w szczęśliwy los. Jej życie rozsypało się jak domek z kart: musiała zmierzyć się ze zdradą i opuszczeniem. W chwili próby zawiódł ją najbliższy człowiek, łamiąc wszystkie obietnice, które do tej pory składał.
Wtedy właśnie pojawił się Matthew - niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł, który łapie za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei. Wiedział, jak pomóc, co zrobić, by Beth znów zaczęła się uśmiechać, znał odpowiedzi na dręczące ją pytania. On też złożył obietnicę. Czy będzie w stanie jej dotrzymać? Kim naprawdę jest Matthew i skąd tyle wie na temat Beth i jej rodziny?

Muszę przyznać, że z lekturą książki Richarda Paula Evansa spóźniłam się o kilka dobrych miesięcy. „Obiecaj mi” to utwór, który doskonale wprowadza czytelnika w bożonarodzeniowy nastrój – szkoda, że nie wiedziałam tego w grudniu.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 2008, Wigilia Bożego Narodzenia. Główna bohaterka, pełniąca zarazem rolę narratorki powieści, czekając na swoich gości, wyciąga z szafy dwie szkatułki. Każde z puzderek zawiera w sobie prezent od mężczyzny, jeden od człowieka, który ją zdradził i złamał jej serce, drugi od kogoś, kto przywrócił jej wiarę w miłość i stanowił dla niej wsparcie w najtrudniejszych chwilach życia. Beth wie, że dzisiejszego wieczoru po raz kolejny spotka tego drugiego mężczyznę, ukochanego dzielącego jej sekret.

Beth wraca pamięcią do roku 1989, był to dla niej rok tragiczny i zarazem niezwykle wyjątkowy. To właśnie w tym roku, 12 lutego, bohaterka dowiedziała się, że jej małżeństwo nie jest idealne, a jej mąż dopuścił się zdrady. W tym roku córka Bethany, Charlotte, zachorowała i zaczęła niknąć w oczach, a lekarze nie mogli zdiagnozować jaka choroba stopniowo wyniszcza sześciolatkę. W Boże Narodzenie wydarzył się jednak mały cud, Beth robiąc ostatnie spożywcze zakupy spotkała Matthew – przystojnego nieznajomego, który z niezwykłą gorliwością dążył do tego, by się z nią umówić, mężczyznę, który dziwnym trafem wiedział co dolega jej córce, człowieka, dzięki któremu po raz kolejny odważyła się zaufać i pokochać. Między Beth i Matthew narodziło się głębokie uczucie, które jednak nigdy nie powinno rozkwitnąć.  Bohater skrywa bowiem pewien sekret – bolesną tajemnicę mogącą zniszczyć spokój ducha Bethany oraz życie jej dziecka. Kim jest Matthew i co sprowadziło go do samotnej, nieszczęśliwej kobiety w dzień Bożego Narodzenia? Ciekawych odpowiedzi na to pytanie odsyłam do lektury.

Historia napisana przez Richarda Paula Evansa jest magiczną opowieścią, która świetnie wprowadza czytelnika w bożonarodzeniowy nastrój. Wprowadzając rozwiązania fabularne charakterystyczne dla realizmu magicznego, autor stworzył piękną opowieść, w której magia przenika się z rzeczywistością. „Obiecaj mi” to bardzo ciepła powieść, wypełniona po brzegi kartek niesamowitą, pełną cudów bożonarodzeniową atmosferą.

Tę powieść polecam czytać zwłaszcza w okresie świątecznym, wtedy jej urok najsilniej będzie oddziaływał na czytelnika. Powieść Evansa bardzo przypadła mi do gustu, fabuła nadzwyczajnie mnie wciągnęła, mimo to czytając „Obiecaj mi” na początku marca, czułam się trochę nieswojo i nie dałam się w pełni uwieść atmosferze wypełniającej powieściowy świat. Czytanie tej książki w okresie innym niż okres bezpośrednio poprzedzający Boże Narodzenie, bądź czas tuż po świętach, mogę przyrównać do słuchania kolęd latem – utwór nadal pozostaje piękny, jednak nie budzi takiej gamy emocji jaką mógłby wywołać w czytelniku sięgającym po powieść w okresie świątecznym.

sobota, 2 marca 2013

"Jeżynowe wino" Joanne Harris

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2005


Bohaterem powieści jest Jay Mackintosh, pisarz i romantyk, który w swej twórczości i wyobraźni powraca wciąż do lat dzieciństwa. Za sprawą pułapki pamięci świat ten okazuje się bardziej kuszący, niż był w rzeczywistości. Kiedy pod wpływem impulsu Jay kupuje posiadłość we francuskiej wiosce Lansquet wraz z duchami przeszłości pojawiają się nowe pokusy. Szczególnie intryguje go postać nie utrzymującej z nikim kontaktów pięknej sąsiadki, która najwyraźniej skrywa za drewnianymi okiennicami straszliwe tajemnice. W życie Jaya powraca też magia, którą próbował przywołać przez wiele, wiele lat. Za wszystko trzeba jednak zapłacić swoją cenę.


„Jeżynowe wino” autorstwa Joanne Harris to jedna z moich ulubionych książek i sięgam po nią dość często - kartkuję, czytam fragmenty lub wybrane rozdziały, zaczynam czytać w jakimś miejscu, by doczytać książkę do końca lub czytam ją w całości. Od jakiegoś czasu towarzyszyła mi potrzeba ponownego poznania tej powieści, zanurzenia się w jej nostalgicznej, magicznej atmosferze.

Wino gada. Niczym brzuchomówca, Przemawia milionem głosów. Rozwiązuje języki, radośnie wyciąga z ciebie tajemnice, których nigdy nie zamierzałeś nikomu zdradzić,  których istnienia nie byłeś nawet świadom. Wino krzyczy, peroruje bombastycznie, szepcze łagodnie i słodko. Opowiada o wielkich sprawach, cudownych planach, tragicznej miłości i straszliwej zdradzie. Zaśmiewa się do nieprzytomności. Cicho chichocze pod nosem. Szlocha w konfrontacji z własnym odbiciem. Przywraca do życia dawno minione gorące, letnie miesiące i wspomnienia, o których najlepiej byłoby zapomnieć. [1]

Jay Macintosh jest pisarzem, autorem jednego bestsellera, w którym opisał czasy swojego dzieciństwa. Obecnie bohater „Jeżynowego wina” jest człowiekiem wypalonym, który pod pseudonimem tworzy całe sterty „szmiry” przynoszącej mu stały dochód. Związek, w którym znajduje się obecnie Jay nie prowadzi do nikąd, Kerry bardziej imponuje sława Mackintosha i fakt, że może kąpać się w jej blasku. Partnerka Jaya wykorzystuje go, szpanuje tym, że jest związana z człowiekiem, który napisał jedną z najważniejszych powieści współczesnych, z człowiekiem, który stał się ulubieńcem czytelników i krytyki literackiej. Główny bohater powieści znajduje się natomiast w twórczym dołku, odczuwa stagnację i zniechęcenie, jedyne do czego jest zdolny to ciągłe zanurzanie się w słodko-gorzkich wspomnienia ze swego dzieciństwa.

Pewnego dnia Jay powraca do miasteczka Kirby Monckton, w którym jako chłopiec spędzał wakacje. Miejsce to pełne jest wspomnień, to właśnie tam trzydziestosiedmiolatek poznał Jeogo, sympatycznego staruszka, którego pokochał, a później znienawidził za to, że nie sprostał jego dziecięcym wyobrażeniom. To właśnie Joe stał się bohaterem bestsellerowej powieści Mackintosha. Jay choć nie miał wielkich oczekiwań co do swej wycieczki, powrócił z niej z przedmiotami, które w cudowny sposób przetrwały zniszczenie działki Joego, na której stoi obecnie nowe osiedle. Wśród pozostałości po domu staruszka, bohater odnalazł „Specjały”, domowej roboty wina, których magiczna moc zmienia jego życie.

Było ich sześć – z ręcznie wypisanymi nalepkami i korkami zalanymi woskiem. Każda butelka miała wokół szyjki sznureczek innego koloru: z winem malinowym – czerwony, z kwiatu czarnego bzu – zielony, z jeżyn – niebieski, z owoców róży – żółty,  z damaszek zaś – czarny. Ostatnie z nich, szóste, ze sznureczkiem brązowego koloru, było winem, o jakim nawet ja nie słyszałam. Na nalepce widniały jedynie słowa, spłowiałe do barwy słabej herbaty: „Specjał 1975”. Niemniej wewnątrz każdej z tych butelek aż buzowało od sekretów – niczym w kipiącym pracą ulu. Nie sposób było się odizolować od ich szeptów, pogwizdów i śmiechów. [2]  

Wkrótce po pojawieniu się Specjałów, w życiu bohatera dochodzi do diametralnych zmian. Zaczyna działać magia. Jay pod wpływem impulsu nabywa francuskie château, takie samo o jakim marzył kiedyś Joe. Pisarz zabiera z sobą kilka najpotrzebniejszych rzeczy, maszynę do pisania oraz „Specjały” i przenosi się do Francji. Kiedy dociera na miejsce z radością spostrzega, że jego natchnienie wróciło. Spokojna, senna prowincja na nowo pobudziła go do życia i pisania. Także życie uczuciowe bohatera zaczyna się z wolna zmieniać, sąsiadką Jaya, tajemnicza i dumna kobieta, która wychowuje samotnie córeczkę, staje się obiektem nie tylko jego pisarskiego zainteresowania. Niebawem bohatera zaczyna odwiedzać również Joe. Ale, czy to możliwe, że starszy człowiek, który zniknął prawie trzydzieści lat temu powrócił?  Czyżby Joe był halucynacją? A może to „Specjały” po raz kolejny posłużyły się swoją magią i wezwały wiekowego mężczyznę do Lansquent.

Akcja powieści Joanne Harris biegnie dwutorowo. Czytelnik śledzi teraźniejszość bohatera oraz cofa się w czasie, obserwując jego dzieciństwo - wakacje spędzane u dziadków, wędrówki letnimi popołudniami po okolicy, zbieranie skarbów na miejscowym wysypisku, konflikty z miejscowymi łobuzami, wybuch pierwszego nieśmiałego uczucia, a co najważniejsze nawiązanie przyjaźni z Joem, który wprowadził nastoletniego Jaya w świat magii i zabobonów, rytuałów mających chronić przed złem.

„Jeżynowe wino” utrzymane w estetyce realizmu magicznego, jest książką nostalgiczną, w której czytelnik obserwuje proces dorastania głównego bohatera – śledzimy jak dziecięca wiara i naiwność znikają zastąpione przez rozgoryczenie i ból wywołany zdradą przyjaciela. Czytelnik patrzy jak chłopiec wierzący w magiczną moc staruszka, spotyka się ze smutną rzeczywistością dorosłych i w tym momencie miłość oraz przywiązanie zastępuje zawód spowodowany odkryciem nagłego zniknięcia Joego, który nie pożegnał się z chłopcem, nie powiedział dokąd odszedł. Tajemnicze zniknięcie Joego będzie dla Jaya jak jątrząca się rana,  o której nie sposób zapomnieć.

Choć daleko mi do wieku, w którym z rozrzewnieniem wspomina się lata swojego dzieciństwa, to czytając o dzieciństwie Jaya, przenosiłam się do własnych dziecięcych wspomnień. Z ogromną wyrazistością widziałam siebie jako kilkuletnią dziewczynkę, spędzającą wakacje u dziadków, która godzinami potrafiła bawić się jakimiś niepozornymi przedmiotami – puszkami, buteleczkami, patykami, piórkami. Pamiętam te dni, które zdawały się nie kończyć, te długie, leniwe, ciepłe letnie popołudnia i wieczory. Lektura powieści Joanne Harris za każdym razem porusza we mnie tę melancholijną strunę duszy, która pobudza wspomnienia.

„Jeżynowe wino” jest dla mnie powieścią wyjątkową i uwielbiam ją. Jeśli macie czas i ochotę, zanurzcie się w nostalgicznym świecie tej powieści, w której wino wyciąga z bohaterów tajemnice, zmusza ich do mówienia oraz budzi dawno zapomniane wspomnienia nie tylko z dzieciństwa.

[1] Joanne Harris, Jeżynowe wino, Prószyński i S-ka, 2005, s. 7.
[2] Tamże, s. 9.