Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oxford Educational Sp. z.o.o.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oxford Educational Sp. z.o.o.. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 maja 2016

"Dla siebie stworzeni" Jahanna Lindsay

Seria: Rodzina Malory (tom 10)
Wydawnictwo: Oxford Educational Sp. z o. o.
Liczba stron: 352
Rok wydania: 2012

Rodzice Julii, gdy była jeszcze dzieckiem, przyrzekli jej rękę synowi hrabiego. Piękna Julia zamierza zrobić wszystko, aby nie dopuścić do małżeństwa ze znienawidzonym, prowadzącym awanturnicze życie młodym hrabią. Na balu maskowym spotyka fascynującego nieznajomego, który zauroczonej dziewczynie wydaje się mężczyzną jej życia. Nie wie, że stoi przed nią jej największy wróg. 


Johanna Lindsay należy do moich ulubionych autorek romansów historycznych. Cenię ją przede wszystkim za umiejętność tworzenia wyrazistych, pełnych pasji postaci. Fabuły powieści amerykańskiej pisarki idą utartymi szlakami, popularne schematy są powielane, ale u Lindsey mi to nie przeszkadza, gdyż na pierwszy plan wysuwają się cięte, błyskotliwe dialogi i humor.

„Dla siebie stworzeni” jest dziesiątym tomem wydawanej od roku 1985 serii opisującej miłosne perypetie dwóch skoligaconych ze sobą rodzin (Malorych i Andersonów) i ich przyjaciół. W tej części czytelnik będzie świadkiem miłosnych zawirowań w życiu Julii Miller. Bogatej i niezwykle przedsiębiorczej córki handlowca, która w dzieciństwie została zaręczona z synem hrabiego. Można rzec, że para została skojarzona przez samego diabła. Młodzi szczerze się nienawidzą, a każde ich spotkanie kończy się wybuchem niepohamowanej agresji. Julia jest w siódmym niebie, kiedy pewnego dnia przeklęty narzeczony znika z jej życia.

Po dziewięciu latach dwudziestojednoletnia już kobieta ma nadzieję, że uda się jej zerwać krępujący kontrakt małżeński i założyć rodzinę z mężczyzną, którego pokocha. Julia rozpoczyna procedurę, która pozwoli je wyplątać się z kajdan narzeczeństwa. Niestety jej nemezis wraca do Londynu. Machina zostaje wprawiona w ruch. Komuś bardzo zależy, by kobieta dotrzymała warunków zawartej lata temu umowy.    

„Dla sienie stworzeni” nie zaskakuje błyskotliwą, czy nieprzewidywalną fabułą. Mocną stronami tego romansu są postacie i humor. Książka jest dziesiątym tomem serii, ale nie trzeba znać poprzednich części, by odnaleźć się w meandrach fabuły. Tomy stanowią samodzielne całości, które łączą przewijający się na drugim planie bohaterowie, a nie ciągłość występujących w książkach wątków.

Powieść Lindsey to niewymagające, przyjemne czytadło. Lektura w sam raz dla miłośniczek romantycznych baśni przybranych w historyczne fatałaszki.
 

sobota, 9 stycznia 2016

"Walc o północy" Jennifer Blake

Wydawnictwo: Oxford Educational Sp. z o.o.
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011

Po śmierci narzeczonego, który zmarł na malarię, Amelia za namową ciotecznej babki zgadza się przyjąć oświadczyny bardzo atrakcyjnego i pełnego wdzięku Juliana. Wierzy, że mroczne lata w jej życiu dobiegły kresu. Ma nadzieję, że związek z Julianem zapewni jej oczekiwane szczęście. Niestety, nic nie jest takie proste, zwłaszcza kiedy Amelia odkryje, jaką rolę odgrywa w jej małżeństwie Robert Farnum, kuzyn męża. 



„Walc o północy” to niestety jeden z tych absurdalnych romansów historycznych, w których chodzi tylko o wplecenie w fabułę pokaźnej ilości scen erotycznych. Powieści wybitnie irytuje, opiera się na niedorzecznym i przewidywalnym wątku, a w zachowaniu bohaterów ciężko dostrzec choćby cień rozsądku, czy jakiegokolwiek prawdopodobnego umotywowania  psychologicznego podejmowanych przez nich decyzji i działań.

Bohaterką powieści jest Kreolka, młoda mężatka Amelia Peschier Declouet. Kobieta poślubiła przystojnego i niezwykle uprzejmego Juliana Declouet. Mąż jest troskliwym mężczyzną, ale ma jedną wadę – nie kwapi się do skonsumowania zawartego trzy miesiące temu małżeństwa. Sytuacja nagle się zmienia, kiedy do położonego w sąsiedztwie majątku powraca kuzyn Juliana, Robert Farnum.

Robert staje się częstym gościem w posiadłości, a Julian odnajduje w sobie nagle niespożyte pokłady namiętności i pod osłoną nieprzeniknionej nocy zaczyna odwiedzać swą małżonkę. Niestety mężczyzna ulatnia się z małżeńskiego łoża nim nastanie ranek, a w trakcie dnia bywa niedostępny i wyraźnie dystansuje się od żony.

Czytelnikowi nie trudno odgadnąć w jakim kierunku zmierza akcja powieści, jest to dość oczywiste. Autorka nie zachowuje równowagi. Julian jest postacią, która pojawia się z rzadka i nie nawiązuje on żadnych poważniejszych relacji z bohaterką, ciężko więc podejrzewać, że to rzeczywiście on jest namiętnym kochankiem, który zapałał nagłą atencją do ignorowanej do tej pory żony. Pisarka wplotła do fabuły kilka absurdów – noc jest tak ciemna, że Amelia nie jest w stanie rozpoznać mężczyzny, z którym oddaje się miłosnym igraszkom, przy czym nie jest ona na tyle mroczna, by kobieta nie mogła spokojnie udać się na nocny spacer.

Absurdalna jest reakcja głównej bohaterki, kiedy odkrywa, że padła ofiarą spisku teściowej i męża. Amelia przebacza pani Declouet i ją usprawiedliwia, przebacza mężowi, który oddał ją Robertowi jak jakiś przedmiot. Przebacza nawet kochankowi, który przecież ją wykorzystywał i podle oszukał, gdyż Amelia nie była świadoma, że oddaje się nie mężowi tylko jego kuzynowi. Zresztą, kobieta szybko pokazuje, że nie ma skrupułów i jest postacią niezwykle płytką i głupią, a cała sytuacja najwyraźniej jej nie dotknęła. Czytelnik szybko przekonuje się, że według zamysłu pisarki osiągnięcie fizycznej rozkoszy jest więcej warte niż szacunek do samego siebie i poczucie godności.  

Wiem, że w romansach historycznych można napotkać wiele absurdalnych zachowań, ale bohaterka, która godzi się, akceptuje, a nawet cieszy się, że została wykorzystana (bo wreszcie zaznała namiętności fizycznej i teraz bez niej żyć nie może) i dalej brnie w relację z mężczyzną, który tego dokonał, wywołuje we mnie ogromną irytację i złość.

Powieść Jennifer Blake jest niezwykle nudną, płytką i głupią do granic możliwości historią. Lektura mnie wymęczyła i zdenerwowała. Poziom absurdu w tym utworze okazała się dla mnie nie do przetrawienia.

piątek, 4 września 2015

"Kochanek lady Chatterley" David Herbert Lawrence

Wydawnictwo:Oxford Educational Sp. z.o.o.
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2009

Wydana w drugiej połowie lat 20. XX wieku powieść obyczajowa "Kochanek Lady Chatterley" przedstawia historię romansu angielskiej arystokratki z ubogim leśniczym. Książka spotkała się z ostrą krytyką cenzorów i wywołała skandal w purytańskim społeczeństwie Anglii. Lawrence ukazuje w powieści namiętne i zmysłowe uczucie w pozbawiony pruderii i niezwykle odważny sposób. Obszerne opisy scen erotycznych pozwalają autorowi ukazać piękno ciała ludzkiego i miłości fizycznej. 


„Kochanek lady Chatterley” współczesnemu czytelnikowi  może wydać się zwykłym romansem, a przecież kiedyś było to dzieło zakazane, mocno skandalizujące, konfiskowane, niszczone i cenzurowane. Oczywiście przy dzisiejszych powieściach erotycznych, których poetyka mocno ociera się o pornografię, powieść Lawrence’a przypomina bajeczką dla dzieci, jednak w roku 1928 to właśnie „Kochanek lady Chatterley” otrzymał miano obscenicznej powieści pornograficznej. Cóż takiego skandalizującego znalazło się w tym tytule, że mierziło angielskich obywateli i zmusiło zaszczutego i wykluczonego przez społeczeństwo pisarza do opuszczenia rodzinnego kraju?

David Herbert Lawrence stworzył zaiste skandalizującą opowieść, której bohaterami uczynił zmysłową Konstancję Chatterley, jej kalekiego męża Clifforda i Oliwiera Parkina, prostego gajowego, który stał się kochankiem milady. Szokować może już fabuła otwarcie mówiąca o romansie utytułowanej kobiety i prostego człowieka z gminu. Atmosferę zaogniają śmiałe, jak na ówczesne czasy, opisy scen erotycznych i równie śmiałe poglądy głównych bohaterów, którzy swym zachowaniem całkowicie sprzeniewierzają się angielskiej pruderyjności. Kto w ówczesnych czasach odważyłby się stwierdzić, że pragnienia ciała i seksualność są istotnymi elementami ludzkiego życia i nie wolno ich zaniedbywać? Jaki szaleniec odważyłby się pisać o intymnych stosunkach ludzi, o zmysłowych pragnieniach ciała? Kto miałby śmiałość stworzyć historię o mężu, który przyzwalał na romans żony i wręcz  zachęca kobietę, by dała upust swym żądzom?  Lawrence odważył się przełamać tabu, ale zapłaciła za to wysoką cenę. Za życia obrażany i mieszany z błotem, dopiero po śmierci doczekał się rehabilitacji, a dzieło jego życia zostało należycie docenione, choć i pewnie teraz znajdzie się wiele środowisk, które nie uzna „Kochanka Lady Chatterley” za wartościową klasykę, ale dalej będzie okrzykiwać tytuł powieścią obsceniczną.

Powieść D. H. Lawrence'a jest w stanie docenić czytelnik dojrzały, który będzie poszukiwał w tym tytule czegoś więcej niż skandalizujących scen. Sama muszę przyznać, że ten utwór doceniłam dopiero teraz - sięgając po powieści drugi raz. Kilka lat temu przeczytałam „Kochanka lady Chatterley”, bo byłam ciekawa owych kontrowersyjnych scen, całej tej otoczki, która unosiła się wokół dzieła mającego kiedyś status powieści zakazanej – wtedy się rozczarowałam. Dopiero kiedy spojrzałam na ten utwór pod innym kątem, całkowicie wykluczając ze świadomości zamieszczoną w opisie informację o obszernych opisach scen erotycznych, dostrzegłam wartość i przełomowość tej powieści oraz doceniłam kunszt, bezkompromisowość i odwagę jej twórcy.


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - zakazana książka.

niedziela, 25 maja 2014

"Niewolnica Miłości" Beatrice Small

Wydawnictwo: Oxford Educational Sp. z.o.o.
Liczba stron: 446
rok wydania: 2011

Regan MacDuff przyszła na świat jako druga z sióstr bliźniaczek. Matka nie poświęcała jej wiele uwagi, faworyzując starszą córkę, prawowitą i jedyną dziedziczkę rodowego majątku. Los Regan wydaje się przesądzony - resztę swego życia ma spędzić w klasztorze. Ale tu pada ofiarą intrygi i zostaje sprzedana handlarzowi niewolników. Trafia w ręce Karima al Malina, mistrza sztuki erotycznej, który kształci ją na Niewolnicę Miłości...


„Niewolnica miłości” – romans historyczny z mocno zarysowanymi wątkami erotycznymi, czy powieść erotyczna osadzona w konwencji romansu historycznego? Ja przychylałabym się do tego drugiego określenia.

Ponad rok temu po raz pierwszy przeczytałam romans historyczny autorstwa Beatrice Small. „Niewinną” uznałam za powieści kontrowersyjną i niesmaczną, nie byłam przygotowana na to, co zaserwowała mi autorka. Całkiem niedawno postanowiłam dać tej pisarce drugą szansę. Tym razem wiedziałam czego oczekiwać, więc mój odbiór powieści pani Small wypadł nieco inaczej. Nie byłam już tak bardzo zszokowana, ale nadal niektóre elementy fabuły mnie drażniły. W ostateczności zrobiłam dwie rzeczy – bardzo szybko przestałam myśleć o wieku głównej bohaterki, a samą powieści potraktowałam jako fantastyczno-historyczny erotyk.

Akcja „Niewolnicy Miłości” rozgrywa się w średniowieczu. Młodziutka Regan McDuff zostaje zmuszona podczas ślubu swej bliźniaczej siostry do zajęcia jej miejsca w małżeńskiej łożnicy. Po tym, jak bohaterka ratuje honor brzemiennej Gruoch zostaje odesłana do klasztoru, gdzie ma spędzić resztę swego życia. Na miejscu okazuje się, że szanowana przeorysza miała najprawdopodobniej udar, a jej miejsce zajęła chciwa i rozwiązła Eubh, która sprzedaje młode nowicjuszki swemu kochankami. Niezwykła uroda Regan sprawia, iż zostaje ona przeznaczona na dar dla kalifa. Dziewczyna otrzymuje nowe imię i jako Zaynab wyrusza do Ifrikij, by rozpocząć swą erotyczną edukację pod okiem Karima al Malina. Dziewczyna ma zostać niewolnicą miłości spełniającą wszelkie erotyczne zachcianki swego pana.

Powieść Beatrice Small to zdecydowanie erotyk, autorka zawarła w swej powieści mnóstwo plastycznie opisanych, pikantnych scen. Ciężko mówić tutaj o romansie skoro bohaterka nie ma innego wyboru, jak podporządkować się zachciankom swoich panów. Zaynab jest postacią silną, która nie złorzeczy tylko odnajduje korzyści z sytuacji, w której się znalazła. Zamiast walczyć, przyjmuje swój los ekskluzywnej konkubiny, który zapewnia jej bezpieczeństwo, wygodę i prestiż. Podobała mi się kreacja Zaynab, ale sam wątek romantyczny nie był nadmiernie rozwinięty, co innego wątek erotyczny, który zdominował powieść.

„Niewolnicę Miłości” poleciłabym przede wszystkim osobom, które chcą przeczytać nieco nietypowy erotyk osadzony w konwencji romansu historycznego.  

czwartek, 31 października 2013

"Królewska krew" Jennifer Blake

Wydawnictwo: Weltbild (seria Romans Historyczny na zlecenie Oxford Educational Sp. z.o.o.)
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011

 Jego pocałunki miały smak brandy, cygar, wiatru i czegoś, co Angeline dopiero odkrywała. Jego usta pieściły jej policzki, kark, szyję. Jego ręce sunęły delikatnie wzdłuż jej ciała, budząc nieznane dreszcze. Angeline była piękna i niewinna. Rolfe, książe małego państwa Ruthenia, porwał ją, przekonany, że była zamieszana w morderstwo jego brata. Porwanie, ucieczka, znów porwanie, ustawiczne niebespieczeństwo i... wielka miłość. Czy się spełni?

Nie tak dawno temu czytałam „Burzę i blask” autorstwa Jennifer Blake. Powieść podobała mi się, więc nie namyślając się zbyt długo sięgnęłam po kolejny romans historyczny amerykańskiej pisarki.

„Królewska krew” to ciekawa pozycja, choć szczerze muszę przyznać, że tym razem było o wiele bardziej przewidywalnie i schematycznie.

Angeline mieszka wraz z ciotką w Luizjanie. Młoda kobieta jest sierotą o poczciwym usposobieniu i mocnym poczuciu honoru. Kiedy do Luizjany przybywa uciekająca przed Rutheńskim księciem kuzynka Angeline – Claire - życie bohaterki zaczyna się komplikować.

Claire była świadkiem zabójstwa następcy tronu Ruthenii, teraz brat zamordowanego podąża jej śladem, by wyciągnąć z niej prawdę o morderstwie Maximiliana. Niezwykłe podobieństwo Angeline do Caire sprawia, że Rolfe myli obie kobiety. Bohaterka zostaje porwana, a szorstki i surowy w obejściu Rolf wykorzystuje wszystkie znane mu sposoby, by zmusić swą zakładniczkę do mówienie. Kiedy książę orientuje się o swej pomyłce jest już za późno, Angeline zostaje zbrukana i wydaje się, że wszelkie drogi ucieczki zostały jej odcięte - nawet jeśli uda jej się umknąć niebezpiecznemu księciu, to stanie się ona pariasem żyjącym na uboczu społeczeństwa.  Kobieta zostaje zakładniczką Rolfa i wraz z nim i jego świtą wyrusza w niebezpieczny pościg za kuzynką, której w międzyczasie udało się wymknąć z rezydencji matki.

Powieść zaczęła się obiecującą, jednak im dalej tym mdlej. Autorka wykorzystała standardowe schematy. Dość irytujący jest fakt, że jedynie antagonistka ciągle doświadcza przykrości. Kiedy Angeline znajduje się w niebezpieczeństwie, Rolf wyrasta jak spod ziemi i ratuje ją z opresji, tymczasem Claire ciągle pada ofiarą prymitywnych mężczyzn. Opowieść nabiera cech niemal bajkowych i ten fakt mi przeszkadzał. Autorka wyraźnie oddzieliła Angeline od Claire. Główna bohaterka to anioł, którego należy chronić przed niebezpieczeństwem, Claire to wyuzdana kobieta, którą ciągle spotyka jakieś nieszczęście – nie podobała mi się tak tendencyjna kreacja bohaterek tej powieści. Nie podobała mi się postać Angeline i jej zachowanie – niby jest ona wykorzystywana przez bohatera, niby próbuje uciekać, a jednak nie zdobywa się na wydanie wrednej ciotki i kuzynki, którym wcale na niej nie zależy. Taka lojalność w stosunku do ludzi, którzy nami manipulują zakrawa na głupotę, a nie na szlachetność. Angelinie to połączenie anioła miłosierdzia i męczennicy – zaiste irytująca mieszanka.

Powieść Jennifer Blake na pewno spodoba się szerokiemu gronu czytelniczek sięgających po romanse historyczne, do mnie jednak nie do końca trafiła ta opowieść Blake. Mnie „Królewska krew” nie powaliła na kolana - początek był ciekawy, jednak dalsza część książki była w moim odczuciu wypełniona banalnymi wątkami.   
 

czwartek, 3 października 2013

"Wieczna miłość" Kathleen E. Woodiwiss

Wydawnictwo: Oxford Educational Sp. z.o.o
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2011

Imię pięknej Abrielle było  na ustach wszystkich nieżonatych szlachciców w Londynie - do momentu, gdy jej ojczym zostaje pozbawiony przysługującego mu tytułu i majątku. Aby ratować rodzinę z opresji, Abrielle musi się zgodzić na małżeństwo z bogatym, ale prostackim i okrutnym Desmondem de Marle. I wtedy spotyka pełnego fantazji, przystojnego, Ravena Seaberna. Wzajemna namiętność przyciąga ich do siebie, niestety, dobro rodziny Abrielle wymaga od niej, aby poświęciła swoją miłość dla łotra, którego nienawidzi. Czy jej los się odmieni?

Od jakiegoś czasu odczuwałam dość silną potrzebę sięgnięcia po romans historyczny, a że moje półki mieszczą całkiem pokaźną kolekcję tego typu książek wystarczyło tylko, że przesunę ręką po różowych grzbietach i wyciągnę dla siebie jakiś przypadkowy tytuł. Moja dłoń wybrała „Wieczną miłość” Kathleen E. Woodiwiss i z przykrością muszę stwierdzić, że wybrała nietrafnie.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu. Ani opis, ani okładka nie zapowiadały, że akcja trzymanej przeze mnie książki rozgrywa się w tak lubianej przeze mnie epoce – mogło być naprawdę fajnie i ciekawie. Niestety opowieść wykreowana przez Woodiwiss jest pełna popularnych schematów. Autorka niczym nie zaskakuje, wykorzystuje standardowe motywy i rozwiązania fabularne, bohaterom brak ikry i są nudni. Nic nie ratuje tej powieści – ani język, ani styl, ani bohaterowie, całość jest banalna i sztucznie patetyczna Fabuła jest przewidywalna. Główna bohaterka irytuje swoją postawą – Abrielle z własnej woli zgadza się poślubić pewnego mężczyznę, a potem ciągle modli się o cud, który uwolniłby ją od narzeczonego. Nikt nie zmuszał bohaterki do poświęceń, nikt nie wymagał od niej, by wyszła za niemiłego jej sercu mężczyznę, a ona robi z siebie wielką męczennicę.

„Wieczna miłość” to powieść, która mi się nie podobała. Wynudziłam się podczas lektury. Książka może przypaść do gustu osobom, które rzadko sięgają po romans historyczny – czytelnikom, którzy nie znają jeszcze popularnych motywów pojawiających się w powieściach tego typu. Dla osób, które czytają wiele powieści z tego gatunku, „Wieczna miłość” będzie odgrzewanym, niezbyt apetycznym kotletem.

niedziela, 11 sierpnia 2013

"Burza i blask" Jennifer Blake

Wydawnictwo: Weltbild ( seria Romans Historyczny na zlecenie Oxford Educational Sp. z.o.o.)
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011


Julie była wyniosłą pięknością z Nowego Orleanu, ale kapitan Thorpe patrzył na nią ironicznym wzrokiem. Jego pewność siebie i stanowczość złościły dziewczynę, ale wiedziała, że tylko on może jej pomóc w wykonaniu szalonego planu. Nie wiedziała, ile spraw się skomplikuje i ile ją jeszcze czeka.



Kiedy zaczęłam czytać „Burzę i blask”, nie byłam nadmiernie rozentuzjazmowana – wszystkie znaki świadczyły o tym, iż mam do czynienia z romansem historycznym, w którym wątek miłosny został oparty na dość standardowym schemacie niechcianego małżeństwa (on zmusza ją do ślubu, ona się opiera, jednak w głębi duszy wzdycha do niechcianego męża. Okazuje się, że tak naprawdę bohaterka nie marzy o niczym innym, jak o związku właśnie z tym potworem, który nie dał jej wyboru. Również bohater, który przymusił bohaterkę do małżeństwa wkrótce stwierdza, że bez żony żyć nie może). Autorka jednak mnie zaskoczyła, związek dwójki głównych bohaterów nie był ukazany banalnie. W tej powieści bohaterowie zmuszeni do zawarcia małżeństwa wbrew swojej woli nie wzdychają do siebie po cichu – w tym wypadku nie pojawia się nagła miłość zaraz po zawarciu niechcianego związku. Julia i Thorpe czują do siebie pociąg fizyczny, ale ich codzienne relacje są przede wszystkim poprawne, podszyte pewną nutą niechęci – taka kreacja wątku miłosnego jest bardzo prawdopodobna i sprawia, że ten tytuł nie przypomina innych, banalnych romansów historycznych, w których związani więzami małżeństwa bohaterowie zaczynają pałać do siebie płomiennym uczuciem niemal zaraz po niechcianych zaślubinach, ale wróćmy do początku. 

Julia Dupré mieszka wraz z ojcem Charlesem w Nowym Orleanie. Kobieta i jej tata są oddanymi bonapartystami, którzy wraz z przyjaciółmi opracowują spisek dotyczący ponownego uwolnienia Napoleona z wyspy Świętej Heleny. Plany odbicia cesarza są już opracowane, spiskowcom brakuje tylko statku, którym mógłby uciec Bonaparte  - w tym momencie na scenę wkracza kapitan „Sea Jade” Rudyard Thorpe. Thorpe zgadza się wziąć udział w misji uwolnienia cesarza.

Julia i Charles wyruszają razem z Thorpem. Niestety pan Dupré umiera w trakcie podróży, a Julia zostaje bez opiekuna – jedynym wyjściem wydaje się poślubienie kapitana. Buntownicza bohaterka nie ma zamiaru ulec gburowatemu kapitanowi „Sea Jade”, kiedy jednak jeden ze współpasażerów omal jej nie gwałci Thorp nie pozostawia Julii wyboru. Mężczyzna zmusza pannę Dupré do ślubu, kiedy ta jest jeszcze w szoku spowodowanym nieprzyjemnym wypadkiem. Bohaterowie rozpoczynają wspólne, pełne napięć i scysji życie. Nienawiść i niechęć miesza się z pożądaniem, ale nie z płomiennym uczuciem. Związek głównych bohaterów jest pełen upadków, a leciutkie wzloty są rzadkością. Kiedy Julia i Thorp ponownie angażują się w działania mające na celu uwolnienie Napoleona, czeka na nich wiele nieprzyjemnych niespodzianek. 

Akcja „Burzy i blasku” dzieli się na dwie części. Pierwsza koncentruje się na wątku związanym z uwolnieniem Napoleona. Druga część powieści przenosi czytelnika do Algieru, gdzie trafia dwójka bohaterów. Julia i Thorpe zostają niewolnikami na dworze algierskiego gubernatora. Fabuła „Burzy i blasku” jest ciekawa i nieprzewidywalna. Autorka wprowadziła kilka interesujących zwrotów akcji, które nieźle mnie zaskoczyły. Okazało się, że tytuł, po którym nie spodziewałam się zbyt wiele wielokrotnie mnie zaskakiwał. Bohaterowie nie byli wykreowani na jedno kopyto. Julia i Thorpe to ciekawe postacie, które wyróżniają się na tle setek wzdychających do siebie po cichu, mnożących absurdalne problemy bohaterów romansów historycznych.

Jennifer Blake naciągnęła w swej powieści fakty historyczne, jednak pisarka wytłumaczyła w posłowiu wszelkie nieścisłości – za ten fakt należy się duży plus. Gdyby w posłowiu brakło wyjaśnienia, dlaczego autorka pisała o drugiej ucieczce Napoleona ze Świętej Heleny (nie ma żadnych udokumentowanych źródeł, że doszło do takiej sytuacji), to nie ukrywam, zjechałabym ten tytuł za zbyt swobodne podejście do faktów. Owszem, Blake nagina fakty, ale robi to w sposób świadomy i inteligentny, a nie bezmyślny i ignorancki.

„Burza i blask” to powieść, która pozytywnie mnie zaskoczyła i nie ukrywam, że ten tytuł pozostanie w mej pamięci. Powieść Jennifer Blake wyróżnia się na tle innych romansów – zarówno pod względem kreacji wątku miłosnego, w którym brak uproszczeń i słodzenia, jak i pod względem interesującego wątku historycznego. Lektura tej powieści była zadowalająca.
 

sobota, 6 kwietnia 2013

"Niewinna" Beatrice Small

Wydawnictwo:  Weltbild (seria Romans Historycznay na zlecenie Oxford Educational Sp. z.o.o.)
Liczba stron: 368
Rok wydania: 2012

Osierocona przez matkę Eleanore zostaje oddana pod opiekę sióstr zakonnych. Po latach nie wyobraża sobie życia poza murami klasztoru. Niestety, tajemnicza choroba brata zmusza ją do powrotu w rodzinne strony. Po jego śmierci Eleanore dziedziczy rodową posiadłość, która ma dla Anglii znaczenie strategiczne, dlatego król nakazuje jej poślubić jednego ze swoich rycerzy. Czy młoda kobieta odnajdzie szczęście u boku obcego mężczyzny?


Beatrice Small, cóżeś ty za książkę popełniła ?!

Opis „Niewinnej” był interesujący, akcja powieści została osadzona w epoce średniowiecza. Oczekiwałam, że książka okaże się klimatyczną, romantyczną opowieścią, dlaczego jednak nigdzie nie pojawiło się ostrzeżenie, że głównymi bohaterami są: czternastoletnia filigranowa dziewczyna i trzydziestoletni krzepki rycerz? Wiem, że w średniowieczu takie związki nie były niczym specjalnym, ale rozsądne autorki romansów historycznych bohaterkami swych powieści czynią kobiety pełnoletnie, bądź pełnoletniości bardzo bliskie. Dla mnie czytanie o intymnych zbliżeniach czternastolatki i dorosłego faceta było niezmiernie przykrym doświadczeniem i nic nie dało wmawianie sobie, że autorka w przypadku związku głównych bohaterów jest wierna realiom kulturowym średniowiecza. W tym miejscu można by wejść w polemikę, powiedzieć, że skoro chciałam powieść z akcją osadzoną w średniowieczu, to powinnam zaakceptować fakt, że Beatrice Small przedstawiła taki, a nie inny typ związku młodziutkiej dziewczyny z dwa razy starszym bohaterem. Nie ważne, jak starałam się przekonać samą siebie i jakich racjonalnych argumentów używałam, uczuć oszukać się nie dało. Inne pisarki nie piszą o intymnych związkach dzieci z dorosłymi i ich powieści cenię bardziej. Dla mnie historia miłosna przedstawiona w „Niewinnej” była niesmaczna.

Myślę, że Beatrice Small realizowałaby się doskonale jako autorka powieści erotycznych. Każdy z czarnych charakterów przedstawionych w „Niewinnej” oddaje się niesamowicie śmiałym i nieprzyzwoitym aktom seksualnym. Saer de Bude sypia z kuzynką i lubi erotyczne zabawki, Isleen to nimfomanka i ladacznica, Merin ap Owen jest miłośnikiem BDSM – wszystkie te postacie biorą udział w mniejszych, bądź większych orgiach. Sięgając po „Niewinną” chciałam dostać w swe ręce klimatyczny romans historyczny, a nie powieść erotyczną z akcją osadzoną w średniowieczu. W książce było zdecydowanie za wiele scen intymnych. Najtrudniej przyszło mi wyobrazić sobie, że w średniowieczu mógł działać ekskluzywny lunapar, w którym dopuszczano się praktyk sado-maso, bo i taki przybytek w „Niewinnej” się pojawił.

Chociaż Beatrice Small napisała książkę, w której dość dobrze oddaje średniowieczne realia, to jej powieść bardzo mnie rozczarowała. Na moją negatywną ocenę na pewno wpłynął wątek związku czternastolatki z dorosłym mężczyzną oraz fakt, że powieści było zdecydowanie za dużo śmiałych scen erotycznych. Ten romans historyczny nie podobał mi się – moja opinia jest jak najbardziej subiektywna. „Niewinna” nie wywołała u mnie większych pozytywnych odczuć.
 

piątek, 29 marca 2013

"Zrękowiny" Johanna Lindsey

Wydawnictwo: Weltbild (seria Romans Historyczny na zlecenie Oxford Educatilonal Sp. z.o.o.)
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2012

Rodzice Milisant i Wulfrica zawarli kontrakt ślubny który został zaakceptowany przez króla Ryszarda Lwie Serce. Wulfric, posłuszny rodzicom, zamierza wywiązać się z powziętego przez rodziny postanowienia i rozpoczyna starania o rękę Milisant. Dziewczyna jednak nie jest mu przychylna o zamierza doprowadzić do zerwania kontraktu. Także jeden z możnych panów, który wybrał Wulfrica na swojego zięcia, dąży do unieważnienia układów sprzed lat.


„Zrękowiny” autorstwa Johanny Lindsey to romans historyczny, który dostarczył mi niemałych emocji.  Amerykańska pisarka napisała powieść, w której pojawiają się moje ulubione motywy, bohaterowie reprezentują najbardziej lubiany przez mnie typ postaci, a akcja zostaje osadzona w średniowieczu – dla mnie książka Lindsey to cud, miód i orzeszki!

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1214. Walter de Roghton spotyka się z królem Janem Plantagenetem, by uzyskać zgodę na podjęcie działań mających zapobiec skoligaceniu rodów Thorpe’ ów i Crispinów. W tym samym czasie Guy de Thorpe zmusza swego jedynego syna, by udał się wreszcie po osiemnastoletnią narzeczoną, z którą powinien związać się już sześć lat temu. Małżeństwo Wulfrica i Milisant zostało zaaranżowane przez ich rodziców, kiedy bohaterowie byli jeszcze dziećmi. Wulf nie pała zbytnią sympatią do dziewczyny, którą widział tylko raz w życiu będąc kilkunastoletnim chłopcem. Spotkanie z nią przyprawiło go wtedy o niemały uraz psychiczny - dziewczynka zachowywała się jak chłopak, a kiedy dowiedziała się, że stoi przed nią przyszły mąż, napuściła na narzeczonego sokoła, który dość poważnie go zranił. Wulf, mimo niechęci, zdaje sobie jednak sprawę ze swych powinności względem rodu. Bohater wyrusza do Dunburh, siedziby Crispinów, mając nadzieję, że jego przyszła żona wraz z wiekiem nabrała ogłady. Jakże się myli!

Milisant daleko do uległej i pokornej kobiety. Narzeczona Wulfrica to chłopczyca nienawidząca kobiecych zajęć i niepraktycznych sukien. Mili wielokrotnie podkreśla, iż nie znosi społecznych i kulturowych ograniczeń jakie nakłada na nią płeć. Dziewczyna walczy o swą niezależność i nie może pogodzić się  faktem, że zostaje zmuszona do poślubienia tak gwałtownego człowieka jak de Thorpe – nie tylko Wulf wyniósł niemiłe wspomnienia z pierwszego spotkania. Okazuje się, że mężczyzna broniąc się przed atakiem nie szkolonego sokoła, zabił ptaka będącego ulubieńcem Mili, a do tego niemal uczynił z niej kalekę. Bohaterowie mają bardzo uzasadnione powody by pałać do siebie niechęcią, jednak każde z nich zdaje sobie sprawę ze swych obowiązków względem rodów.

Mili i Wulf to postacie o bardzo silnych charakterach, kiedy dochodzi do ich starć to aż iskrzy! Lubię pełnokrwistych bohaterów, a główne postacie „Zrękowin” są niesamowicie temperamentne. Akcja powieści opiera się głównie na konflikcie między narzeczonymi. Wulfric będzie próbował okiełznać narzeczoną. Mili z kolei, będzie starała się znaleźć sposób na zerwanie zrękowin. Bohaterowie będą musieli poradzić sobie również  z ludźmi nastającymi na życie dziedziczki Crispinów.

Jahanna Lindsey napisała bardzo emocjonujący romans historyczny. Pisarka wprowadziła do akcji postać Jana Plantageneta, przez co dodatkowo podniosła wartość „Zrękowin” w moich oczach. Na samym początku książki autorka przybliża czytelnikowi postać angielskiego króla, później jego postać pojawi się jeszcze kilkakrotnie, władca bierze udział w niektórych wydarzeniach dotyczących pary głównych bohaterów. Obecność historycznej postaci i jej rzeczywisty udział w konkretnych epizodach bardzo mnie cieszył. 

„Zrękowiny” podobały mi się bardzo. Twardzi, surowi rycerze i niepokorne białogłowy oddziałują na moją wyobraźnię o stokroć bardziej niż dżentelmeni i damy bawiący się na arystokratycznych, angielskich salonach. Jeśli Johanna Lindsey w innych powieściach utrzymuje podobny styl, a wykreowani przez nią bohaterowie są równie niepokorni, jak bohaterowie „Zrękowin”, to czuję, że ta pisarka na stałe dołączy do listy moich ulubionych autorek romansów historycznych.
 

sobota, 9 marca 2013

"Tessa d 'Urberville: historia kobiety czystej" Thomas Hardy

Wydawnictwo: Oxford Educational
Liczna stron: 416
Rok wydania 2009

Thomas Hardy w swojej najgłośniejszej powieści zatytułowanej "Tessa d'Urberville" opisuje tragiczne dzieje dziewczyny pochodzącej ze zubożałego szlacheckiego rodu. Tessa, którą ojciec wysłał do bogatych krewnych, zostaje uwiedziona, a następnie porzucona przez próżnego młodego panicza. Wydaje się, że los biednej dziewczyny jest przesądzony. W XIX-wiecznym społeczeństwie panna z dzieckiem na angielskiej prowincji nie może liczyć na litość, zrozumienie, a tym bardziej na jakąkolwiek pomoc. Jednak w swoim niełatwym życiu Tessa raz jeszcze zazna krótkich chwil szczęścia.

„Tessa d’Urberville: historia kobiety czystej” jest powieścią, która w roku 1891 wywołała społeczne oburzenie. Książka Thomasa Hardy’ego, która dziś zaliczana jest do grona klasyki literatury angielskiej, była krytykowana jako dzieło występujące przeciw wiktoriańskim  normom przyzwoitości. Cóż, po przeczytaniu utworu  nie zauważyłam jakichś gorszących opisów, choć przyznaję, że poruszona przez pisarza tematyka mogła wywołać oburzenie u czytelników żyjących w epoce wiktoriańskiej, gdzie ceniona była powściągliwość, a nie szczerość i otwartość w okazywaniu uczuć.


Utwór Tomasa Hardy’ego nie należy raczej do literatury, która wciąga czytelnika swoją dynamiczną akcją. Tym co spodobało mi się w książce, to sposób przedstawienia bohaterów oraz problematyka poruszona przez pisarza.
 
Tytułowa bohaterką utworu Hardy’ego jest młoda dziewczyna pochodząca z ubogiej rodziny Durbeyfieldów. Pewnego dnia okazuje się, że ojciec Tessy jest ostatnim z potomków szlacheckiej rodziny d’Urberville – jak wkrótce się okaże, ta informacja stanie się dla Tessy przekleństwem. Bohaterka zostaje wysłana przez rodziców do bogatych krewnych - w rzeczywistości okazują się oni rodziną pewnego przedsiębiorcy, który kupił tytuł szlachecki i przyjął nazwisko znamienitego rodu, którego członkowie mieli wymrzeć dawno temu. Tessa na swe nieszczęście wpada w oko hulace i bawidamkowi Alecowi d’Urberville, który namawia ją by podjęła pracę w dworku jego matki. Alec wciąga dziewczynę w pułapkę i gwałci ją. Zhańbiona bohaterka powraca do rodzinnego domu, gdzie rodzi nieślubne dziecko, które wkrótce umiera.

Po dwóch latach od tragedii, Tessa próbuje na nowo ułożyć swoje życie. Wyjeżdża do Talbothays, gdzie najmuje się do pracy dójki na farmie mlecznej. W miejscu, w którym nikt nie wie o jej „grzechu” spotyka mężczyznę, w którym zakochuje się z wzajemnością, jednak przeszłość ciągle ją ściga i uniemożliwia zaznania prawdziwego szczęścia.

W wiktoriańskiej Anglii kobiety takie jak Tessa były potępiane. Choć bohaterka została wykorzystana, to przylepia się jej łatkę rozwiązłej i nieczystej. Wykorzystana kobieta staje się ofiarą ostracyzmu, gdy mężczyzna utrzymujący pozamałżeńskie stosunki jest wolny od jakiejkolwiek krytyki społecznej. Autor doskonale ukazał podwójną moralność stosowaną wobec kobiet i mężczyzn.

Tessa poznaje w Talbothays Angela. Mężczyzna pokochał ją całym sercem i dołożył wszelkich starań, by dziewczyna zgodziła się z nim związać. Jednak w momencie, w którym bohaterka odkrywa przed Angelem swą przeszłość, ten odwraca się do niej plecami, choć sam ma na sumieniu grzech rozwiązłości. Wybranek Tessy w swej młodości wdał się w romans ze starszą kobietą – Tessa wybaczyła mu ten czyn i pełna dobrych przeczuć, opowiedziała ukochanemu o nieszczęściu, które ją spotkało. Mężczyzna, zamiast okazać zrozumienie, czuje się oszukany i zdradzony, pragnie jak najszybciej oddalić się od kobiety, która w jednej sekundzie staje się dla niego obcą osobą.

„Tessa d’Urberville: historia kobiety czystej” to powieść wybitnie tragiczna. Powieść Hardy’ego jest romansem, jednak tutaj nie ma radosnego happy endu. Tessa choć niczym nie zawiniła, zostaje napiętnowana, a mężczyźni otrzymują prawo do jej znieważania i pogardzania nią. Muszę przyznać, że chociaż powieść Hardy’ego nie należy do tego typu utworów, które czyta się z wypiekami na twarzy, to książka wzbudziła we mnie cały szereg silnych emocji. Współczułam Tessie, znienawidziłam z pozoru idealnego Angela, a Aleca miałabym ochotę udusić, choć w pewnym momencie wydawało się, że bawidamek przeszedł cudowną przemianę i chciał odpokutować za zło, które wyrządził bohaterce.

Powieść Hardy’ego to utwór, który czyta się powoli i niespiesznie, liczne opisy przyrody, choć piękne i poetyckie, mogą momentami nużyć. Nie mogę powiedzieć, że jest to pasjonująca powieść od której trudno się oderwać, jednak „Tessa d’Urbeville: historia kobiety czystej” jest książką, o której na pewno szybko nie zapomnę.

czwartek, 20 września 2012

"Czarny opal" Victoria Holt

Wydawnictwo: Weltbild (seria wydana na zlecenie Oxford Educational Sp. z.o.o.)
Liczba stron: 336
Rok wydania 2012

Małą Carmel znaleziono w ogrodzie domu państwa Marline'ów pod krzakiem azalii. Zamożne małżeństwo przygarnęło niemowlę. Gdy Carmel skończyła jedenaście lat, na dom spadła nieoczekiwana tragedia - pani Marline została zamordowana. Losy rzuciły Carmel do dalekiej Australii. Tam rozpoczęła nowe, szczęśliwe życie. Gdy skończyła 18 lat, wróciła do Anglii, gdzie czekały na nią mroczne tajemnice z przeszłości. Carmel zawsze mogła liczyć na Lawrence'a, Luciana i Jamesa. Czy któryś z mężczyzn stanie się dla pięknej Carmel kimś więcej niż przyjacielem? 

Czytałam już wiele romansów historycznych. Niektóre chwytały mnie w szpony swych fantastycznych fabuły i nie wypuszczały, aż przewróciłam ostatnią stronę. Inne miałam ochotę podrzeć, spalić i zakopać głęboko w ziemi. Do tej pory nie zdarzyło się jednak, bym trafiła na powieść (wpisującą się w gatunek romansu historycznego), przy której  usypiałabym. Powieść, której kartki przewracałam nie z rosnącą fascynacją i uśmiechem na ustach, ale  uporczywie ziewając. Mówi się, że zawsze musi być ten pierwszy raz i wreszcie – niestety - trafiłam na utwór, który wynudził mnie co niemiara.

„Czarny opal” autorstwa angielskiej pisarki tworzącej mi. in. pod pseudonimem Victoria Holt to powieść, która miała ogromny potencjał. Dziecko nieznanego pochodzenia znalezione pod krzewem azalii, dorastanie w nieprzychylnym środowisku, odkrycie swej tożsamości, zbrodnia, dalekomorskie podróże statkiem, trzech adoratorów – każdy z tych elementów budujących fabułę mógł przełożyć się na doskonałą, niesamowitą i wciągającą opowieści. Niestety, żaden z tak wiele obiecujących wątków nie został umiejętnie rozwinięty, a wszystko z powodu zastosowanej przez pisarkę pierwszoosobowej narracji i skąpych opisów.

Rolę narratorki pełni w powieści główna bohaterka Carmel March, która jako noworodek została odnaleziona przez ogrodnika państwa Marline pod krzewem azalii – w takim momencie rozpoczyna się historia dziewczynki, którą przygarnęło doktorostwo mieszkające w posiadłości Commonwood House. Carmel opowiada historię swojego dzieciństwa i młodości – autorka nie zdecydowała się na przyspieszenie akcji, na czasowy przeskok, wszystkie wydarzenia, które mają miejsce w powieści są przedstawiane w sposób chronologiczny. Niestety opowieść snuta przez bohaterkę, przypomina historię opowiadaną przez dziecko, a nie przez kobietę. Carmel do końca powieści jawiła mi się jako odziana w róże, słodziutka, naiwna dziewuszka.

Czytelnik poznaje tylko te fakty, które zna Carmel, autorka z uporem unika rozbudowanych opisów postaci, czy też bardziej ekscytujących wydarzeń, które stają się udziałem bohaterki – mamy na przykład scenę sztormu, która dobrze opisana z pewnością podniosłaby napięcie, jednak już na samym początku bohaterka przebywająca na statku mdleje, by obudzić się na suchym lądzie. Do końca powieści nie dowiemy jak wyglądają bohaterowie, w co się ubierają, nie uświadczymy szczegółowych opisów miejsc. Również wszelkie zwroty akcji jakie próbowała wprowadzić autorka są mdłe i nieefektowne. W pewnym momencie życie Carmel zaczyna przypominać bajkę. W powieści dominuje lukrowy, słodki klimat, który momentami wywoływał we mnie mdłości. Gdzieś w tle przewija się intryga związana z morderstwem pani Merline, jednak i tu autorka nie umiała wykorzystać potencjału tego wątku.

Również wątek romansowy utrzymuje niski poziom. „Czarny opal” jest utworem, który bez problemu mogłyby czytać już dziesięciolatki. W powieści nie występuje żadna pikantniejsza scena. Victoria Holt po raz kolejny nie wykorzystała możliwości jakie dało jej wprowadzenie do książki aż trzech adoratorów. Lawrence, Lucian i James są postaciami nijakimi. Każdy z bohaterów tylko raz okazał się pomocny Carmel i to w okresie, kiedy ta była dzieckiem. Mężczyźni pojawiają się ponownie w życiu bohaterki, kiedy ta jest już dorosła. Związek jaki łączy Carmel z bohaterami do końca powieści przypomina przyjaźń, a nie głęboką miłość – w tych związkach brakowało mi iskry. Autorka nie pokusiła się o scharakteryzowanie bohaterów, o opis ich wyglądu, przez to wszyscy trzej, pozostali dla mnie postaciami nie zindywidualizowanymi i nudnymi jak flaki z olejem.

Kolejnym minusem jest to, że autorka nie podała okresu historycznego, w którym osadzona została akcja powieści, z tego powodu wiele działań Carmel wydało mi się niezwykle współczesnych i nie na miejscu – bohaterka podróżuje bez niczyjej opieki, ze swymi męskimi przyjaciółmi spotyka się w restauracjach. W powieści brakło mi historycznej otoczki, dla której tak bardzo lubię czytać romanse historyczne. Wskazówkę, o tym ,w jakim czasie rozgrywa się akcja dostaje czytelnik dopiero w ostatnim rozdziale książki. Carmel mówi o nadejściu nowego wieku i wspomina o śmierć królowej Wiktorii, wypływa z tego wniosek, że wydarzenia  rozgrywające się w „Czarnym opalu” mają miejsce w okresie 1870 – 1902.

„Czarny opal” to najsłabszy romans historyczny jaki zdarzyło mi się przeczytać. Historia jest nudna, bohaterowie nijacy, wątek romansowy stanowił ogromne rozczarowanie. W całym utworze brakowało mi chociaż jednej sceny, która wprowadziłaby napięcie. Jeżeli Carmel napotyka jakieś problemy to autorka natychmiast ją z nich wyciągała i to w bardzo nudny sposób – wszystko rozwiązuje się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sceny, które z założenia miały być dramatyczne, ze względu na „niesamowite” i błyskawiczne rozwiązania raczej mnie śmieszyły swoją naiwnością, niż ekscytowały, czy poruszały.

W powieści Victorii Holt nie znalazłam ani jednego elementu, który by mnie oczarował. Zdecydowanie nie polecam tej powieści miłośniczkom pasjonujących i nastrojowych romansów historycznych. W „Czarnym opalu” nie ma ani pasjonujących wydarzeń, ani niesamowitych bohaterów, natomiast niemal z każdej kolejnej strony wieje przerażającą nudą.