piątek, 18 maja 2012

"Ryzykantka" Anne Stuart

Cykl: The House of Rohan (tom 2)
Wydawnictwo: Harlequin
Ilość stron: 352
Rok wydania: 2012


Anglia, XIX wiek
Charlotte Spenser pozbyła się złudzeń co do korzystnej odmiany swojego losu. W sferach, w których się obracała, panna na wydaniu powinna być ładna, bogata i mieć rozległe koligacje. Tymczasem ona egzystowała dzięki hojności zamożnej kuzynki, a jej wygląd był daleki od obowiązującego ideału. Rozsądek kazał Charlotte zaakceptować status niezbyt atrakcyjnej ubogiej krewnej, jednak emocje od czasu do czasu wymykały się spod kontroli. Zakochała się w Adrianie Rohanie, wyrafinowanym uwodzicielu, którego spotykała w towarzystwie. Gdy wskutek szczególnego zbiegu okoliczności znaleźli się sam na sam, Charlotte zgodziła się na wspólną noc, aby zachować jej wspomnienie na całe życie. Tymczasem zblazowanemu Adrianowi, który zmieniał kobiety jak rękawiczki, ta jedna noc nie wystarczyła…

Po przeczytaniu „Ryzykantki” nasuwa mi się tylko jedna myśl – utwór tendencyjny i schematyczny. Dla osób, które jak ja lubią romanse historyczne, ta książka jest niezwykle przewidywalna, właściwie żadne wydarzenie nie jest zaskoczeniem dla czytelnika.

„Ryzykantka” to drugi tom serii napisanej przez Anne Stuart – The House of Rohan. Nieznajomość pierwszej części w niczym nie przeszkadza, a może nawet wpłynąć pozytywnie na odbiór książki, która operuje schematami.  Głównym bohaterem powieści jest Adrian Rohan – syn Francisa Rohana i Elinor Harriman, których miłosne perypetie zostały przedstawione w utworze „Książę ciemności”. „Ryzykantka” pod wieloma aspektami przypominała mi pierwszą część cyklu, zwłaszcza sposób kreacji głównego bohatera.

Adrian Rohan to dwudziestoośmioletni dandys, rozpustnik nie stroniący od używek – wypisz, wymaluj Francis. Mężczyźnie nieustannie towarzyszy podstarzały kuzyn Etienn, który dba o to by Adrian grzeszył jak najwięcej. Zblazowany arystokrata, podobnie jak kiedyś jego ojciec, bierze udział w orgiach, które tym razem organizowane są w starym opactwie na wyspie należącej do majątku Hensley Court. W jego sidła wpada trzydziestoletnia stara panna Charlotte Spencer, która bynajmniej nie szuka uciech.

Charlotte przykuwa uwagę Adriana niekonwencjonalnym zachowaniem, ta przekonana o  swojej nieatrakcyjności panna (toż to prawie Elinor!), pozująca na emancypantkę, nie boi się użyć dosadnego języka i nie wacha się nadepnąć niechcianemu rozmówcy na nogę, jeżeli ten przekroczy pewne granice. Niestety postać Charlotte w większości mnie irytowała. Bohaterka reprezentuje typ „nie chcę, zostaw mnie”, by po chwili skapitulować po kilku pocałunkach. Główni bohaterowi nie schwycili mnie za serce i niczym nie zaskoczyli  -  bezbłędnie odgadywałam co za chwilę się wydarzy.

Autorka wprowadziła pewne wątki, które pojawiły się już w pierwszej części serii. Podobnie jak w „Księciu ciemności” w „Ryzykantce” pojawia się motyw kryminalny – ktoś dybie na życie bohaterów. Pojawia się wątek romansowy drugiej pary: opiekunki Charlotte i pewnego pastora. Losy Adriana i Charlotte w dużej mierze pokrywają się z losami Francisa i Elinor, bohaterowie mają nawet podobne charaktery.

Lina to kuzynka Charlotte, która zaopiekowała się dziewczyną, kiedy ta straciła rodziców. Kobieta doświadczyła wiele zła doprowadziło to do tego, że nie wierzy mężczyznom. Aby udowodnić sobie, że brzydsza płeć to skoncentrowani na sobie egoiści, bierze udział w rozpustnych spotkaniach. Z pozoru frywolna i zalotna Lina nosi maskę kobiety upadłej, by nie dać się ponownie wykorzystać. Muszę przyznać, że w całej powieści najbardziej spodobała mi się właśnie ta postać, a jej losy, choć przedstawione skrótowo, poruszyły mnie o wiele bardziej niż losy Charlotte, której problemy ograniczały się praktycznie do kwestii „ulec Adrianowi, czy nie?”.

Powieść Anne Stuart to typowe czytadło, które niczym nie zaskakuje. Akcja powieści w wielu momentach nasuwa myśl o pierwszym utworze cyklu - odnosiłam wrażenie, że to ta sama powieść tylko przerobiona. „Ryzykantka” to utwór, który niczym się nie wyróżnia na tle innych romansów historycznych, lepsze wrażenie wywarł na mnie „Książę ciemności”.

piątek, 11 maja 2012

"Podróż w chmurach" Barbara McMahon


Wydawnictwo: Harlequin
Seria: Romans (1082)
Ilość stron: 160
Rok wydania 2012 

Dwaj biznesmeni z Barcelony, Stefano i Rafael, organizują między sobą zawody balonowe. Zwycięzca ma otrzymać pięćdziesiąt tysięcy euro. Każdy z nich wybiera też swemu rywalowi współtowarzysza podróży. Do balonu Rafaela trafia Amalia, asystentka Stefana, która cierpi na lęk wysokości, a poza tym nie ukrywa irytacji stylem życia beztroskich milionerów. Kiedy Rafael oznajmia, że przeznaczy wygraną na wybrany przez nią cel charytatywny, Amalia zaczyna inaczej go postrzegać...

 
Kiedy jestem zajęta i  jednocześnie mam ochotę na przeczytanie jakiejś książki, by nie mieć niemiłego poczucia, że zaniedbuję obowiązki, sięgam najczęściej po jakiś romans Harlequina – książkę, którą naprawdę można przeczytać błyskawicznie, i która idealnie sprawdza się jako odprężający przerywnik pracy. Wydawnictwo ma bardzo szeroką ofertę, w której miłośniczki historii miłosnych mogą przebierać do woli, każda na pewno znajdzie coś dla siebie co trafi w jej gust.

„Podróż w chmurach” Barbary McMahon, amerykańskiej autorki piszącej książki dla Harlequina od roku 1984 roku, to bardzo przyjemne w odbiorze opowiadanie. Do tego tytułu przyciągnęła mnie informacja, że akcja opowiadania rozgrywa się w dużej części w balonie. Amalia jest przeciętną kobietą, która ciężko pracuje, by zapewnić środki utrzymania sobie i bratu. Jej szefem jest opryskliwy i nastawiony na spełnianie własnych potrzeb Stefano Vincente. Pewnego dnia, popychany pychą decyduje się na zawarcie zakładu ze swoim biznesowym przeciwnikiem – Rafaelem Sandovalem. Obaj mężczyźni fascynują się lotami balonów i biorą aktywny udział w zawodach baloniarzy.

W ramach zakładu bohaterowie mają przeprowadzić wyścig balonów – ten z nich, który doleci najdalej otrzyma od przeciwnika czek na sumę pięćdziesięciu tysięcy euro, żeby nie było łatwo panowie postanawiają, że wybiorą sobie nawzajem współtowarzyszy podróży. Szef Amalii, każe dziewczynie zostać partnerem Rafaela licząc na to, że okropny lęk wysokości podwładnej przyczyni się do porażki rywala.

Muszę przyznać, że opowiadanie McMahon wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Pisarka w ciekawy sposób odkryła przed czytelnikiem pewne fakty dotyczące latania balonem – przyznam, że o tym sporcie nie miałam bladego pojęcia i myślałam „aha, napełniają balon ciepłym powietrzem i już”, a tu okazuje się, ze to o wiele bardziej skomplikowany proces, wymagający zaangażowania całego sztabu ludzi.

Byłam naprawdę mile zaskoczona, że bohaterowie rzeczywiście odbywają podniebną podróż. W wielu książeczkach Harlequina można spotkać się z tym, że akcja skupia się na dialogach bohaterów, a środowisko ich pracy zostaje podsumowane w dwóch trzech zdaniach. Tutaj blurb rzeczywiście nie wprowadza w błąd, a lot w balonie trwa przez znakomitą większości książki.

„Podróż w chmurach” to ciekawa i oryginalna, jeżeli chodzi o Harlequiny, książeczka, której lektura dostarczyła mi rozrywki. Dzięki temu opowiadaniu miło spędziłam czas. Jeżeli lubicie „biały romans” i oryginalne historie z ciekawą akcją, to powinniście zwrócić uwagę na książkę Barbary McMahon.

środa, 2 maja 2012

"Anna Karenina" Lew Tołstoj

Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 630
Rok wydania: 2007

"Anna Karenina" (1873-77) jest najważniejszą powieścią psychologiczną w dorobku pisarza. Już z pierwszego zdania dowiadujemy się, że autor porusza w niej problem rodziny oraz prawa jednostki do szczęścia osobistego. Małżeństwo Kareninów zostaje zniszczoneprzez wielką, ale występną miłość, kiedy Anna, porwana uczuciem do oficera huzarów, Wrońskiego, decyduje się opuścić dom. Od tej chwili popada w konflikt z otoczeniem, musi wybierać pomiędzy miłością do mężczyzny a miłością macierzyńską. W rezultacie w poczuciu rozczarowania, nękana poczuciem winy, nieuchronnie zmierza do tragicznego zakończenia... 

 
„Anna Karenina”, powieść psychologiczno-obyczajowa Lwa Tołstoja niewątpliwie zalicza się do grona dzieł literackich, o których można powiedzieć, że stanowią arcydzieła literatury. Ta wielowątkowa powieść funkcjonuje w obiegu czytelniczym od ponad 120 lat. Po książkę sięgają chętnie nie tylko czytelnicy, ale także producenci filmowi, reżyserzy, twórcy przedstawień teatralnych. Jej wielokrotne ekranizacje (ostatnia z roku 1997) oraz inne adaptacje, świadczą o  jej ciągłej popularności, a tym samym o aktualności zawartych w niej wątków.

Powieść Lwa Tołstoja ze względu na swą pokaźną objętość oraz wielość opisów nie zalicza się do grona książek, które czyta się szybko. Dzieło momentami nuży i wielokrotnie skłania czytelnika do odłożenia lektury „na potem”, jednak wyjątkowość przedstawionych przez autora wątków, jego biegłość w rysowaniu portretów psychologicznych swych bohaterów wynagradza czytającemu pewien „dyskomfort” płynący z konieczności przebrnięcia przez mniej interesujące momenty w książce.

Pisarz stworzył rewelacyjne dzieło ukazujące życie w carskiej Rosji, z obowiązującymi w niej konwenansami i niepisanymi prawami, których złamanie grozi wykluczeniem ze społeczeństwa. Powieść Tołstoja stanowi źródło wiedzy o zwyczajach panujących wśród rosyjskiej arystokracji XIX wieku, o sytuacji społecznej i politycznej. Tołstoj w swej powieści, porusza problem rodziny, miłości i moralności. Pisarz przeciwstawia sobie dwie wielkie wartości w życiu człowieka: rodzinę, instytucję usankcjonowaną przez prawo ziemskie i boskie, przeciwko prawu jednostki do osiągnięcia indywidualnego szczęścia. Tytułowa bohaterka powieści, Anna, kochająca matka, kobieta trwająca w zaaranżowanym małżeństwie z o wiele starszym od siebie mężczyzną, którego nie kocha, spotyka podczas odwiedzin u swego brata młodego oficera, Aleksieja Kiryłłowicza Wrońskiego.  Między Anną a Aleksiejem zaczyna rodzić się wzajemna fascynacja. Bohaterka czując pewien niepokój związany z mężczyzną i uczuciami jakie w niej budzi, decyduje się wrócić do swej rodziny do St. Petersburga. Zauroczony Anną Wroński wyrusza za nią zostawiając w Moskwie młodą księżniczkę Kitty Szczerbacką, z którą flirtował, i która przekonana była, że Wroński się jej oświadczy. Młoda księżniczka stanie się pierwszą „ofiarą” rodzącego się uczucia między Anną i Wrońskim.

Fascynacja Wrońskim, kiełkujące uczucie, sprawia, że Karenina po powrocie do domu postrzega otaczający ją świat i ludzi jako szarych i nieciekawych, dostrzega wady u swego męża,  spostrzega, że jej syn, Sieroża nie jest tak idealny jak myślała. O ile jednak macierzyńska, bezinteresowna miłość do syna sprawia, że jako matka Anna akceptuje zmiany jakie dostrzegła w dziecku i dalej bezwarunkowo je kocha, o tyle, miłość zmysłowa do mężczyzny sprawia, że w stosunku do  męża zaczyna czuć ona niechęć, a wręcz odrazę. Tołstoj ukazuje jak miłość zmienia zapatrywanie człowieka na otaczający go świat, jak uczucie potrafi wpłynąć na psychikę.

Lew Tołstoj wykreował wyjątkową bohaterkę, która znana jest nawet osobom, które nie czytały powieści. Jako mężczyzna stworzył skomplikowany a zarazem niezwykle sugestywny portret psychologiczny kobiety, która dla miłości jest gotowa zrezygnować ze wszystkiego. Anna Karenina to bohaterka, która na stałe zapisała się w kanonie literatury, postać wybitnie dramatyczna, która oddała się namiętności, zaznała prawdziwej miłości, która jednak  od początku była skazana na porażkę.

„Anna Karenina” nie jest utworem, który czyta się łatwo. Przebrnięcie przez powieść wymagało ode mnie dużego samozaparcia i zajęło mi wiele czasu – zwłaszcza z powodu zastosowania małej czcionki, która niezwykle męczy oczy. Nie żałuję jednak, że udało mi się poznać to arcydzieło literatury światowej.

wtorek, 3 kwietnia 2012

"Bez mojej zgody" Jodi Picoult

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 390
Rok wydania: 2007

Annie nic nie dolega, a mimo to żyje tak, jakby była obłożnie chora. W wieku trzynastu lat ma już za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, żeby utrzymać przy życiu swoją starszą siostrę Kate, która we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę. Annie została poczęta w sztuczny sposób, tak aby jej tkanki wykazywały pełną zgodność z tkankami siostry. Aż do tej pory akceptowała tę życiową rolę. Teraz Annie, wzorem większości nastolatków, zadaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Różnica pomiędzy nią a większością nastolatków polega na tym, że przez całe życie postrzegano ją wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi. Annie dojrzewa do podjęcia decyzji, która dla wielu osób byłaby nie do pomyślenia, decyzji, która podzieli jej rodzinę, a dla ukochanej siostry będzie wyrokiem śmierci. 

 
Rozwój genetyki i medycyny daje ludziom coraz to nowe możliwości podnoszenia jakości własnego życia. Postęp w tych dziedzinach pozwala na podjęcie prób walki ze śmiertelnymi chorobami, daje nadzieję nieuleczalnie chorym na wyzdrowienie. Wraz z rozwojem genetyki i medycyny rodzą się jednak pytania o to, jak daleko ma prawo posunąć się człowiek? Czy mamy prawo „tworzyć” nowe życie w celu ratowania już istniejącego?

Pisarka Jodi Picoult to autorka wielu bestsellerowych powieści obyczajowych, w których nie brak rozważań natury moralno-etycznej. W swej książce „Bez mojej zgody” pani Picoult przedstawia poruszającą i zarazem kontrowersyjną historię dziecka, które zostało poczęte metodą in-vitro. W fakcie sztucznego zapłodnienia nie byłoby niczego nadzwyczajnego, gdyby nie cel jakiemu posłużyć miała poczęta dziewczynka.

Główną bohaterką powieści jest trzynastoletnialetnia Andromeda „Anna” Fitzgerald. Dziewczynka poczęta w konkretnym celu za pomocą metody in–vitro. Dziecko, które jakkolwiek makabrycznie może to zabrzmieć, narodziło się aby, z czasem stać się „fabryką części” dla swej chorej na białaczkę siostry Kate. Anna, pomimo, że jest całkowicie zdrowa, już od chwili swych narodzin  stanowi źródło bezcennych substancji i narządów: oddaje siostrze krew pępowinową, staje się dawczynią szpiku, wymaga się od niej oddania nerki. Zdrowej dziewczynki nie pyta się o pozwolenie wykorzystywania jej ciała, kolejne pobrania tkanek traktując jako naturalne. Jednorazowe oddanie krwi pępowinowej przekształca się w regularne oddawanie komórek macierzystych, białych krwinek, szpiku. Czy ktokolwiek ma prawo wymagać od zdrowego dziecka tak wielkich poświęceń? Rodzice Anny walczący o życie jednej córki, nie zważają na to, jak zabiegi wpływają na młodszą dziewczynkę, nie biorą pod uwagę jaki wpływ będzie miało na nią pobranie nerki, na związane z tym powikłania.

Pisarka stworzyła poruszającą historię o dziecku poczętym aby ratowało swą umierającą siostrę. Na kartach powieści toczy się pełna dramatyzmu walka trzynastoletniej dziewczynki o prawo do decydowania o własnym ciele, walka o prawo do suwerenności jednostki. Walka, która niezależnie od wyniku przyniesie jednak ból. Dążenia Anny rozbijają rodzinę. Matka dziewczynki nie jest w stanie pogodzić się z tym, że decyzja młodszej córki jest wyrokiem śmierci dla starszego dziecka. Ojciec stara się zrozumieć potrzeby Andromedy, która podobnie jak bohaterka greckiego mitu została skuta w łańcuchy obowiązku, której życie nieustannie składane jest w ofierze. Czy znajdzie ona  kogoś kto ocali trzynastolatkę od losu, jaki wyznaczyli jej rodzice?

Czy człowiek ma prawo wcielać się w rolę Boga, tworząc jednostki ludzkie spełniające konkretne kryteria? Czy dziecko jest własnością swych rodziców, z którą mogą zrobić wszystko? Czy człowiek o ściśle wyselekcjonowanych cechach, „wyprodukowany” dla ratowania życia innej jednostki ludzkiej nie staje się przedmiotem potrzebnym dopóty, dopóki istnieje podmiot, któremu służy? Jak daleko możemy się posunąć, aby ratować ukochanych  ludzi?   Takie pytania nasuwają się po lekturze „Bez mojej zgody”.

Książka Jodi Picoult wzrusza i skłania do refleksji, jednocześnie nie daje gotowych rozwiązań i odpowiedzi na postawione w niej pytania. Autorka nie ocenia swych bohaterów, nie potępia, ale i nie aprobuje ich zachowania, pozostawiając czytelnikowi prawo do dokonania własnej oceny.  

wtorek, 27 marca 2012

"Dni powszednie państwa Kowalskich" Maria Kuncewiczowa

Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Ilość stron: 251
Rok wydania: 1984

 „Dni powszednie państwa Kowalskich” to pierwsza w Polsce powieść radiowa. W roku 1937 Jan Parandowski piastował kierownicze stanowisko w radiu warszawskim. Odwiedzając Kazimierz, będąc pod dużym wrażeniem „Dyliżansu warszawskiego”, zaproponował Marii Kuncewiczowej, by wykonała dla radia pewną pracę. Pisarka miałaby stworzyć coś  w rodzaju scenek z życia w Warszawie. Po powrocie do miasta, Maria została wtajemniczona w szczegóły projektu przez Emilię Grocholską, która była kierowniczką działu kobiecego w warszawskim radiu. Kuncewiczowa miała stworzyć szereg scen i rozmów, które poruszałyby temat kultury i życia codziennego. Cykl miał przede wszystkim służyć pomocą młodym parom w rozwiązywaniu problemów takich jak: poszukiwanie nowego mieszkania, higiena dziecka.

Pisarka bardzo szybko zrezygnowała z dydaktycznego charakteru projektu - „Dni powszednie państwa Kowalskich” przyjęły postać radiowej powieści obyczajowej:

O okazało się, w trakcie roboty, że wystarczy łapać codzienność na gorącym uczynku i pamiętać, że tylko ten nie grzeszy, co śpi albo umarł. [s. 169]

Wszystko rozpoczyna się od wstępu. Tajemniczy człowiek – Strzyga, Cień, nietoperz, zwany  Narratorem wprowadza czytelnika w świat państwa Kowalskich, których namiętnie podsłuchuje. A oto to, co doprowadziło do tego, że czytelnik może śledzić ich losy:

Podobno jakaś sąsiadka mego losu – taka sama Strzyga jak ja – pewnie Autorka- podsłuchała przez ścianę, co ja sobie o cudzych przygodach opowiadam, wszystko zapisała i poleciała do faceta, który się nazywa Wydawca (niektórzy wymawiają – Wybawca, inni – Wydławca). I całe to moje ględzenie o Kowalskich zostało wydrukowane [ s. 5]

Irena i Paweł są przeciętnym młodym małżeństwem, które przeżywa swoje miodowe miesiące, jednak jak w każdym związku i u nich pojawiają się kłótnie, niesnaski, zazdrość. Młodzi marzą o własnym domu, miewają problemu finansowe, w pracy nie zawsze układa się tak, jakby chcieli. Irka jest zazdrosna o panią inżynierową, Paweł o sąsiada. Państwo Kowalscy padają ofiarą kradzieży, wyjeżdżają na wakacje, odwiedzają rodzinę i przyjmują wizyty bliskich w swoim mieszkaniu. Sytuacje jakie przydarzają się bohaterom to typowe, codzienne wydarzenia z życia niemal każdego człowieka. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji w jakiej znajdują się w danym momencie Kowalscy.

Pewnego dnia Narrator odkrywa, że jego podopieczni zniknęli, ulotnili się z zajmowanego mieszkania i ślad po nich zaginął. Gdzie są Kowalscy? Cień snuje najdziwniejsze przypuszczenia Kiedy ostatni podsłuchiwał Kowalskich, para miała wyraźne problemu. Czyżby się rozstali? Po kilku miesiącach Narratir dostaje odpowiedź. Rodzina Kowalskich się powiększyła! Małżeństwo weszło w nowy etap życia.

Moje wydanie „Dni powszednich państwa Kowalskich” podzielone jest na trzy części:
- Dni powszednie państwa Kowalskich
- Kowalscy się odnaleźli
- Kowalscy w Anglii

Dwie pierwsze części to zapis z codziennego życia młodego małżeństwa. Ostatnia część rozgrywa się w powojennej rzeczywistości, w Anglii. Paweł po wybuchu wojny wyjechał i został lotnikiem. Irena i syn Kowalskich – Jerzy - pozostali w kraju szarpanym wojną. Małżeństwo, po koszmarze rozstania, spotyka się ponownie w Anglii. Paweł i Irena są inni niż w pierwszych częściach powieści. Wtedy beztroscy i zakochani, teraz uczą się siebie na nowo. Jerzy musi zaakceptować i pokochać ojca, którego nie było przy nim ani przy matce. Irena miewa koszmary. Rodzina Kowalskich musi odnaleźć siebie i swoją tożsamość w nowej, obcej rzeczywistości.

„Dni powszechne państwa Kowalskich” czytałam z dużą przyjemnością. Kuncewiczowa stworzyła bohaterów, z którymi niezwykle łatwo się utożsamić. Nie bez powodu pisarka wybrała dla swoich postaci nazwisko „Kowalski”, które jest symbolem powszedniości. Pierwsze dwie części powieści radiowej są utrzymane w tonie lekkim, nierzadko pojawiają się zabawne dialogi. Część „Kowalscy w Anglii” wzruszyła mnie i zmusiła do refleksji. Wspomnienia wojenne, nawet jeżeli przedstawione tylko w formie dialogu bez analizy psychologicznej, poruszyły moje uczucia. Kowalscy zostali skrzywdzeni przez wojnę i już nic nie wróci im tego beztroskiego życia, które było ich udziałem w początkowym okresie małżeństwa. Problemy, które wtedy ich dręczyły okazują się niczym w zestawieniu z okropnościami jakie musieli przeżyć. Nadzieję daje im wyjazd do kraju, w którym nie będą obcymi i, w którym nie będą nękać ich wspomnienia, do miejsca, w którym każdy jest równy i gdzie króluje hasło liberty. Narrator i czytelnik pozostawiają Kowalskich na progu nowego życia pełnego nadziei…


  Akcja zorganizowana przez Lirael

niedziela, 25 marca 2012

"Porwanie" Wolf Haas

Tytuł: Porwanie
Autor: Wolf Haas
Wydawnictwo: G+J Gruner+Jahr Polska
Ilość stron: 232
Rok wydania: 2012

Możesz wierzyć albo nie. Brenner znów się zjawia. Comeback, jakiego jeszcze nie było.

Simon Brenner, były policjant i detektyw, znalazł wreszcie dobrą pracę. Nigdy w życiu nie czuł się tak dobrze. Ale nie byłby Brennerem, gdyby tak trwało dłużej i gdyby znów coś się nie wydarzyło. Tak więc tabliczka czekolady wywołuje reakcję łańcuchową, zakończoną siedmioma pogrzebami.

„Porwanie” to najnowsza powieść popularnego austriackiego pisarza Wolfa Haasa, w której czytelnik, już po raz siódmy, spotka się z postacią Simona Brennera – byłego austriackiego policjanta i detektywa.

Kryminalne powieści pisarza, z Brennerem w roli głównej, były kilkakrotnie nagradzane, trzy z nich zostały sfilmowane. Komentarze, które znajdują się na drugiej stronie książki i te zamieszczone na tylnej okładce sugerują, że sięgając po „Porwanie” będę miała do czynienia z utworem wybitnym, który daleko w tyle pozostawia za sobą inne powieści kryminalne, ba! z niektórych opinii można wywnioskować, że czytając tę książkę odbędę spotkanie z  „Wielką sztuką” niezwykle docenianą przez krytykę literacką. Czy rzeczywiście powieść Wolfa Haasa jest tak niesamowita i wyjątkowa?

Simon Brenner jest byłym policjantem i detektywem po pięćdziesiątce, który obecnie pracuje jako szofer dla potentata budowlanego Kressdorfa i jego żony, która prowadzi klinikę aborcyjną w Wiedniu. Głównym zadaniem bohatera jest przeważnie wożenie córki pracodawców - Helenki, na spotkania z ojcem, który pracuje nad dużym i intratnym projektem budowlanym w Monachium. Podczas jednego z kursów Brenner ze zdziwieniem odkrywa, że zapomniał zatankować. Wizyta na stacji benzynowej kończy się tragedią – Helenka znika z samochodu. Kiedy Simon odkrywa brak pasażerki doznaje szoku. Z uporem maniaka przeszukuje samochód, biega dookoła stacji tracąc cenny czas. Kiedy wreszcie odzyskuje rozsądek i uświadamia sobie, że jego podopieczna została porwana porywacze są już bardzo daleko. Brenner, który szczerze pokochał małą Helenką postanawia niezależnie od policji przeprowadzić swoje własne śledztwo.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy kiedy zaczęłam czytać „Porwanie” był sposób prowadzenia narracji. Autor-narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika, co wywołuje wrażenie jakbym siedziała z dobrym znajomym przy kawie i słuchała snutej przez niego opowieści. Początkowo takie bezpośrednie zwroty do czytelnika wydają się nieco dziwne, wiąże się to zapewne z faktem, że taka narracja jest rzadko spotykana i dla większości czytelników będzie stanowiła ona nowość.

Powieść przepełniona jest czarnym humorem i groteską. Zagadka kryminalna jest ciekawa, pojawiają się niespodziewane zwroty akcji. Autor wprowadza do fabuły ciekawe rozwiązania. Polski tytuł sugeruje, że kluczowym elementem powieści jest porwanie. W trakcie lektury wychodzą na jaw nowe informacje, uprowadzenie dziewczynki nie należy nawet do czubka góry lodowej afery, którą odkrywa były detektyw. Interesującym wątkiem jaki pojawia się w powieści jest konflikt pomiędzy kliniką aborcyjną a organizacją chroniąca życie - Proleben.

Po przeczytaniu „Porwania” nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy ta powieść wpisuje się w nurt prozy wybitnej - nie chcę oceniać tej książki na wyrost. Uważam, że utwór Wolfa Haasa to dobra i interesująca opowieść kryminalna, która służy przede wszystkim rozrywce.



Książka  przekazana do recenzji przez portal nakanapie.pl. Serdecznie dziękuję :-)

niedziela, 18 marca 2012

"Dwa księżyce" Maria Kuncewiczowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie
Ilość stron: 263
Rok wydania: 1989


„Dwa księżyce” Marii Kuncewiczowej przenoszą czytelnika do nadwiślańskiego Kazimierza Dolnego. Wakacje, w malowniczym miasteczku koegzystują obok siebie stali mieszkańcy Kazimierza i przyjezdni urlopowicze. Miejscowi mają swoje problemy i próbują żyć. Przyjezdni to w większości artyści poszukujący wytchnienia od szumu wielkiego miasta i natchnienia do tworzenia nowych dzieł. Stałym mieszkańcom miasteczka przyświeca czerwony księżyc – księżyc, który dopiero  podniósł się znad ziemi, przyziemny, wczesny, wołający utrudzonych mieszkańców by złożyli utrudzone głowy na poduszki i oddali się odpoczynkowi. Przyjezdnym drogę, z wysokiego nieba, oświetla biały księżyc – księżyc zabaw i swawoli, wzywający do balu i nocnych spotkań w ruinach, księżyc wzniosły.

Opowieści wchodzące w skład zbioru „Dwa księżyce” to z pozoru oderwane od siebie opowiadania. „Z pozoru”, gdyż już po lekturze trzeciego z utworów czytelnik uświadamia sobie, że narrator przywołuje sceny z życia bohaterów, którzy pojawili się w tytułowej, pierwszej nowelce. Przedstawione historie łączą się poprzez postacie, które w nich występują.

Czytelnik poznaje całą rzeszę interesujących ludzi. Począwszy od ślepego Michała, który jest obiektem kpin mieszkańców, przez ofiarę przemocy domowej, która jest szczęśliwa bo jest w domu, po zblazowanego malarza pragnącego namalować Boga i ekscentryczną, dyrygującą innymi Menę. Bohaterowie opowiadań są różnorodni - każdy ma inne problemy, marzenia, pragnienia. W każdej z przedstawionych postaci można znaleźć coś ciekawego, wszystkie znajdujące się w zbiorze historie wciągają. Do najbardziej lubianych przeze mnie opowiadań zdecydowanie należy „Majowe stadło”. Przepiękna, acz smutna, historia o miłości tak ogromnej, że inni ludzie jej zazdrościli do tego stopnia, że wyśmiewali się ze zgodnego małżeństwa.

Kuncewiczowa w „Dwóch księżycach” fantastycznie operuje językiem. Kiedy przedstawiane historie dotyczą ludzi prostych, taką też formę przyjmuje język, który pełni przede wszystkim funkcję komunikacyjną. Kiedy bohaterami opowiadania są przyjezdni artyści pisarka posługuje się językiem wzniosłym, bogatym w opisy, niekiedy pojawiają się wyrazy obce.

W opowiadaniach zafascynowały mnie różnice, które występują pomiędzy mieszkańcami, a przyjezdnymi letnikami. Różnice te nie opierają się tylko na języku postaci. Mieszkańcy Kazimierza mają problemy przyziemne, związane z życiem codziennym. Artyści natomiast ulegają rozterkom duchowym, czują głód metafizyki, przeżywają cierpienie z powodu niemocy twórczej. Okazuje się, że „ziemscy” poddani władzy czerwonego księżyca bohaterowie niejednokrotnie są bardziej szczęśliwi niż „duchowe” dzieci białego księżyca. Bóle duszy są bardziej bolesne, niż bóle ciała.

„Dwa księżyce” rozpoczyna opowieść o spotkaniu artystów w świetle białego księżyca. Zbiorek kończy opowiadanie, w którym bohema ponownie się spotyka, tym razem w celu pożegnania wakacji. Na przyjęciu zorganizowanym przez Izę, gospodyni obnaża fałsz dzieci białego księżyca. W trakcie wakacyjnego odpoczynku goście Kazimierza Dolnego stali się aktorami, a może byli nimi i są zawsze? Wydaje się, że Iza poprzez krytykę swoich przyjaciół tak naprawdę ukazuje ogólną prawdę dotyczącą artystów. W zakończeniu znamienna wydaje się scena zdjęcia przez Izę ubrania i ucieczka przez oświetloną księżycem łąkę. Zdjęcie ubrania jest jak zrzucenie z siebie dekoracji, powrót do prostoty i przyziemności, wyzbycie się maniery i „wzniosłości”.  Utwór kończy scena symbolicznego pożegnania białego księżyca krzyżem przez Michała. Ślepiec żegna też artystów, którzy ostateczni odchodzą „do swojej scenicznej chałupy”. Próba uwolnienia się od sztuczności i maniery kończy się porażką.

„Dwa księżyce” to ciekawy zbiór opowiadań. Nie przepadam za krótką formą literacką, a jednak nowelki Marii Kuncewiczowej czytałam z niesłabnącą aż do ostatniej strony przyjemnością. 


 Akcja zorganizowana przez Lirael