sobota, 31 października 2015

"Opowieść zimowa" William Shakespeare

Wydawnictwo: W.A.B
Przekład: Piotr Kamiński
Wstęp i komentarz: Anna Cetera
Liczba stron: 272
Rok wydania: 2014


Kiedy czytam mniej popularne dramaty Shakespeare’a, często zastanawiam się czy Anglik zasłużył sobie na wszystkie laury, którymi zdobią go krytycy i badacze jego twórczości. Czy każdą sztukę Shakespeare’a należy postrzegać w kategoriach arcydzieła, dorabiać jej fantastyczną, ale wyglądająca na lekko naciąganą analizę, doszukiwać się w niej nie wiadomo czego? Przecież wśród utworów dramaturga znalazły się także słabsze tytuły. Jako czytelniczka zastanawiam się – szczerze przyznać się, że dana sztuka mi się nie podobała, czy udawać intelektualistkę i oszukiwać samą siebie, na siłę wypatrywać genialności w utworze, który z punktu widzenia czytelnika wydaje mi się pozycją co najwyżej średnią? Przecież przeciętny czytelnik poszukuje przede wszystkim lektury o ciekawej, wciągającej fabule, a nie nudnego tytułu, którym zachwyca się tylko grono krytyków literackich.  

„Opowieść zimowa” to tragikomedia, którą dramatopisarz stworzył u schyłku swej twórczości. Fabułą utwór przypominał mi nieco „Otella” – w „Opowieści zimowej” również mamy do czynienia z motywem chorej zazdrości. O ile jednak w „Otellu” dramatopisarz mógł poszczycić się doskonałą kreacją postaci, o tyle tutaj ten aspekt wypadł słabo. Uczucia głównego bohatera „Opowieści zimowej” zmieniają się niezwykle gwałtownie. Wystarczy moment by przyjaźń i miłość przekształciły się w nienawiść i podejrzliwość. Działania postaci także nie zostały dostatecznie umotywowane.

W ekspozycji poznajemy głównych bohaterów. Króla i królową Sycylii (Leontes, Hermiona) oraz króla Czech (Poliksenes). Władcy Sycylii i Czech to serdeczni przyjaciele, którzy razem dorastali. Poliksenes  od dziewięciu miesięcy przebywa w gościnie na sycylijskim dworze, bohaterowi doskwiera tęsknota za domem i pozostawionym w Czechach synem. Poliksenes pragnie wracać do domu, Leontes chce jednak by przyjaciel przedłużył swą wizytę. Prośby Sycylijczyka nie przynoszą skutku, więc prosi on brzemienna żonę, by to ona spróbowała przekonać władcę Czach do pozostania na królewskim dworze. Hermiona spełnia życzenie męża (Poliksenem zgadza się przedłużyć swój pobyt o tydzień), ale jej sukces nie cieszy króla, wręcz przeciwnie – monarcha zaczyna zachowywać się bardzo dziwnie.

Leontes zaczyna podejrzewać, że Hermiona ma romans z Poliksenem, a dziecko, które nosi w łonie jest owocem zdrady. W bohaterze wybucha chorobliwa zazdrość, jego zachowanie zaczyna przypominać zachowanie szaleńca. Dobre stosunki z przyjacielem, miłość i zaufanie do żony zostają przekreślone. Co się właściwie stało, skąd ta nagła zmiana Leontesa, co ją podyktowało? – zadawałam sobie pytanie, kiedy śledziłam przebieg  wydarzeń i obserwowałam gwałtowne zmiany zachowania bohatera, jego okrucieństwo skierowana w stronę przyjaciela, żony i nowo narodzonej córki.

„Opowieść zimowa” nie jest dziełem wybitnym (takie jest moje subiektywne zdanie). To plagiat, którego pierwowzorem był romans „Pandosto” autorstwa Roberta Greene’a. Trudno chwalić Shakespeare’a, mając świadomość, że fabuła tragikomedii nie była owocem jego samodzielnej pracy. Historię czyta się szybko, ale nie jest to utwór, który zapadałby w pamięć tak jak „Makbet”, „Hamlet”, „Romeo i Julia”, czy choćby wspominany na początku „Otello”. Tragedie Shakespeare’a są według mnie lepiej dopracowane – chodzi zarówno o kreację postaci, jak i motywowanie ich działań.

„Opowieść zimowa” w przekładzie Piotra Kamińskiego jest napisana przystępnym, nowoczesnym językiem, który – mam wrażenie – ułatwia czytelnikowi lekturę. Wydanie zostało opatrzone bardzo ciekawym wstępem i komentarzem Anny Cetery, w których znajduje się analiza utworu (polecam przeczytać dopiero po lekturze dramatu), informacje o dacie powstania i źródłach, wczesnej recepcji dramatu oraz uwagi dotyczące redakcji oryginału i przekładu. Na końcu książki znajduje się Aneks, w którym zamieszczono listę polskich przekładów dramatu, spis literatury krytycznej, informacje o wystawianiu sztuki na scenie oraz indeks nazwisk. Wydanie bajka – przyda się każdemu miłośnikowi klasyki literatury, który chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o twórczości jednego z najsławniejszych dramaturgów na świecie.

piątek, 30 października 2015

"Kosogłos" Suzanne Collins

Cykl: Igrzyska śmierci (tom 3)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 375
Rok wydania: 2010

Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą.
Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi.


„Książa powinna w duszy czytelnika wywoływać  obrażenia”  Emil Cioran

„Kosogłos” jest powieścią, która wywołała we mnie obrażenia, która wyryła się w moim umyśle i duszy i nigdy z nich nie zniknie. Połowa lektury upłynęła mi na wylewaniu rzęsistych łez i spazmatycznym płaczu. Finał trylogii autorstwa Suzanne Collins wywołał we mnie poczucie bólu, pustki i czytelniczego kaca. Już dawno żadna powieść tak na mnie nie wpłynęła – zalał mnie ogrom bardzo silnych emocji, po przewróceniu ostatniej strony jeszcze długo przeżywałam przedstawione w niej wydarzenia, a na samą myśl o sięgnięciu po kolejną lekturę czułam jedynie niechęć.

Finał dystopijnej trylogii o przygodach Katniss Everdeen i Peety Mellarka był emocjonalnym rollercoasterem. Bohaterowie, którzy przeżyli Ćwierćwiecze Poskromienia zostali przetransportowani do legendarnego Trzynastego Dystryktu, który 75 lat temu został zrównany z ziemią za bunt przeciw Kapitolowi. Okazuje się, że mityczny, kryjący się pod ziemią dystrykt istnieje i ma się znakomicie. Samowystarczalne, wojskowe państwo szykuje się do ostatecznej rozgrywki z prezydentem Snowem.

Ostatnim punktem na drodze do pospolitego ruszenia jest zachęcenie dystryktów do sprzymierzenia się we wspólnej walce, by zrealizować ten cel, prezydentowej Coin (przywódczyni Trzynastego Dystryktu) potrzebna jest Katniss – „Kosogłos”, głos i symbol rewolucji, trybutka, która zdobyła serca mieszkańców Panem. Nastolatka nie jest już jednak tą samą silną i zdeterminowaną dziewczyną, którą czytelnicy poznali w poprzednich częściach - to rozbita emocjonalnie, pogrążona w traumie młoda kobieta dręczona koszmarami. Kobieta, której Kapitol odebrał dom, drogiego przyjaciela i zdrowie psychiczne. Czy tak zmieniona bohaterka zdoła wykonać powierzone jej zadanie, a może bycie symbolem rewolucji okaże się zbyt trudne dla niestabilnej emocjonalnie dziewczyny?

Suzanne Collins stworzyła naprawdę mocny, genialny finał. Kocham „Kosogłosa” za cały ogrom emocji, który czułam podczas lektury. Uwielbiam autorkę za wspaniałą kreację postaci, za każdą wzruszającą/romantyczną/bolesną/dramatyczną/niesamowitą scenę, którą stworzyła. Nie spodziewałam się, że seria pisana z myślą o nastolatkach wywrze na mnie tak ogromne wrażenie.
 

poniedziałek, 26 października 2015

"Gniew" Zygmunt Miłoszewski

Cykl: Teodor Szacki (tom 3)
Seria wydawnicza: Nowa fala polskiego kryminału (tom 1)
Wydawnictwo: W.A.B. (partner kolekcji Edipresse Polska)
Liczba stron: 480
Rok wydania: 2015

Ponury koniec listopada 2013 zastaje prokuratora Szackiego w Olsztynie. W starym bunkrze zostaje znaleziony szkielet rzekomo z czasu drugiej wojny światowej, a prokurator po dokonaniu oględzin przekazuje szczątki uczelni medycznej. Nie przypuszcza, że to, co wydawało się końcem rutynowej procedury, to początek najtrudniejszej sprawy w jego karierze, która pozbawi go prawniczego dystansu i zmusi do wyborów ostatecznych.

Ostatni – jak zapowiedział autor – tom trylogii o przygodach prokuratora Szackiego podobał mi się chyba najbardziej z całej serii (wątek kryminalny jest świetny). O „Gniewie” wypowiedziało się przede mną mnóstwo osób – zawodowych publicystów i zwykłych czytelników. Wszyscy jednogłośnie chwalą Miłoszewskiego za podjęcie w powieści tematu przemocy domowej, za smaczki odnoszące się do lokalnej, olsztyńskiej publicystyki i trafne, może nieco złośliwe, ale zabawne komentarze dotyczące samego miasta. Nie jest oczywiście zbyt słodko i kilka minusów w powieści również zlokalizowano – zbyt wydumane nazwiska bohaterów, jakby słabsze, sprawiające wrażenie pisanego na szybko zakończenie i szeroko rozwarte wrota pozostawione w finale. Miłoszewski pożegnał się w „Gniewie” z Szackim, ale pozostawiona przez pisarza furtka, a raczej cliffhanger, mocno temu przeczy – jeśli to rzeczywiście jest finał przygód zrzędliwego prokuratora, to można było bardziej się postarać i domknąć wątki, a nie zostawiać czytelników z wielkim znakiem zapytania.

Akcja „Gniewu” rozgrywa się na Warmii. Od wydarzeń przedstawionych w „Ziarnie prawdy" minęło kilka lat. Szacki osiadł w Olsztynie, gdzie mieszka ze swoją nową partnerką Żenią i szesnastoletnią córką. Życie cynicznej gwiazdy palestry toczy się spokojnie, zbyt spokojnie. Prokurator pogrąża się w nudzie i marzy o jakiejś spektakularnej sprawie. Nawet się przypuszcza, że znaleziony w powojennym bunkrze szkielet „starego Niemca” wprowadzi niezłe zamieszanie w jego pracy i życiu. Okazuje się, że kościotrup jeszcze tydzień temu był zwykłym, żywym facetem spacerującym po warmińskich lasach. Jak to możliwe, że zwłoki w zaledwie tydzień zmieniły się w idealną pomoc dydaktyczną dla studentów medycyny? Przed prokuratorem stoi nie lada wyzwanie, ta sprawa może kosztować go o wiele więcej, niż początkowo zakładał.

Ostatnia część przygód Teodora Szackiego to zaiste mocno wciągający, emocjonujący i mroczny kryminał. Mamy bardzo dziwną, sensacyjną sprawę kryminalną (historia stworzona przez Miłoszewskiego doskonale sprawdziłaby się jako wątek serialu CSI lub Kości), w której tle zaczyna przewijać się wątek przemocy domowej. Mamy Szackiego – przenikliwego, ale ciągle cynicznego i złośliwego prokuratora. Mamy kilka zabawnych postaci drugoplanowych i sporo fajnych dialogów. Szkoda tylko tego nieszczęsnego zakończenia psującego odbiór całości. „Gniew” szalenie mi się podobał, ale finał powieści mocno mnie rozczarował.


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - trylogia, tom 3
 

piątek, 23 października 2015

"Kuszona" P.C. Cast, Kristin Cast

Cykl: Dom Nocy (tom 6)
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 392
Rok wydania: 2011

Wydawałoby się, że po wygnaniu z Tulsy Kalony i Neferet Zoey Redbird i jej przyjaciele mogą wreszcie odetchnąć.

Kiedy Zoey i jej przystojny wojownik Stark dochodzą do siebie po bliskim spotkaniu ze śmiercią, adepci próbują się otrząsnąć z terroru Neferet. Zoey doświadcza jednak poczucia niepokojącej, niezwykłej więzi z A-yą, dziewczyną stworzoną przed wiekami, by uwieść Kalonę.

Tymczasem Stevie Rae, obdarzona teraz dodatkowymi mocami, ukrywa przed przyjaciółką pewne obawy. Mroczne sekrety i niewypowiedziane podejrzenia oddalają dziewczyny od siebie, zagrażając nie tylko ich przyjaźni, ale i całemu Domowi Nocy.


Dotarłam do półmetka, za mną lektura szóstej części cyklu o nastoletnich wampirzych adeptach, którzy trafili do Domy Nocy i musieli zmierzyć się ze złą i podstępną kapłanką Neferet oraz z przyzwanym przez nią upadłym aniołem Kaloną.

Panie Cast wyspecjalizowały się w rozwlekaniu akcji i tworzeniu mocnych finałów, które rozbudzają czytelniczą ciekawość - gdyby nie owe finały pewnie już dawno porzuciłabym ten cykl. W „Kuszonej, podobnie jak w pozostałych tomach, będziemy przez długi czas śledzić miłosne dylematy głównej bohaterki. Zoey odkryła, że drzemie w niej dusza kobiety, która została stworzona, by uwięzić Kalonę. Sny prowadzą ją prosto w ramiona upadłego anioła. Bohaterka przeżywa katusze, jej dusza i serce niebezpiecznie lgną do wroga. Tymczasem na jawie czekają na nią trzej chłopcy – Eric, który nie akceptuje poligamicznych ciągotek swej dziewczyny, a którego Zoey uważa za zbyt zaborczego (litości!), skojarzonego z nią ludzkiego chłopca Heatha i czerwonego wampira Starka, który złożył jej ślubowanie wojownika. Jest trochę planowania, trochę rytuałów i tworzenia kręgu mocy (co staje się już nudne), jest minimum konkretnego działania i zero rozwoju postaci. Mam wrażenie, że wydarzenia, w których biorą udział bohaterowie w ogóle nie wpływają na ich psychikę. Wokół nich wali się świat, są świadkami makabrycznych wydarzeń, a wybierając się na „misję ratunkową” są w stanie myśleć przede wszystkim o rajdzie po europejskich sklepach. Postacie są płytkie i często irytują swoim zachowaniem.

W szóstym tomie serii P.C. i Kristie wprowadziły pewne novum, obok Zoey pojawili się inni narratorzy. Pisarki oddały głos Stevie Rae, Afrodycie, Heathowi i Krukowi Prześmiewcy Rephaimowi. Mamy okazje poznać bliżej innych bohaterów, możemy śledzić wydarzenia, w których bezpośredniego udziału nie bierze główna bohaterka – powieści zdecydowanie zyskała na tym zabiegu, fabuła została dzięki temu wzbogacona o interesujące wątki, które, mam nadzieję, będą rozwijane w kolejnych częściach.

Najmocniejszym elementem „Kuszonej” był zaskakujący finał, który rzeczywiście zachęca do jak najszybszego sięgnięcia po „Spaloną”. Zakończenie szóstki pozwala przypuszczać, że w następnej części czeka na czytelnika sporo akcji, a miłosne rozważania Zoey zejdą wreszcie na drugi plan. Historia nabrała tempa i mam ogromną nadzieję, że go nie wytraci.

„Dom Nocy” mógłby być naprawdę świetną serią, gdyby pisarki nie poświęcały tyle miejsca na mnożeniu i rozwlekaniu pseudo romantycznych wątków – nie dostrzegam niczego fajnego, a tym bardziej romantycznego w czworokątach i pięciokątach miłosnych przedstawionych w powieści. Bohaterka zakochuje się w każdym przystojnym mężczyźnie, który stanie jej na drodze. Zoey – zapewne wbrew założeniom autorek - jawi się jako głupia, samolubna dziewucha, która widzi tylko czubek własnego nosa. Pisarkom wybitnie nie wyszła ta postać, być może panie Cast chciały stworzyć nowoczesną, niezależną bohaterkę, której nie hamują stereotypy i normy społeczne, ale nie do końca to się udało.
 

środa, 21 października 2015

"Duma i uprzedzenie" Jane Austen

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Rok wydania: 2014

Najgłośniejsza powieść Jane Austen, na podstawie której zrealizowano równie głośny film. Nawiązuje do niej Helen Fielding w bestsellerowym Dzienniku Bridget Jones. Niepozbawiona ironii i humoru kostiumowa opowieść o zamążpójściu.
Rzecz dzieje się na angielskiej prowincji na przełomie XVIII i XIX wieku. Niezbyt zamożni państwo Bennetowie mają nie lada kłopot – nadeszła pora,  by wydać za mąż ich pięć dorosłych córek. Sęk w tym, że niełatwo jest znaleźć odpowiedniego męża na prowincji. Pojawia się jednak iskierka nadziei, bo oto  posiadłość po sąsiedzku postanawia dzierżawić pewien młody człowiek, przystojny i bogaty...


„Duma i uprzedzenie” to klasyka, którą zna chyba większość miłośników literatury, a zwłaszcza kobiety. Trudno nie sięgnąć po tę powieść, kiedy w rozlicznych opiniach na jej temat co rusz czyta się o wspaniałej postaci pana Darcy’ego - mężczyźnie idealnym, z pozoru cichych i nieprzystępnym gburze, który jest gotowy w jednej chwili rzucić wszystko i biec nam z pomocą, kiedy znajdziemy się w opałach. Jak nie ulec czarowi tego bohatera, kiedy wpisuje się on w tak lubiany przez kobiety model postaci niegrzecznego chłopca? Ja poddałam się surowemu urokowi pana Darcy’ego i obdarzyłam go szczerą, gorącą sympatią czytelniczą.

Odnoszę wrażenie, że fabuła „Dumy i uprzedzenia” jest doskonale znana, więc nie widzę sensu w jej ponownym streszczaniu. Książa skupia się na przedstawieniu miłosnych perypetii dwóch panien Bennet – Jane zakochanej w panu Bingley’u i jej młodszej siostry Elżbiety (Lizzy), rozsądnej, inteligentnej dwudziestolatki, która wdaje się w konflikt z dumnym i wyniosłym panem Darcym. Akcja  jest okraszona wątkami obyczajowymi, pojawiają się elementy moralizatorskie dyskretnie wplecione w fabułę.

Ogromnym atutem powieści są doskonale wykreowani bohaterowie. Oczywiście moim ulubieńcem został Darcy, jednak nie mniejszą sympatią obdarzyłam autora kąśliwych, ale zabawnych komentarzy - pana Benneta. Zajmującymi okazały się nawet postacie, które swym zachowaniem powinny wzbudzać przede wszystkim irytację – głupiutka pani Bennet i jej najmłodsza córka Lidia, kuzyn panien Bennet, lizus William Collins i jego patronka Lady de Bourgh, która myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. Naiwne, graniczące z ignorancją lub pompatyczne, przerysowane zachowanie tych bohaterów stało się źródłem niezwykłego komizmu.

„Duma i uprzedzenie” to bardzo przyjemna powieść, którą szczerze polecam. Lektura dobra na jesienną szarówkę, długie zimowe wieczoru lub letnie upały – dobra klasyka sprawdzi się zawsze :)
 

Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - klasyczny romans.

poniedziałek, 19 października 2015

"W pierścieniu ognia" Suzanne Collins

Cykl: Igrzyska śmierci (tom 2)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 359
Rok wydania: 2009

Głodowe Igrzyska wbrew przewidywaniom wygrywa szesnastoletnia Katniss. Wraz z nią po raz pierwszy w dziejach Kapitolu wygrywa je także drugi trybut - Peeta Mellark, z którym Katniss stanowiła na arenie parę. Po powrocie do Dwunastego Dystryktu sprawy się komplikują - postawa Katniss podczas igrzysk bardzo nie spodobała się władzom. Komplikuje się także jej życie osobiste - Katniss niełatwo się teraz rozeznać we własnych uczuciach. Polubiła Peetę, ale przecież jest jeszcze Gale - bliski przyjaciel.
Tymczasem jednak Katniss i Peeta muszą wziąć udział w odbywającym się po każdych igrzyskach Turnee Zwycięzców i odwiedzić wszystkie dystrykty. Ta podróż uświadamia im, że są ludzie skłonni zbuntować się przeciwko okrucieństwu władzy.

"W pierścieniu ognia" to drugi po "Igrzyskach śmierci" tom trylogii, w którym Suzanne Collins opisuje losy Katniss Everdeen - dziewczyny, która nieoczekiwanie staje się symbolem i zarzewiem buntu.


Dzięki fortelowi Katniss udało się ocalić życie swoje i swojego sprzymierzeńca. Głodowe Igrzyska się skończyły, wydaje się, że bohaterowie są bezpieczni i mogą odetchnąć z ulgą – nic bardziej mylnego. W Dystryktach rośnie niezadowolenie. Dziewczyna igrająca z ogniem rozpaliła płomień w sercach mieszkańców Panem, a to z kolei rozjątrzyło Snowa, który jest gotów zrobić wszystko, by zdusić zarzewie buntu w zarodku. Szesnastolatka i jej rodzina znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, jeśli nastolatka nie podporządkuje się rozkazom prezydenta i nie spróbuje uspokoić nastrojów panujących w Dystryktach. Tymczasem zbliżają się obchody trzeciego Ćwierćwiecza Poskromienia, 75 rocznicy stłumienia rewolucji, której wynikiem było całkowite zniszczenie Dystryktu Trzynastego. Z okazji tak znamiennej i symbolicznej daty na arenę powracają dotychczasowi zwycięzcy Głodowych Igrzysk.

Katniss i Peeta po raz kolejny zostają zmuszeni  do wzięcia udziału w krwawym koszmarze - każde z nich chce, by ocalało to drugie, każde jest gotowe na poświęcenie własnego życia. Czy i tym razem dopisze im szczęście i uda im się przetrwać? A może na tej okrutnej, pełnej pułapek arenie nie przewidziano żadnych zwycięzców? Tym razem przeciwnikami pary z Dwunastki nie będą dzieci, ale dojrzali ludzie, ulubieńcy Panem, którzy od lat byli mentorami trybutów. Czy Katniss i Peeta mają szansę wygrać z tak silnymi oponentami?

Drugi tom „Igrzysk Śmierci” to niezwykle emocjonująca i wzruszająca powieść. Książkę czyta się jednym tchem. Czy muszę mówić o tym tytule coś więcej niż to, że jest to naprawdę rewelacyjna pozycja? Suzanne Collins skonstruowała ciekawy świat przedstawiony, umieściła w nim fajnych bohaterów, zadbała o psychologizację i rozwój postaci. Kocham oddanego i opiekuńczego Peetę oraz nie mniej opiekuńczego Finnicka. Uwielbiam Haymitcha, którego tragiczna przeszłość zostaje odkryta w tej części trylogii. Lubię główną bohaterkę. Pokochałam tę serię ślepą i bezwarunkową miłością ;) Uwielbiam ten ogrom uczuć jaki wywołała we mnie lektura kolejnych części trylogii.

Właśnie tak powinny działać dobre powieści - powinny szarpać czytelnikiem, zmuszać go do przeżywania wydarzeń na równi z bohaterami, sprawiać, że po ich przeczytaniu dostaje się książkowego kaca, że nie można zapomnieć o ich lekturze, że przeżywa się wydarzenia przedstawione na kartach powieści jeszcze długo po zamknięcia tomu.
 

piątek, 16 października 2015

"Igrzyska śmierci" Suzanne Collins

Cykl: Igrzyska śmierci (tom 1)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Łączny czas nagrania: 13 godzin 29 minut
Lektor: Anna Dereszowska

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Igrzyskach śmierci, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest prawdziwa walka o przetrwanie...


Kto nie zna lub nigdy nie słyszał o „Igrzyskach śmierci” Suzanne Collins? Podejrzewam, że niewiele jest takich osób wśród moli książkowych. Jeśli nie czytaliście, to pewnie i tak słyszeliście o tej serii powieści dystopijnych, bo swego czasu było o niej naprawdę głośno. Zawsze podchodziłam z dystansem do mega popularnych tytułów (Harry Potter, Grey, Zmierzch), więc i tym razem nie spieszyłam się z lekturą w okresie, w którym wszędzie trąbiono o Igrzyskach. O serii przypomniałam sobie teraz, przy okazji zbliżającej się premiery ekranizacji drugiej części ostatniego tomu serii.

Trochę żałuję, że zanim sięgnęłam po papierowy pierwowzór „Igrzysk śmierci” oglądałam ekranizację, która dość wiernie odwzorowała wydarzenia przedstawione w powieści. Zaspoilerowałam sobie w ten sposób lekturę i nie miałam już takiej frajdy z poznawania fabuły – wiedziałam, co się stanie i jak zakończy się historia; nie wpłynęło to zbytnio na moją końcową ocenę książki, ale naprawdę mi szkoda, że na własne życzenie pozbawiłam się efektu zaskoczenia wywoływanego przez wprowadzone przez pisarkę zwroty akcji.

Akcja powieści rozgrywa się w bliżej niesprecyzowanej przyszłości. Na gruzach Ameryki powstało państwo Panem, w którym twardą ręką rządzi prezydent Snow. Nadchodzi czas Głodowych Igrzysk, krwawego turnieju, w którym udział biorą dzieci pomiędzy 12 i 18 rokiem życia. Igrzyska mają trzymać dwanaście dystryktów w szachu i przypominać, jak kończy się nieposłuszeństwo i próba buntu. Dzieci stają się trybutem, ich życie stanowi źródło rozrywki dla mieszkańców Kapitolu, jest także zapłatą za bunt, do którego doszła na terytorium państwa 74 lata temu.

Szesnastoletnia Katniss Everdeen zgłasza się na ochotnika do uczestnictwa w Igrzyskach, kiedy wylosowana zostaje jej młodsza siostra. Młoda, zamknięta w sobie dziewczyna, która doskonale strzela z łuku, da z siebie wszystko by wrócić do rodziny. Wygrana w Igrzyskach nie będzie jednak łatwa – jak zabijać inne dzieciaki, jeśli nie ma się w sobie instynktu mordercy, jak wymierzyć strzałę w chłopaka, który ocalił ją kiedyś przed śmiercią głodową, a który razem z nią trafił na najeżoną pułapkami arenę, chłopaka, który wyznał jej miłość? Kto czytał powieść doskonale wie, jak rozwiną się wypadki. Kto nie miał jeszcze okazji poznania „Igrzysk śmierci”, a planuje zapoznać się z serią,  ma przed sobą emocjonującą i poruszająca opowieść o przyjaźni, miłości i trudnej, pełnej rozterek walce o przeżycie.

„Igrzyska śmierci” są cyklem skierowanym głównie do nastolatek, ale i starszy czytelnik może odnaleźć w lekturze tej serii mnóstwo przyjemności. Powieści niezwykle wciągają i warto zabrać się do lektury mając wszystkie tomy na półce.

Pierwszy tom cyklu autorstwa Suzanne Collins poznawałam w wersji audio. W rolę narratorki, a zarazem głównej bohaterki, wcieliła się Anna Dereszowska. Aktorka ma całkiem przyjemny głos, audiobooka słucha się dobrze, choć fanów może drażnić niewłaściwa wymowa imienia jednego z bohaterów. Sama czasami mam problemy z prawidłową wymową obcych imion, więc mam ochotę usprawiedliwić lektorkę, ale z drugiej strony można postawić w tym miejscu zarzut o niedokładne odrobienie pracy domowej przez Dereszowską. Mnie wymowa nie przeszkadzała, ale miłośniczki Peety Mellarka mogą być niezadowolone.


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka polecona przez przyjaciela.

czwartek, 15 października 2015

"To przez ciebie!" Mhairi McFarlane

Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Liczba stron: 464
Rok wydania: 2015

Niesamowicie śmieszna powieść o tym, jak radzić sobie z życiem, które ciągle rzuca ci kłody pod nogi.

Czy jeden esemes może wywrócić świat do góry nogami? Jeszcze jak!
Trzydziestotrzyletnia Delia postanawia coś zmienić w swoim długim związku z Paulem i nieoczekiwanie oświadcza mu się na moście. Paul jest kompletnie oszołomiony. W pobliskim barze ukradkiem wysyła esemes, który trafia do Delii – przez pomyłkę.
Esemes przeznaczony dla Tej Drugiej…
To dopiero początek serii niepowodzeń, porażek i wpadek. Jednak dystans do siebie i poczucie humoru pozwalają Delii pokonać niejeden życiowy zakręt.

Ułożone życie Delii Moss sypie się, kiedy  na jaw wychodzi zdrada jej partnera. Dziesięcioletni, z pozoru bardzo udany związek, który bohaterka pragnie przypieczętować ślubem, trafia szlag, gdy po jej oświadczynach ukochany wysyła jej przez przypadek smsa przeznaczonego dla oczu młodszej kochanki. Spokojne, i zdawałoby się uporządkowane, życie trzydziestolatki wali się w gruzy, a bohaterka musi spróbować je pozbierać. Czy warto wybaczyć i po raz drugi wejść do tej samej rzeki (która, jak dobrze wiadomo, taka sama nie będzie już nigdy), czy lepiej zaryzykować i skoczyć na głęboką wodę, spróbować ułożyć sobie życie na nowo? Odpowiedź na tak postawione pytanie wcale nie jest łatwa, gdy ma się ponad trzydzieści lat na karku i marzy się o założeniu rodziny – definitywne przekreślenie długiego i, jakby nie było, harmonijnego związku z perspektywami nie jest w końcu łatwą i przyjemną sprawą, a nikt nie zagwarantuje bohaterce, że uda się jej znaleźć partnera lepszego niż dotychczasowy.

 „To przez ciebie!” autorstwa Mhairi McFarlane to z pozoru lekka i zabawna historia porzuconej kobiety, która wyjeżdża do Londynu, by dać sobie czas na przemyślenie ważnych, życiowych decyzji. Wyjazd do City dla Delii będzie wiązał się z wieloma zabawnymi perypetiami. Bohaterka zamieszka z przyjaciółką, znajdzie pracę w agencji PR, padnie ofiarą szantażu cynicznego, ale diablo przystojnego dziennikarza śledczego i zostaje wciągnięta w pewną aferę, wcieli się nawet w rolę szpiega (w dość oryginalnym stroju). Po drodze nasz atrakcyjny, nieporadny i zabawny rudzielec odkryje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, i że warto wierzyć w siebie, a przewrotny los potrafi nieźle zamieszać nawet w życiu trzydziestotrzyletniej, zdradzonej kobiety. Będzie zabawnie i wzruszająco, czasem będzie bolało, a czasem motyle będą trzepotać w brzuchu, będzie gorzko i słodko, momentami sensacyjnie, a czasami obleśnie, zawsze zaskakująco i nieprzewidywalnie, a do tego pojawią się całkiem sympatyczne wstawki komiksowe – pisarka zapewniła czytelnikowi pełen pakiet atrakcji.

Powieść nie tylko bawi rewelacyjnymi i zabawnymi dialogami oraz scenami, ale porusza też ciekawe zagadnienie jakim jest kwestia wybaczenia zdrady oraz problematyczne poszukiwanie drugiej połówki, kiedy przekroczy się pewną granicę wieku, zmiana priorytetów podczas tego poszukiwania – romantyzm i namiętność zostają przeciwstawione stabilizacji i poczuciu bezpieczeństwa. Choć do trzydziestki trochę mi jeszcze brakuje, to problematyka poruszona w powieści wcale nie wydaje mi się obca. Ciężko uwierzyć, że jeśli nie znalazło się bratniej duszy w wieku dwudziestu paru lat, to znajdzie się ją po trzydziestce, zwłaszcza kiedy wydaje się, że wszyscy wartościowi mężczyźni dawno się ustatkowali, a romantyczne wyobrażenia zastąpił pragmatyzm.

„To przez ciebie!” to fajna powieść kobieca, książka trochę w stylu opowieści o Bridget Jones, choć Delia wydaje się zdecydowanie bardziej rozgarnięta, niż bohaterka wykreowana przez Helen Fielding ;) Lektura zabawna, lekka, ale nie wolna od rozterek, które towarzyszą współczesnym, trzydziestoletnim kobietom.

***
Na koniec nie potrafię odmówić sobie kilku słów dotyczących oprawy graficznej, która mnie zachwyciła. Na monitorach tego nie widać, ale okładka powieści jest utrzymana w intensywnych, neonowych barwach – muszę wyznać, że zakochałam się w tych żywych kolorach, które niezwykle ze sobą współgrają. Wystarczy, że spojrzę na ta okładkę, a humor mi się poprawia, usta mimowolnie układają się do uśmiechu :)


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska
 

piątek, 9 października 2015

"Ozimina" Wacław Berent

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 270
Rok wydania: 1995

Głęboka eksploracja mitologii śródziemnomorsko-judeochrześcijańskiej z podtekstem politycznym, a także filozoficznym. Skomplikowana metaforyka podtrzymuje szczątkową fabułę nawiązującą do klasyków polskiej literatury narodowej.

Uff, wreszcie udało mi się zrealizować jeden z trudniejszych punktów wyzwania czytelniczego. Przez miesiąc mordowałam powieść, której lektury nie udało mi się nigdy ukończyć – niestety danie drugiej szansy „Oziminie” okazało się dla mnie koszmarem, nie doznałam czytelniczej iluminacji. Dokończenie tego utworu była dla mnie mega trudnym i wyczerpującym zadaniem, które wymagało ode mnie ogromnego samozaparcia i determinacji.

Nie da się zaprzeczyć, że utwór Wacława Berenta, pod kątem historycznoliterackim, wpisuje w nurt literatury wysokiej, przełomowej i wybitnej, ale kiedy spojrzę na „Oziminę oczami zwykłego czytelnika dostrzegam przede wszystkim szalenie trudną i niezrozumiałą prozę. Prozę, której – nie wstydzę się przyznać - nie rozumiem. Pokonała mnie warstwa językowa. Forma mnie zmiażdżyła i przysłoniła całkowicie treść. Język „Oziminy” to język  charakterystycznym dla utworów, które były tworzone w baroku - język hiperbolicznym, ociekający od ozdobników. Lektura wymaga ogromnego skupienia. Nie trudno jest pogubić się wśród zawiłych meandrów zdań tworzonych przez Berenta.  Poetycki styl pisarza niestety utrudnił odbiór, całkowicie przysłonił mi treść i przesłanie powieści - bez dobrego opracowania nie podchodź!


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge- książka, którą zaczełam czytać, ale nigdy jej nie skończyłam.

środa, 7 października 2015

"Bliźnięta z lodu" S.K. Tremayne

Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2015

Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Lydia, Angus i Sarah Moorcroft przeprowadzają się na maleńką szkocką wysepkę, którą Angus odziedziczył po babci. Liczą na to, że będą mogli tam podnieść się z traumy. Jednak gdy ich żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Zbliża się zima i Angus jest zmuszony opuścić wyspę, by podjąć pracę. Sarah czuje się odizolowana, a Kirstie (a może to Lydia) staje się coraz bardziej niespokojna. Gdy potężny sztorm odcina od świata Sarę i jej córeczkę, zmuszone są stawić czoła temu, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia.


Anglicy mają idealne określenie na typy zjawisk/ wydarzeń/ fabuł wywołujących poczucie niepokoju i gęsią skórkę – creepy. „Bliźnięta z lodu” to thriller psychologiczny, do którego angielskie określenie pasuje jak ulał. Wydarzenia przedstawione na kartach powieści są niepokojące i straszne, trudno stwierdzić jednoznacznie czy są wynikiem działania nadnaturalnych sił, czy to jedynie projekcje chorych umysłów nie potrafiących poradzić sobie z traumą, a może mamy do czynienia ze złożoną intrygą uknutą przez zwykłego człowieka. Do ostatnich stron nie wiadomo, co tak naprawdę dzieje się w domu rodziny głównych bohaterów, kto jest tym dobrym, a kto złym – pisarz uwielbia mieszać czytelnikom w głowach i co rusz podrzuca tropy, które zmuszają go do zrewidowania swoich poglądów na temat postaci i przypuszczalnego rozwoju fabuły. Mroczna, odizolowana sceneria hebrydzkiej wysepki podkręca jeszcze wszechobecną w powieści atmosferę niepokoju.

Fabuła „Bliźniąt z lodu” została zbudowana na przerażającym motywie. Oto, rok po śmierci swej bliźniaczej siostry, córka Angusa i Sary Moorcroftów, Kirstie, twierdzi, że matka pomyliła się identyfikując tożsamość nieżyjącej bliźniaczki (creepy, ciężko jest wyobrazić sobie jakie skutki dla rodziny, zarówno dla rodziców, jak i dla małego dziecka, może nieść tak tragiczna pomyłka). Siedmioletnia dziewczynka upiera się, że to Kirstie zginęła w nieszczęśliwym wypadku, ona jest natomiast Lydią, którą Sarah i Angus uznali za zmarłą. Otwierają się stare rany, matka bliźniaczek gubi się w niepewności – czy rzeczywiście popełniła błąd, czy nie rozpoznała własnego dziecka? Życie rodziny, która przeprowadziła się na odizolowaną wysepkę, zaczyna przypominać koszmar. Sarę zjada niepewność, Angus z trudem ukrywa swoją niechęć do żony, a Kirstie/Lydia przyjmuje na siebie rolę strasznego dziecka o niesprecyzowanej i niepewnej tożsamości, którego dziwne zachowanie wzbudza niepokój i strach. Akcja „Bliźniąt z lodu” wypełniona jest atmosferą, której nie powstydziłby się pierwszorzędny horror.

Powieść S. K. Tremayne’a to bardzo, bardzo dobry, mocno niepokojący i nieprzewidywalny thriller. Tajemnica bliźniaczek i ich rodziców wciąga i intryguje, nie pozwala oderwać się od książki, dopóki nie dotrze się do finału opowieści. Szczerze polecam.


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge  - książka, której akcja rozgrywa się za granicą.

niedziela, 4 października 2015

"Dokąd jedzie ten tramwaj?" Janusz A. Zajdel

Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Liczba stron: 176
Rok wydania 1988


Do twórczości Janusza A. Zajdla mam ogromny sentyment – to właśnie ten pisarz odczarował dla mnie gatunek science fiction i udowodnił, że utwory z tego nurtu nie są najeżone niezrozumiałym słownictwem technicznym, i że wcale nie dominuje w nich tematyka spotkań z obcymi formami życia. Zajdel pokazał mi, że pod płaszczem fantastycznonaukowej fabuły może ukrywać się drugie, niezwykle głębokie dno, że opowieści science fiction bardzo często poruszają ważką, współczesną tematykę, a ich treść wynika z wnikliwej obserwacji zachodzących na świecie przemian i pokazuje kierunek, w którym może rozwijać się ludzkość oraz konsekwencje tego rozwoju. Okazuje się, że fantastyka naukowa ma bardzo wiele do zaoferowania czytelnikowi.

„Dokąd jedzie ten tramwaj?” to zbiór opowiadań wydany po śmierci pisarza, w jego skład wchodzi szesnaście utworów, które powstawały na przestrzeni osiemnastu lat (1962 – 1980). Nowelki, które znalazły się w antologii realizują typowe motywy fantastycznonaukowe, przedstawiają spotkania z obcymi cywilizacjami, rozwój nauki i konsekwencje jakie może on nieść dla człowieka. Pod oklepanymi motywami skrywa się jednak niezwykle ważka tematyka. Opowiadania zmuszają do szeregu refleksji na temat polityki, socjologii, moralności, ekologii, religii. Niezwykły jest fakt, że wnioski do których dochodzi się po lekturze tomu są ciągle aktualne, a przekaz Zajdla wcale się nie starzeje.

Wszystkie teksty umieszczone w zbiorku są ciekawe i naprawdę warto je poznać. Na mnie szczególnie duże wrażenie wywarły zwłaszcza teksty: „Dokąd jedzie ten tramwaj?”, „869113325”, „Relacja z pierwszej ręki”, „Psy Agenora”.

Tytułowe opowiadanie mogłoby stanowić idealne podsumowanie dzisiejszej korporacyjnej rzeczywistości. „Dokąd jedzie ten tramwaj?” to obraz groteskowego świata, w którym panuje wyścig szczurów, a nad obywatelami wisi ciągły przymus dokształcania się. Nowelkę można również odczytywać jako tekst o upadku systemu edukacyjnego.

„869113325” jest opowieścią o  dehumanizacji społeczeństwa i o tym jak zanikły kontakty międzyludzkie (czytając ten teks zastanawiałam się, czy dzisiejsze społeczeństwo nie dąży przypadkiem do punktu, który ukazał Zajdel). Ludzie zostają sprowadzeni do numerów, a ich świat zamyka się w przestrzeni czterech ścian, gdyż środowisko naturalne uległo najprawdopodobniej degradacji. Człowiek przedstawiony w tej nowelce kojarzył mi się z zamkniętym w klatce chomikiem, którego życie i wszystkie jego aspekty zostały całkowicie podporządkowane sile zewnętrznej. „869113325”  może być też interpretowany jako utwór, który ukazuje zniewolenie jednostki u ustroju komunistycznym. Jak widać, opowiadania Zajdla można odczytywać na naprawdę wiele sposobów. Krótkie teksty można analizować pod różnorodnymi kątami.

„Relacja z pierwszej ręki” jest szalenie ciekawym tekstem, w którym autor sparafrazował opowieść o stworzeniu świata. Bóg zostaje naukowcem, aniołowie to jego asystenci, szatan jest niezadowolonym współpracownikiem. Uwielbiam różnego rodzaju intertekstualne nawiązania, a tutaj motywy biblijne zostały bardzo ciekawie wykorzystane.

„Psy Agenora” to z jednej strony historia o szkodliwym działaniu promieniowania, z drugiej wzruszająca, smutna opowieść o psim oddaniu i wierności.

Janusz A, Zajdel był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli nurtu science fiction lat 80. XX wieku w Polsce, nazywany był następcą Lema, był prekursorem podgatunku social fiction. Pisał genialne teksty, które oparły się próbie czasu i ciągle są aktualne. Warto pamiętać o tym autorze, warto sięgać po jego powieści i zbiory opowiadań.


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka wydana w roku mojego urodzenia.