sobota, 29 grudnia 2018

"Przeklęci święci" Maggie Stiefvater

Wydawnictwo Uroboros
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2018

Autorka uwielbianej tetralogii "Król kruków" powraca z kolejną powieścią dla młodzieży! Niektórych życzeń nie należy wypowiadać na głos.

Pełna tajemnic książka o tym, czy warto wierzyć w cuda i czym dla każdego jest cud. W zagadkowym miasteczku Bicho Raro w stanie Kolorado mieszka trójka kuzynów. Ich życie płynie w sennym rytmie, choć robią wszystko, żeby w ich okolicy stało się coś ciekawego. Jeden z kuzynów Joaquin prowadzi nawet piracką stację radiową. Cała trójka – Beatriz, Daniel i Joaquin – czeka, aż wreszcie stanie się cud. Ale cuda w Bicho Raro są inne od spodziewanych...



Jeśli lubicie realizm magiczny, koniecznie musicie sięgnąć po „Przeklętych świętych” Maggie Stiefvater! Przepełnioną nieposkromioną magią opowieść, której akcja rozgrywa się w pustynnej osadzie-ranczu Bicho Raro, gdzie mieszka obdarzona łaską dokonywania cudów rodzina Soria. Pozwólcie – tak jak ja - porwać się niezwykłej magiczno-baśniowej historii, w której wszystko staje się możliwe, kiedy święci dokonują cudów i uwalniają tkwiący w ludziach mrok.

Maggie Stiefvater stworzyła przepiękną, oniryczną, wielowątkową powieść o wierze, rodzinie, muzyce i pokonywaniu własnych demonów. Rozgrywająca się w latach 60 XX wieku opowieść skupia się przede wszystkim na historii trójki nierozłącznych kuzynów Soria, którzy poszukują swego miejsca na ziemi. Daniel jest aktualnym świętym. Beatriz również posiada dar czynienia cudów, jednak jej naukowa, skryta natura oraz przekonanie, że nie posiada uczuć sprawiają, że dziewczyna nie czuje się na siłach, by pomagać pątnikom. Joaquim, najmłodszy z trójki, nie posiada daru, ale to właśnie on okaże się najbardziej przydatny, kiedy w Bicho Raro zapanuje chaos wywołany złamaniem rodzinnego tabu. Ta trójka młodych ludzi przeprowadzi istną rewolucję wśród bliskich, a ich działania przypomną Soriom, że cuda potrzebne są czasami również świętym…
 

wtorek, 11 grudnia 2018

"Drzewo anioła" Lucinda Riley

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 528
Rok wydania: 2018

Lucinda Riley to obecnie jedna z moich ulubionych autorek tworzących literaturę kobiecą. Uwielbiam jej charakterystyczny styl, niezwykłą umiejętność łączenia ze sobą wątków obyczajowych, romantycznych i historycznych, obecną w jej utworach wielowątkowość oraz jej niesamowity talent do tworzenia opowieści, w których bohaterkami są najczęściej przedstawicielki kilku pokoleń nietuzinkowych, walczących o swe miejsce w świecie kobiet. „Drzewo anioła” – najnowsza na polskim rynku wydawniczym powieść Lucindy Riley – to kolejna książka pisarki, która całkowicie mnie zauroczyła.  

„Drzewo anioła” jest piękną, bezpretensjonalną opowieścią, której akcja rozgrywa się w okresie bożonarodzeniowym. Główna bohaterka – pięćdziesięcioośmioletnia Greta Simpson – od dwudziestu czterech lat cierpi na amnezję. Wypadek, któremu uległa w przeszłości odebrał jej nie tylko wspomnienia, doprowadził on również do tego, że Greta odcięła się od świata i zamknęła w sobie. Po latach jej przyjacielowi Davidowi - bratankowi jej męża - udaje się namówić ją na wspólne spędzenie świąt w posiadłości Marchmont Hall. Podczas bożonarodzeniowego spaceru, bohaterka nieświadomie wędruje pod tytułowe anielskie drzewko – miejsce skrywające jedną z największych tajemnic jej przeszłości. Szok, którego doznaje kobieta, odblokowuje jej umysł, a wspomnienia zaczynają napływać wartkim nurtem. Greta przypomina sobie swą burzliwą, wypełnianą marzeniami młodość, w której chwile szczęścia przeplatały się z okresami cierpienia i strachu.

Lucinda Riley po raz kolejny stworzyła emocjonującą opowieść, w której wątki rozgrywające się w teraźniejszości przeplatają się z wydarzeniami osadzonymi w przeszłości bohaterów. Historię przepełnioną intrygującymi tajemnicami i wzruszającymi momentami, w której udowadnia, jak ważna jest w życiu rodzina oraz pokazuje, że nigdy nie jest za późno na miłość. Pisarka wykreowała wspaniałych, wielowymiarowych bohaterów, których burzliwe historie poruszyły najczulsze struny mojej duszy.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros

piątek, 23 listopada 2018

"Układanka" Karin Slaughter

Wydawnictwo; Harper Collins Polska
Liczba stron: 480
Rok wydania: 2018

Andrea jest przekonana, że wie wszystko o swojej matce. Jakie tajemnice może skrywać Laura, elegancka i poukładana terapeutka mowy, filar lokalnej społeczności?
Tego dnia wybrały się wspólnie do restauracji, by świętować urodziny Andrei. Kiedy w lokalu ktoś zaczął strzelać, większość gości wpadła w panikę, jednak nie Laura. Nie tylko zachowała zimną krew, ale sprawnie obezwładniła i bez wahania zabiła napastnika.
Później robi się jeszcze dziwniej. Laura odmawia składania zeznań, a córce każe natychmiast zniknąć. Zszokowana Andrea zaczyna się zastanawiać, kim tak naprawdę jest jej matka. Czy to ta sama kobieta, która czytała jej bajki na dobranoc?
Andrea posłusznie wykonuje instrukcje matki, przy okazji odkrywając coraz więcej sekretów z jej przeszłości. Chce poznać prawdę, ale nie ma pojęcia, jak trudne i ryzykowne okaże się podążanie śladami młodej Laury. Przecież ci, którzy tak wiele ukrywają, rzadko mają czyste sumienie.

„Układanka” Karin Slaughter to ten typ powieści, która już od pierwszych stron porywa czytelnika intrygującą akcją. Wszystko zaczyna się od niepozornej sceny – matka i córka jedzą urodzinowy lunch i rozmawiają o przyszłości trzydziestojednoletniej jubilatki. Andy jest przeciętną kobietą, która nie ma pomysłu na przyszłość - mieszka w domu matki, nie ma oszczędności ani pomysłu na siebie. Jej nudne życie przewraca się do góry nogami, kiedy do restauracji wpada uzbrojony szaleniec, który zaczyna strzelać. Sparaliżowani strachem goście kulą się ze strachu za stolikami, modląc się, by to nie oni stali się kolejnym celem zamachowca. Tymczasem ranna matka Andy, drobna logopedka, staje w obronie córki, spektakularnie rozbraja napastnika i go zabija…

Andrea jest w szoku, nie może uwierzyć, że jej stateczna rodzicielka odważyła się obezwładnić i zabić niebezpiecznego mężczyznę. Tymczasem rozpoczyna się śledztwo, a Laurą i jej niezwykłym wyczynem zaczyna interesować się FBI. Zachowanie zrównoważonej do tej pory kobiety gwałtownie się zmienia. Laura kategorycznie zabrania córce rozmów z policją, staje się oschła i dość obcesowo każe Andy natychmiast wyprowadzić z domu. Trzydziestojednolatka jest zagubiona z powodu nagłej zmiany zachowania mamy oraz czuje się odtrącona, na swoje nieszczęście zwleka z wyprowadzką i staje się świadkiem przerażającej sceny. Okoliczności zmuszają Andy do natychmiastowej ucieczki. Podążając za wskazówkami pozostawionymi jej przez matkę kobieta przemierza Stany Zjednoczone, by odkryć  szokującą prawdę o przeszłości Laury.

Akcja „Układanki” rozgrywa się na dwóch planach czasowych – wydarzeń rozgrywających się w teraźniejszości i bardzo ciekawych reminiscencji, które przenoszą czytelnika do roku 1986. Na główną część powieści składa się historia Andy, jej ucieczki, prób odkrycia tajemnic matki oraz przyspieszonego procesu dojrzewania emocjonalnego, który musi przejść mocno gapowata bohaterka. Andy jest niestety postacią bardzo irytującą i trudno ją polubić – jest niezaradna życiowo, często zachowuje się jak beksa, pozwala sobą manipulować i przez ogromną część fabuły zachowuje się jak osoba lekko upośledzona. Nie takiego typu głównego bohatera spodziewa się na ogół czytelnik sięgający po thrillery. Odniosłam wrażenie, że opowieść dotycząca Andy jest jedynie pretekstem do przedstawienia innej, o wiele ciekawszej i bardziej złożonej historii. Jest swoistego rodzaju klamrą, dzięki której pisarka mogła elegancko domknąć wątki i wydarzenia, które rozgrywały się w przeszłości.

Najmocniejszą stroną tego tytułu nie jest historia rozgrywająca się w teraźniejszości, lecz właśnie naładowane akcją, tajemnicą i mnóstwem wątków psychologicznych oraz społeczno-obyczajowych fragmenty przenoszące czytelników do roku 1986. To w nich kryje się główny wątek powieści i to one wyzwalają podczas lektury największe emocje – właśnie dla tych części warto przeczytać „Układankę”.
 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska

niedziela, 11 listopada 2018

"Zdradzieckie serce" Mary E. Pearson

Seria: Kroniki Ocalałych (tom 2)
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 528
Rok wydania: 2018


Jestem totalnie zauroczona serią „Kroniki ocalałych” autorstwa Mary E. Pearson. Amerykańska pisarka stworzyła emocjonującą, słodko-gorzką opowieść, której drugi tom – podobnie jak poprzedni - porwał mnie bez reszty.

Po dramatycznych wydarzeniach, do których doszło w finale „Fałszywego pocałunku”, bohaterowie trafiają do Sanktuarium – głównej twierdzy Vendy, miejsca spotkań naczelników prowincji – gdzie stają przez okrutnym władcą Komizarem. Dla Lii, Rafe’a i Kadena nadchodzi czas próby. Cała trójka musi powściągnąć swe emocje oraz wykazać się niemałymi umiejętnościami aktorskimi, by przetrwać w niegościnnej, przepełnionej wrogami Vendzie i uchronić tych, których kochają.

Narracja w powieści – podobnie jak w pierwszym tomie serii - została podzielona pomiędzy głównych bohaterów, dzięki temu czytelnik śledzi wydarzenia rozgrywające się w różnych miejscach twierdzy oraz królestw, wie również, jakie motywy kierują działaniami postaci oraz, jak gwałtowne i skomplikowane emocje targają nimi pod maskami opanowania i pozornej obojętności. Najwięcej miejsca zajmują oczywiście części poświęcone Lii. Główna bohaterka niezwykle dojrzała podczas trudnej podróży przez Vendę, nie jest już romantyczną marzycielką, która siebie i swoje potrzeby stawia ponad dobro innych – staje się prawdziwą księżniczką, kobietą potrafiącą odsunąć na bok własne pragnienia, manipulatorką i zimnym strategiem, gotowym ulegać kaprysom Komizara, by osiągnąć swój cel. Dzięki rozsądkowi, rodzącemu się darowi Pierwszych Córek i żywej wśród starych vendyjskich plemion legendzie, Lia wywalcza sobie okruchy wolności oraz zdobywa sympatię prostego ludu, który dostrzega w niej bohaterkę mającą zmienić losy odrzuconej przez królestwa Vendy. Dziewczyna, choć jest więźniem Komizara, również otwiera swe serce przed mieszkańcami surowej krainy.

Kreacja psychologiczna głównej bohaterki i otaczających ją postaci stoi na niezwykle wysokim poziomie. Mary E. Pearson stworzyła skomplikowanych i wielowymiarowych bohaterów, których działania zostały solidnie umotywowane. W „Zdradzieckim sercu” szczególnie zaintrygowała mnie bardzo niejednoznaczna postać Komizara – okrutnego, budzącego strach, ale również wielki szacunek wśród poddanych władcy, który, mimo wszystkich swych wad, dążył do tego, by dać Vendyjczykom nadzieję. Przez długi czas trudno określić, jakie są jego prawdziwe motywy. Czy okrucieństwo mężczyzny wynika z konieczności i miłości do Vendy, czy jest raczej cechą jego charakteru? Złożoność tej postaci i jej nieprzewidywalne działania są źródłami nieustającego, fabularnego napięcia.

Mary E. Perason bardzo ładnie rozwija historię trzech królestw, ich magicznej przeszłości i zbliżającej się wielkim krokami wojny. Jestem pod ogromnym wrażeniem wykreowanej przez pisarkę opowieści, sposobem w jaki ujawnia ona kolejne fakty związane z główną intrygą dworską – spiskiem, którego celem jest zniszczenie z trudem wypracowanego rozejmu miedzy trzema królestwami. Cieszę się, że autorka nie skupiła się – jak to czasami bywa w powieściach fantastycznych dla młodzieży – jedynie na rozterkach miłosnych Lii, Rafe’a i Kadena, że wątek romantyczny nie przytłacza całej opowieści, choć to właśnie on napędza akcję do przodu.

„Zdradzieckie serce” jest wyśmienitą kontynuacją „Fałszywego pocałunku” i naprawdę nie mogę się doczekać premiery finałowego tomu. 


niedziela, 4 listopada 2018

"Na krawędzi" A. F. Brady

Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 480
Rok wydania: 2018

Gdzie jest granica między zdrowiem psychicznym a szaleństwem?
Samantha James jest najlepszą terapeutką w nowojorskim ośrodku dla psychicznie chorych. Jest też alkoholiczką, ale potrafi to ukryć przed innymi pracownikami i pacjentami. Jednak wraz z pojawieniem się Richarda, tajemniczego pacjenta z kryminalną przeszłością, na perfekcyjnym wizerunku Sam pojawia się rysa. Pomiędzy tym dwojgiem rozpoczyna się dziwna i ryzykowna gra. Wkrótce nie wiadomo już, kto jest pacjentem, a kto terapeutą…



Debiut powieściowy amerykańskiej psychoterapeutki A.F. Brady, to zgrabnie napisana, mroczna powieść psychologiczna, którą błyskawicznie się czyta. Pisarka ma niesamowicie lekki styl, więc lektura jest bardzo przyjemna, choć podjęta przez nią tematyka do łatwych bynajmniej nie należy.

Samantha James to supermenka, złota dziewczyna, która od lat jest najlepszą terapeutką zatrudnioną w Centrum Psychiatrycznym Tyflos. Na wiedzę i profesjonalizm Sam liczą wszyscy – zarówno przytłoczona problemami administracyjnymi szefowa, jak i mniej doświadczeni koledzy po fachu. Nikt nie wie, że pod maską opanowania utalentowana pani psycholog skrywa demony, nad którymi stopniowo zaczyna tracić kontrolę. Presja otoczenia, nawał pracy, problemy w związku, pogłębiające się uzależnienie odciskają mocne piętno na niestabilnym umyśle bohaterki. Czytelnik z rosnącym niepokojem śledzi historię złotej dziewczyny – genialnej manipulatorki i aktorki, która zdaje się nie dostrzegać własnych problemów i z uporem maniaka nie dopuszcza do siebie myśli, że sama potrzebuje pomocy. Postać Sam budzi w czytelniku szereg sprzecznych emocji. Z jednej strony trudno zrozumieć i zaakceptować autodestrukcyjne zachowanie głównej bohaterki, z drugiej z niemałą fascynacją odkrywa się jej kolejne sekrety.

„Na krawędzi” to mocny tytuł, w którym pisarka poruszyła rozległą problematykę. W powieści pojawiają się wątki dotyczące chorób psychicznych, alkoholizmu oraz nawiązywania toksycznych relacji. Mocnym punktem było osadzenie w roli głównej bohaterki i zarazem narratorki doświadczonej terapeutki, która - mimo całej posiadanej przez siebie wiedzy - nie jest w stanie uchronić się przed błędami oraz pułapkami uzależnienia. Cała historia staje się dzięki temu zabiegowi jeszcze bardziej przejmująca. Skomplikowana opowieść Sam pochłonęła mnie bez reszty.

Jeśli jesteście fanami dobrych powieści psychologicznych, koniecznie pamiętajcie o tym tytule.

środa, 24 października 2018

"Drugi Legion" Richard Schwartz

Seria: Tajemnica Askiru (tom 2)
Wydawnictwo Initium
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 528


Do gospody Pod Głowomłotem trafia tajemniczy wędrowiec z zapomnianego królestwa Askiru. Opowiada o rozbiciu dawnego mocarstwa i objaśnia pół-elfce Leandrze i wojownikowi Havaldowi funkcjonowanie magicznych wrót. Havald, Leandra i gromadka ich towarzyszy wyruszają na poszukiwania portalu, by przenieść się do Askiru. Tam mają szukać pomocy, ale też ostrzec mieszkańców przed najeźdźcą, brutalnym władcą Thalaku. Nie wiedzą, że po piętach depcze im już wróg. Zamiast w Askirze śmiałkowie lądują jednak w pustynnym Besarajnie, królestwie, w którym czyhają na nich nowe niebezpieczeństwa i polityczne intrygi.

Drugi tom cyklu fantasy Tajemnica Askiru ponownie zadziwia napięciem i ładunkiem emocji. High fantasy na najwyższym poziomie!


Kiedy kilka miesięcy temu sięgałam po pierwszą część „Tajemnicy Askiru” Richarda Schwartza czułam niemałą ekscytację, ale również pewną dozę obaw. Ekscytację, ponieważ opis „Pierwszego Rogu” zapowiadał powieść opartą na szalenie lubianych przeze mnie motywach. Obaw, bo zastanawiałam się czy przypadnie mi do gustu styl nieznanego autora, czy spodoba mi się wykreowana przez niego opowieść. Dziś, kiedy jestem już dawno po lekturze „Pierwszego Rogu”, kiedy dosłownie połknęłam „Drugi Legion”, pozostało mi tylko stwierdzić, że Schwartz to zdecydowanie„mój” autor – jego proza perfekcyjnie wpasowuje się w mój gust literacki, wykreowane przez niego historie wciągają mnie do tego stopnia, że zapominam o otaczającej mnie rzeczywistości, a każda próba oderwania mnie od lektury rozbudza czytelniczego demona, który z rozkoszą wyekspediowałby przeszkadzających intruzów na Księżyc…

Akcja „Drugiego Legionu” rozpoczyna się niemal bezpośrednio po wydarzeniach, do których doszło w pierwszej części „Tajemnicy Askiru”. Od pokonania wrogów minęły trzy tygodnie. Choć  magiczna, śnieżna burza ucichła, goście Pod Głowomłotem nadal pozostają zmuszeni do przymusowego postoju w zasypanej śniegiem gospodzie, do której nieoczekiwanie trafia Kennard – tajemniczy wędrowiec, który wie zaskakująco wiele o Dawnym Królestwie. Przybysz bardzo szybko znajduje wspólny język z poszukującą sojuszników w walce z barbarzyńskim imperium Thalaka pół-elfką Leandrą. Mężczyzna radzi maestrze, by  spróbowała dostać się do legendarnego, miasta Askir, gdzie na Radzie Koronnej będzie mogła przedłożyć władcom siedmiu imperiów swą prośbę o pomoc.

Leandra, Havald i reszt kompani wyruszają w pełną przygód i niebezpieczeństw podróż  poprzez usiane pułapkami podziemne korytarze, mroźne doliny, magiczne portale i spieczone słońcem pustynne krajobrazy egzotycznego Besarajnu. Grupa śmiałków musi zmierzyć się z podążającymi ich śladem wrogami, chciwymi kupcami niewolników oraz chytrymi złodziejaszkami. Bohaterowie nie mają ani chwili oddechu, a czytelnik z zachwytem śledzi kolejne fascynujące wydarzenia, które stają ich się udziałem. 

Richard Schwartz stworzył powieść, którą czyta się jednym tchem. „Drugi Legion” ma same plusy - powieść jest naładowana akcją, przygoda goni przygodę, a intrygi wyrastają, jak grzyby po deszczu. Nie brak w utworze przedniego humoru sytuacyjnego i słownego, bohaterowie również zostali świetnie wykreowani (moją ulubienicą jest bezsprzecznie mroczna elfka Zokora - jeśli przeczytacie powieść, na pewno będziecie wiedzieli dlaczego).

Jeśli jesteście fanami high-fantasy koniecznie sięgnijcie po serię „Tajemnica Askiru”. Ja jestem zachwycona dotychczas wydanymi tomami i z niecierpliwością czekam na premierę kolejnej części.
 

środa, 10 października 2018

"Głód" Alma Katsu

Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2018


Zostali przeklęci. Tylko tak można wytłumaczyć serię nieszczęść, które spadły na Wyprawę Donnera – grupę pionierów podążających w 1846 roku niepewnym szlakiem na zachód. Szczupłe racje żywnościowe, zagorzałe kłótnie i  tajemnicza śmierć małego chłopca doprowadzają odizolowanych od cywilizacji podróżnych na skraj szaleństwa. Choć do przodu wciąż gnają ich marzenia o dostatnim życiu w Kalifornii, wewnątrz grupy zaczynają narastać konflikty, wychodzą na jaw skrywane dotąd tajemnice, dochodzi do brutalnego morderstwa, znikają kolejne osoby…

Nad zdrowym rozsądkiem zaczyna górować obłęd i może to za jego sprawą ludzie w  karawanie mają wrażenie, że coś ich prześladuje… Niezależnie od tego, czy przyczyną niepowodzeń jest klątwa, nierozważny wybór trasy, czy najzwyklejszy pech, dziewięćdziesiąt osób – mężczyźni, kobiety i dzieci – zmierza ku nieuchronnej tragedii.



„Głód” Almy Katsu to niesamowity tytuł, od którego ciężko było się oderwać. Pisarka połączyła powieść historyczną z thrillerem psychologicznym, tworząc nasączoną grozą opowieść, której trzon stanowi prawdziwa historia grupy amerykańskich pionierów. 

W roku 1846 grupa śmiałków poszukujących lepszego życia wyruszyła z Illinois do Kalifornii tzw. skrótem Hastingsa - dziewiczym szlakiem prowadzącym przez góry Sierra Nevada. Pokaźna karawana, w skład której wchodziły kobiety, dzieci i ciężkie wozy po brzegi wyładowane dobytkiem podróżnych, nie miała szans pokonać trudnej, górskiej trasy przed nadchodzącą zimą. Pozbawieni dostępu do pożywienia członkowie wyprawy znaleźli się w śmiertelnej pułapce, kiedy opady śniegu uniemożliwiły im dalszą podróż, zmuszając do rozbicia obozu nad jeziorem Truckee. Postawieni pod ścianą pionierzy stanęli w obliczu okrutnego wyboru – walczyć o życie, łamiąc wszelkie zasad moralne i społeczne, czy zginąć śmiercią głodową na odciętym od świata pustkowiu?

Alma Katsu z dużą dokładnością odtwarza przebieg wyprawy Donnera, wzbogacając historię pionierów o niezwykłe wątki rodem z powieści grozy. Pisarka ma olbrzymie wyczucie i czytelnik niemal do końca nie ma pewności, co doprowadziło do klęski wyprawy – fatalne planowanie, fatum, mroczna siła otaczająca bohaterów czy pozbawiony skrupułów człowiek, który z dala od cywilizacji może wreszcie dać ponieść się mrocznym fantazjom? Autorka kreuje historię w taki sposób, by ciągle podsycać obecną w utworze atmosferę niepewności, niepokoju i przerażenia. Ani bohaterowie, ani czytelnik nie wiedzą, jakie demony podążają śladem nieszczęsnej karawany.

„Głód” to wyśmienity, trzymający w napięciu utwór - studium ludzkiej natury wystawionej na najcięższą próbę. Alma Katsu stworzyła genialną, wielowątkową powieść drogi, którą szczerze polecam miłośnikom literatury rozrywkowej. ale nie tylko. Książka spodoba się również czytelnikom poszukującym czegoś więcej niż tylko lekkiej fabuły. Myślę, że „Głód” jest uniwersalną powieścią, która zadowoli nawet najbardziej wybrednych odbiorców.  



Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros
 

piątek, 5 października 2018

"Drugi Legion" Richard Schwartz - ZAPOWIEDŹ

Wiecie, że w Bonito jest już dostępna przedsprzedaż "Drugiego legionu" Richarda Schwartza? KLIK

Powieść będzie miała swoją premierę już 22 października!


Nie mogę się już doczekać lektury. Powiem Wam, że poprzednia część szalenie mnie zaintrygowała i strasznie chcę poznać dalsze losy Havalda i Leandry oraz ich druhów.


niedziela, 30 września 2018

"Dziwna pogoda" Joe Hill

Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 512
Rok wydania: 2018

Joe Hill, jeden z najlepszych amerykańskich autorów horrorów, stawiany jest na równi z takimi pisarzami, jak Peter Straub, Neil Gaiman czy Jonathan Lethem. W „Dziwnej pogodzie”, frapującej kronice niekończącej się wojny między dobrem i  złem, sprawnie obnaża mrok kryjący się pod powierzchnią codziennego życia. Swoim mistrzowskim piórem przesuwa granice gatunku na nowe terytoria. Zabierając czytelników w nieznane, Joe Hill, literacki alchemik, skupia się w  swoich czterech minipowieściach na najważniejszych elementach ludzkiej egzystencji: pamięci i niepamięci, wyobrażeniach i fantazjach, bestialstwie i bezradności, lęku i brawurze, deszczu i wietrze, śmierci i życiu, marzeniach… i koszmarach.


„Dziwna pogoda” Joego Hilla to zbiór czterech rewelacyjnych  mikro powieści poruszających współczesną problematykę społeczną. Utwory są utrzymane w różnych konwencjach, mają bardzo różnorodnych bohaterów i poruszają różne zagadnienia, mimo to antologia stanowi całkiem spójny zbiór. Nowele zgrabnie połączył tytułowy motyw dziwnej pogody, która towarzyszy wszystkim wykreowanym przez Hilla postaciom – burze z gradem zabijające wróble, pożar i dziwaczne ogniste tornado, niezwykła chmura, skrywająca w sobie tajemnicę, oraz śmiertelnie niebezpieczny deszcz. W dwóch przypadkach zjawiska atmosferyczne są tylko tłem wydarzeń, a ich funkcją jest podsycanie narastającej w opowieści atmosfery niepokoju. W kolejnych dwóch zostają one ustawione niemal w roli głównych bohaterów, z którymi przyjdzie zmierzyć się ludziom.

Zbiór otwiera „Zdjęcie” – opowieść grozy, której akcja została osadzona w roku 1988. To niepokojąca historia, w której pisarz porusza problematykę starzenia się, choroby Alzheimera i godnej śmierci. Drugim opowiadaniem jest „Naładowany” – w tym utworze Joe Hill porusza zagadnienie dotyczące swobodnego dostępu do broni. Krwawy thriller pokazuje do jakich tragedii może dojść, kiedy naładowany pistolet trafi w ręce nieodpowiedniej osoby. „Wniebowzięty” – trzeci tytuł ze zbioru – to opowieść fantastyczna zahaczająca nieco o fantastykę naukową, Pewien mężczyzna zostaje zmuszony do zweryfikowania swych marzeń i zerwania ze złudzeniami, którymi się karmił, kiedy staje się zakładnikiem dziwacznej chmury. Zbiór zamyka świetne opowiadanie „Deszcz”. Jest to niezwykle wciągająca pod względem fabularnym opowieść postapokaliptyczna, w której pisarz pokazuje tragiczne skutki działalności człowieka na przyrodę, porusza również zagadnienie homofobii. To zdecydowanie moje ulubione opowiadanie z całego zbioru – jest ono szalenie ciekawe i mocno naładowane treścią . Wisienką na torcie jest dla mnie intertekstualność „Deszczu”, który wyraźnie był inspirowany jedną z moich ulubionych powieści Kurta Vonneguta „Kocią kołyską”.

Zbiór „Dziwna pogoda” wywarł na mnie ogromne, pozytywne wrażenie. Treść była wspaniała – według mnie każde z opowiadań Joego Hilla stanowi gotowy materiał na trzymający w napięciu film. Muszę pochwalić również samo wydanie książki – twarda okładka, ilustracje i małe rysunki przy numeracji stron stanowią detale, które cieszą oko czytelnika i dodatkowo uprzyjemniają mu obcowanie z tym tytułem.

Polecam gorąco wszystkim czytelnikom ceniącym treściwe, ale nie pozbawione głębi historie. 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros
 
 

niedziela, 2 września 2018

"Runa" Vera Buck

Wydawnictwo Initium
Liczba stron: 592
Rok wydania: 2018

Paryż, rok 1884.
Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpetriere przeprowadza eksperymenty na histeryczkach.
Jego pokazy hipnozy ściągają widzów z całej Europy; znany neurolog niczym magik sprawia, że pacjentki tańczą przed zgromadzoną publicznością. Któregoś dnia na oddział trafia Runa, mała dziewczynka, która opiera się wszelkim metodom terapeutycznym. Jori Hell, szwajcarski student medycyny, widzi w tym szansę na zdobycie upragnionego tytułu doktora i wysuwa śmiałą propozycję zabiegu, który do tej pory wydawał się nie do pomyślenia. Chce jako pierwszy lekarz w historii medycyny operacyjnie usunąć obłęd z mózgu pacjentki.
Nie wie jednak, że Runa zostawiła w mieście tajemnicze wiadomości, ściągając na siebie uwagę innych osób. Zna też najmroczniejszą tajemnicę Joriego…

Fascynujące tło historyczne: Paryż dziewiętnastego wieku, słynny zakład dla obłąkanych La Salpetriere i mroczne początki psychiatrii.



Chcecie udać się w mroczną i fascynującą podróż do Paryża XIX wieku? Nie potrzebny Wam wehikuł czasu, nie musicie brać urlopu, a Wasze konto nie ucierpi, jak po wczasach na Karaibach. Zaopatrzcie się w „Runę” Very Buck, usiądźcie w ulubionym fotelu, otwórzcie książkę i pozwólcie zadziałać Waszej wyobraźni. W programie wycieczki uwzględniono udział w hipnotycznych wykładach słynnego neurologa Jeana-Martina Charcota; liczne, budzące dreszczyk grozy wizyty w słynnej klinice Salpêtrière oraz nie mniej niepokojące spacery po paryskich ulicach. Jeśli macie zacięcie detektywistyczne, z pewnością ucieszy Was informacja, że podczas wycieczki zahaczycie o kilka miejsc zbrodni, traficie nawet do przerażających katakumb.

Ja czytelniczą podróż przygotowaną przez Verę Buck mam już za sobą – była to poruszająca do głębi, wstrząsająca wycieczka do świata rodem z najgorszego koszmaru każdej kobiety. Łącząca elementy fikcji literackiej i prawdy historycznej „Runa” jest opowieścią, która zmroziła mi krew w żyłach, choć nie była horrorem.

„Runa” to utwór z pogranicza kryminału, powieści historycznej i thrillera medycznego, stylizowany przez pisarkę na autentyczną książkę z epoki napisaną przez jednego z bohaterów – Maxima Chevriera, młodego chłopca, który został wmieszany w sprawę tytułowej Runy, a po latach spisał historię tajemniczej, obłąkanej dziewczynki oraz ludzi, którzy byli z nią związani. W powieści zastosowano polifoniczną narrację, która pozwala śledzić kilka z pozoru nie związanych ze sobą wątków oraz bohaterów. Czytelnik ma możliwość wglądu w trudne życie kontrolowanego przez ojca Maxima; podąża paryskimi ulicami za byłym policjantem Lecoquiem, który zafascynowany jest „Fizjonomią zbrodni” autorstwa Cesarego Lombrosso; towarzyszy Joriemu, studentowi medycyny pragnącemu spróbować wyciąć obłęd z mózgu swych pacjentek. Choć bohaterowie wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, ich losy splatają się za sprawą Runy – białowłosej, obłąkanej dziewczynki, z którą a nie potrafią poradzić sobie nawet najwybitniejsi lekarze Salpêtrière. To wokół historii niepokojącego dziecka i prób odkrycia jego przeszłości krążą wszystkie główne wątki fabuły.

Vera Buck stworzyła genialną, mocną opowieść, która jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony siedzi w głowie czytelnika. Pisarka wplotła do fabuły przerażające sceny „leczenia” kobiet inspirowane rzeczywistymi zabiegami, które przeprowadzano w XIX wieku. To szokujące z jakim okrucieństwem i obojętnością traktowano pacjentki, u których zdiagnozowano problemy psychiczne. Zdumiewa podejście lekarzy, którzy bez mrugnięcia okiem byli w stanie poświęcić kobiece zdrowie i życie w imię sprawdzenia szalonych teorii służącym rozwojowi nauki. Opisy lekarskich praktyk czytałam z prawdziwym bólem w sercu, dziękując w myślach, że nie przyszło mi żyć w XIX wieku.

Polecam „Runę” Waszej uwadze. Jestem pod ogromnym wrażeniem ogromu pracy, którą wykonała autorka, by oddać w ręce czytelników dopracowaną w najmniejszych detalach, przepełnioną niesamowitym klimatem  powieść w której fikcja w fascynujący sposób miesza się z historycznymi faktami.

***
 
Ciekawostka: Występująca w „Runie” postać Lecoqua de Gentilly została zainspirowana bohaterem popularnych powieści detektywistycznych pisanych w XIX wieku przez Èmile’a Gaboriau. Vera Buck wplata w treść fabuły swej książki nawiązania do dzieł francuskiego powieściopisarza, co więcej podejmuje moim zdaniem genialną literacką grę z jego utworami – uwielbiam takie smaczki podkręcające klimat powieści.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

"Bardzo złe miejsce" Tim Weaver

Seria: David Raker (tom 5)
Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 544
Rok wydania: 2018


Prawda nie zawsze przynosi ulgę. Zwłaszcza, gdy jest okrutna.
Leonard Franks, detektyw z osiągnięciami, zrobił błyskotliwą karierę w londyńskim Wydziale Zabójstw. Po latach pracy przechodzi na zasłużoną emeryturę. O tym marzył – odludzie w Dartmoor, wiejska posiadłość, żona Ellie u boku. Zdaje się, że ta sielanka będzie trwała już zawsze. Jednak pewnego dnia wszystko rozsypuje się jak domek z kart. Leonard wychodzi z domu, by przynieść drewno. I nie wraca.

Mijają miesiące, policja wciąż nie ma nic. Żadnego tropu. Zrozpaczona rodzina w końcu puka do drzwi Davida Rakera, śledczego, specjalisty od spraw beznadziejnych. Jest mistrzem w szukaniu tych, których nikt nie potrafi znaleźć. Podejmując się śledztwa, nie zdaje sobie sprawy, w co tak naprawdę się pakuje. Za zniknięciem Leonarda kryje się przerażająca prawda. Gorsza, niż ktokolwiek jest w stanie sobie wyobrazić. Z tego powodu nie tylko Raker będzie w niebezpieczeństwie. Także ci, których kocha.



„Bardzo złe miejsce” Tima Weavera to bardzo dobry kryminał. Powieść zawiera w sobie wszystkie niezbędne elementy budujące fantastyczną, pełną napięcia fabułę – ciekawego bohatera, intrygującą zagadkę, nieoczekiwane zwroty akcji. Piąty tom serii o przygodach Davida Rakera to naprawdę świetna propozycja dla wszystkich miłośników detektywistycznych opowieści.

Zagadka kryminalna w „Bardzo złym miejscu” stoi na naprawdę wysokim poziomie. Sprawa, która zostaje zlecona głównemu bohaterowi dotyczy zniknięcia poważanego, emerytowanego szefa wydziału zabójstw i poważnych przestępstw Scotland Yardu. Mężczyzna wychodzi z domu i znika – dosłownie. Wokół stojącego na uboczu domu brak śladów przemocy, wydaje się, że w pobliżu budynku nie przebywała żadna osoba trzecia, która mogłaby porwać Leonarda Franksa, zaginiony nie przejawiał żadnych oznak mających świadczyć o tym, że chce opuścić rodzinę. Sprawa zniknięcia mężczyzny jest bardzo tajemnicza i intrygująca…

 Co się stało z Leonardem Franksem? Jak doszło do zaginięcia? Czy doszło do jakiejś zbrodni? Jeśli tak, to co stało się z ciałem? Pytania mnożą się w zastraszającym tempie, a wolno rozwijająca się akcja powieści długo nie daje czytelnikowi pożądanych odpowiedzi.

Tim Weaver wie, jak zbudować fabułę, by zaciekawić odbiorcę i utrzymać jego uwagę. Choć na początku historia śledztwa prowadzonego przez Davida Rakera wydaje się nieco monotonna, szybko pojawiają się trzymające w napięciu zwroty akcji. Pisarz manipuluje swoim bohaterem i czytelnikiem w taki sposób, że oboje tracą grunt pod nogami i zaczynają zastanawiać się, o co w ogóle chodzi w całej sprawie - kto jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem; kto chce pomóc, a kto przeszkadza; jakie tajemnicze wydarzenia stoją za zniknięciem emeryta? Napięcie rośnie ze strony na stronę, by wybuchnąć z pełną siłą w zaskakującym finale.

Jeżeli  należycie do grona czytelników ceniących emocjonujące i nieoczywiste zagadki kryminalne, to gorąco polecam Wam lekturę powieści Tima Weavera.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros
 

środa, 22 sierpnia 2018

"Ten nowy. Otello" Tracy Chevalier

Seria wydawnicza: Projekt SZEKSPIR
Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 232
Rok wydania: 2018

Lata siedemdziesiąte. Dyplomata z Ghany przeprowadza się z rodziną na przedmieścia Waszyngtonu. Jego syn, jedenastoletni Osei, już pierwszego dnia w nowej szkole zaprzyjaźnia się z najpopularniejszą uczennicą. Znajomość szkolnej gwiazdy i jedynego czarnoskórego ucznia nie wszystkim przypada do gustu…
 
Przejmująca opowieść o zazdrości, przyjaźni i dyskryminacji napisana przez autorkę Dziewczyny z perłą.


„Projekt Szekspir” to akcja wydawnicza w ramach której współcześni autorzy tworzą powieści inspirowane dramatami Williama Szekspira. Bardzo lubię tę serię i z ogromną ciekawością sięgam po kolejne tomy, by przekonać się, jak dany pisarz wykorzystał w swej książce szekspirowskie motywy. Autorzy różnie realizują zlecone im zadanie - jedni bardzo twórczo podchodzą do tematu, inni ściśle trzymają się dramatycznych fabuł. Tracy Chevalier, która zmierzyła się z „Otellem”, w swej powieści „Ten nowy” trzyma się wydarzeń przedstawionych w utworze Szekspira – jeśli czytaliście ten dramat pisarka raczej niczym Was nie zaskoczy pod względem treści.   

Chevalier przenosi akcję tragedii do podmiejskiej szkoły, w której pojawia się nowy, czarnoskóry uczeń – syn dyplomaty, Osei. Główni bohaterowie to uczniowie klasy 6. Mamy lata siedemdziesiąte XX wieku, zaledwie dziesięć lat wcześniej została zniesiona w Ameryce segregacja rasowa, jednak jej echa ciągle pobrzmiewają w fabule. Osei jest jedynym czarnoskórym uczniem w szkole. Nauczyciele i większość uczniów traktują chłopca z dużą dozą ostrożności i niechęci Jedynie Dee, szkolna ulubienica, jest zafascynowana nowym kolegą i szybko się z nim zaprzyjaźnia nie bacząc na niechęć reszty klasy. Zażyłość, która rodzi się pomiędzy dziećmi nie wszystkim się jednak podoba. Nauczyciele krzywo patrzą na bliskość białej dziewczynki i czarnego chłopca. Zwykłe zdawałoby się gesty, jak dotknięcie policzka czy pogłaskanie włosów stają się czymś nieodpowiednim. Fizyczny kontakt z Oseiem staje się tabu, czymś co budzi u innych negatywne odczucia.

Podobnie, jak w dramacie Szekspira, pojawiają się zazdrość i zawiść. Na szkolnym boisku są uczniowie, dla których nowy uczeń może stanowić zagrożenie – ktoś może stracić swoją wysoką pozycję wśród kolegów, ktoś zazdrości chłopcu bliskości z Dee. Zawiązuje się spisek, mający na celu poróżnienie przyjaciół…

Tracy Chevalier wiernie odtworzyła treść dramatu Williama Szekspira. Jedną ze znaczniejszych zmian, było osadzenie akcji w szkole i uczynienie bohaterami dzieci – według mnie było to dość ryzykowna zmiana. „Otello” to wszakże dramat o namiętnościach, zazdrości, zdradzie i oszustwie – silnych i gwałtownych emocjach, które niekoniecznie kojarzą się z jedenastoletnimi dzieciakami.  Bardzo łatwo można było położyć tę historię, zrobić z niej literackiego bubla, Chevalier udało się jednak stworzyć coś naprawdę interesującego. Autorka potwierdza swą powieścią, że Szekspir rzeczywiście jest ponadczasowym dramaturgiem, którego dzieła nie tracą na aktualności i poruszają uniwersalną problematykę.


poniedziałek, 20 sierpnia 2018

"Piknik pod Wiszącą Skałą" Joan Lindsay

Wydawnictwo Replika
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2018

 Był bezchmurny, letni dzień 1900 roku. Grupa uczennic z elitarnej pensji dla dziewcząt pani Appleyard wraz z kilkoma nauczycielkami wybrała się na piknik w pobliże miejsca zwanego Wiszącą Skałą. Po lunchu kilka starszych uczennic udało się na spacer po okolicy - wróciła tylko jedna dziewczyna, przerażona i rozhisteryzowana. Zaginęła również jedna z nauczycielek...
Piknik pod Wiszącą Skałą to subtelny i tajemniczy thriller, który stał się podstawą scenariusza doskonale przyjętego przez krytykę filmu Petera Weira pod tym samym tytułem.

W roku 2018 na podstawie książki nakręcono sześcioodcinkowy serial z Natalie Dormer, znaną z serialu "Gra o tron". 



„Piknik pod Wiszącą Skałą” autorstwa australijskiej pisarki Joan Lindsey to sielankowa powieść historyczna utrzymana w klimacie powieści pensjonarskiej z elementami grozy, które nadają utworowi lekko gotyckiego charakteru. Akcja wydanej po raz pierwszy w roku 1967 książki przenosi czytelników do roku 1900. 14 lutego grupa dziewcząt z pensji prowadzonej przez panią Appleyard pod opieką dwóch nauczycielek – Grety McCraw i Diane de Poitiers – udaje się na tytułowy piknik pod Wiszącą Skałęą Idylliczna wycieczka zmienia się w koszmar, kiedy okazuje się, że wśród wiekowych skał bez śladu znikają trzy uczennice i panna McCraw…

Zaginięcie dziewcząt wstrząsa ich koleżankami i lokalną społecznością, ma również destrukcyjny wpływ na reputację pensji. Owiane tajemnicą zniknięcie wychowanek i ich opiekunki staje się również źródłem narastającego mroku wokół szkoły i ludzi bezpośrednio związanych z zaginionymi. Sielski klimat opowieści destabilizują nasycone oniryzmem i psychozą sceny wprowadzające do utworu niepokojący pierwiastek nadnaturalności. Dochodzi do kolejnych dziwnych zdarzeń, które napędza tzw. „wzorzec powstały pod Wiszącą Skałą”.

Joan Lindsey napisała sugestywną powieść, uznawaną współcześnie za jedną z najlepszych powieści australijskich. Jest to bardzo klimatyczny, niepokojący,  mocno oddziałujący na wyobraźnię czytelnika utwór pełen zagadek i niedopowiedzeń. Polecam zwłaszcza miłośnikom klasycznych powieści z subtelnym, mrocznym twistem.


Wyzwanie „W 80 książek dookoła świata”. Przystanek Australia.

niedziela, 12 sierpnia 2018

"Everlife. Wieczne życie" Gena Showalter

Seria: Everlife (tom 3)
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Liczba stron: 464
Rok wydania: 2018

W tym świecie umierasz po to, by zyskać nieśmiertelność
Siedemnastoletnia Ten Lockwood wybrała po śmierci życie w świecie rządzonym przez Trojkę – samozwańczych strażników sprawiedliwości i równości. Jej ugrupowanie od lat toczy wojnę z Miriadą, mroczną krainą, w której emocje zawsze biorą górę nad logiką. Kiedy Ten poznaje Killiana, stronnika Miriady, powinna potraktować go jak wroga, odczuć pielęgnowaną od pokoleń nienawiść. Jednak miłość okazuje się silniejsza. Młodzi postanawiają połączyć siły, położyć kres wojnie i zjednoczyć obie krainy. Czeka ich droga pełna mroku i bólu, ale wiara, że odnajdą radość i światło, dodaje im sił.

Ostatnia część trylogii bestsellerowej autorki powieści dla młodzieży.



„Everlife. Wieczne życie” jest długo wyczekiwaną przeze mnie, ostatnią częścią trylogii fantasy autorstwa Geny Showalter. Seria opisująca przygody siedemnastoletniej Ten Lockwood – buntowniczki, która nosi w sobie moc mogącą wpłynąć na losy toczącej się w świecie Drugiego Życia wojny między miłującą światło Trojką i pogrążoną w mroku Miriadą – zafascynowała mnie od pierwszego tomu. Amerykańska pisarka wykreowała interesujący świat przedstawiony, w którym śmierć na Ziemi nie wiąże się z poczuciem niepewności i strachem, stanowi natomiast moment przejścia do jednej z dwóch krain, w których dusza kontynuuje swe istnienie. Ciekawym rozwiązaniem fabularnym było to, że to nie czyny decydują o tym, dokąd trafi duch po śmierci, a zawarty za życia człowieka kontrakt z jednym z dwóch ugrupowań. O ile w pierwszym tomie czytelnik mógł mieć wątpliwości co do charakteru Trojki i Miriady, to drugi i trzeci dość jednoznacznie dzielą te światy na dobry i zły, choć w obrębie każdego znajdą się oczywiście jednostki, których zachowanie wybiega poza normy. W końcu nic nie jest od końca tylko białe lub czarne – a już zwłaszcza, jeśli bierzemy pod uwagę ludzki charakter.

Główny wątek serii koncentruje się na toczonym od stuleci konflikcie pomiędzy Trojką i Miriadą, w którym stawką są ludzkie dusze. Ważny jest również wątek romantyczny, który napędza całą akcję. Fabuła trzeciego tomu rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach, do których doszło w finale „Lifeblood. Krwi życia”. Trojka znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji po kolejnym z ataków Miriady. Dalsze losy krainy spoczywają w rękach głównej bohaterki, której Król Gołębi daje niezwykły przywilej wybrania do wskrzeszenia jednego z poległych duchów. Wszyscy liczą na to, że dziewczyna wskaże silnego Generała, który poprowadzi ich do boju, Ten ma jednak całkiem inny plan. Zakochana nastolatka daje porwać się emocjom i podejmuje decyzje, które mogą doprowadzić do upadku Trojki, a ją samą wpędzić w szpony szaleństwa. Czy Ten uda się doprowadzić do zawarcia trwałego pokoju między krainami nim ulegnie narastającym w jej duszy cieniom? By poznać odpowiedź na to pytanie, zachęcam do lektury finałowego tomu trylogii „Everlife”.

„Everlife. Wieczne życie” okazało się ciekawym zakończeniem serii, w którym bardzo wyraźnie widać biblijno-chrześcijańskie inspiracje autorki – mam wrażenie, że szczególnie w tej części zostały one wyeksponowane. Pojawia się w powieści wiele elementów inspirowanych biblijnymi historiami, da się wyłapać wiele odwołań zwłaszcza do postaci Jezusa i głoszonych przez niego nauk.  Bardzo podoba mi się fakt, że Showalter bardzo subtelnie wplotła wątki biblijne w fabułę swego utworu, nie epatowała nimi, nie wykorzystywała ich do natrętnego moralizowania, co mogłoby odpychać czytelników. Naprawdę doceniam pomysłowość pisarki i sposób wykorzystania motywów religijnych w powieści fantastycznej skierowanej do nastolatków. „Everlife. Wieczne życie” okazało się nie tylko bardzo dobrym, młodzieżowym czytadłem, ale również  wypełnioną symboliką opowieścią o sile miłości, poświęceniu, wybaczaniu i miłosierdziu.

Podsumowując, trzeci tom serii „Everlife” to powieść fantastyczna z dominującym wątkiem romantycznym, który napędza całą fabułę i ma ogromny wpływ na decyzje oraz zachowanie głównych bohaterów. Pod względem budowy to raczej typowy romans paranormalny skierowany przede wszystkim do starszych nastolatków, w którym pojawiają się charakterystyczne dla tego gatunku motywy. Pisarka tworząc serię – a zwłaszcza ostatni tom – mocno inspirowała się wątkami biblijnymi, które bardzo fajnie zostały wplecione w fabułę. Cała seria przypadła mi do gustu. Choć już dawno nie jestem nastolatką, lektura poszczególnych tomów dostarczyła mi niemałej przyjemności.  



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska

 

wtorek, 7 sierpnia 2018

Gorąca zapowiedź - "Runa" Vera Buck

Drogie mole książkowe, jeśli gustujecie w powieściach historycznych, kochacie wątki medyczne oraz psychologiczne, poszukujecie intrygujących fabuł, zaznaczcie w swoich kalendarzach datę 3 września! To właśnie w tym dniu premierę będzie miała powieść "Runa" autorstwa Very Buck. Opis książki zapowiada szalenie interesującą lekturę. Dla mnie ten tytuł to absolutny MUST HAVE.

Podrzucam Wam trailer z zapowiedzią ;)

czwartek, 2 sierpnia 2018

"Siostra perły" Lucinda Riley

Seria: Siedem sióstr (tom 4)
Liczba stron: 576
Rok wydania: 2018


Sześć sióstr. Choć urodziły się na różnych kontynentach, wychowały się w bajecznej posiadłości na prywatnym
półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec, nazywany przez nie Pa Saltem, nadał im imiona
mitycznych Plejad. Każda ułożyła sobie życie po swojemu i rzadko mają okazję spotkać się wszystkie razem. Do domu ściąga je niespodziewana śmierć ojca, który zostawił każdej list i wskazówki mogące im pomóc w odkryciu własnych korzeni. I w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie, co się stało z siódmą siostrą.

CECE D’APLIÈSE NIGDY NIGDZIE NIE PASOWAŁA…
Po śmierci ojca znalazła się na życiowym zakręcie. Postanawia opuścić Anglię, by podążyć za wskazówkami pozostawionymi jej przez Pa Salta i znaleźć swoje korzenie. Jedyne, co ma, to czarno-białe zdjęcie i nazwisko
pionierki, która ponad sto lat wcześniej walczyła o przetrwanie w niegościnnej Australii.

Rok 1906. Kitty McBride, córka duchownego z Edynburga, otrzymała szansę podróży do Australii jako towarzyszka zamożnej pani McCrombie. Na nowym kontynencie poznaje braci bliźniaków  – porywczego
Drummonda i ambitnego Andrew – spadkobierców fortuny, której ich rodzina dorobiła się na poławianiu i handlu perłami. I musi wybierać między głosem serca i rozsądkiem.

Kiedy CeCe dociera do Australii, zaczyna wierzyć, że ten dziki kontynent może zaoferować jej coś, o czym nigdy nie śmiała marzyć: poczucie przynależności i prawdziwy dom.


„Siostra perły” to już czwarty tom serii „Siedem sióstr” autorstwa Lucindy Riley, która przedstawia historię poszukiwania swoich korzeni przez sześć kobiet adoptowanych w dzieciństwie przez tajemniczego milionera Pa Salta. Po śmierci mężczyzny każda z tytułowych sióstr otrzymuje zestaw wskazówek i współrzędne geograficzne miejsca, w którym przyszła na świat. W każdym kolejnym tomie nosząca imię jednej z gwiazd tworzących Plejady bohaterka podąża za pozostawionymi jej tropami, by odnaleźć swą biologiczną rodzinę i odkryć fascynujące fakty dotyczące jej przeszłości.

Czwarty tom opowiada historię CeCe (Celaeno) D’Aplièse – siostry, która w poprzednich częściach dała poznać się jako postać niezwykle zaborcza, przytłaczająca, a momentami nawet samolubna. W tym tomie poznajemy całkiem inne oblicze bohaterki. CeCe okazuje się niepewną siebie dyslektyczną, malarką o niskiej samoocenie, która czyje się niezwykle samotna i zagubiona, kiedy ukochana siostra zostawia ją i zaczyna budować własne życie. Zraniona i osamotniona CeCe ucieka z Londynu. Pakuje plecak i podobnie jak reszta jej sióstr wyrusza w podróż, by odnaleźć swą biologiczną rodzinę. Podczas wędrówki bohaterka spotyka dwoje ludzi, którzy odegrają niebagatelny wpływ na jej życie - będą stanowili wsparcie w trudnych chwilach oraz pomogą jej dotrzeć do informacji o niezwykłych przodkach.

„Siostra perły” podobnie jak pozostałe tomy nie opisuje tylko historii jednej z sióstr, koncentruje się również na opowieści o jej pochodzeniu. Na fabułę książki składają się dwa przeplatające się wątki - historia CeCe i historia Kitty McBride, osiemnastoletniej Szkotki, która w roku 1908 dotarła do Australii, gdzie założyła rodzinę i stała się filarem społeczności osadników. Część koncentrująca się na postaci Kitty to fascynująca historia o imigrantach, którzy w Australii widzieli młody kraj pełen możliwości. Lucinda Riley nie patrzy jednak na kontynent przez różowe okulary i pisze w swej powieści również o tej mniej atrakcyjnej stronie kolonizowania Australii – o konflikcie i uprzedzeniach w stosunku do Aborygenów, o niezrozumieniu ich kultury, wykorzystywaniu przez białego człowieka. Wątek historyczny był diablo interesujący.

„Siostra perły” bardzo mnie zaskoczyła, ponieważ nie spodziewałam się, że opowieść o jednej z mniej lubianych przeze mnie sióstr odbiorę tak pozytywnie. Ten tom sprawił, że całkiem inaczej spojrzałam na postać CeCe. Historia bohaterki okazała się ogromnie ciekawa i nie mogłam się od niej oderwać. W tym tomie Lucinda Riley po raz pierwszy w serii wplotła subtelne wątki LGBT dotyczące głównej bohaterki, co również liczę na plus, gdyż autorka wzmacnia pozytywny wydźwięk serii, która w wymiarze uniwersalnym mówi o miłości i równości między ludźmi bez względu na kolor skóry, pochodzenie czy orientację seksualną.

Lucinda Riley pisze magiczne historie, które łączą w sobie wątki obyczajowe, romantyczne, historyczne i psychologiczne. Z tomu na tom seria jest coraz lepsza i już nie mogę się doczekać, kiedy w moje ręce trafi „Siostra księżyca” (trochę może to potrwać, gdyż zagraniczne wydanie książki jest zapowiedziane dopiero na 1 listopada). Tymczasem wszystkim czytelnikom gorąco polecam lekturę cyklu „Siedem sióstr”.

Jeśli nie chcecie czytać całej serii, a zainteresowała Was „Siostra perły” spokojnie możecie sięgnąć tylko po ten tom, gdyż autorka pisze w taki sposób, żeby każda kolejna część mogła pełnić rolę samodzielnej, zamkniętej całości. Niemniej jednak zachęcam do lektury wszystkich części, gdyż w fabule każdej z nich pojawia się ukryty wątek, którego rozwiązanie znajdziemy w ostatnim tomie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros

Seria "Siedem sióstr":

1. Siedem sióstr
2. Siostra burzy 
3. Siostra cienia
4. Siostra perły
 

wtorek, 31 lipca 2018

"Post Scriptum" Milena Wójtowicz

Wydawnictwo Jaguar
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2018


Piotr Strzelecki, psycholog, coach i doradca post mortem wraz z Sabiną Piechotą, specjalistką ds. BHP prowadzi firmę PS Consulting, której docelowymi klientami są osoby nienormatywne: wampiry, wiły, wilkołaki, obłoczniki. Piotr i Sabina też są nie do końca ludźmi... i radzą sobie z tym każde na swój sposób. Ona nadmiernym spożyciem wyrobów cukierniczych, on medytacją i wdychaniem lawendy.

Przypadkiem oboje zostają wplątani w intrygę kryminalną: ktoś nastaje na życie (lub też egzystencję duchową) brzeskich nienormatywnych.  Mimo oporów ze strony Sabiny, z inicjatywy Piotra podejmują śledztwo - a raczej próbują je podjąć. Świadomi własnego braku kompetencji w pracy detektywistycznej, szukają pomocy u opolskiego policjanta, który raz w miesiącu zwykł wyć do księżyca. Tymczasem tajemniczy morderca sięga po osikowy kołek... i sprawy przybierają bardzo niekorzystny obrót dla pary detektywów-amatorów.



Milena Wójtowicz to jedna z moich ulubionych pisarek tworzących urban fantasy. Bardzo się ucieszyłam, kiedy dotarła do mnie informacja, że po kilkuletniej przerwie wróciła ona do pisarstwa, co więcej wydała nową powieść noszącą tytuł „Post Scriptum”, a w sprzedaży ukazało się również wznowienie pierwszego tomu jej serii fantasy „Wrota”, której przed laty nie udało mi się zdobyć. Nie musiałam nawet zapoznawać się z opisem najnowszej publikacji Wojtowicz, rzuciłam się na „Post Scriptum” niczym wygłodniały pelikan na rybę z wiarą, że autorka stworzyła tytuł na miarę „Podatku” lub „Załatwiaczki”. Czy Wojtowicz sprostała moim wymaganiom? Odpowiedź jest prosta – TAK.

„Post Scriptum” to piekielnie zabawne, genialne urban fantasy, w którym Wójtowicz połączyła współczesną rzeczywistość, popkulturę i wątki słowiańskie. Autorka miała świetny pomysł na fabułę,  wykreowała naprawdę fajnych i niebanalnych głównych bohaterów, a akcję podlała sporą dawką przedniego, często ironicznego humoru. Powieść przeczytałam błyskawicznie, śmiejąc się do rozpuku od pierwszych stron.

Poznajcie Sabinę Piechotę i Piotra Strzeleckiego – uzależnioną od słodyczy behapówkę i przypominającego młodego Małaszyńskiego, znękanego psychologa z obłędem w oczach – prowadzących przedsiębiorstwo doradczo-konsultingowo-szkoleniowo-behapowsko-coachingowe świadczące usługi istotom nienormatywnym. Wtajemniczeni są usługami duetu zachwyceni, niewtajemniczeni patrzą na nich z wielką dozą podejrzliwości – zwłaszcza, kiedy jedno z nich notorycznie niszczy tablice w salach szkoleniowych, a drugie nocami przesiaduje na cmentarzu na krzesełku turystycznym. Kiedy ktoś dokonuje aktu wandalizmu na nagrobku klienta Piotra, a w firmie, w której Sabina jest inspektorką BHP dochodzi do podejrzanego wypadku, w którym udział bierze nienormatywny, bohaterom nagle zapala się czerwone światełko. Czyżby ktoś naoglądał się za dużo „Supernatural” i postanowił zostać domorosłym łowcą istot magicznych?

Sabina i Piotr postanawiają bliżej zbadać całą sprawę, a że profesjonalnymi detektywami nie są, decydują się skorzystać z pomocy kompetentnego stróża prawa o wielce wymownym nazwisku Wilczek oraz mniej kompetentnej pomocy swych przyjaciół. Oj, będzie się działo!

Jeśli lubicie lekkie i zabawne urban fantasy z wątkami kryminalnymi, gorąco namawiam Was do sięgnięcia po „Post Scriptum”. Milena Wójtowicz jest wspaniałą pisarką, która śmiało może konkurować z takimi popularnymi autorkami jak Patricka Briggs czy Charlaine Harris. Naprawdę warto sięgnąć po jej twórczość.