Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilkołaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilkołaki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 stycznia 2017

"Pisane szkarłatem" Anne Bishop

Cykl: INNI (tom 1)
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 560
Rok wydania: 2013

Meg Corbyn jest jasnowidzącą szczególnego rodzaju - widzi przyszłość, jeśli rozetnie sobie skórę i pojawi się krew. Ten dar jest dla niej jednak przekleństwem, gdyż znajduje się w mocy Kontrolera, człowieka, który pragnie mieć stały dostęp do wizji Meg. Postanawia więc uciec, a jedynym bezpiecznym dla niej miejscem okazuje się Dziedziniec w Lakeside - dzielnica handlowa opanowana przez Innych. 
Simon Wilcza Straż, zmiennokształtny, niechętnie zatrudnia Meg na stanowisku łącznika z ludźmi Od pierwszej chwili wyczuwa, że dziewczyna coś ukrywa, poza tym jej zapach jest inny niż zapach ludzkiej zwierzyny. Jednak instynkt nakazuje mu dać jej tę pracę. Kiedy już pozna prawdę i dowie się, że Meg jest ścigana przez rząd, będzie musiał zdecydować, czy jest warta rozpętania wojny między ludźmi a Innymi.

Anne Bishop zalicza się do ścisłej czołówki moich ulubionych autorek tworzących fantastykę. Uwielbiam styl tej amerykańskiej pisarki, podziwiam jej niesamowitą wyobraźnię, talent do kreowania niezwykłych światów, budowania zajmujących i niebanalnych opowieści, których lektura bez reszty mnie pochłania. Kiedy wydawnictwo Initium przy okazji premiery IV tomu cyklu INNI wznowiło wydanie brakujących części, wiedziałam, że nadszedł najwyższy czas, by sięgnąć po kolejną serię, która wyszła spod pióra mojej ulubionej autorki.

Pisarka przeniosła mnie do niezwykłego świata – niesamowicie podobnego do rzeczywistości, którą znam z innych powieści urban fantasy, a jednak całkowicie odmiennego i oryginalnego. Oto Ziemia, planeta zamieszkana przez ludzi i Innych – dzieci Namid, pradawne istoty, najznamienitsze drapieżniki rządzące światem i dbające jedynie o swój gatunek. Na Dziedziniec – jedyne miejsce należące do terytorium Innych, na którym względnie bezpiecznie mogą czuć się ludzie – w śnieżną noc przybywa Meg Corbyn, przemarznięta, tajemnicza kobieta poszukująca pracy. Przywódca Dziedzińca, Simon Wilcza Straż, wiedziony dziwnym przeczuciem i wspomnieniem pewnej wróżby postanawia przyjąć Meg na stanowiska łącznika z ludźmi. Wilk nie przeczuwa nawet, jaką  niezwykła tajemnicę skrywa ta ludzka kobieta i jak duży wpływ wywrze na niego i zamieszkujących Lakeside Innych.

Anne Bishop stworzyła naprawdę niebanalną powieść urban fantasy. Pisarka wykreowała ciekawy świat przedstawiony zamieszkany przez tajemnicze i potężne istoty, które twardą ręką dzierżą władzę nad swoimi terytoriami i światem. Choć świat stworzony przez Bishop zamieszkują dobrze znane czytelnikom wilkołaki, wampiry i zmiennokształtni, to pisarka proponuje całkiem nowe, oryginalne spojrzenie na te istoty, co stanowi ogromny atut cyklu INNI.

„Pisane szkarłatem" to wyśmienita powieść fantasy. Fabuła tej książki stanowi wciągającą, wypełniona intrygami i tajemnicami historię. Anne Bishop zabrała mnie w przepyszną literacką podróż, która zagwarantowałam mi moc bardzo mocnych i pozytywnych wrażeń.
 

sobota, 12 marca 2016

"Martwy w rodzinie" Charlaine Harris

Seria: Sookie Stackhouse (tom 10)
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 432
Rok wydania: 2012

Sookie Stackhouse doznała w Wojnie z Wróżkami obrażeń zarówno na ciele, jak i na duszy. Odczuwa też straszny gniew, chociaż w powrocie do zdrowia pomaga jej nie tylko fizykoterapeuta JB, lecz także krew Erica i jego miłość. Niestety, to nie koniec wszelkich kłopotów zakochanych, gdyż Ericowi zagraża wysłannik nowego króla, a w Bon Temps pojawia się jego stwórca. W dodatku sytuacja polityczna po Wielkim Objawieniu wilkołaków i zmiennokształtnych nie jest stabilna - Kongres rozważa projekt ustawy, która każe się zmiennokształtnym rejestrować niczym emigrantom lub... wampirom.


Powieści z serii o Sookie Stackhouse nie należą do arcydzieł literatury, mają sporo wad, ale doskonale sprawdzają się jako czasoumilacze. Styl Charlaine Harris jest prosty, bohaterka może chwilami irytować swoim zachowaniem, jednak fabuła każdego z tomów wciąga mnie i dostarcza przyjemnej rozrywki.

„Martwy w rodzinie” jest dziesiątym tomem cyklu. Podczas lektury odniosłam wrażenie, że akcja leciutko wyhamowała. Brak w tej części konkretnej linii fabularnej, mocno zarysowanej intrygi. Czytelnik ma do czynienia z kilkoma wątkami składającymi się na fabułę.

Główna bohaterka przeżyła wojnę z wróżkami, ale zwycięstwo okupiła cierpieniem fizycznym i psychicznym. Tym razem krew wampirów nie będzie magicznym panaceum na wszystkie rany - Sookie będzie musiała poddać się rehabilitacji, by odzyskać pełną sprawność. Konsekwencją wygranej bitwy nie są jedynie rany. Zamknięto portale do świata wróżek, a magiczne istoty, które zdecydowały się pozostać w świecie ludzi szukają bliskości istot im podobnych. Kuzyn Sookie, Claude, wprowadza się do jej domu. Tymczasem po lesie przylegającym do posiadłości zaczynają spacerować wróżki, których obecność staje się dla kelnerki źródłem niepokoju.

Kłopoty nie omijają również bliskich telepatki. Zmiennokształtni mają problem z rządem, który chce ograniczyć im prawa. Nowy szef Erica – Victor - stanowi zagrożenie dla szeryfa i jego świty. Niespodziewanie w Bon Temps pojawiają się stwórca i niepoczytalny, wampirzy brat wikinga. Jak widać, kłopoty uwielbiają wędrować stadami.

W „Martwym w rodzinie” uderza przede wszystkim subtelna przemiana głównej bohaterki. To już nie jest ta sama kobieta, która wzdrygała się na myśl o zamordowaniu jakiejkolwiek istoty. Sookie nabrała twardości, zaczęła patrzeć na świat z pewną nutą cynizmu – nie ma już oporów przed stwierdzeniem, że czyjaś śmierć przyniosłaby korzyść Erickowi  i zapewniłaby jej bezpieczeństwo. Bohaterka już się nie wacha, kiedy musi podjąć brutalne środki by przeżyć. Sookie Stackouse pozostaje tą samą sympatyczną, uczynną bohaterką, jednak widać, że brutalne wydarzenia z poprzedniego tomu odcisnęły na niej piętno.

Dziesiąty tom przygód telepatki i otaczających ją istot nadnaturalnych zawiera w sobie wszystko to, co było obecne w poprzednich tomach – fajną akcję, tajemnicę i pewną ilość wątków romantyczno-erotycznych. Podczas lektury „Martwego w rodzinie” przyjemnie się zrelaksowałam.  
 

wtorek, 4 sierpnia 2015

"Gorzej niż martwy" Charlaine Harris

Seria: Sookie Stackhouse (tom 8)
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 432
Rok wydania: 2011

Nadprzyrodzona społeczność Bon Temps i Luizjany podnosi się po dwóch ciężkich katastrofach: naturalnej katastrofie wywołanej przez Huragan Katrina i spowodowanej przez człowieka eksplozji na szczycie wampirów w północnej części Rhodes. Stackhouse Sookie jest bezpieczna, tyle że oszołomiona i tęskni za normalnym życiem. Ale powrót do normalności jej nie grozi.
Zbyt wiele wampirów – kilkoro przyjaciół, kilkoro nieznajomych – ginie albo ulega zranieniu, a jej chłopak, tygrysołak Quinn zaginął. Pewnie, wiele rzeczy ulega zmianom, nie ważne czy wilkołakom i wampirom się to podoba. I Sookie, przyjaciel stada, połączona więzami krwi z szeryfem miejscowej społeczności wampirów, została wplątana w te zmiany. Musi stawić czoło niebezpieczeństwu, śmierci i nie pierwszy raz, zdradzie kogoś, kogo kocha. A kiedy zmiennokształtni przestaną się przemieniać, a zimna krew przestanie płynąć, świat Sookie zmieni się nieodwracalnie… 

Po dramatycznych wydarzeniach, do których doszło podczas wampirzego szczytu w Rhodes, część wampirów liże swoje rany i pomału dochodzi do zdrowia, inne są zaabsorbowane swoimi sprawami. Wydaję się, że telepatka z Bon Temps będzie miała wreszcie chwilę wytchnienia. O tym, że Sookie przyciąga kłopoty jak magnes wiedzą jednak wszyscy czytelnicy, którzy pokochali serię i sięgnęli po jej ósmy tom. Jeśli nie wampiry, to wilkołaki tudzież inne fantastyczne stworzenia wciąganą bohaterkę w samo środek swoich konfliktów.

W shrevporckim stadzie dochodzi do rozłamu. Wilkołak atakuje Sookie, ktoś bestialsko morduje partnerkę Alcide’a Herveaux, porwana zastaje żona obecnego przywódcy stada Patrika Furnana. Mężczyźni oskarżają się nawzajem o dokonanie zbrodni, szykuje się wojna domowa między poplecznikami Furnana, a przyjaciółmi syna byłego przywódcy. Zaślepieni mężczyźni są głusi na argumenty i zapewnienia  przeciwnika, że  nie ma on nic wspólnego z czynem, o który się go oskarża. Będąca przyjaciółką stada Sookie zostaje wciągnięta w sam środek konfliktu, dwudziestosiedmiolatka staje się mimowolną mediatorką pomiędzy dwoma zaślepionymi wilkołakami.

„Gorzej niż martwy” sposobem kreowania fabuły przypomina mi nieco piąty tom serii. Podobnie jak w powieści „Martwy ja zimny trup” mamy do czynienia z wieloma wątkami składającymi się na akcję. Brak jest przewodniego motywu, fabuła ma charakter patchworkowi. Konflikt wilkołaków to tylko jeden z poruszonych przez pisarkę tematów. Sookie odkrywa nowych krewnych, poznaje wiedźmę będącą mentorką swojej współlokatorki, interesuje się nią tajemniczy wampir, do miasteczka wraca wynajęta przez Peltów Tanya Grissom, brat przysparza jej samych kłopotów, a jej ukochany jakby zapadł się pod ziemię. W tym tomie bardzo wiele się dzieje, nie sposób się nudzić.

O minusach serii pisałam tyle razy, że tym razem podaruję sobie powtarzanie – zainteresowani mogą zajrzeć do recenzji poprzednich tomów. „Gorzej niż martwy” to przyjemne, relaksujące czytadło.
 

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Definitywnie Martwy" Charlaine Harris

Seria: Sookie Stackhouse (tom 6)
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011

Sookie nie posiada zbyt dużej rodziny, ze smutkiem więc przyjęła wiadomość o śmierci jednej z najbliższych krewnych. Dodatkowo, zaskoczyła ją nowina, że kuzynka Hadley, bliska faworyta wampirzej królowej z Nowego Orleanu, również stała się wampirzycą, toteż właściwie... już wcześniej w zasadzie nie żyła. Teraz jednak Hadley umarła śmiercią ostateczną i nieodwracalną, pozostawiwszy w spadku wszystkie swoje dobra właśnie Sookie. Sookie jedzie do wampirzej stolicy odebrać dziedzictwo i natychmiast naraża się na niebezpieczeństwo. Ktoś najwyraźniej nie chce, by zbyt dokładnie drążyła przeszłość kuzynki, a wśród otrzymanych rzeczy najprawdopodobniej znajduje się coś, czego wszyscy szukają. Sookie zatem znów jest w niebezpieczeństwie - tym razem zagrażają jej nie tylko wampiry, lecz także wilkołaki, które widocznie zapomniały, że dziewczynę mianowano przyjaciółką stada. Sookie musi walczyć o życie...

Po dość długiej - ponad rocznej - przerwie, wróciłam do lektury serii o nierozgarniętej na pierwszy rzut oka kelnerce Sookie Stackhouse. Powieści wchodzące w skład cyklu stworzonego przez Charlaine Harris to przede wszystkim lekkie czytadła, których poziom pozostawia czytelnikowi wiele do życzenia. Od kiedy przeczytałam pierwszy tom tej serii podkreślam, że pod względem literackim powieści o Sookie są słabe, ale mimo to zawierają w fabule tą tajemniczą iskierkę, która sprawia, że ja polubiłam ten cykl. Nawet jeśli panna Stackhouse pełniąca rolę narratorki niebotycznie mnie wkurza swoim zachowaniem, albo irytuje głupimi opisami wiązania kucyka, kupowania bielizny lub opalania się, to i tak w ostateczności daje się wciągnąć wykreowanej przez amerykańską pisarkę historii. 

„Definitywnie Martwy” to tytuł, który dość mocno mnie zaskoczył, bynajmniej nie z powodu jakiegoś fabularnego przełomu. Jak zwykle Sookie wpadnie w tarapaty spowodowane przebywaniem w pobliżu nadnaturalnych istot, i jak zwykle u jej boku stanie fantastyczny - we wszystkich możliwych znaczeniach tego słowa – facet. Tym, co zbiło mnie z tropu było pojawienie się nowych postaci i wątków, które nie zostały przedstawione w poprzednim tomie serii, a które wedle wypowiedzi bohaterki musiały mieć miejsce. Dopiero po przeczytaniu przypadkowego komentarza na jednym z portali literackich dowiedziałam się, że historia Hadley została przedstawiona w zbiorku opowiadań „Dotyk Martwych”. Lektura wstępu do zbioru opowiadań uświadomiła mi również, że pisarka stworzyła nowelki, których akcja rozgrywa się pomiędzy akcją konkretnych tomów cyklu. Mówi się trudno, przeczytałam „Definitywnie Martwego” bez znajomości króciutkiego prequela. Byłam zagubiona i lekko zdziwiona, ale nie przeszkadzało to w odbiorze książki, bohaterka streszcza bowiem najważniejsze wydarzenia, które rozegrały się w opowiadaniu „Krótka odpowiedź”.

Charlaine Harris po raz kolejny prowadzi akcję zgodnie ze znanym schematem. Na Sookie czekają kolejne niebezpieczne przygody i przystojni nadnaturalni. Co tym razem czeka na naszą telepatkę? Sookie ma udać się do Nowego Orleanu, gdzie czeka na nią spadek po zmarłej kuzynce, która była wampirem oraz faworytą wampirzej królowej Luizjany. Hadley zastała zamordowana, a komuś wyraźnie zależy, żeby Sookie nie odkryła tajemnic skrywanych przez kuzynkę. Sytuacja na dworze królowej, która wyszła właśnie za mąż jest napięta jak struna, a kiedy ta decyduje się wreszcie pęknąć, telepatka znajdzie się w samym centrum krwawej jatki.

Oczywiście nie tylko wampiry i ich konflikty absorbują naszą bohaterkę. Również wilkołaki mają coś przeciwko Sookie, czego dowodem są przeprowadzone na nią ataki. W życiu prywatnym kelnerki również dochodzi do różnych, uczuciowych zawirowań. Pojawia się nowy adorator, a Bill okazuje się skrywać bardzo nieprzyjemną tajemnicę.

Szósty tom serii o kelnerce z Południa dostarczył mi w większości pozytywnych wrażeń. Powieść „Definitywnie Martwy” okazała się przyjemną, rozrywkową lekturą. Na pewno w niedługim czasie sięgnę po kolejny tom przygód Sookie.  

wtorek, 28 sierpnia 2012

"Wilkołak" Jonathan Maberry

Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2010

Szczęśliwe życie Lawrence'a Talbota skończyło się tej nocy, kiedy umarła jego matka. Chłopak opuścił wiktoriański dwór, by szukać zapomnienia w dalekiej Ameryce. Po latach powraca w rodzinne strony i odkrywa, że okolicą rządzi strach. Krążą pogłoski o krwiożerczej bestii. Lecz Lawrence'a stokroć bardziej przeraża tajemnicza siła, która wzywa go do lasu przy pełni księżyca...


 Obserwując rozwój współczesnej literatury, a zwłaszcza tej spod znaku paranormal romance, można zauważyć kształtowanie się pewnej tendencji polegającej na uczłowieczaniu istot, które pierwotnie nie cechowała ani moralność, ani jakiekolwiek ludzkie odruchy – proces ten objął zwłaszcza dwie grupy nadprzyrodzonych istot, którymi są wampiry i wilkołaki. Pisarze z bestii, które nie powinny odczuwać nic poza pragnieniem krwi, uczynili romantycznych bohaterów, do których wzdychają nastoletnie dziewczęta. Pomimo, że popularność wampirów i wilkołaków stopniowo przemija, nadal często pojawiają się one w literaturze. Sama z dużą przyjemnością czytam powieści, w których występują wspominane potwory. Najbardziej cenię jednak te książki, w których wizerunek wampirów i wilkołaków nie odbiega zbytnio od dawno ustanowionej normy - jedną z takich powieści jest bez wątpienia „Wilkołak” autorstwa Jonathana Mabbery’ego.

Utwór napisany przez Mabbery’ego to pełnokrwisty - w dosłownym tego słowa znaczeniu – horror. Akcja powieści toczy się w roku 1981, w sennym, małym angielskim miasteczku Blackmoore. Lawrence Talbot, amerykański aktor udzielający gościnnych występów w londyńskim teatrze, pewnego dnia otrzymuje wiadomość od narzeczonej swojego brata. Kobieta informuje Lawrenca, że jego brat Ben zaginął i prosi go o pomoc w poszukiwaniach. Bohater niezwłocznie udaje się w podróż. Niestety młody Talbot przybywa za późno, na miejscu zastaje pogrążoną w żałobie Gwen Conliffe oraz swego oschłego ojca Johna Talbota. Brutalnie okaleczone ciało Bena znaleziono w pobliskim rowie. Część mieszkańców Blackmoore uważa, że za śmierć dziedzica Talbot Hall odpowiadają Cyganie, którzy rozbili obóz w pobliskim lesie. Niektórzy pamiętają jednak podobną tragedię, która rozegrała się w miasteczku dziewięć lat temu, wtedy zabójcą okazała się być diabelska bestia – wilkołak. Lawrence poprzysięga odnaleźć mordercę brata i pomścić jego śmierć. Podczas kolejnej pełni księżyca dochodzi do krwawej rzezi. Sprawą zaczyna interesować się Scotland Yard, podejrzenia padają na głównego bohatera, któremu jako jedynemu udało się uniknąć śmierci.

Powieść Jonathana Maberry’ego stanowi adaptację filmu nakręconego w 2010 roku przez Joe Johnstona, „Wilkołak” z roku 2010 jest natomiast remakiem obrazu z roku 1941, nakręconego przez Georga Waggnera. W wypadku tej książki trudno mówić więc o oryginalności, niemniej jednak to właśnie papierowa wersja historii o Lawrensie Talbocie trafiła w mój gust. Wszystkie wątki i wydarzenia, które pojawiają się w filmie, znajdują swoje odzwierciedlenie w książce, jednak w tym przypadku opis wygrywa z obrazem. Z powieści dowiemy się o wiele więcej niż z filmu – poznamy myśli i uczucia bohaterów, również wszelkie opisy makabrycznych wydarzeń oddziałują niezwykle mocno na wyobraźnię czytelnika. Sceny ociekające hektolitrami krwi uczyniłyby z filmu horror klasy B, obecność tych samych scen w powieści buduje grozę oraz podsyca strach i niepokój czytelnika.

„Wilkołak” jest interesującym utworem, w którym twórcy(zarówno scenarzyści obu wersji filmowych, jak i pisarz) przypomnieli jak wyglądały dawne, przerażające wilkołaki znane z pradawnych podań i legend. Zarówno powieść jak i film, który obejrzałam po lekturze książki, wywarły na mnie pozytywne wrażenie.

piątek, 30 września 2011

"Całując grzech" Keri Arthur

Tytuł: Całując grzech
Autor: Keri Arthur
Cykl: Zew nocy (tom 2)
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 432
Rok wydania: 2011

Kiedy Riley budzi się naga i cała we krwi w nieznanym miejscu, jedyne co wie, to że musi uciekać. Nie pamięta ostatniego tygodnia, nie ma pojęcia gdzie jest i co się z nią działo, ani najważniejsze...kto jej to zrobił. Aby przeżyć uwalnia przetrzymywanego w laboratorium Kade'a - który, o zgrozo!, jest jednym z najseksowniejszych zmiennokształtnym jakiego widziała.

Po raz drugi, wbrew sobie, zostaje wplątana w niebezpieczne śledztwo Departamentu Innych Ras, ponieważ w jej żyłach płynie sekret, dzięki któremu Riley jest wyjątkowo cenna ...Otoczona przez zaborczych i zazdrosnych kochanków z których każdy ma wobec niej jakieś zamiary, nie w każdym jednak przypadku miłosne oraz wrogów, których ciężko odróżnić od przyjaciół, Riley wie, że nie uniknie kłopotów.

„Całując grzech” to druga część liczącej dziewięć tomów serii „Zew nocy”. Po niezbyt zachęcającym okrojonym rodzimym wydaniu części pierwszej do lektury drugiego tomu serii o przygodach Riley Jenson podchodziłam z daleko idącą ostrożnością, która okazała się jednak całkowicie niepotrzebna. Tom drugi okazał się bowiem zawierać wszystko to, co powinien i co znajdowało się w oryginale. Co prawda wystąpiły drobne okrojenia zamykające się w obrębie jednego zdania, którego brak w żaden sposób nie wpływał na odbiór książki, w przeciwieństwie do tomu pierwszego, gdzie usunięte został całe  akapity, dialogi, a nawet „usunięta” została postać pewnej bohaterki.

Drugi tom serii „Zew nocy” rozpoczyna się niezwykle spektakularnie od razu przykuwając uwagę czytelnika. Riley budzi się naga, pokryta krwią w nieznanym sobie miejscu w dodatku nie pamiętając ostatnich ośmiu dni. Obok niej leżą zwłoki mężczyzny, którego najprawdopodobniej zabiła. Bohaterka nie ma czasu zastanowić się co się wydarzyło, co doprowadziło ją do miejsca, w którym się znajduje bowiem nawiedza ją niejasne przeczucie, że ktoś na nią poluje. Z mroku nocy wynurzają się nieznane jej potwory przypominające niedźwiedzie. Kobieta niemal cudem ratuje swoje życie, jednak jeśli chce je zachować musi jak najszybciej uciec z tajemniczego miejsca przypominającego bazę wojskową. W ucieczce pomaga jej koniokształtny Kade, który razem z podobnymi sobie więziony był w stajniach na terenie bazy.

Natura Riley nie pozwala przejść jej nad zaistniałymi wydarzeniami do porządku dziennego. Łączniczka w Departamencie Innych Ras ponownie podejmie się wykonania zadania, do którego nie została przeszkolona, a którego rozwiązanie stawia sobie za punkt honoru. Nikt nie będzie bezkarnie wykorzystywał Riley Jenson!

Akcja książki „Całując grzech” jest niezwykle wartka. Autorka rewelacyjnie budowała napięcie i ciągle je podtrzymywała. Widowiskowe, niezwykle plastycznie opisane sceny walki sprawiały, że momentami wstrzymywałam dech gorączkowo czytając kolejne strony, byle dalej, byle dowiedzieć się jak to się skończy.

Nie tylko widowiskowe sceny walki są atutem powieści. Pisarka równie wielką uwagę przyłożyła do tworzenia wątków romansowych. Bohaterka będzie musiała zmierzyć się ze „starymi” kochankami: zaborczym Quinem i wykorzystującym ją Mishą. Los postawi na jej drodze także czułego Kade’a i alfę Kellena, który być może odegra ważna rolę w jej przyszłości. Temperatura w drugim tomie „Zewu nocy” ciągle wzrasta i „Całując grzech” to nadal książka, która moim zdaniem jest przeznaczona głównie dla czytelnika dorosłego.

Pomimo, że ogólna koncepcja wokół której zbudowana jest akcja powieści nie należy do moich ulubionych (spiski, sekretne laboratoria zajmujące się klonowaniem i stojące za nimi tajemnicze instytucje raczej mnie odpychają, niż zachęcają do sięgnięcia po daną książkę),  powieść Keri Arthur okazała się na tyle pasjonująca, że z niecierpliwością oczekuję pojawienia się kolejnego  tomu serii „Zew nocy”. Mam też nadzieję, że wydawnictwo nie wywinie kolejnego numeru z „okrojeniami”, bo „zaufanie łatwo stracić, trudniej odzyskać”, a po publikacji drugiego tomu niewątpliwie część mojego zaufania odzyskało.



Książka  przekazana do recenzji przez portal nakanapie.pl. Serdecznie dziękuję :-) 

niedziela, 11 września 2011

"Wschodzący księżyc" Keri Arthur

Cykl: Zew nocy (tom 1)
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 440
Rok wydania: 2011

Riley Jenson, na co dzień zatrudniona w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne, skrywa niezwykłą tajemnicę. Jest rzadko spotykanym połączeniem wilkołaka i wampira, ale jej wilcza natura dominuje. Nie chce być Strażnikiem, jak jej brat bliźniak, Rhoan, który musi zabijać, aby ochraniać ludzi. Jednak nie zawsze okoliczności sprzyjają naszym planom, czasem życie decyduje za nas... Zbliża się pełnia, która wilczą część Riley bierze w posiadanie i doprowadza do burzy zmysłów. Gdy Rhoan znika w trakcie misji, a tajemniczy, nagi i niezmiernie pociągający wampir staje na progu jej mieszkania, Riley wie, że zbliżają się kłopoty. Aby odszukać brata, angażuje się w sprawę tajemniczej śmierci Strażników Departamentu. Jakby tego było mało, pojawia się niebezpieczny szaleniec ogarnięty obsesyjną myślą stworzenia doskonałej istoty powstałej z połączenia kilku genów nieludzi...

"Wschodzący księżyc" jest pierwszą z serii dziewięciu książek o Riley Janson. Daj porwać się księżycowej gorączce i wejdź do świata, gdzie wilcza namiętność budzi do życia nawet nieumarłych...

Literatura spod znaku Paranormal bije rekordy popularności a autorzy prześcigają się by ich powieści wybijały się na tle innych pozycji tego gatunku. Niewątpliwie „Wschodzący księżyc” ma w sobie to coś, co wyróżnia ten tytuł z grona innych powieści obecnie zalewających nasz rynek wydawniczy. Niestety wydawnictwo, czy też tłumaczka, dopuściło się czegoś, co zaliczam do „grzechów kardynalnych” i czego absolutnie nie toleruję, a co znacząco wpłynęło na moją ostateczną opinię o książce i zaowocowało tym, że straciłam zaufanie do wydawnictwa.   

Już na samym początku „Wschodzącego księżyca” z winy tłumacza, czy też z powodu polityki wydawnictwa, czytelnik napotyka okrojenie tłumaczenia - tym samym zostaje pozbawiony podstawowej i bardzo ważnej informacji o pewnym elemencie świata przedstawionego.

Problem tkwi na stronie 7 i wiąże się z fragmentem zdania: „[…] często znikał, wykonując misję o których nawet nie mógł pisnąć słówka”. Po porównaniu tłumaczenia z oryginałem na jaw wychodzi, że z książki została usunięta niezwykle istotna informacja. W zacytowanym miejscu powinien znaleźć się opis czym jest „Departament ds. innych ras”: „Pracował dla Departamentu ds. innych ras – który był oddziałem rządowym, czymś pomiędzy wojskiem a policją. Większość ludzi myślała, że departament był jednostką policyjną specjalizującą się w chwytaniu przestępców nie będących ludźmi i ,pod wieloma względami, mieli rację. Ale departament zarówno w Australii jak i w innych krajach zajmował się także badaniami nad wszystkimi aspektami związanymi z innymi rasami, a jego strażnicy mieli  prawo pełnić rolę sędziów, przysięgłych i katów” (tłumaczenie moje).

Nie porównywałam reszty książki z oryginałem, ale opuszczenie tak znaczącej informacji, która na pewno pozwoliłaby czytelnikowi lepiej zrozumieć świat przedstawiony w książce budzi podejrzenie, że opuszczone mogło zostać o wiele więcej. Czuję się jakbym dostała wybrakowany towar. W książce rzeczywiście brakowało mi wyjaśnienia czym jest Departament - w związku z tym czułam zagubienie a moja ciekawość pozostała niezaspokojona. Takie pomijanie podstawowych treści budzi w czytelniku pytanie: „Co jeszcze zostało usunięte?”

Powieść odznacza się niebanalną acz trącącą kiczem fabułą. Rile Janson pół- wilkołak, pół- wampir (z przewagą tego pierwszego). Pracuje jako łącznik w Departamencie Innych Ras. Jako wilkołak kobieta, gdy tylko zbliż się pełnia ulega swym zwierzęcym instynktom, które każą jej oddawać się niepohamowanej namiętności. W społeczności wilkołaków przyjęte jest posiadanie wielu partnerów, nie obce są spotkania z nieznajomymi. Większość powieści stanowią opisy kolejnych spotkań Riley z kochankami. Odniosłam wrażenie, że akcja stanowiła tylko tło dla opisów schadzek trawionych księżycową gorączką wilkołaków.

 „Wschodzący księżyc” to zdecydowanie powieść dla dorosłych, w której dominuje gorąca zmysłowość i zwierzęca potrzeba spełnienia. I to właśnie ta zmysłowość i dzikość przyciąga do powieści.

Dopóki nie miałam świadomości, że powieść została w jakiś sposób okrojona, książka wydawała mi się ciekawa, zwłaszcza, że łamała obecną tendencją do „uczłowieczania” wszelkich nieludzkich istot. Wilkołaki, w wydaniu Keri Arthur, ulegają swym zwierzęcym instynktom a wampiry to aroganckie, unikające kąpieli maszyny do zabijania. Gdybym nie poczuła podczas lektury, że czegoś mi brakuje nigdy nie porównałabym tłumaczenia z oryginałem i może byłabym szczęśliwsza: „Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”.

Seria „Zew nocy” dostanie ode mnie drugą szansę, a właściwie drugą szansę dostanie ode mnie Wydawnictwo i tłumaczka. Niebawem powinien dotrzeć do mnie drugi tom cyklu „Całując grzech” i wtedy okaże się czy zaufanie zostanie odbudowane i czy jeszcze kiedykolwiek sięgnę po książki Instytutu Wydawniczego Erica.