Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marissa Meyer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marissa Meyer. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2017

"Bez serca" Marissa Meyer

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 512
Rok wydania: 2017

Na długo przed tym, zanim została postrachem Krainy Czarów - niesławna Królowa Kier - była tylko dziewczyną pragnącą się zakochać.
Catherine jest być może jedną z najbardziej pożądanych dziewcząt w Krainie Czarów i ulubienicą jeszcze niezamężnego Króla Kier, ale interesuje ją zgoła co innego. Ma talent do pieczenia i wraz ze swoją przyjaciółką chce otworzyć piekarnię, by zaopatrywać Królestwo Kier przepysznymi plackami i innymi słodyczami. Jednak jej matka uważa, że to niedopuszczalne dla młodej kobiety, która mogłaby zostać kolejną Królową.

Na królewskim balu, na którym wszyscy oczekują, że król oświadczy się Cath, dziewczyna poznaje Jesta, przystojnego i tajemniczego błazna. Po raz pierwszy czuje, że to prawdziwe zauroczenie. Ryzykując obrazę Króla i wściekłość swoich rodziców, Cath i Jest adorują się w tajemnicy.

Cath chce sama decydować o swoim losie i zakochać się na własnych warunkach. Ale w świecie przenikniętym przez magię, szaleństwo i potwory, los ma inne plany. 


Marissa Meyer to amerykańska pisarka, która tworzy wspaniałe powieści będące parafrazami znanych baśni. Kilka lat temu zadebiutowała nietuzinkową Sagą Księżycową, która podbiła serca czytelników na całym świecie. Nowoczesna wersja historii Kopciuszka zachwycała niebanalną akcją i oryginalnymi rozwiązaniami fabularnymi (do dziś żałuję, że w Polsce doczekaliśmy się tylko dwóch tomów serii o przygodach Cinder). Kiedy dotarła do  mnie informacja, że Meyer napisała powieść inspirowaną „Alicją w Krainie Czarów” wiedziałam, że będzie to dla mnie lektura obowiązkowa. Fascynują mnie  niesamowity fenomen literacki baśni Lewisa Carrolla, która od lat stanowi niewyczerpaną inspirację dla twórców kultury – pisarzy, piosenkarzy, filmowców, twórców gier komputerowych, ilustratorów i twórców komiksów. Zawsze z niezwykłą ciekawości i ekscytacją sięgam po kolejne utwory nawiązujące do najsławniejszego utworu oxfordzkiego matematyka.  

„Bez serca” to poruszająca opowieść o narodzinach okrutnej Królowej Serc. Meyer przenosi czytelników do magicznego Kier - absurdalnej krainy doskonale znanej z baśni Carrolla. Poznajemy Catherine Pinkerton, młodą córkę Markizy, której marzeniem jest zostać najlepszą cukierniczką w państwie. Czy jednak szlacheckiej córce przystoi podejmowanie się tak pospolitego zajęcia, jak pieczenie ciast? Surowa matka toleruje fanaberię latorośli tylko z jednego powodu – Król kocha wypieki Cath i, jak wkrótce się okazuje, ma wobec młodszej o piętnaście lat dziewczyny poważne zamiary.

Nadchodzi bal, który wywraca wypełnione marzeniami życie bohaterki do góry nogami. W jednej chwili z hukiem upadają plany o założeniu cukierni; rodzi się afekt do nadwornego Jokera - tajemniczego trefnisia o wdzięcznym imieniu Figiel, który pojawił się w snach bohaterki, zanim ta miała okazję go poznać. Tryby losu zostają wprowadzone w ruch, a Cath wyrusza w pełną nadziei, rozczarowań i bólu podróż prowadzącą ku rozdzierającemu serce przeznaczeniu i upadkowi. Wszyscy wiemy kim była okrutna Królowa Kier z baśni Carrolla, nie wiemy jedynie dlaczego była ona tak surową postacią - amerykańska pisarka w swej powieści próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

Najnowsza powieść Marissy Meyer to świetnie napisany utwór. Pisarka snuje opowieść wypełnioną pasją, marzeniami i niewyobrażalnym bólem, bardzo mocno osadzoną w świecie wykreowanym przez Lewisa Carrolla. Meyer z niezwykłą pieczołowitością wplatała w fabułę „Bez serca” motywy występujące w „Alicji z Krainy Czarów”. Pisarka według mnie wspaniale wykorzystała opowiadaną przez Susła historię trzech sióstr mieszkających na dnie studni z melasą, genialnie wytłumaczyła szaleństwo Kapelusznika oraz dopowiedziała nigdy nie rozwinięta do końca historię niby-żółwia. Jestem zachwycona tym, jak Marissa Meyer ożywiła utwór Carrolla  na kartach swej powieści.

Nie da się ukryć, że jestem całkowicie oczarowana stworzoną przez amerykańską pisarkę opowieścią. Powieść „Bez serca” dosłownie skradła moje serce. Polecam!
 


wtorek, 3 czerwca 2014

"Scarlet" Marissa Meyer

Seria: Saga księżycowa (tom 2)
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 496
Rok wydania: 2013

Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę… Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi.


Drugi tom „Sagi księżycowej” leżał na mojej półce długo. Zastanawiałam się, czy nie poczekać z lekturą cyklu Marissy Meyer do czasu, kiedy wydane zostaną wszystkie części cyklu, ale zniechęciłam się do tego pomysłu. Jak na razie nic nie wiadomo o polskim przekładzie „Cress”, a „Winter” jest w fazie powstawania. Na finał historii dziewczyny-cyborga przyjdzie czytelnikom czekać długo, a nie ukrywam, że z każdym kolejnym rokiem przechodzi mi ochota na lekturę młodzieżowych romansów, które niestety wzbudzają we mnie głównie poczucie znudzenia i przewidywalności. Ciężko mnie czymś zaskoczyć, a wątki miłosne wydają się być pisane na jedno kopyto.

„Scarlet” to kontynuacja serii paranormal romace osadzonej w konwencji science fiction. Autorka podejmuje akcję w tym samym momencie, w którym zakończył się tom poprzedni, przenosimy się jednak w inne miejsce. Tym razem opowieść o Cinder jest zepchnięta na dalszy plan. Główną bohaterką tego tomu jest osiemnastoletnia Scarlet Benoit. Czytelnik poznaje ją w chwili, gdy otrzymuje ona wiadomość, że policja zamknęła dochodzenie w sprawie zaginięcia jej babci Michelle. Dziewczyna jest wściekła, bo wie, że jej bliska na pewno nie odeszłaby bez słowa wyjaśnienia. Scarlet postanawia zmusić śledczych do wznowienia sprawy. Nie wszystko układa się jednak zgodnie z jej planami. Los stawia na drodze bohaterki tajemniczego Wilka, który wydaje się wiedzieć coś o zniknięciu Michelle. Bohaterka wyrusza wraz z mężczyzną do Paryża mając nadzieję, że uda jej się odnaleźć starszą panią Benoit, która – jak się okazuje – miała całe mnóstwo tajemnic.

Seria Marissy Meyer opiera się na ciekawym szkielecie. Bardzo podoba mi się wątek konfliktu pomiędzy Ziemianami i Lunarami. Wątek science fiction jest interesujący. W tej książce podobała mi się kreacja głównej postaci męskiej. Wilk to zabijaka pokryty sińcami, jednocześnie jest to mężczyzna dziwnie nieśmiały, którego łatwo wprowadzić w stan zakłopotania. Scarlet to z kolei odważna, młoda dziewczyna bardzo mocno związana ze swoją babcią. Wątek miłosny pomiędzy tą para był przyjemny, ale nie wzbudzał we mnie nadmiernych emocji.

Cykl Meyer czytam właściwie dla wszystkich wątków z wyjątkiem wątku miłosnego. Romantyczne porywy serca bohaterów dla mnie stanowią dodatek do fabuły, która mocno mnie zaintrygowała. W tej części Meyer odkryła przede mną kolejne tajemnice dotyczące życia Cinder, ukazała nowe oblicza narastającego konfliktu. Z niecierpliwością będę oczekiwała na kolejne tomy, bo bardzo chcę wiedzieć, jak też zakończy się cała ta historia i jakie sekrety odkryje przed czytelnikami pisarka.
 

środa, 3 kwietnia 2013

"Cinder" Marissa Meyer

Seria: Saga księżycowa (tom1)
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 440
Rok wydania: 2012

Saga przyszłości ma swój początek dawno, dawno temu... 
Cinder mieszka w hałaśliwym Nowym Pekinie, zdziesiątkowanym przez zarazę. Jako dziewczyna cyborg o tajemniczej przeszłości jest obywatelką drugiej kategorii. Lecz gdy na jej drodze staje przystojny książę Kai, Cinder nagle znajduje się w epicentrum międzygalaktycznej walki z bezlitosną królową Luny. Rozdarta między obowiązkiem a wolnością, wiernością a zdradą, musi wyjawić sekrety swojej przeszłości, aby ochronić przyszłość...

Od jakiegoś czasu podejrzewałam, że powieści skierowane do nastolatek to już nie moja bajka, okazuje się jednak, iż moje przypuszczenie nie jest do końca prawdziwe. Dobry, oryginalny romans paranormalny nadal potrafi mnie wciągnąć i sprawić, że zapominam o bożym świecie. Co prawda miłosne rozterki nastolatek niezbyt mnie interesują, jednak jeśli wątek romansowy nie jest szablonowy i towarzyszy mu sensowna, ciekawa fabuła to książkę czytam z przyjemnością.

„Cinder” Marissy Meyer to romans paranormalny osadzony w konwencji science-fiction. Autorka stworzyła parafrazę baśni o Kopciuszku. Pisarka przeniosła akcję utworu w przyszłość, a bohaterką uczyniła siedemnastoletnią dziewczynę będącą cyborgiem.

126 lat po IV wojnie światowej świat stoi na krawędzi kryzysu. Ziemianie chorują i umierają z powodu epidemii letumosis – choroby, na którą nie ma lekarstwa. Nad planetą wisi groźba wojny z Lunarami zamieszkującymi Księżyc. Wątek choroby oraz wątek narastającego konfliktu pomiędzy mieszkańcami Ziemi i Księżyca są motywami wokół których będzie krążyć akcja całej „Sagi księżycowej”.

Główną bohaterką powieści jest najlepszy mechanik miasta Nowy Pekin. Blisko siedemnastoletnia Cinder w 36,28% jest maszyną, czyni to z niej obywatelkę niższej kategorii. Dziewczyna jest własnością swej macochy, która nią pogardza i wykorzystuje ją. Adria może zrobić z przybraną córką wszystko co zechce i prawo stoi po jej stronie, w Nowym Pekinie nikt nie dba o uczucia cyborga. Główna bohaterka jest traktowana jak przedmiot, a nie jak człowiek.

Bardzo mocno zżyłam się z Cinder i niesamowicie jej współczułam. Bohaterka niewątpliwie zaskarbiła sobie moją sympatię. Młoda dziewczyna różni się od zwykłych ludzi tym, że pewne części jej ciała zostały zastąpione maszynami, to wystarcza innym by przyjąć, że Cinder nie posiada  ludzkich uczuć, pragnień czy ludzkiej osobowości. Życie bohaterki usłane jest mozołem i bólem odrzucenia, mimo to nie traci ona pogody ducha i nie popada w samoumartwianie. Kiedy na jej drodze staje przystojny książę Wspólnoty Wschodniej, nie trudno dziwić się, że nie kwapi się z poinformowaniem go o swej naturze. W większości romansów skierowanych do nastolatek bohaterki mają banalny problem: „którego z adoratorów wybrać?”. Problemy Cinder są poważniejsze. Dziewczyna jest ułomna, a bardzo chciałaby zaznać miłości, boi się wyznać kim jest bo wie, że jeśli to zrobi to czeka ją najprawdopodobniej odrzucenie i pogarda. Dylemat bohaterki powieści Marissy Meyer, to nie wydumany z palca, błahy problemik i stanowi to ogromny atut „Cinder”.

Pisarka nie zdominowała fabuły wątkiem romansowym i to kolejny wielki plus pierwszego tomu „Sagi księżycowej”. Autorka dużo czasu poświęca na przedstawienie czytelnikowi uczuć targających główną bohaterką. Meyer nie zaniedbała fabuły, wiele miejsca zostaje poświęcone na opisanie sytuacji politycznej powieściowego uniwersum, równie dużo miejsca pisarka poświęciła na nakreślenie realiów Nowego Pekinu. Autorka miała ciekawy pomysł na skonstruowanie fabuły i z dużym napięciem śledziłam wątki związane z  Lunarami. „Cinder” zakończyła się w niesamowicie ciekawym momencie i wiem, że na pewno sięgnę po kolejny tom „Sagi księżycowej”.

Powieść Marissy Meyer przeszła moje oczekiwania. „Cinder” okazał się powieścią nie zdominowaną przez wątek romantyczny, główna bohaterka w niczym nie przypomina naiwnych i irytujących bohaterek romansów paranormalnych, a jej problemy są jak najbardziej poważne. Cinder to bardzo pozytywna postać, którą nie trudno polubić. 

„Cinder” to jeden z lepszych romansów paranormalnych jakie czytałam i już nie mogę doczekać się kiedy sięgnę po „Scarlet” – książka miała swa premierę 5 lutego i pozostaje mieć nadzieję, ze polski wydawca nie będzie zbytnio zwlekał z tłumaczeniem. Mam również ogromną nadzieję, że okładka kolejnego tomu zostanie utrzymana w takim samym klimacie jak okładka „Cinder”, szkoda byłoby, gdyby tomiki jednej serii nie utrzymywały jednolitej szaty graficznej.