sobota, 16 marca 2013

"Wtorkowy Klub Erotyczny" Lisa Beth Kovetz

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 312
Rok wydania: 2006

Zabawna, seksowna i wzruszająca zarazem powieść o czterech kobietach, pochodzących z odmiennych środowisk, będących w różnym wieku, które pracują w nowojorskiej firmie prawniczej. Raz w tygodniu, podczas przerwy na lunch spotykają się, by czytać sobie na głos napisane przez siebie teksty literackie. To opowieść o różnych stylach życia, o kobiecych pragnieniach, poszukiwaniu bliskości i wsparcia, które współczesne kobiety znajdują w przyjaźni z... kobietami.


„Wtorkowy Klub Erotyczny” to lekkie niezobowiązujące czytadło, przy którym spędziłam kilka przyjemnych godzin. Debiutancka powieść Lisy Beth Kovetz, będąca połączeniem powieści erotycznej i obyczajowej, opowiada o życiu czterech kobiet, które łączy przynależność do klubu pisarskiego - Wtorkowego Klubu Erotycznego.

Aimee, Brooke, Margot i Lux to główne bohaterki powieści. Każda z tych kobiet ma inne problemy, wszystkie poszukują bliskości i wsparcia ze strony drugiego człowieka. Aimee jest w ciąży i bardzo mocno przeżywa fakt, że jej mąż fotograf, zamiast ją wspierać, jeździ po całym świecie realizując kolejne zlecenia. Brooke, przyjaciółka Aimee ze studiów, to niespełniona malarka, która od lat czeka na oświadczyny swego partnera. Margot jest samotną pięćdziesięciolatką poszukującą prawdziwej przyjaźni. Lux to młoda sekretarka, pochodząca z nizin społecznych, którą cechuje brak gustu, ogłady i wykształcenia. Każda z kobiet należących do Wtorkowego Klubu Erotycznego poszukuje czegoś innego. Aimee pragnie być zauważona przez innych, pragnie choć na chwilę znaleźć się w centrum uwagi;  Brooke przystąpiła do klubu by wspierać swą koleżankę; Margot szuka prawdziwych przyjaciółek; Lux pragnie nauczyć się ładnego i eleganckiego wysławiania. Czy kobiety znajdą we Wtorkowym Klubie Erotycznym to czego szukają?

Powieść Lisy Beth Kovetz to historia o kobiecej przyjaźni. Bohaterki  początkowo nie czują się zbyt pewnie w swoim towarzystwie, a nawet żywią do siebie pewną niechęć, z czasem wytwarza się między nimi silna i piękna więź. Kiedy zawodzą ich partnerzy, kiedy rodzina zwala się na głowę bez zapowiedzi, kiedy ktoś namawia jedną z nich do podjęcia pracy striptizerki, wtedy członkinie klubu pisarskiego wkraczają do akcji – wspierają, podnoszą na duchu, doradzają.

Powieść Lisy Beth Kovetz to fajne babskie czytadło, idealne na popołudnie czy wieczór, Może nie jest to oryginalna, ambitna książka, ale ja czytałam ją z przyjemnością. Podobało mi się, że wątek erotyczny nie zdominował fabuły, podobały mi się bohaterki (zwłaszcza Lux, która, choć nie mogła pochwalić się wiedzą akademicką, miała w sobie wiele mądrości życiowej oraz pewną smykałkę do robienia interesów), do gustu przypadł mi główny wątek rodzącej się pomiędzy bohaterkami przyjaźni.  

piątek, 15 marca 2013

"Dama kameliowa" Aleksander Dumas (syn)

Wydawnictwo "KWE"
Strony: 7-170
Rok wydania: 2001

Małgorzata Gautier, paryska kurtyzana, ma licznych wielbicieli. Jej klientami są panowie z wyższych sfer. Pewnego dnia poznaje młodego i przystojnego Armanda Duvala. Oboje zakochują się w sobie. Jednak związek z kobietą lekkich obyczajów może zaszkodzić mężczyźnie w karierze. Małgorzata na prośbę ojca Duvala porzuca ukochanego, kłamiąc, że już go nie kocha. Życie jest okrutne dla młodej dziewczyny. zapada ona na gruźlicę, a jej dni są policzone. zrozpaczony Armand w dniu śmierci ukochanej dowiaduje się, co było przyczyną ich rozstania.

Do niektórych powieści należy dojrzeć. Jeszcze kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy czytałam „Damę Kameliową”, czułam ogromny zawód i za nic nie mogłam zrozumieć fenomenu tej książki. Powieść Aleksandra Dumasa - syna, wydała mi się historią płytką i nieatrakcyjną. Jakże się myliłam! Dziś, nieco dojrzalsza, doceniłam urok romantycznego związku Armanda Duval i Małgorzaty Gautier .

We współczesnych czasach przyjęło się uważać, że oznaką prestiżu i wysokiej pozycji społecznej jest posiadanie dobrego, drogiego samochód. W dziewiętnastowiecznej Francji rzecz się miała zgoła inaczej. „Rzeczą”, która wywołuje zazdrosne spojrzenia innych mężczyzn, jest kurtyzana. Bycie kochankiem ekskluzywnej, drogiej prostytutki oznacza prestiż i budzi podziw, świadczy o zamożności i dobrym guście mężczyzny.

Dama kameliowa to przydomek Małgorzaty Gautier,  najbardziej rozchwytywanej, paryskiej kokoty. Na nawiązanie kontaktu z Małgorzatą mogą pozwolić sobie jedynie nieliczni bogacze. Kurtyzana może pozwolić sobie na przebieranie w opiekunach.

Akcja „Damy kameliowej rozpoczyna się dość nietypowo. Narrator powieści trafia na licytację do mieszkania Małgorzaty. Kurtyzana chora na suchoty, przez ostatnie miesiące swego życia żyła ponad stan i dorobiła się mnóstwa długów. Narrator, kierowany impulsem, nabywa na licytacji książkę należącą do Małgorzaty. Kilka dni po licytacji, zgłasza się do niego mężczyzna, który sprezentował pani Gautier powieść „Manon Lescaut”. Armand Duval, bo tak nazywa się przybyły, pragnie odkupić książkę od narratora, chce mieć choć jedną pamiątkę po kobiecie, którą kochał do szaleństwa.

Armand znajduje w narratorze wrażliwego i współczującego człowieka, któremu decyduje się opowiedzieć dzieje swego głębokiego uczucia oraz historię związku z Małgorzatą.

Związek Armanda i damy kameliowej od początku skazany był na porażkę. Choć bohaterowie pokochali się silnym i szczerym uczuciem nie było dla nich przyszłości. Skrępowani dziewiętnastowiecznymi konwenansami nie mieli możliwości zawarcia legalnego związku. Gdyby Armand zdecydował się poślubić Małgorzatę, hańba spadłaby na całą rodzinę, nie tylko na niego. Gdyby mężczyzna zdecydował się zostać jedynym protektorem kurtyzany, a Gautier zgodziłaby się na to, społeczeństwo uznałoby młodego Duvala za głupca, dającego wykorzystywać się sprytnej kokocie. Kochankowie musieli myśleć nie tylko o sobie, ale i o ludziach, których spotkałby społeczny afront, gdyby ci dwoje zdecydowali się związać na stałe.

Kiedy czytałam o początku znajomości Armanda i Małgorzaty, wydawało mi się, że związek tych dwojga jest wynikiem kaprysu zblazowanej kurtyzany. Dama kameliowa na początku znajomości z Armandem nie myśli nawet o tym, by zmienić swój styl życia, by zrezygnować z wpływowych kochanków i oddać się całkowicie Armandowi. Uczucie do Duvala przypomina raczej owoc chwilowej zachcianki niż przywiązania. Wszystko zmienia się, kiedy kochankowie wyjeżdżają na wieś – tam z dala od zgiełku miasta i oczu socjety, miłość rozkwita. Małgorzata uczy się czerpać radość z prostego życia, zapomina na chwilę o swej niechlubnej profesji i zaczyna wierzyć, że przy Armandzie odnajdzie spokój i szczęście. Niestety wiadomość o zbytnim przywiązaniu Armanda do kochanki dociera do jego ojca, który postanawia uratować syna i rodzinę przed kompromitacją.

„Dama kameliowa” nie jest może utworem, który porywałby czytelnika dynamiczną akcją, jednak jest to powieść ciekawa. Książka Dumasa od dziesięcioleci rozbudza wyobraźnię czytelników. Ten utwór bez wahania można zaliczyć do klasyki literatury popularnej - od wydania „Damy kameliowej” minęło 165 lat a współcześni ciągle chętnie po nią sięgają. Historia, oparta na rzeczywistym romansie pisarza i paryskiej kokoty Marie Duplessis, stała się pierwowzorem jednej ze najsłynniejszych oper Giuseppe Verdiego – „La Travita”.

Jeżeli macie ochotę na subtelną dziewiętnastowieczną powieść o skomplikowanej miłości, to „Dama kameliowa” Aleksandra Dumasa, powinna spełnić wasze oczekiwania.   

środa, 13 marca 2013

"Kroniki rodzinne" Tony Parsons

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Rok wydania: 2005


„Kroniki rodzinne” Tony’ego Parsons to całkiem zgrabnie napisana powieść obyczajowa, której tematem przewodnim jest rodzicielstwo. Fabuła utworu koncentruje się na opowiedzeniu historii trzech sióstr: Cat, Jessici oraz Megan. Bohaterki zostały w dzieciństwie porzucone przez matkę, ich wychowywaniem zajął się cały szereg mniej lub bardziej kompetentnych niań - w gruncie rzeczy siostrami opiekowała się jedenastoletnia Cat. Ojciec dziewczynek, będący przedstawicielem starej szkoły wychowania, która dom zostawiała w rękach kobiet, a zarabianie pieniędzy zrzucała na barki mężczyzny, nie umiał zająć się swoimi pociechami, nie rozumiał, że oprócz zapewnianych przez niego dóbr materialnych potrzebują one jeszcze jego czułości.

Odejście matki wywarło ogromny wpływ na rozwój bohaterek. Cat, która pełniła rolę matki zastępczej dla swoich sióstr, w wieku trzydziestu sześciu lat nie chce nawet słyszeć o dzieciach, czy stałym związku – postrzega te elementy, jako zagrożenie dla swej wolności, którą wreszcie zdobyła. Będąc nastolatką nie zaznała beztroskiego życia wolnego od trosk i odpowiedzialności i teraz, kiedy uzyskała niezależność, nie chce jej utracić.   

Jessica jest całkowitym przeciwieństwem starszej siostry. W swym dorosłym życiu trzydziestodwulatka nie pragnie niczego więcej, jak stworzenia idealnej rodziny, której nie miała będąc dzieckiem. Jessica jest szczęśliwą mężatką, do osiągnięcia pełni brakuje jej tylko dziecka, ma jednak ogromne problemy z zajściem w ciążę. Mąż bohaterki, prowadzący niewielki biznes, jest gotów na wszystko by uszczęśliwić swą ukochaną, jednak nie odczuwa tak silnej potrzeby posiadania biologicznego potomka. Paulo kocha swą dwuosobową rodzinę i jest w stanie zaakceptować możliwość, że on i Jessica nigdy nie zostaną rodzicami.

Megan najmłodsza z sióstr stoi u progu kariery. Dwudziestoośmiolatka ukończyła właśnie szkołę medyczną i odrabia obecnie staż w jednej z londyńskich przychodni. Megan z przerażeniem odkrywa że jest w ciąży. Dziecko, będące rezultatem jednej szalonej nocy z obcym mężczyzną może całkowicie zniszczyć jej karierę i plany na przyszłość. Młoda pani doktor nie wyobraża sobie, że w tej chwili mogłaby zostać matką.

Cat, Jessica i Megan nie są jedynymi bohaterkami powieści, które muszą zdecydować jak ma wyglądać ich rodzina, i jaką rolę w ich życiu mają pełnić dzieci, które mają się dopiero pojawić, lub które mimo usilnych starań nie chcą przyjść na świat.

Michael brat Paula, ma prześliczną żonę i córeczkę, którą ubóstwia, a mimo to szuka szczęścia poza domowymi pieleszami. Po tym, jak na świat przyszła Chloe, córka zajęła centralne miejsce w życiu Naoko.  Micheal czuje się zbędnym elementem rodziny, który wypełnił swą rolę dawcy materiału genetycznego.

W życie Megan wkracza ponownie ojciec jej dziecka, który będzie próbował ułożyć sobie życie z bohaterką, jednak jego natura playboya nie do końca zgra się z rolą odpowiedzialnej głowy rodziny.

W „Kronikach rodzinnych” Parsons ukazał różne podejścia do macierzyństwa i ojcostwa. Dla jednych bohaterów posiadanie dziecka jest życiową misją, dla innych to przekleństwo. Bardzo podobał mi się fakt, że autor uczynił bohaterami swej powieści przeciętnych reprezentantów angielskiej klasy średniej. Bohaterowie powieści to zwykli ludzie, którzy muszą ciężko pracować na swój sukces i swoje szczęście – w powieści brak jest idealizowania i słodzenia, co wpływa bardzo pozytywnie na całość dzieła. Rodzicielstwo zostaje ukazane z wielu stron i to jest najmocniejsza strona tej powieści.

Jedyną rzeczą, która nie podobała mi się w Kronikach rodzinnych", było zakończenie, w którym ostatecznie okazuje się, że największym pragnieniem kobiety jest jednak posiadanie potomstwa, a zaprzeczanie temu jest jedynie blagą. Powiedzmy, że autor zadbał o psychologiczne umotywowanie zmiany poglądów jednej z bohaterek, jednak robiąc to wywołał we mnie poczucie, że lekceważy kobiety, które świadomie, z różnych powodów zrezygnowały z macierzyństwa. Brakuje mi w literaturze bohaterki, która od początku do końca trwałaby w swoim postanowieniu bezdzietności, nie ulegając opinii społecznej.

„Kroniki rodzinne” polecam wszystkim czytelnikom, którzy mają ochotę na dobrą powieść obyczajową poruszająca problematykę rodzicielstwa. Parsons doskonale ukazał wszelkie bolączki bycia rodzicem bez idealizowania i przekonywania czytelnika, że niemowlęta to słodkie, uśmiechnięte bobaski rodem z reklam telewizyjnych. Ta książka ukazuje bardzo realistyczne spojrzenie na macierzyństwo i ojcostwo. Polecam. 

sobota, 9 marca 2013

"Tessa d 'Urberville: historia kobiety czystej" Thomas Hardy

Wydawnictwo: Oxford Educational
Liczna stron: 416
Rok wydania 2009

Thomas Hardy w swojej najgłośniejszej powieści zatytułowanej "Tessa d'Urberville" opisuje tragiczne dzieje dziewczyny pochodzącej ze zubożałego szlacheckiego rodu. Tessa, którą ojciec wysłał do bogatych krewnych, zostaje uwiedziona, a następnie porzucona przez próżnego młodego panicza. Wydaje się, że los biednej dziewczyny jest przesądzony. W XIX-wiecznym społeczeństwie panna z dzieckiem na angielskiej prowincji nie może liczyć na litość, zrozumienie, a tym bardziej na jakąkolwiek pomoc. Jednak w swoim niełatwym życiu Tessa raz jeszcze zazna krótkich chwil szczęścia.

„Tessa d’Urberville: historia kobiety czystej” jest powieścią, która w roku 1891 wywołała społeczne oburzenie. Książka Thomasa Hardy’ego, która dziś zaliczana jest do grona klasyki literatury angielskiej, była krytykowana jako dzieło występujące przeciw wiktoriańskim  normom przyzwoitości. Cóż, po przeczytaniu utworu  nie zauważyłam jakichś gorszących opisów, choć przyznaję, że poruszona przez pisarza tematyka mogła wywołać oburzenie u czytelników żyjących w epoce wiktoriańskiej, gdzie ceniona była powściągliwość, a nie szczerość i otwartość w okazywaniu uczuć.


Utwór Tomasa Hardy’ego nie należy raczej do literatury, która wciąga czytelnika swoją dynamiczną akcją. Tym co spodobało mi się w książce, to sposób przedstawienia bohaterów oraz problematyka poruszona przez pisarza.
 
Tytułowa bohaterką utworu Hardy’ego jest młoda dziewczyna pochodząca z ubogiej rodziny Durbeyfieldów. Pewnego dnia okazuje się, że ojciec Tessy jest ostatnim z potomków szlacheckiej rodziny d’Urberville – jak wkrótce się okaże, ta informacja stanie się dla Tessy przekleństwem. Bohaterka zostaje wysłana przez rodziców do bogatych krewnych - w rzeczywistości okazują się oni rodziną pewnego przedsiębiorcy, który kupił tytuł szlachecki i przyjął nazwisko znamienitego rodu, którego członkowie mieli wymrzeć dawno temu. Tessa na swe nieszczęście wpada w oko hulace i bawidamkowi Alecowi d’Urberville, który namawia ją by podjęła pracę w dworku jego matki. Alec wciąga dziewczynę w pułapkę i gwałci ją. Zhańbiona bohaterka powraca do rodzinnego domu, gdzie rodzi nieślubne dziecko, które wkrótce umiera.

Po dwóch latach od tragedii, Tessa próbuje na nowo ułożyć swoje życie. Wyjeżdża do Talbothays, gdzie najmuje się do pracy dójki na farmie mlecznej. W miejscu, w którym nikt nie wie o jej „grzechu” spotyka mężczyznę, w którym zakochuje się z wzajemnością, jednak przeszłość ciągle ją ściga i uniemożliwia zaznania prawdziwego szczęścia.

W wiktoriańskiej Anglii kobiety takie jak Tessa były potępiane. Choć bohaterka została wykorzystana, to przylepia się jej łatkę rozwiązłej i nieczystej. Wykorzystana kobieta staje się ofiarą ostracyzmu, gdy mężczyzna utrzymujący pozamałżeńskie stosunki jest wolny od jakiejkolwiek krytyki społecznej. Autor doskonale ukazał podwójną moralność stosowaną wobec kobiet i mężczyzn.

Tessa poznaje w Talbothays Angela. Mężczyzna pokochał ją całym sercem i dołożył wszelkich starań, by dziewczyna zgodziła się z nim związać. Jednak w momencie, w którym bohaterka odkrywa przed Angelem swą przeszłość, ten odwraca się do niej plecami, choć sam ma na sumieniu grzech rozwiązłości. Wybranek Tessy w swej młodości wdał się w romans ze starszą kobietą – Tessa wybaczyła mu ten czyn i pełna dobrych przeczuć, opowiedziała ukochanemu o nieszczęściu, które ją spotkało. Mężczyzna, zamiast okazać zrozumienie, czuje się oszukany i zdradzony, pragnie jak najszybciej oddalić się od kobiety, która w jednej sekundzie staje się dla niego obcą osobą.

„Tessa d’Urberville: historia kobiety czystej” to powieść wybitnie tragiczna. Powieść Hardy’ego jest romansem, jednak tutaj nie ma radosnego happy endu. Tessa choć niczym nie zawiniła, zostaje napiętnowana, a mężczyźni otrzymują prawo do jej znieważania i pogardzania nią. Muszę przyznać, że chociaż powieść Hardy’ego nie należy do tego typu utworów, które czyta się z wypiekami na twarzy, to książka wzbudziła we mnie cały szereg silnych emocji. Współczułam Tessie, znienawidziłam z pozoru idealnego Angela, a Aleca miałabym ochotę udusić, choć w pewnym momencie wydawało się, że bawidamek przeszedł cudowną przemianę i chciał odpokutować za zło, które wyrządził bohaterce.

Powieść Hardy’ego to utwór, który czyta się powoli i niespiesznie, liczne opisy przyrody, choć piękne i poetyckie, mogą momentami nużyć. Nie mogę powiedzieć, że jest to pasjonująca powieść od której trudno się oderwać, jednak „Tessa d’Urbeville: historia kobiety czystej” jest książką, o której na pewno szybko nie zapomnę.

środa, 6 marca 2013

"Klucz wiedzy" Nora Roberts

Seria: Trylogia Klucze (tom 2)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360
Rok wydania: 2010

Dana Steele rozpoczyna poszukiwania drugiego klucza otwierającego szkatułę, w której czarnoksiężnik Kane uwięził dusze trzech królewskich córek. Kiedyś Dana przeżyła zawód miłosny; teraz jej dawny ukochany, Jordan, powraca. Jaka przyszłość ich czeka? Jordan nie wiedział, że Dana go kochała... i nie wie, że nadal darzy go uczuciem. Pragnie zdobyć jej miłość. Kane zastawia pułapkę na nich oboje. Aby zwyciężyć, Dana musi pogodzić głos serca z głosem rozsądku. I odnaleźć książkę, która doprowadzi ją do drugiego klucza. Czy uda jej się dostrzec prawdę w sieci kłamstw?

Kiedy zabieram się za czytanie jakiejś powieści wchodzącej w skład dłuższej serii, staram się zgromadzić wszystkie tomy cyklu, by móc przeczytać go od razu. Dzięki takiemu działaniu nie zapominam żadnych wątków, wiem kim są wszyscy bohaterowie (nawet ci pełniący role epizodyczne), a co najważniejsze nie muszę długo czekać na poznanie zakończenia cyklu, jeśli dana seria niezwykle mnie zainteresowała. Niestety taki sposób poznawania serii książkowych ma też swoje minusy. Jeżeli poszczególne tomu opierają się na tych samych schematach, pojawiają się w nich niemal identyczne sceny bądź bohaterowi są kopiami postaci występujących w poprzednim tamie, wtedy przyjemność z czytania ulatnia się jak powietrze z przebitego balonu. Niestety czytanie wszystkich tomów trylogii „Klucze” jeden po drugim, wywołało we mnie te negatywne odczucia.

Po tym, jak skończyłam czytać „Klucz światła, czym prędzej sięgnęłam po „Klucz wiedzy”. Główna bohaterka drugiego tomu trylogii Nory Roberts jest bibliotekarką i przyznam, że postać Dany intrygowała mnie od początku. Bardzo chciałam przyjrzeć się jej poszukiwaniom tajemniczego klucza, który ma otworzyć drugi zamek szkatuły, w której zostały zamknięte dusze celtyckich półbogiń. Niestety powieść okazała się niemiłosiernie schematyczna. W książce pojawia się wiele scen, które są niemal wiernymi kopiami wydarzeń, które miały miejsce w tomie pierwszym trylogii. Dana zostaje zwolniona z pracy, okoliczności w jakich do tego dochodzi są lustrzanym odbiciem tego co spotkało wcześniej Malory. Również niezadowoleni ze zwolnienia bohaterki ‘klienci’ biblioteki reagują w taki sam sposób, jak klienci galerii, z której została zwolniona bohaterka „Klucza światła”. Podobieństw jest znacznie więcej, jednak nie będę ich już wymieniała.

W „Kluczu światła”, podobnie jak w „Kluczu wiedzy”, dominuje wątek romantyczny, wątek fantastyczny rozwija się dopiero w końcówce utworu.

W tym tomie główna bohaterka będzie starła się poradzić sobie z emocjami, które wyzwala niej Jordan. Mężczyzna opuścił ją i wyjechał do Nowego Jorku, by rozwijać karierę pisarską. Bibliotekarka ma niezwykły żal do Jordana za to, że zostawił ją, a swoim odejściem złamał jej serce. Dana poczuła się wykorzystana i zdradzona, kiedy dowiedziała się, że jej ukochany wyjeżdża nie poinformowawszy jej nawet o swych planach. Mimo całego rozgoryczenia, w momencie, w którym dawny kochanek powraca do Pleasant Valley, w bohaterce zaczyna odżywać dawna namiętność. Dana i Jordan są obecnie dojrzalsi niż kiedyś. Bohaterowie są gotowi do podjęcia dialogu i wytłumaczenia sobie nawzajem wszystkich spraw i wydarzeń z przeszłości, które przyczyniły się do ich rozstania. Sposób w jaki pisarka poprowadziła wątek uczuciowy bardzo mi się spodobał.

Co do wątku fantastycznego, to nie ma sensu za bardzo się rozpisywać. Przed Daną staje takie same zadanie jakie wykonała Malory, i jakie będzie musiała wykonać Zoe. Może w tym tomie działanie przeciwnika kobiet jest nieco bardziej brutalne i zdecydowane niż w „Kluczu światła”, jednak sam przebieg poszukiwania klucza wygląda identycznie jak w tomie pierwszym. Bohaterka otrzymuje wskazówki od Roweny i Pitte’a i ma miesiąc na odkrycie, gdzie został ukryty jej klucz, po drodze musi pokonać kilka przeszkód i pułapek zastawionych przez czarnoksiężnika Kane’a.

„Klucz wiedzy” utrzymuje taki sam poziom jak poprzedni tom trylogii. Przez większą część powieści autorka eksponuje wątek romansu miedzy głównymi bohaterami powieści. W końcówce rozpędu nabiera wątek fantastyczny, który w tym tomie prezentuje się bardziej dramatycznie niż w „Kluczu światła”. Niestety, ze względu na dużą schematyczność lektura tego tomu okazała się mniej porywająca niż lektura „Klucza światła” – za dużo było podobieństw do pierwszego tomu trylogii przez co fabuła była zbyt przewidywalna.

W wypadku „Trylogii kluczy” czytanie kolejnych części w bliskim odstępstwie czasu działa zdecydowanie na niekorzyść serii – przynajmniej ja tak odczuwałam. W najbliższym czasie nie sięgnę raczej po „Klucz odwagi”. Odpocznę sobie od tej trylogii, by za jakiś czas móc przeczytać finałowy tom serii z prawdziwym zainteresowaniem.
 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytamy Norę Roberts
 

wtorek, 5 marca 2013

"Klucz światła" Nora Roberts

Seria: Trylogia Klucze (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 384
Rok wydania: 2010

Trzy młode kobiety, Malory, Dana i Zoe, zostały zaproszone do tajemniczej, baśniowej rezydencji na przyjęcie. Ekscentryczni gospodarze, Rowena i Pitte, przedstawiają im niesamowitą propozycję, która może odmienić życie całej trójce.

Trzy odważne, mocno stąpające po ziemi kobiety, trzy klucze... Każda z nich musi wykonać trudne i niebezpieczne zadanie. Jeśli im się uda, czeka je wspaniała nagroda. Pierwsza rusza do walki o szczęście Malory. W kolejnych tomach z losem będą się zmagać Dana i Zoe. Czy im się powiedzie?


Nora Roberts to pisarka, która świetnie odnajduje się w różnych gatunkach literackich: romansach, powieści obyczajowej, sensacji, fantastyce. Jako, że do tej pory nie miałam możliwości poznania żadnej powieści pisarki, w której dominowałyby elementy tego ostatniego, wymienionego przeze mnie gatunku, postanowiłam czym prędzej zmienić ten stan. Wybór padł na książkę stanowiącą pierwszy tom trylogii "Klucze” - „Klucz światła”.

Główną bohaterką powieści jest Malory Price, która pracuje w galerii sztuki w niewielkim miasteczku Pleasant Valley. Dwudziestoośmiolatka, kochająca sztukę pokłóciła się właśnie z nową żoną właściciela galerii, jej posada wisi na włosku. Uporządkowane pod każdym aspektem życie bohaterki zaczyna się walić. Aby odegnać od siebie przykre myśli, Malory decyduje się wziąć udział w koktajlu organizowanym w rezydencji leżącej na Wzgórzu Wojownika.

Na miejscu okazuje się, że w spotkaniu, poza gospodarzami i Malory, wezmą udział tylko dwie kobiety – bibliotekarka Dana i fryzjerka Zoe. Wszystkie zaproszone znajdują się w podobnej sytuacji materialnej – etat Dany został drastycznie skrócony, Zoe została zwolniona przez właścicielkę salonu kosmetycznego, w którym pracowała. Jakby tego było mało, szybko wychodzi na jaw, że kobiety są w podobnym wieku. Malory i jej nowe znajome zaczynają się niepokoić tymi zbiegami okoliczności, ich obawy wzrastają, kiedy spotykają gospodarzy i wysłuchują ich historii, którą najłagodniej można określić jako gadanie szaleńca.

Rowena i Pittie twierdzą, że zaproszone kobiety są trzema wybrankami, które mają odnaleźć  klucze zamykające szkatułę, w której zostały uwięzione śmiertelne dusze celtyckich półbogiń. By przekonać swoich gości o autentyczności fantastycznej historii, para pokazuje im portret bogiń – postacie namalowane na płótnie mają twarze naszych bohaterek. Malory, Dana i Zoey zaczynają dopuszczać do siebie myśl, że opowieść Roweny i jej partnera może zawierać w sobie ziarenko prawdy. Bohaterki skuszone obietnicą wynagrodzenia postanawiają zaryzykować i zgadzają się wziąć udział w poszukiwaniu kluczy. Pierwszą wybranką zostaje Malory, na odnalezienie klucza bohaterka ma miesiąc.

„Klucz światła” to powieść fantastyczna, w której równie ważny co wątek magiczny, jest wątek romansowy, który nawiasem mówiąc jest świetny.  Malory nie jest zmuszona szukać klucza sama, pomagają jej poznane w rezydencji kobiety, które szybko stają się jej przyjaciółkami. Bohaterce pomaga także brat Dany Flynn, którego poznała w bardzo zabawnych okolicznościach. Zresztą w tej powieści aż roi się od zabawnych scen i dialogów. Bardzo podobał mi się fakt, że autorka odwróciła role i tutaj to Malory staje się drapieżcą próbującym usidlić Flynna, a nie na odwrót.

Wątek romansowy odwracał niestety uwagę od wątków fantastycznych. Można by właściwie powiedzieć, że to miłość pomiędzy dwójką bohaterów stanowiła oś fabuły, a wszelkie elementy magiczne pełniły jedynie rolę ciekawego tła – trochę przykre, ale ja odczuwałam to właśnie w ten sposób. Historia z poszukiwaniem kluczy zaczęła mnie wciągać mniej więcej od połowy powieści, kiedy to doszło do intensyfikacji działań zarówno bohaterek jak i mrocznej siły, która chciała je pokonać.

„Klucz światła” jest doskonałym romansem, wątek fantastyczny nieco mnie rozczarował i budził mieszane uczucia. Początek rozbudził ciekawość, jednak pierwsza część książki nie wciągnęła i była właściwie nijaka, dopiero końcówka trzymała w napięciu (oczywiście, to zdanie odnosi się jedynie do wątku fantastycznego powieści). Gdybym chciała ocenić „Klucz światła to za romans dałabym 5, za wątek fantastyczny 3.



Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytamy Norę Roberts


poniedziałek, 4 marca 2013

"Obiecaj mi" Richard Paul Evans

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 296
Rok wydania: 2012

„W zamkniętych na klucz i ukrytych w szafie szkatułkach przechowuję dwa naszyjniki. Są podarunkami od dwóch mężczyzn. Oba naszyjniki są piękne i cenne, nie noszę jednak żadnego z nich - jednego z powodu złamanej obietnicy, drugiego z powodu obietnicy dotrzymanej”.
Tamtego roku Beth przestała wierzyć w szczęśliwy los. Jej życie rozsypało się jak domek z kart: musiała zmierzyć się ze zdradą i opuszczeniem. W chwili próby zawiódł ją najbliższy człowiek, łamiąc wszystkie obietnice, które do tej pory składał.
Wtedy właśnie pojawił się Matthew - niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł, który łapie za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei. Wiedział, jak pomóc, co zrobić, by Beth znów zaczęła się uśmiechać, znał odpowiedzi na dręczące ją pytania. On też złożył obietnicę. Czy będzie w stanie jej dotrzymać? Kim naprawdę jest Matthew i skąd tyle wie na temat Beth i jej rodziny?

Muszę przyznać, że z lekturą książki Richarda Paula Evansa spóźniłam się o kilka dobrych miesięcy. „Obiecaj mi” to utwór, który doskonale wprowadza czytelnika w bożonarodzeniowy nastrój – szkoda, że nie wiedziałam tego w grudniu.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 2008, Wigilia Bożego Narodzenia. Główna bohaterka, pełniąca zarazem rolę narratorki powieści, czekając na swoich gości, wyciąga z szafy dwie szkatułki. Każde z puzderek zawiera w sobie prezent od mężczyzny, jeden od człowieka, który ją zdradził i złamał jej serce, drugi od kogoś, kto przywrócił jej wiarę w miłość i stanowił dla niej wsparcie w najtrudniejszych chwilach życia. Beth wie, że dzisiejszego wieczoru po raz kolejny spotka tego drugiego mężczyznę, ukochanego dzielącego jej sekret.

Beth wraca pamięcią do roku 1989, był to dla niej rok tragiczny i zarazem niezwykle wyjątkowy. To właśnie w tym roku, 12 lutego, bohaterka dowiedziała się, że jej małżeństwo nie jest idealne, a jej mąż dopuścił się zdrady. W tym roku córka Bethany, Charlotte, zachorowała i zaczęła niknąć w oczach, a lekarze nie mogli zdiagnozować jaka choroba stopniowo wyniszcza sześciolatkę. W Boże Narodzenie wydarzył się jednak mały cud, Beth robiąc ostatnie spożywcze zakupy spotkała Matthew – przystojnego nieznajomego, który z niezwykłą gorliwością dążył do tego, by się z nią umówić, mężczyznę, który dziwnym trafem wiedział co dolega jej córce, człowieka, dzięki któremu po raz kolejny odważyła się zaufać i pokochać. Między Beth i Matthew narodziło się głębokie uczucie, które jednak nigdy nie powinno rozkwitnąć.  Bohater skrywa bowiem pewien sekret – bolesną tajemnicę mogącą zniszczyć spokój ducha Bethany oraz życie jej dziecka. Kim jest Matthew i co sprowadziło go do samotnej, nieszczęśliwej kobiety w dzień Bożego Narodzenia? Ciekawych odpowiedzi na to pytanie odsyłam do lektury.

Historia napisana przez Richarda Paula Evansa jest magiczną opowieścią, która świetnie wprowadza czytelnika w bożonarodzeniowy nastrój. Wprowadzając rozwiązania fabularne charakterystyczne dla realizmu magicznego, autor stworzył piękną opowieść, w której magia przenika się z rzeczywistością. „Obiecaj mi” to bardzo ciepła powieść, wypełniona po brzegi kartek niesamowitą, pełną cudów bożonarodzeniową atmosferą.

Tę powieść polecam czytać zwłaszcza w okresie świątecznym, wtedy jej urok najsilniej będzie oddziaływał na czytelnika. Powieść Evansa bardzo przypadła mi do gustu, fabuła nadzwyczajnie mnie wciągnęła, mimo to czytając „Obiecaj mi” na początku marca, czułam się trochę nieswojo i nie dałam się w pełni uwieść atmosferze wypełniającej powieściowy świat. Czytanie tej książki w okresie innym niż okres bezpośrednio poprzedzający Boże Narodzenie, bądź czas tuż po świętach, mogę przyrównać do słuchania kolęd latem – utwór nadal pozostaje piękny, jednak nie budzi takiej gamy emocji jaką mógłby wywołać w czytelniku sięgającym po powieść w okresie świątecznym.