niedziela, 2 sierpnia 2026

"Psycho Shifters" Jasmine Mas (powieść 18+, czytam po angielsku)

Seria: Cruel Shifterverse (tom 1)
Wydawca: Canary Street Press
Liczba stron:  360
Rok wydania: 2025

Gatunek: fantastyka

Motywy: zmiennokształtni, przemoc, mroczny romans, odwrócony harem, elementy omegaverse, bullying

Polskie wydanie: "Psychozmienni", wydawnictwo Editio Red, 2026 

„Psycho Shifters” to pierwszy tom serii „Cruel Shifterverse”, która łączy fantastykę z elementami romansu erotycznego, odwróconego haremu oraz czerpie z konwencji omegaverse. Dla mnie to przede wszystkim lektura spod znaku guilty pleasure – książka, która literacko nie oferuje nic odkrywczego, ale potrafi dostarczyć sporo rozrywki czytelnikom lubiącym mieszankę dramatu, pikanterii i humoru.

Główną bohaterką jest Sadie – młoda kobieta z trudną przeszłością, która pewnego dnia dowiaduje się, że jest alfą, wojowniczką zdolną do przemiany w dziką bestię. W świecie wykreowanym przez Jasmine Mas alfy i bety strzegą portali prowadzących do krainy fae, walcząc z potworami wysyłanymi przez okrutną królową. Sadie trafia do twierdzy strzegącej Trzeciego Portalu, gdzie przechodzi szkolenie pod okiem trzech okrutnych, ale niezwykle przystojnych zmiennokształtnych. Mężczyźni skutecznie zamieniają jej życie w piekło, a jednocześnie budzą w niej coraz silniejsze pożądanie.

„Psycho Shifters” powieść idealna na jedno popołudnie. Niestety, pod względem warsztatu wypada co najwyżej przeciętnie. Pisarka nadużywała powtórzeń podczas opisywania swoich bohaterów, niektóre sceny są nieporadne, inne sprawiały wrażenie napisanych pośpiesznie. Dobrym przykładem jest moment, w którym Sadie trafia do twierdzy - tajemniczy mężczyzna porywa ją z miejsca, w którym mieszkała, po czym bez żadnych wyjaśnień zostawia pod bramą fortecy i znika, nawet nie informując jej mieszkańców, że właśnie dostarczył im nową alfę - czytając ten fragment miałam wrażenie, jakby pisarka nie bardzo miła pomysł w jaki sposób „dostarczyć” bohaterkę do miejsca, w którym będzie rozgrywała się główna akcja powieści.

Mam też mieszane uczucia wobec kreacji świata przedstawionego. Mas przedstawiła go dość powierzchownie, przez co trudno wyobrazić sobie, jak właściwie funkcjonuje. Z jednej strony bohaterowie przemieszczają się konno, z drugiej korzystają z telefonów komórkowych i telewizji, a w tle pojawiaja się wydarzenie przypominające galę dla hollywoodzkich gwiazd. Samo połączenie nowoczesności z elementami quasi-średniowiecznymi mogłoby być bardzo ciekawe, ale zabrakło wyjaśnienia, skąd wynikają takie rozwiązania i jak ten świat jest zorganizowany. W efekcie wiele elementów sprawiało dla mnie wrażenie przypadkowych i nie do końca pasujących do siebie.

W książce nie brakowało odważnych scen erotycznych. Znaczna część z nich rozgrywała się bez udziału głównej bohaterki i obejmowała zarówno relacje męsko-męskie, jak i kobieco-męsko-kobiece. Choć podkręcały one atmosferę, to w większości przypadków zabrakło mi w nich emocji i chemii między postaciami. Zamiast budować napięcie, często sprawiały wrażenie dodanych głównie dla efektu, przez co momentami wydawały mi się zwyczajnie niesmaczne.

Największym atutem powieści okazała się dla mnie postać Sadie. To bohaterka z charakterem, która mimo traumatycznych doświadczeń nie zamierza dłużej być ofiarą. Jest zadziorna, uparta i ma świetne, ironiczne poczucie humoru, dzięki czemu z łatwością zyskała moją sympatię. Jeśli będę kontynuowała lekturę tej serii, to po to, by przekonać się, jak dalej zostanie pociągnięty jej wątek.

Autorka całkiem sprawnie budowała napięcie między głównymi bohaterami, choć warto zaznaczyć, że romans w powieści opiera się w dużej mierze na motywie bullying romance. Jest to podgatunek romansu, w którym relacja rozwija się między bohaterami pozostającymi w układzie opartym na dręczeniu, upokarzaniu, zastraszaniu lub psychicznej dominacji. Tego typu historie celowo wykorzystują toksyczną dynamikę, aby budować napięcie i emocje, dlatego są skierowane do czytelników świadomie sięgających po takie motywy. Nie należy ich traktować jako wzorca zdrowych relacji ani romantyzowania przemocy w prawdziwym życiu.

W „Psycho Shifters” dwóch z trzech męskich bohaterów to czerwone flagi. Poniżają Sadie, prowokują ją i nieustannie wystawiają na próbę, dlatego ich zachowanie dla wielu czytelników może okazać się trudne do zaakceptowania. Na ich tle jedynie Jax wydaje się w miarę normalny i jako jedyny traktuje Sadie z szacunkiem. Z tego względu uważam, że po tę książkę powinny sięgać wyłącznie osoby pełnoletnie, świadome tego, z jakimi motywami mają do czynienia i potrafiące oddzielić fikcję literacką od rzeczywistych, zdrowych relacji.

„Psycho Shifters” nie jest książką, którą poleciłabym każdemu. Jeśli jednak szukacie niezobowiązującego guilty pleasure z fantastyką, sporą dawką pikanterii i wyrazistą główną bohaterką, możecie się przy niej całkiem dobrze bawić. Warto jednak wiedzieć, że jest to lektura skierowana do bardzo konkretnego grona odbiorców i przed sięgnięciem po nią dobrze jest upewnić się, że zastosowane w niej motywy odpowiadają Waszym czytelniczym preferencjom.

wtorek, 28 lipca 2026

"Serny glob" John Scalzi

Wydawnictwo:  Fabryka Słów
Liczba stron: 345 (e-book)
Rok wydania: 2026 

Gatunek: science fiction

Motywy: Księżyc, ser, społeczeństwo amerykańskie 

„Serny glob” – powieść o tym, co by było, gdyby Księżyc nagle zamienił się w ser.

Zabawna powieść science fiction, w której John Scalzi prowadzi czytelnika przez historię, w której pokazuje jak ludzkość mogłaby się zachować, gdyby doszło do kuriozalnego, niedającego się logicznie wyjaśnić zjawiska przemiany Księżyca w ser. Powieść składa się z rozdziałów, w których towarzyszymy mieszkańcom Stanów Zjednoczonych wywodzącym się z różnych środowisk i obserwujemy ich reakcje na tę niewytłumaczalną sytuację.

Scalzi z humorem przedstawia cały wachlarz ludzkich zachowań i emocji. Nie brakuje tu teorii spiskowych, medialnej sensacji, politycznych przepychanek, internetowych ekspertów czy zblazowanych milionerów. Pod płaszczem lekkiej komedii science fiction autor przemyca satyrę, w której obnaża ludzkie słabości, opierając się przy tym w większości na dość stereotypowym postrzeganiu wybranych przez siebie grup społecznych.

„Serny glob” to lekka i przyjemna lektura, która przede wszystkim bawi i skutecznie poprawia humor.

niedziela, 12 lipca 2026

"The Everlasting" Alix E. Harrow (czytam po angielsku)

Wydawca: Tor (imprint Pan Macmillan)
Liczba stron: 312
Rok wydania: 2025

Gatunek: fantastyka

Motywy: rycerze, walka, podróż w czasie, władza, polityka, miłość, reprezentacja LBGTQ+ 

„The Everlasting” Alix E. Harrow to powieść, w której czytelnicy odnajdą echa arturiańskich legend, motyw podróży w czasie oraz bohaterów uwikłanych w wydarzenia, od których zależą losy ich kraju. Pisarka wykorzystuje znane w literaturze wątki, by opowiedzieć historię o pamięci, władzy i prawdzie - tej, która bardzo często zależy od tego, kto ją opowiada.

Punktem wyjścia tej historii jest odnalezienie rękopisu opisującego dzieje Sir Uny Everlasting – legendarnej rycerki Dominium, której postać przez stulecia inspirowała mieszkańców państwa do walki o jego świetność. Tajemniczy rękopis trafia do Owena Mallorego, byłego wojskowego, historyka, który od najmłodszych lat zafascynowany jest postacią narodowej bohaterki. To właśnie próba odkrycia prawdy ukrytej między kartami starej księgi  sprawia, że przeszłość przestaje być jedynie przedmiotem badań, a Owen zostaje wciągnięty w wydarzenia, które wymykają się wszelkim historycznym wyobrażeniom.

Historia opisana w rękopisie nie zamierza pozostać jedynie zapisem dawnych wydarzeń. Wkrótce los Owena splata się z losem samej Uny, a ich spotkanie staje się początkiem niezwykłej podróży przez czas.

Ona jest doświadczoną rycerką, odważną i niezłomną, ale jednocześnie zmęczoną ciężarem obowiązku oraz oczekiwaniami swojej królowej. Od lat wiernie podąża ścieżką wyznaczoną przez rozkazy Yvanne, lecz coraz częściej dręczą ją demony przeszłości - brutalne i przytłaczające wspomnienia walk, które stoczyła dla królowej. On pojawia się u boku Uny w najtrudniejszym dla kobiety momencie z zadaniem dopilnowania, by wypełniła swoją misję i nie zboczyła z wyznaczonej drogi. Razem wyruszają w podróż, podczas której granica między legendą a rzeczywistością stopniowo się zaciera, a każde odkrycie prowadzi Owena do kolejnych pytań o przeszłość i przyszłość.

Największym atutem tej powieści jest sposób, w jaki Harrow odwraca klasyczne role. To kobieta jest tutaj rycerzem – silną, odważną i odpowiedzialną za bezpieczeństwo drugiej osoby. Mężczyzna nie zostaje przedstawiony jako nieomylny wybawiciel, lecz jako ktoś, kto potrzebuje wsparcia i ochrony w świecie, który zna jedynie z opowieści. Taki zabieg wyjątkowo przypadł mi do gustu. Harrow świadomie przełamuje jeden z najbardziej utrwalonych schematów literatury fantasy, udowadniając, że odwaga, troska czy wrażliwość nie są cechami przypisanymi wyłącznie jednej płci. Ta zamiana ról nie sprawia wrażenia sztucznej ani stworzonej wyłącznie dla efektu. Wynika z charakterów bohaterów i sprawia, że ich relacja rozwija się niezwykle naturalnie.

Na uwagę zasługuje również sama kreacja postaci. Una i Owen są bohaterami wielowymiarowymi, dalekimi od prostych archetypów. Autorka bawi się społecznymi wyobrażeniami na temat kobiecości i męskości, pokazując, jak płynne potrafią być role przypisywane płci. To subtelne nawiązanie do współczesnych dyskusji o gender i płynności ról społecznych nie dominuje opowieści, lecz wzbogaca ją o dodatkowy wymiar interpretacyjny.

Równie pięknie poprowadzony został wątek romantyczny. To historia uczucia, które rodzi się powoli - z troski, wzajemnego zaufania i gotowości do poświęceń. Harrow nie stawia na gwałtowne wyznania ani dramatyczne zwroty akcji. Zamiast tego pozwala czytelnikowi obserwować, jak między bohaterami stopniowo buduje się więź, dzięki czemu romans staje się jednym z najbardziej poruszających elementów całej opowieści, choć nie on gra w tej historii pierwsze skrzypce..

To jednak nie romantyczny wątek pozostawił we mnie największe wrażenie. „The Everlasting” niesie ze sobą znacznie głębsze przesłanie. Autorka pokazuje, do czego może doprowadzić obsesja władzy i pragnienie pozostawienia po sobie nieśmiertelnego dziedzictwa. Zadaje pytanie o cenę, jaką człowiek jest gotów zapłacić za kontrolę nad światem i nad własną historią. W tej powieści największym zagrożeniem nie są potwory ani magia, lecz ludzkie ambicje i przekonanie, że cel uświęca środki.

Harrow przypomina również o czymś niezwykle uniwersalnym - historię najczęściej piszą zwycięzcy. Legendy, które znamy od pokoleń, nie muszą być pełnym obrazem wydarzeń, lecz jedynie wersją utrwaloną przez tych, którzy przetrwali. Ta sama opowieść może wyglądać zupełnie inaczej, gdy odda się głos komuś, kto przez wieki pozostawał na marginesie. Dzięki temu powieść staje się nie tylko reinterpretacją rycerskich legend, ale także refleksją nad tym, jak łatwo prawda ustępuje miejsca wygodnej narracji.

Alix E. Harrow potrafi tworzyć fantastykę, która zachwyca klimatem, ale przede wszystkim skłania do myślenia. „The Everlasting” jest jednocześnie baśnią, historią miłosną i opowieścią o pamięci, władzy oraz odpowiedzialności za przekazywane historie. To piękna, melancholijna opowieść, która pozostaje z czytelnikiem jeszcze długo po odłożeniu książki.

wtorek, 30 czerwca 2026

"Rodzina Delaneyów" Daphne du Maurier

Wydawnictwo Albatros 
Liczba stron:  400
Rok wydania: 2026

Gatunek: powieść psychologiczno-obyczajowa

Motywy: rodzina, dzieciństwo, sztuka, środowisko artystyczne, praca w teatrze, muzyka

Jedno pozornie niewinne zdanie potrafi wywołać lawinę wspomnień. W „Rodzinie Delaneyów” Daphne du Maurier właśnie od takiej chwili rozpoczyna swoją opowieść. Deszczowy dzień sprawia, że rodzeństwo – Maria, Celia i Niall – spotyka się w domu Marii. Atmosfera jest swobodna, niemal beztroska, dopóki mąż kobiety nie rzuca pod ich adresem gorzkiej uwagi, nazywając ich „pasożytami”. To jedno słowo staje się impulsem do bolesnej refleksji. Czy rzeczywiście przez całe życiem Delaneyowie żyli kosztem innych? A może byli jedynie dziećmi wychowanymi w świecie, który od początku odebrał im szansę na normalność? 

To pytanie otwiera drzwi do przeszłości. Wraz z bohaterami cofamy się do ich nietypowego dzieciństwa  - dorastania w artystycznym środowisku, pełnym blasku sceny, niezwykłych osobowości i nieustannych zmian. Wspomnienia stopniowo odsłaniają, jak bardzo doświadczenia z najmłodszych lat ukształtowały ich charaktery, wzajemne relacje i sposób, w jaki postrzegają samych siebie.

Daphne du Maurier odchodzi w tej powieści od gotyckiego klimatu, który jest charakterystyczny dla większości jej tytułów, tworząc, psychologiczno-obyczajową opowieść o rodzinnych więziach. Z niezwykłą przenikliwością pokazuje, że dzieciństwo nigdy nie pozostaje jedynie wspomnieniem - to fundament, na którym budujemy dorosłe życie. Relacje między bohaterami są pełne czułości, ale także zazdrości, zależności i niewypowiedzianych żalów. Maria, Celia I Niall nie są ani idealni, ani jednoznaczni, dzięki czemu wydają się wyjątkowo autentyczni.

Nie oznacza to jednak, że ich polubiłam. Wręcz przeciwnie- przez większą część lektury rodzeństwo Delaneyów potrafiło mnie irytować. Szczególnie Niall i Maria, których decyzje oraz sposób traktowania najbliższych wielokrotnie wystawiały moją cierpliwość na próbę. Nawet Celia, pozornie najbardziej bezinteresowna i gotowa poświęcać się dla bliskich, momentami budziła we mnie znużenie swoją biernością i nieumiejętnością postawienia granic. Paradoksalnie właśnie to uznaję za jedną z największych zalet tej powieści. Du Maurier stworzyła bohaterów dalekich od ideału - ludzi, którzy popełniają błędy, ranią siebie nawzajem i bywają trudni do polubienia. Dzięki temu wydają się zaskakująco prawdziwi.

Największym plusem tej powieści nie jest wartka akcja, lecz emocje ukryte między słowami. Du Maurier udowadnia, że największe dramaty rozgrywają się nie podczas spektakularnych wydarzeń, lecz w codziennych rozmowach, przemilczeniach i wspomnieniach, do których nieustannie wracamy. Tytułowi „pasożyci” okazują się znacznie bardziej złożeni, niż mogłoby się wydawać po pierwszych stronach.

Mimo wszystko „Rodzinę Delaneyów” przeczytałam z dużą przyjemnością. To powieść, która płynie spokojnym rytmem, a elegancki styl Daphne du Maurier sprawia, że kolejne strony znikają niemal niezauważenie.

„Rodzina Delaneyów” to książka o fascynującej rodzinie, która potrafi być dla bohaterów jednocześnie schronieniem i ciężarem. To opowieść o cienkiej granicy między miłością a uzależnieniem oraz o tym, że od przeszłości nie można uciec – można jedynie spróbować ją zrozumieć. Nie wywołała we mnie zachwytu nad bohaterami, ale skłoniła do zastanowienia się nad tym, jak bardzo dzieciństwo i rodzinne relacje potrafią determinować całe nasze życie. A to, moim zdaniem, jest największą siłą tej powieści.

środa, 3 czerwca 2026

"O czym nie mówimy" Slavenka Drakulić

Wydawnictwo: Biblioteka słów
Liczba stron: 134 (e-book)
Rok wydania: 2026

Gatunek: okruchy życia, obyczajowe, opowiadania

Motywy: śmierć, starość, choroba, cielesność

„Homo sum, humani nihil a me alienum puto” - „Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce”. Maksyma Terencjusza, choć powstała ponad dwa tysiące lat temu, wydaje się zaskakująco aktualna w kontekście najnowszego zbioru opowiadań chorwackiej pisarki Slavenki Drakulić. Choroba, starość, samotność, śmierć, rozpad relacji, poczucie przegranej - wszystko to należy do ludzkiego doświadczenia. A jednak współczesna kultura coraz częściej spycha te tematy na margines.

Żyjemy w epoce celebrującej młodość, piękno i sukces. Literatura popularna chętnie opowiada o samorealizacji, przekraczaniu granic i odnajdywaniu szczęścia. W mediach społecznościowych oglądamy starannie wyselekcjonowane obrazy życia, z których usuwa się to, co niewygodne: słabość, starzenie się, cierpienie, choroby czy porażkę. Nie oznacza to oczywiście, że współczesna literatura całkowicie porzuciła trudne tematy, jednak coraz częściej funkcjonują one na obrzeżach głównego nurtu zainteresowań czytelników. Tym większą wartość ma książka, która świadomie kieruje wzrok właśnie tam, gdzie zwykle nie chcemy patrzeć.

Slavenka Drakulić w zbiorze „O czym nie mówimy” podejmuje próbę literackiego oswojenia tematów wypieranych z codziennych rozmów. Już sam tytuł staje się zapowiedzią tego, co znajdziemy na kartach książki. Autorka nie interesuje się spektakularnymi wydarzeniami. Zamiast tego przygląda się prozie życia. Bohaterki – bo to kobiety są głównie postaciami stającymi w centrum minimalistycznych fabuł nowel pisarki - mierzą się z diagnozą choroby, śmiercią bliskich, rozpadem małżeństwa, samotnością czy utratą poczucia własnej wartości. To doświadczenia powszechne, a jednocześnie zaskakująco rzadko stające się przedmiotem szczerych rozmów.

Najpełniej wyraża to jeden z fragmentów książki:

"Zresztą - to jest coś, o czym nie mówimy. Nawet wśród przyjaciół. Śmierć, choroba, nieszczęście, ból, strata, oszustwo, zdrada, upokorzenie, porażka, wstyd, niepowodzenie… A zwłaszcza – rozwód. O tym nie mówimy".

Ten cytat można potraktować jako swoisty klucz interpretacyjny do całego zbioru. Drakulić pokazuje bowiem nie tylko same doświadczenia cierpienia czy straty, ale także mechanizmy społecznego milczenia. Bohaterowie opowiadań często pozostają samotni nie dlatego, że wokół nich brakuje ludzi, lecz dlatego, że pewnych tematów nie wypada poruszać. Wstyd, lęk przed oceną czy potrzeba zachowania pozorów skutecznie zamykają drogę do prawdziwej bliskości i wzajemnego zrozumienia.

Szczególnie interesujące jest miejsce, jakie w tych krótkich utworach zajmuje starość. W kulturze skoncentrowanej na młodości osoby starsze często stają się niewidzialne. Tymczasem Drakulić oddaje im głos i pokazuje ich świat bez sentymentalizmu. Starość nie jest tutaj ani romantyzowana, ani demonizowana. To etap życia związany z utratą sprawności, zmianami w relacjach i coraz częstszą obecnością śmierci, ale także czas intensywnej refleksji nad własnym życiem.

Podobnie dzieje się z motywem choroby. Nie jest ona wyłącznie wydarzeniem medycznym, lecz doświadczeniem egzystencjalnym. Choroba zmienia sposób postrzegania własnego ciała, relacji z innymi ludźmi i przyszłości. Kobiety przedstawione na kartach zbioru muszą nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości, która wymyka się spod kontroli. W tym sensie autorka dotyka jednego z najbardziej uniwersalnych ludzkich lęków – świadomości własnej śmiertelności.

Na uwagę zasługuje również sama forma opowiadań. Styl pisarki jest oszczędny, pozbawiony zbędnego patosu. Emocje nie są tu wykrzykiwane, lecz ukryte między zdaniami. Dzięki temu teksty zyskują autentyczność i siłę oddziaływania. Autorka pozostawia czytelnikom przestrzeń do własnych interpretacji i refleksji.

„O czym nie mówimy” to książka, która przypomina, że literatura nie musi jedynie dostarczać rozrywki. Może również kierować uwagę ku tym doświadczeniom, które na co dzień staramy się od siebie odsuwać i o nich nie myśleć. Drakulić nie oferuje pocieszenia ani prostych odpowiedzi. Proponuje coś znacznie cenniejszego - uważne spojrzenie na człowieka w momentach jego największej słabości.

I właśnie dlatego maksyma Terencjusza tak dobrze współgra z tym zbiorem. Jeśli rzeczywiście nic, co ludzkie, nie powinno być nam obce, to nie możemy odwracać wzroku od starości, choroby, samotności czy porażki. Slavenka Drakulić przypomina o tym z niezwykłą wrażliwością, tworząc literaturę, która  przywraca głos doświadczeniom spychanym na margines społecznej uwagi.