niedziela, 12 sierpnia 2018

"Everlife. Wieczne życie" Gena Showalter

Seria: Everlife (tom 3)
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Liczba stron: 464
Rok wydania: 2018

W tym świecie umierasz po to, by zyskać nieśmiertelność
Siedemnastoletnia Ten Lockwood wybrała po śmierci życie w świecie rządzonym przez Trojkę – samozwańczych strażników sprawiedliwości i równości. Jej ugrupowanie od lat toczy wojnę z Miriadą, mroczną krainą, w której emocje zawsze biorą górę nad logiką. Kiedy Ten poznaje Killiana, stronnika Miriady, powinna potraktować go jak wroga, odczuć pielęgnowaną od pokoleń nienawiść. Jednak miłość okazuje się silniejsza. Młodzi postanawiają połączyć siły, położyć kres wojnie i zjednoczyć obie krainy. Czeka ich droga pełna mroku i bólu, ale wiara, że odnajdą radość i światło, dodaje im sił.

Ostatnia część trylogii bestsellerowej autorki powieści dla młodzieży.



„Everlife. Wieczne życie” jest długo wyczekiwaną przeze mnie, ostatnią częścią trylogii fantasy autorstwa Geny Showalter. Seria opisująca przygody siedemnastoletniej Ten Lockwood – buntowniczki, która nosi w sobie moc mogącą wpłynąć na losy toczącej się w świecie Drugiego Życia wojny między miłującą światło Trojką i pogrążoną w mroku Miriadą – zafascynowała mnie od pierwszego tomu. Amerykańska pisarka wykreowała interesujący świat przedstawiony, w którym śmierć na Ziemi nie wiąże się z poczuciem niepewności i strachem, stanowi natomiast moment przejścia do jednej z dwóch krain, w których dusza kontynuuje swe istnienie. Ciekawym rozwiązaniem fabularnym było to, że to nie czyny decydują o tym, dokąd trafi duch po śmierci, a zawarty za życia człowieka kontrakt z jednym z dwóch ugrupowań. O ile w pierwszym tomie czytelnik mógł mieć wątpliwości co do charakteru Trojki i Miriady, to drugi i trzeci dość jednoznacznie dzielą te światy na dobry i zły, choć w obrębie każdego znajdą się oczywiście jednostki, których zachowanie wybiega poza normy. W końcu nic nie jest od końca tylko białe lub czarne – a już zwłaszcza, jeśli bierzemy pod uwagę ludzki charakter.

Główny wątek serii koncentruje się na toczonym od stuleci konflikcie pomiędzy Trojką i Miriadą, w którym stawką są ludzkie dusze. Ważny jest również wątek romantyczny, który napędza całą akcję. Fabuła trzeciego tomu rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach, do których doszło w finale „Lifeblood. Krwi życia”. Trojka znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji po kolejnym z ataków Miriady. Dalsze losy krainy spoczywają w rękach głównej bohaterki, której Król Gołębi daje niezwykły przywilej wybrania do wskrzeszenia jednego z poległych duchów. Wszyscy liczą na to, że dziewczyna wskaże silnego Generała, który poprowadzi ich do boju, Ten ma jednak całkiem inny plan. Zakochana nastolatka daje porwać się emocjom i podejmuje decyzje, które mogą doprowadzić do upadku Trojki, a ją samą wpędzić w szpony szaleństwa. Czy Ten uda się doprowadzić do zawarcia trwałego pokoju między krainami nim ulegnie narastającym w jej duszy cieniom? By poznać odpowiedź na to pytanie, zachęcam do lektury finałowego tomu trylogii „Everlife”.

„Everlife. Wieczne życie” okazało się ciekawym zakończeniem serii, w którym bardzo wyraźnie widać biblijno-chrześcijańskie inspiracje autorki – mam wrażenie, że szczególnie w tej części zostały one wyeksponowane. Pojawia się w powieści wiele elementów inspirowanych biblijnymi historiami, da się wyłapać wiele odwołań zwłaszcza do postaci Jezusa i głoszonych przez niego nauk.  Bardzo podoba mi się fakt, że Showalter bardzo subtelnie wplotła wątki biblijne w fabułę swego utworu, nie epatowała nimi, nie wykorzystywała ich do natrętnego moralizowania, co mogłoby odpychać czytelników. Naprawdę doceniam pomysłowość pisarki i sposób wykorzystania motywów religijnych w powieści fantastycznej skierowanej do nastolatków. „Everlife. Wieczne życie” okazało się nie tylko bardzo dobrym, młodzieżowym czytadłem, ale również  wypełnioną symboliką opowieścią o sile miłości, poświęceniu, wybaczaniu i miłosierdziu.

Podsumowując, trzeci tom serii „Everlife” to powieść fantastyczna z dominującym wątkiem romantycznym, który napędza całą fabułę i ma ogromny wpływ na decyzje oraz zachowanie głównych bohaterów. Pod względem budowy to raczej typowy romans paranormalny skierowany przede wszystkim do starszych nastolatków, w którym pojawiają się charakterystyczne dla tego gatunku motywy. Pisarka tworząc serię – a zwłaszcza ostatni tom – mocno inspirowała się wątkami biblijnymi, które bardzo fajnie zostały wplecione w fabułę. Cała seria przypadła mi do gustu. Choć już dawno nie jestem nastolatką, lektura poszczególnych tomów dostarczyła mi niemałej przyjemności.  



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska

 

wtorek, 7 sierpnia 2018

Gorąca zapowiedź - "Runa" Vera Buck

Drogie mole książkowe, jeśli gustujecie w powieściach historycznych, kochacie wątki medyczne oraz psychologiczne, poszukujecie intrygujących fabuł, zaznaczcie w swoich kalendarzach datę 3 września! To właśnie w tym dniu premierę będzie miała powieść "Runa" autorstwa Very Buck. Opis książki zapowiada szalenie interesującą lekturę. Dla mnie ten tytuł to absolutny MUST HAVE.

Podrzucam Wam trailer z zapowiedzią ;)

czwartek, 2 sierpnia 2018

"Siostra perły" Lucinda Riley

Seria: Siedem sióstr (tom 4)
Liczba stron: 576
Rok wydania: 2018


Sześć sióstr. Choć urodziły się na różnych kontynentach, wychowały się w bajecznej posiadłości na prywatnym
półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec, nazywany przez nie Pa Saltem, nadał im imiona
mitycznych Plejad. Każda ułożyła sobie życie po swojemu i rzadko mają okazję spotkać się wszystkie razem. Do domu ściąga je niespodziewana śmierć ojca, który zostawił każdej list i wskazówki mogące im pomóc w odkryciu własnych korzeni. I w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie, co się stało z siódmą siostrą.

CECE D’APLIÈSE NIGDY NIGDZIE NIE PASOWAŁA…
Po śmierci ojca znalazła się na życiowym zakręcie. Postanawia opuścić Anglię, by podążyć za wskazówkami pozostawionymi jej przez Pa Salta i znaleźć swoje korzenie. Jedyne, co ma, to czarno-białe zdjęcie i nazwisko
pionierki, która ponad sto lat wcześniej walczyła o przetrwanie w niegościnnej Australii.

Rok 1906. Kitty McBride, córka duchownego z Edynburga, otrzymała szansę podróży do Australii jako towarzyszka zamożnej pani McCrombie. Na nowym kontynencie poznaje braci bliźniaków  – porywczego
Drummonda i ambitnego Andrew – spadkobierców fortuny, której ich rodzina dorobiła się na poławianiu i handlu perłami. I musi wybierać między głosem serca i rozsądkiem.

Kiedy CeCe dociera do Australii, zaczyna wierzyć, że ten dziki kontynent może zaoferować jej coś, o czym nigdy nie śmiała marzyć: poczucie przynależności i prawdziwy dom.


„Siostra perły” to już czwarty tom serii „Siedem sióstr” autorstwa Lucindy Riley, która przedstawia historię poszukiwania swoich korzeni przez sześć kobiet adoptowanych w dzieciństwie przez tajemniczego milionera Pa Salta. Po śmierci mężczyzny każda z tytułowych sióstr otrzymuje zestaw wskazówek i współrzędne geograficzne miejsca, w którym przyszła na świat. W każdym kolejnym tomie nosząca imię jednej z gwiazd tworzących Plejady bohaterka podąża za pozostawionymi jej tropami, by odnaleźć swą biologiczną rodzinę i odkryć fascynujące fakty dotyczące jej przeszłości.

Czwarty tom opowiada historię CeCe (Celaeno) D’Aplièse – siostry, która w poprzednich częściach dała poznać się jako postać niezwykle zaborcza, przytłaczająca, a momentami nawet samolubna. W tym tomie poznajemy całkiem inne oblicze bohaterki. CeCe okazuje się niepewną siebie dyslektyczną, malarką o niskiej samoocenie, która czyje się niezwykle samotna i zagubiona, kiedy ukochana siostra zostawia ją i zaczyna budować własne życie. Zraniona i osamotniona CeCe ucieka z Londynu. Pakuje plecak i podobnie jak reszta jej sióstr wyrusza w podróż, by odnaleźć swą biologiczną rodzinę. Podczas wędrówki bohaterka spotyka dwoje ludzi, którzy odegrają niebagatelny wpływ na jej życie - będą stanowili wsparcie w trudnych chwilach oraz pomogą jej dotrzeć do informacji o niezwykłych przodkach.

„Siostra perły” podobnie jak pozostałe tomy nie opisuje tylko historii jednej z sióstr, koncentruje się również na opowieści o jej pochodzeniu. Na fabułę książki składają się dwa przeplatające się wątki - historia CeCe i historia Kitty McBride, osiemnastoletniej Szkotki, która w roku 1908 dotarła do Australii, gdzie założyła rodzinę i stała się filarem społeczności osadników. Część koncentrująca się na postaci Kitty to fascynująca historia o imigrantach, którzy w Australii widzieli młody kraj pełen możliwości. Lucinda Riley nie patrzy jednak na kontynent przez różowe okulary i pisze w swej powieści również o tej mniej atrakcyjnej stronie kolonizowania Australii – o konflikcie i uprzedzeniach w stosunku do Aborygenów, o niezrozumieniu ich kultury, wykorzystywaniu przez białego człowieka. Wątek historyczny był diablo interesujący.

„Siostra perły” bardzo mnie zaskoczyła, ponieważ nie spodziewałam się, że opowieść o jednej z mniej lubianych przeze mnie sióstr odbiorę tak pozytywnie. Ten tom sprawił, że całkiem inaczej spojrzałam na postać CeCe. Historia bohaterki okazała się ogromnie ciekawa i nie mogłam się od niej oderwać. W tym tomie Lucinda Riley po raz pierwszy w serii wplotła subtelne wątki LGBT dotyczące głównej bohaterki, co również liczę na plus, gdyż autorka wzmacnia pozytywny wydźwięk serii, która w wymiarze uniwersalnym mówi o miłości i równości między ludźmi bez względu na kolor skóry, pochodzenie czy orientację seksualną.

Lucinda Riley pisze magiczne historie, które łączą w sobie wątki obyczajowe, romantyczne, historyczne i psychologiczne. Z tomu na tom seria jest coraz lepsza i już nie mogę się doczekać, kiedy w moje ręce trafi „Siostra księżyca” (trochę może to potrwać, gdyż zagraniczne wydanie książki jest zapowiedziane dopiero na 1 listopada). Tymczasem wszystkim czytelnikom gorąco polecam lekturę cyklu „Siedem sióstr”.

Jeśli nie chcecie czytać całej serii, a zainteresowała Was „Siostra perły” spokojnie możecie sięgnąć tylko po ten tom, gdyż autorka pisze w taki sposób, żeby każda kolejna część mogła pełnić rolę samodzielnej, zamkniętej całości. Niemniej jednak zachęcam do lektury wszystkich części, gdyż w fabule każdej z nich pojawia się ukryty wątek, którego rozwiązanie znajdziemy w ostatnim tomie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros

Seria "Siedem sióstr":

1. Siedem sióstr
2. Siostra burzy 
3. Siostra cienia
4. Siostra perły
 

wtorek, 31 lipca 2018

"Post Scriptum" Milena Wójtowicz

Wydawnictwo Jaguar
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2018


Piotr Strzelecki, psycholog, coach i doradca post mortem wraz z Sabiną Piechotą, specjalistką ds. BHP prowadzi firmę PS Consulting, której docelowymi klientami są osoby nienormatywne: wampiry, wiły, wilkołaki, obłoczniki. Piotr i Sabina też są nie do końca ludźmi... i radzą sobie z tym każde na swój sposób. Ona nadmiernym spożyciem wyrobów cukierniczych, on medytacją i wdychaniem lawendy.

Przypadkiem oboje zostają wplątani w intrygę kryminalną: ktoś nastaje na życie (lub też egzystencję duchową) brzeskich nienormatywnych.  Mimo oporów ze strony Sabiny, z inicjatywy Piotra podejmują śledztwo - a raczej próbują je podjąć. Świadomi własnego braku kompetencji w pracy detektywistycznej, szukają pomocy u opolskiego policjanta, który raz w miesiącu zwykł wyć do księżyca. Tymczasem tajemniczy morderca sięga po osikowy kołek... i sprawy przybierają bardzo niekorzystny obrót dla pary detektywów-amatorów.



Milena Wójtowicz to jedna z moich ulubionych pisarek tworzących urban fantasy. Bardzo się ucieszyłam, kiedy dotarła do mnie informacja, że po kilkuletniej przerwie wróciła ona do pisarstwa, co więcej wydała nową powieść noszącą tytuł „Post Scriptum”, a w sprzedaży ukazało się również wznowienie pierwszego tomu jej serii fantasy „Wrota”, której przed laty nie udało mi się zdobyć. Nie musiałam nawet zapoznawać się z opisem najnowszej publikacji Wojtowicz, rzuciłam się na „Post Scriptum” niczym wygłodniały pelikan na rybę z wiarą, że autorka stworzyła tytuł na miarę „Podatku” lub „Załatwiaczki”. Czy Wojtowicz sprostała moim wymaganiom? Odpowiedź jest prosta – TAK.

„Post Scriptum” to piekielnie zabawne, genialne urban fantasy, w którym Wójtowicz połączyła współczesną rzeczywistość, popkulturę i wątki słowiańskie. Autorka miała świetny pomysł na fabułę,  wykreowała naprawdę fajnych i niebanalnych głównych bohaterów, a akcję podlała sporą dawką przedniego, często ironicznego humoru. Powieść przeczytałam błyskawicznie, śmiejąc się do rozpuku od pierwszych stron.

Poznajcie Sabinę Piechotę i Piotra Strzeleckiego – uzależnioną od słodyczy behapówkę i przypominającego młodego Małaszyńskiego, znękanego psychologa z obłędem w oczach – prowadzących przedsiębiorstwo doradczo-konsultingowo-szkoleniowo-behapowsko-coachingowe świadczące usługi istotom nienormatywnym. Wtajemniczeni są usługami duetu zachwyceni, niewtajemniczeni patrzą na nich z wielką dozą podejrzliwości – zwłaszcza, kiedy jedno z nich notorycznie niszczy tablice w salach szkoleniowych, a drugie nocami przesiaduje na cmentarzu na krzesełku turystycznym. Kiedy ktoś dokonuje aktu wandalizmu na nagrobku klienta Piotra, a w firmie, w której Sabina jest inspektorką BHP dochodzi do podejrzanego wypadku, w którym udział bierze nienormatywny, bohaterom nagle zapala się czerwone światełko. Czyżby ktoś naoglądał się za dużo „Supernatural” i postanowił zostać domorosłym łowcą istot magicznych?

Sabina i Piotr postanawiają bliżej zbadać całą sprawę, a że profesjonalnymi detektywami nie są, decydują się skorzystać z pomocy kompetentnego stróża prawa o wielce wymownym nazwisku Wilczek oraz mniej kompetentnej pomocy swych przyjaciół. Oj, będzie się działo!

Jeśli lubicie lekkie i zabawne urban fantasy z wątkami kryminalnymi, gorąco namawiam Was do sięgnięcia po „Post Scriptum”. Milena Wójtowicz jest wspaniałą pisarką, która śmiało może konkurować z takimi popularnymi autorkami jak Patricka Briggs czy Charlaine Harris. Naprawdę warto sięgnąć po jej twórczość.

piątek, 27 lipca 2018

"Perła" Carolina De Robertis

Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2018


Perla Correa jest jedynaczką wychowaną przez oziębłą matkę i purytańskiego ojca – oficera marynarki wojennej. W kraju, w którym rany po czasach dyktatury junty wojskowej są wciąż świeże, jego zawód jest tematem tabu. Dziewczyna odkrywa, że w przeszłości ojciec stał po niewłaściwej stronie, mimo to kocha go bezwarunkowo.

Wizyta nieproszonego gościa zmusi ją nie tylko do konfrontacji z niewygodną prawdą i mroczną przeszłością ojca, ale również do zadania sobie pytania: kim właściwie jestem?


Jak mogłabym nie  pokochać powieści, która rozpoczyna się tak pięknymi słowami?


Umysł nie potrafi objąć niektórych rzeczy samodzielnie. Więc słuchaj, jeśli umiesz, całym swym jestestwem. Historia ta napiera i domaga się opowiedzenia, tu i teraz, kiedy jesteś tak blisko, a przeszłość dyszy ci w kark.


„Perła” Caroliny De Robertis jest literackim klejnotem,  w którym perfekcyjnym połączeniem powieści psychologicznej i historycznej utrzymanej w uwielbianej przez mnie konwencji realizmu magicznego. Zakochałam się w stylu pisarki, w jej bogatym, poetyckim języku, w tym, jak pięknie i delikatnie potrafi mówić o trudnych i bolesnych rzeczach. Dałam się całkowicie uwieść wspaniale napisanej, lirycznej opowieści wykreowanej przez amerykańską autorkę o urugwajskich korzeniach.

Akcja powieści rozgrywa się w Argentynie w roku 2001. Większość współcześnie rozgrywających się wydarzeń ma miejsce w położonym na przedmieściach Buenos Aires domu rodziny Correa, gdzie mieszka główna bohaterka – studentka czwartego roku psychologii, tytułowa Perla. Pewnej nocy młoda kobieta słyszy niepokojące odgłosy dobiegające z salonu. Bohaterka znajduje na podłodze nagiego, wymęczonego mężczyznę, z którego sączy się woda. W pierwszej chwili Perlę ogarnia przerażenie i chęć walki, jednak dość szybko przekształcają się one we współczucie.  Kobieta dość szybko akceptuje obecność niezwykłego, cichego gościa, który okazuje się być duchem przeszłości – jednym z tych, którzy za czasów dyktatury Jorge Videla zniknęli tzw. desaparecidos. Pojawienie się mężczyzny wywołuje falę pytań o rolę rodziny bohaterki w koszmarnych wydarzeniach, które rozegrały się w latach 70 i na początku lat 80 w Argentynie. Kilka spędzonych z nim dni na zawsze zmieni życie Perli, pozwalając jej rozliczyć się z przepełnioną fałszem przeszłością.

Wykreowana przez Caroline De Robertis opowieść to wzruszająca do głębi historia o poszukiwaniu tożsamości oraz o bolesnych rozliczeniach z przeszłością. Wypełniona licznymi retrospekcjami powieść jest historią o kobiecie, która chce wyrwać się z kręgu kłamstw i sekretów, by określić swoją tożsamość. To również przerażająca i pełna bólu historia mężczyzny, który wrócił do Buenos Aires, by odzyskać wspomnienia mogące ukoić jego zagubioną duszę.

Opowieść o Perle i jej niesamowitym gościu skradła mi serce. Dopisuję tę powieść do listy moich ulubionych tytułów.


Za umożliwienie przeczytania powieści dziękuję serdecznie wydawnictwu Albatros

środa, 25 lipca 2018

"Pułapka uczuć" Coleen Hoover

Seria: Slammed (tom 1)
Wydawnictwo YA
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2018

Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. 

Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. 

 Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.



Odnoszę wrażenie, że Coleen Hoover to obecnie jedna z najpopularniejszych autorek Young Adult wydawanych w naszym kraju. Wielu czytelników poleca jej powieści, rozpływając się w zachwytach nad wykreowanymi przez pisarkę, wzruszającymi fabułami. Morze pozytywnych opinii zachęciło mnie do sięgnięcia po jej książki i przekonania się na czym polega fenomen tej autorki. Na pierwszy ogień poszła „Pułapka uczuć”, pierwszy tom serii Slammed opowiadający o miłości i problemach dwójki młodych ludzi – osiemnastoletniej Layken i dwudziestojednoletniego Willa.

„Pułapka uczuć” jest krótką i prostą historią. Powieść czyta się szybko i płynnie, lektura dostarcza sporo przyjemności. Słodka, niemal bajkowa opowieść o zakazanej miłości od pierwszego wejrzenia została wzbogacona poważniejszymi wątkami, co jest charakterystyczne dla gatunku Young Adult. Hoover poruszyła w powieści problematykę żałoby oraz rodzinnych więzi. Bohaterowie w obliczu tragedii, które stały się ich udziałem muszą szybko dojrzeć, by sprostać wyzwaniom stawianym im przez dorosłe życie, w które muszą wkroczyć niemal bez etapu przejściowego.

Gdybym była młodsza zapewne do szaleństwa pokochałabym „Pułapkę uczuć”, jednak chyba już wyrosłam z takiego typu historii i jestem bardziej powściągliwa w ich ocenie. Opowieść o Layken i Willu nie jest zła, jednak irytował mnie pewne aspekty fabularne - obecny w powieści wątek instalove oraz zachowanie bohaterów nie zawsze korespondujące z tym, co mówili i do czego dążyli.

Polecam tę powieść głownie młodym miłośnikom Young Adult – podejrzewam, że szczerze pokochają oni opowieść o Layken i Willu, a podczas lektury wypłaczą jeziorko łez. Starsi czytelnicy też mogą czerpać przyjemność z lektury „Pułapki uczuć”, choć z dużym prawdopodobieństwem ich emocje będą bardziej stonowane.

Seria Slammed:

1. Pułapka uczuć
2. Nieprzekraczalna granica
3. Ta dziewczyna


niedziela, 22 lipca 2018

"Dziecko w czasie" Ian McEwan

Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 272
Rok wydania: 2018

Jedna chwila nieuwagi w supermarkecie i trzyletnia Kate zostaje porwana, niemal na oczach swojego ojca, Stephena Lewisa, poczytnego autora książek dla dzieci. Zdarzenie to wywiera druzgocący wpływ na jego życie. Małżeństwo z Julie rozpada się. Jaka przyszłość czeka karierę pisarską Stephena? Czy dziewczynka zostanie kiedykolwiek odnaleziona? Tragiczne wydarzenia stają się dla bohatera pretekstem do podróży w głąb siebie, do świata pragnień i wspomnień.



Moje pierwsze spotkanie z prozą Iana McEwana nie należało do łatwych i przyjemnych, towarzyszyło mi podczas niego wiele sprzecznych emocji. „Dziecko w czasie” okazało się trudną w odbiorze powieścią, która ma niewiele wspólnego z beletrystyką popularną. To wymagający i ambitny utwór, który nie opiera się na hollywoodzkiej fabule i znanych współcześnie chwytach literackich mających głównie wzbudzić w czytelnikach współczucie. Sięgając po tę powieść koniecznie należy pamiętać, że została ona po raz pierwszy opublikowana w roku 1987, i czytając  ten utwór rzeczywiście do się to odczuć. Rzeczywistość pisarza i wykreowanych przez niego bohaterów, nie jest tą samą rzeczywistością, którą obserwujemy na co dzień. Liczcie się z tym, że sięgając po „Dziecko w czasie” zderzycie się z innym typem emocjonalności, innym postrzeganiem rzeczywistości i innym punktem ciężkości fabularnej niż we współcześnie powstającej prozie.

„Dziecko w czasie” to historia Stephena Lewisa – poczytnego autora literatury dziecięcej, który stracił trzyletnią córkę Kate. Dziewczynka została porwana niemal na  jego oczach z supermarketu, w którym robił zakupy. Zniknięcie ukochanego dziecka niszczy małżeństwo bohatera, kładzie się cieniem na jego życiu i pracy. Po dwóch latach od tragedii Stephen nadal pogrążony jest w marazmie. Mężczyzna funkcjonuje na autopilocie. Punktem zaczepienia w obojętnej Stephenowi rzeczywistości staje się praca w komisji do Spraw Opieki nad Dziećmi, do której dostał się dzięki protekcji starego przyjaciela Charlesa Darke’a, jednak jest to dla niego tylko wyzbyty znaczenia wypełniacz czasu – ja natomiast wątek pracy w komisji bohatera odebrałam niestety jako nudnawy wypełniacz fabularny.

McEwan poruszył chwytliwą tematykę, która powinna wzbudzać gorące czytelnicze emocje, jednak pisarz snuje swą opowieść w bardzo powściągliwy sposób, a historia rozpaczy ojca często rozmywa się wśród nudnych politycznych wstawek lub nieco bardziej ciekawych  z mojego punktu widzenia filozoficzno-fizycznych dygresji dotyczących natury czasu. Dla mnie główny bohater to modelowym przykład stereotypowego, wstrzemięźliwego Anglika, który nawet w obliczy dramatycznych wydarzeń nie odkrywa przed światem swych emocji. McEwan opisuje uczucia bohatera, ale w większości przypadków ich nie pokazuje, przez co trudno było mi polubić tę postać. To narrator opowiada nam, co czuje Stephen – opis dominuje nad dialogiem, co niekoniecznie m odpowiadało.

Próba jednoznacznej oceny „Dziecka w czasie” jest problematyczna i wzbudza we mnie wewnętrzny konflikt. Muszę przyznać, że lektura była momentami ciężka i okrutnie nużąca, niektóre fragmenty strasznie mnie nudziły. Nie mogę jednak słabo ocenić tej powieści, ponieważ zdaję sobie sprawę, że jest to wartościowy i wybitny utwór literacki, który skłania do wielu interesujących refleksji – zwłaszcza nad naturą dzieciństwa i wspominaną wcześniej naturą czasu.

Jeżeli nie wiecie, czy jest to tytuł dla Was, zastawcie się czego oczekujecie od tej historii. Czy poszukujecie rozrywkowej powieści spod znaku literatury popularnej?  W takim wypadku omijajcie „Dziecko w czasie” szerokim łukiem. Czy szukacie wybitnej powieści, która pobudzi Was intelektualnie? Wtedy śmiało sięgajcie po ten tytuł.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros