wtorek, 28 sierpnia 2012

"Wilkołak" Jonathan Maberry

Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2010

Szczęśliwe życie Lawrence'a Talbota skończyło się tej nocy, kiedy umarła jego matka. Chłopak opuścił wiktoriański dwór, by szukać zapomnienia w dalekiej Ameryce. Po latach powraca w rodzinne strony i odkrywa, że okolicą rządzi strach. Krążą pogłoski o krwiożerczej bestii. Lecz Lawrence'a stokroć bardziej przeraża tajemnicza siła, która wzywa go do lasu przy pełni księżyca...


 Obserwując rozwój współczesnej literatury, a zwłaszcza tej spod znaku paranormal romance, można zauważyć kształtowanie się pewnej tendencji polegającej na uczłowieczaniu istot, które pierwotnie nie cechowała ani moralność, ani jakiekolwiek ludzkie odruchy – proces ten objął zwłaszcza dwie grupy nadprzyrodzonych istot, którymi są wampiry i wilkołaki. Pisarze z bestii, które nie powinny odczuwać nic poza pragnieniem krwi, uczynili romantycznych bohaterów, do których wzdychają nastoletnie dziewczęta. Pomimo, że popularność wampirów i wilkołaków stopniowo przemija, nadal często pojawiają się one w literaturze. Sama z dużą przyjemnością czytam powieści, w których występują wspominane potwory. Najbardziej cenię jednak te książki, w których wizerunek wampirów i wilkołaków nie odbiega zbytnio od dawno ustanowionej normy - jedną z takich powieści jest bez wątpienia „Wilkołak” autorstwa Jonathana Mabbery’ego.

Utwór napisany przez Mabbery’ego to pełnokrwisty - w dosłownym tego słowa znaczeniu – horror. Akcja powieści toczy się w roku 1981, w sennym, małym angielskim miasteczku Blackmoore. Lawrence Talbot, amerykański aktor udzielający gościnnych występów w londyńskim teatrze, pewnego dnia otrzymuje wiadomość od narzeczonej swojego brata. Kobieta informuje Lawrenca, że jego brat Ben zaginął i prosi go o pomoc w poszukiwaniach. Bohater niezwłocznie udaje się w podróż. Niestety młody Talbot przybywa za późno, na miejscu zastaje pogrążoną w żałobie Gwen Conliffe oraz swego oschłego ojca Johna Talbota. Brutalnie okaleczone ciało Bena znaleziono w pobliskim rowie. Część mieszkańców Blackmoore uważa, że za śmierć dziedzica Talbot Hall odpowiadają Cyganie, którzy rozbili obóz w pobliskim lesie. Niektórzy pamiętają jednak podobną tragedię, która rozegrała się w miasteczku dziewięć lat temu, wtedy zabójcą okazała się być diabelska bestia – wilkołak. Lawrence poprzysięga odnaleźć mordercę brata i pomścić jego śmierć. Podczas kolejnej pełni księżyca dochodzi do krwawej rzezi. Sprawą zaczyna interesować się Scotland Yard, podejrzenia padają na głównego bohatera, któremu jako jedynemu udało się uniknąć śmierci.

Powieść Jonathana Maberry’ego stanowi adaptację filmu nakręconego w 2010 roku przez Joe Johnstona, „Wilkołak” z roku 2010 jest natomiast remakiem obrazu z roku 1941, nakręconego przez Georga Waggnera. W wypadku tej książki trudno mówić więc o oryginalności, niemniej jednak to właśnie papierowa wersja historii o Lawrensie Talbocie trafiła w mój gust. Wszystkie wątki i wydarzenia, które pojawiają się w filmie, znajdują swoje odzwierciedlenie w książce, jednak w tym przypadku opis wygrywa z obrazem. Z powieści dowiemy się o wiele więcej niż z filmu – poznamy myśli i uczucia bohaterów, również wszelkie opisy makabrycznych wydarzeń oddziałują niezwykle mocno na wyobraźnię czytelnika. Sceny ociekające hektolitrami krwi uczyniłyby z filmu horror klasy B, obecność tych samych scen w powieści buduje grozę oraz podsyca strach i niepokój czytelnika.

„Wilkołak” jest interesującym utworem, w którym twórcy(zarówno scenarzyści obu wersji filmowych, jak i pisarz) przypomnieli jak wyglądały dawne, przerażające wilkołaki znane z pradawnych podań i legend. Zarówno powieść jak i film, który obejrzałam po lekturze książki, wywarły na mnie pozytywne wrażenie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza