Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah Jio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah Jio. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 maja 2016

"Dom na plaży" Sarah Jio

Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2014

Nigdy nie ignoruj tego, co dyktuje ci serce.
Nawet jeśli podążanie za jego głosem będzie bardzo trudne. W życiu Anne wszystko było zaplanowane. Wystawne przyjęcia, ślub z mężczyzną, którego zna od wielu lat, kariera idealnej pani domu.

 
Wszystkie te plany niszczy jedna decyzja, podjęta pod wpływem impulsu. Anne chce poznać smak prawdziwego życia, z dala od rodzinnego domu. Dlatego zgłasza się do oddziału pielęgniarek stacjonujących na Bora-Bora. Tam, wśród pięknie kwitnących krzewów hibiskusa i bezkresu turkusowego oceanu narodzi się przyjaźń między nią a tajemniczym żołnierzem Westrym. 


„Dom na plaży” autorstwa Sarah Jio to piękna, momentami smutna opowieść o miłości i przyjaźni, które kwitną niczym delikatne i nietrwałe kwiaty hibiskusa na rajskiej wyspie Bora-Bora. Pisarka stworzyła naprawdę wzruszającą historię. Niby to zwykły romans, któremu mogłabym zarzucić trącenie banałem, a jednak opowieść ma w sobie coś wyjątkowego, co sprawiło, że lektura wzbudzała we mnie jedynie pozytywne emocje.

Anne to stateczna staruszka - wdowa, matka, babka należąca do śmietanki towarzyskiej Seattle. Kobieta wiedzie spokojne, ustabilizowane życie, w które niespodziewanie wdziera się przeszłoś. Do głównej bohaterki dociera list, w którym nadawca prosi Anne o pomoc w rozwikłaniu tajemniczego morderstwa, do którego doszło na Bora-Bora, kiedy kobieta stacjonowała tam jako pielęgniarka. W staruszce odżywają wspomnienia najpiękniejszych i najbardziej dramatycznych chwil życia. Anne postanawia spłacić dług z przeszłości. W asyście wnuczki wraca na rajską wyspę, by zmierzyć się ze słodko-gorzkimi, bolesnymi wspomnieniami o wydarzeniach, które na zawsze zmieniły bieg jej życia.

Powieść Sarah Jio to piękny, nastrojowy romans, którego akcja  rozgrywa się głównie w latach 40. XX wieku. Mamy w tej powieści wzruszającą historię miłosną, sekrety, dramaty i zbrodnie. Piękno rajskiej wyspy kontrastuje z krwawymi obrazami wojny. Atmosfera sielanki jest zaburzona przez poczucie ciągłego oczekiwania na najgorsze. Radość i namiętność mieszają się z wątpliwościami i wyrzutami sumienia. Kradzione chwile szczęścia są słodkie, ale później przychodzi czas bolesnych rozliczeń. Czy szalone uczucie, które rozkwitło w czasach wojny ma szansę przetrwać? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie, sięgając po książkę.

Polecam miłośnikom wzruszających, słodko-gorzkich romantycznych historii.
 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Marcowe fiołki" Sarah Jio

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2012

Dziesięć lat temu Emily miała wszystko. Dziś jej kariera leży w gruzach, a ukochany mąż zabiera z ich mieszkania ostatni karton i odchodzi do innej kobiety. Załamana Emily wyjeżdża na wyspę, na której jako dziecko spędzała beztroskie wakacje. Tu będzie mogła odpocząć, wyleczyć rany.
Ale wymarzony spokój nie trwa długo. Kim jest Jack, tajemniczy artysta, od którego ciotka każe jej się trzymać z daleka? I czemu historia z odnalezionego pamiętnika tak bardzo przypomina Emily jej własne życie?


Po literaturę kobiecą sięgam często i chętnie, wszakże jestem kobietą i lubię czytać dobre powieści, w których zostają poruszone wątki bliskie sercu każdej pani. Po „Marcowe fiołki” sięgnęłam, ponieważ miałam już styczność z prozą Sarah Jio („Jeżynowa zima” subtelnie i delikatnie wkradła się do mego serca dostarczając mi całą moc wzruszeń),  miałam nadzieję, że kolejne spotkanie z prozą pisarki będzie równie udane.  Niestety nie udało się.

Autorka w „Marcowych fiołkach” wykorzystuje znane i opatrzone motywy i schematy. Główna bohaterka właśnie się rozwiodła. Emily jest rozbita, więc postanawia odwiedzić swoją ciocię. Na miejscu czekają na nią dwaj przystojni mężczyźni - tylko czekający, by zbliżyć się do porzuconej kobiety – oraz stara tajemnica rodzinna, której rozwiązanie spocznie na barkach bohaterki. Fabuła powieści niczym mnie nie zaskoczyła i nie udało mi się zaangażować w snutą przez pisarkę historię.

„Marcowe fiołki” nie są złą powieścią, jednak ja odebrałam tę książkę jako pozycję przeciętną. Po przeczytaniu całego mnóstwa bardzo pozytywnych recenzji, oczekiwałam zdecydowanie czegoś więcej niż kolejnej powieści opartej na oklepanym pomyśle.  
 

poniedziałek, 25 lutego 2013

"Jeżynowa zima" Sarah Jio

Wydawnictwa: Znak
Liczba stron: 352
Rok wydania: 2012

Kiedy niespodziewany nawrót zimy paraliżuje miasto, Claire ma wrażenie, że pogoda doskonale odzwierciedla chłód panujący w jej sercu. Przeżyła tragiczny wypadek, po którym nie może się podnieść. Dopiero dziennikarskie śledztwo w sprawie zaginionego przed laty chłopca pozwala jej zapomnieć o nieszczęściu.

W miarę jak kolejne tropy odkrywają przed nią historię uprowadzonego chłopczyka i poszukującej go pełnej nadziei matki, Claire powoli uczy się żyć na nowo. A to jeszcze nie wszystko: ślady zaginionego Daniela zaczynają w zagadkowy sposób splatać się z losami jej własnej rodziny...

Jeżynowa zima to wyjątkowa historia o miłości, rozpaczy i nadziei.

Skończywszy czytać „Jeżynową zimę” odczułam ogromne wzruszenie. Historia napisana przez Sarah Jio jest smutną opowieścią, wzbudzającą we mnie uczucie nostalgii. Nie mogę powiedzieć, że „Jeżynowa zima” to utwór wypełniony spektakularnie opisanymi scenami tragedii, w książce nie ma nic z taniej sensacji. Autorka snuje swą opowieść spokojnie, bez pośpiechu. Czytając nie odczuwałam przymusu natychmiastowego poznania finału historii - co nie znaczy, że opowieść była nudna. Przewracając ostatnią stronę powieści odczułam dziwną pustkę.

Jeżynowa zima łączy przeszłość i teraźniejszość. Seattle, 1 maja 1933 roku, czasy wielkiego kryzysu, Vera Ray zostawia swojego trzyletniego syna Daniela samego w mieszkaniu. Kobieta nie chce opuszczać dziecka, nie ma go z kim zostawić, wie jednak, że nie może pozwolić sobie na utratę pracy, dzięki której ona i syn mogą przetrwać. W nocy spada śnieg, nadchodzi jeżynowa zima(termin używany w przeszłości przez meteorologów na określenie niespodziewanego, przejściowego, silnego spadku temperatur w typowo ciepłych miesiącach). Kiedy Vera wraca do domu rankiem 2 maja, z przerażeniem odkrywa, że jej syn zniknął…

Seattle 2 maja 2010 roku Claire Aldridge budzi się odczuwając fantomowy ból, wspomnienie po wypadku, który wydarzył się równo rok temu. Mimo upływu czasu, bohaterka ciągle nie doszła do siebie – czytelnik, jeszcze przez jakiś czas nie będzie wiedział co ją spotkało. Claire z zaskoczeniem zauważa, że w nocy spadł śnieg. Do kobiety dzwoni jej wydawca – bohaterka jest dziennikarką – i zleca jej napisanie artykułu o jeżynowej zimie. Claire nie bardzo wie, jak ma ugryźć zlecenie. Jej przyjaciółka, która pracuje w tej samej redakcji, przynosi wycinki prasowe z roku 1933. Claire wygrzebuje informację o zaginięciu Daniela, od tego momentu odkrycie tego, co stało się z chłopcem staje się dla reporterki priorytetem. Historie Very i Claire przeplatają się. Czytelnik będzie śledził losy obu kobiet oraz odkrywał ich tajemnice, pragnienia i obawy.

„Jeżynowa zima” to niesamowita książka. Powieść jest niepozorna, wydawało mi się, że czytałam ją bez większego emocjonalnego zaangażowania, a jednak pomyliłam się. Obie główne bohaterki i ich historie wgryzały się we mnie, drążyły korytarze, z których obecności zdałam sobie sprawę dopiero po przewróceniu ostatniej strony. Bardzo polubiłam obie bohaterki i niezmiernie im współczułam. Ich losy głęboko mnie przejęły.

Zarówno Vera, jaki i Claire muszą poradzić sobie ze swoimi problemami. Panna Ray traci dziecko, a wraz z nim całą radość życia. Autorka w przejmujący sposób ukazała ból matki, która jest gotowa na wszelkie poświęcenie by odnaleźć ukochanego synka. Również Claire ma swoje problemy, wypadek i jego konsekwencje sprawiają, że małżeństwo kobiety przechodzi kryzys. Bohaterka kocha męża, ale nie potrafi się już z nim komunikować. Na horyzoncie pojawia się miły facet, który wydaje się doskonale rozumieć bohaterkę. Czyżby pisarka zdecydowała przeprowadzić skręt w kierunku  romansu?  Choć mam ogromną ochotę rozwodzić się nad wszystkimi istotnymi szczegółami fabuły, które sprawiły, że polubiłam tę pozycję, najlepiej będzie jeśli w tym momencie zamilknę. Nie chcę popsuć czytelnikom przyjemności samodzielnego poznawania historii Very i Claire.

Króciutko i zwięźle podsumowując: „Jeżynowa zima” to piękna i przejmująca powieść, która bardzo mnie wzruszyła i sprawiła, że po jej odłożeniu jeszcze długo nie mogłam znaleźć sobie miejsca.


A oto nostalgiczna piosenka, która stała się inspiracją dla autorki powieści: