sobota, 22 sierpnia 2015

"Tygrysy w porze czerwieni" Liza Klaussmann

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2012


Debiutancka książka Lizy Klaussmann to polifoniczna powieść obyczajowa o (nie)idealnej rodzinie. Historia lepka, odurzająca oparami alkoholu,  przygniatająca ciężarem tajemnic i niedomówień. Proza klimatyczna, ale lekko nużąca i monotonna, ponieważ kilkakrotnie obserwujemy te same wydarzenia.

Bohaterami „Tygrysów w porze czerwieni” są członkowie rodzin Derringerów i Lewisów. Właśnie skończyła się druga wojna światowa. Dwie zżyte ze sobą kuzynki siedzą na werandzie rodzinnej posiadłości Tiger House i oddają się marzeniom o przyszłości. Przebojowa Nick czeka na powrót męża z Europy. Spragniona uczuć Helena ma udać się do Hollywood, gdzie czeka na nią narzeczony, Avery Lewis. Kobiety przepełnia radość i nadzieja na wspaniałą, wypełnioną miłością przyszłość. Obje bohaterki przekonają się wkrótce, że rzeczywistość bardzo rzadko pokrywa się z marzeniami, a życie pisze dla ludzi przedziwne, przewrotne scenariusze.

Nick nie potrafi odnaleźć się w roli idealnej, amerykańskiej żony. Jej męża Hughesa zdają się trapić wojenne wspomnienia, mężczyzna wyraźnie dystansuje się od Nick. Córka pary, szara myszka Daisy, przeżywa dramat pierwszej, nieszczęśliwej miłości u boku popularnej matki, która skupia na sobie uwagę otoczenia. Helena pada ofiarą naciągacza mającego obsesję na punkcie zmarłej kochanki. Zaślepiona miłością kobieta wkrótce popada w nałóg. Jej syn, Ed, jest zamkniętym w sobie, przejawiającym niepokojące skłonności chłopakiem chadzającym własnymi ścieżkami; jedna z nich prowadzi go do ukrytej w zagajniku wiacie, gdzie znajduje okaleczone zwłoki kobiety.

Każda z wyżej wspomnianych postaci otrzymała w powieści swoje pięć minut. Utwór został podzielony na pięć części, których narracja skupia się na jednym z przedstawionych bohaterów. Czytelnik obserwuje te same wydarzenie z perspektywy wielu postaci. Okazuje się, że z pozoru idealna, kochająca się rodzina wcale nie jest tak nieskazitelna. Pod uśmiechem i życzliwością buzują mroczne i destrukcyjne emocje, wzajemne pretensje, głęboko skrywana niechęć. Za pudrowymi pastelami spokojnych obrazków przedstawiających eleganckie i zawsze poprawne panie domu oraz ich szarmanckich, pracowitych i uczciwych mężów, kryją się ciemne i chaotyczne myśli, uczucia i pragnienia.

Dopiero morderstwo popełnione w pobliży Tiger House uświadamia bohaterom, że wszyscy ukrywają się za fasadą poprawności, pod którą znajdują się prawdziwe, niedostępne dla nikogo oblicza. Morderstwo nie wprowadza do fabuły wątku kryminalno-detektywistycznego. Stanowi ono punkt symboliczny, moment, w którym bohaterowie uświadamiają sobie, że każdy człowiek na wiele twarzy i osobowości – jedną dla rodziny, jedną dla sąsiadów, jedną ukrytą w głębokich czeluściach własnej istoty; dzięki polifonicznej narracji czytelnik uzyska możliwość przyjrzenia się wszystkim tym wizerunkom.


Książa przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka z kolorem w tytule.

środa, 19 sierpnia 2015

"Gretel i ciemność" Eliza Granville

Wydawnictwo: PWN
Liczba stron: 384
Rok wydania: 2015

WIEDEŃ, 1899 rok
Słynny psychoanalityk Josef Breuer spotyka najdziwniejszą ze swoich pacjentek. Znaleziona nieopodal szpitala dla psychicznie chorych, chuda, z ogoloną głową, twierdzi, że nie ma imienia ani uczuć – że w ogóle nie jest człowiekiem. Breuer postanawia zgłębić przyczyny jej stanu.


NAZISTOWSKIE NIEMCY, WIELE LAT PÓŹNIEJ

Mała zagubiona Krysta całymi dniami bawi się sama. Jej mama zmarła. Jej ojciec pracuje w lecznicy z „ludźmi-zwierzętami”. Dziewczynka, zatopiona w historiach o Hanselu i Gretel, Fleciście i innych baśniowych postaciach, nie dostrzega niebezpieczeństwa, jakie czai się wokoło. A kiedy wszystko się zmienia i świat wokół niej staje się straszniejszy od jakiejkolwiek opowieści, odkrywa, że wyobraźnia ma większą moc, niż kiedykolwiek podejrzewała…
Te dwa światy staną się częściami jednej znacznie większej opowieści, która wnika w najciemniejsze, najbardziej wstydliwe miejsca historii XX wieku i ukazuje – w oszałamiającym finałowym zwrocie akcji – drogę prowadzącą z powrotem ku światłu. 

„Gretel i ciemność”  jest enigmatyczną opowieścią, której fabuła rozgrywa się na trzech, przeplatających się ze sobą planach czasowych i geograficznych. Jedna z części powieści rozgrywa  się w Wiedniu 1899 roku. Do domu słynnego psychoanalityka trafia piękną, pobita, kobieta, która straciła pamięć. Dziewczyna, którą doktor Bauer nazywa Lilie, twierdzi, że nie jest człowiekiem, a jej zadaniem jest zabicie potwora ukrywającego się w miejscowości Linz. Wkrótce zafascynowany urodą młodej pacjentki lekarz zaczyna snuć szalone plany zrobienia z niej swojej kochanki, na drodze do urzeczywistnienia marzenia staje jednak uczucie, które rodzi się pomiędzy Lilie i ogrodnikiem Benjaminem. Drugi wątek rozgrywa się w niesprecyzowanym czasie, a jego bohaterką jest rozpuszczona Krysta, córka lekarza, która wraz z ojcem przenosi się do tajemniczego miejsca, gdzie za płotem znajduje się ogrodzone drutem kolczastym, pilnowane przez strażników zoo zamieszkane przez ludzi-zwierzęta. Czytelnik dość szybko przekonuje się, że dziwny, niepokojący świat, który obserwuje naiwna dziewczynka to nazistowskie Niemcy. Trzecia część historii to opowieść wypełniona mrocznymi i sadystycznymi baśniami, które surowa i momentami brutalna opiekunka opowiadała swojej podopiecznej. Ciągle ewoluujące opowieści snute przez Greet stały się w życiu dziecka źródłem siły i nadziei, drogą ucieczki i pośrednim narzędziem zemsty na strażnikach strzegących „zoo”.

Powieść Elizy Grenville jest utworem złożonym, w którym splatają się ze sobą trzy linie fabularne. Skomplikowana narracja dodaje temu tytułowi tajemniczości, do samego końca nie wiadomo czym jest ta wypełniona baśniami, dramatyczna opowieść, co wspólnego mają ze sobą piękna Lilie i niesforna dziewczynka Krysta. Dopiero przewrotny finał pokazuje czytelnikiem w jaki sposób trzy z pozoru niezależne od siebie wątki stają się spójną całością.

Lubię eksperymenty literackie i szkatułkową narrację wypełnioną fabularnymi niespodziankami, pod tym względem „Gretel i ciemność” okazała się dla mnie lekturą idealną. Niestety złożoność i doskonałość konceptu narracyjnego nie przełożyła się na wszystkie elementy utworu.

W warstwie językowej powieści znalazły się niemieckie makaronizmy, których wstawienie, według mnie, jest w tym tytule całkowicie zbędne. Fabuła powieści rozgrywa się w krajach niemieckojęzycznych. Z góry założyłam, że postacie posługują się językiem niemieckim, tymczasem pisarka wstawiła do tekstu niemieckie słowa i wyrażenia. Po co to potrzebne? Po co do dialogów, które z założenia są wypowiadane po niemiecku, wplatać niemieckie wyrazy i zdania? Totalny bezsens. Czyżby bohaterowie powieści Grenville, mieszkający w Niemczech i Wiedniu oraz będący obywatelami tych krajów, posługiwali się innym językiem i tylko od czasu do czasu wstawiali do swoich wypowiedzi zdania w rodzimym języku?  Nie widzę żadnego uzasadnienia dla stosowania w tej powieści niemieckich makaronizmów.

Raziło mnie przekręcenie nazwisk znanych pisarzy dla dzieci. Nie mam pojęcia czemu Lewis Carroll stał się amerykańską lekkoatletką Carol Lewis, dlaczego autor „Alicji w Krainie Czarów” został przerobiony w tej książce na kobietę (zresztą nie on jeden) – „Kiedy dorosnę, zostanę sławną pisarką jak Carol Lewis albo Elle Franken Baum[…]”, str. 100. Autor „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” z Lymana Franka Bauma przekształcił się w panią Elle Franken Baum. Karla May, autor historii o Winnetou, został przemianowany na May Karl. Nie wiem, jaki zamysł przyświecała Elizie Granville, kiedy decydowała się na zmienienie płci popularnych autorów książek dziecięcych.

Podsumowując. „Gretel i ciemność” to tajemniczy, mroczny utwór o ciekawie skonstruowanej narracji, który przedstawia obraz II Wojny Światowej z perspektywy dziecka. Tytuł poruszający, ale w moich oczach nie wolny od wad.


Książa przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka napisana przez kobietę.  

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

"Brzuch Paryża" Emil Zola

Cykl: Rougon - Macquartowie (tom 3)
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 284
Rok wydania: 1957 

Emil Zola był malarzem. Malarzem bardzo utalentowanym, ale nietypowym,  jego paletę, farby i pędzel stanowiły słowa, płótnem były karty papieru. Czy spotkaliście się kiedykolwiek z tak magicznym opisem zwykłego targowiska, jak ten przedstawiony we fragmencie pochodzącym z trzeciego tomu cyklu o rodzinie Rougon-Macquart? 

Szarawy świt wstawał zwolna, barwiąc wszystkie przedmioty na jasny, pastelowy ton. Te sterty, które wełniły się jak pędzące fale, ta rzeka zieleni, która zdawała się płynąć korytem jezdni, niby ulewa deszczów jesiennych, przybierały delikatne i perłowe tony, subtelny fiolet, róż z mlecznym odcieniem, zieleń rozpuszczoną w żółtym kolorze, wszelkie blade barwy, które o wschodzie słońca czynią z nieba mieniący się jedwab. I w miarę jak płonący świt wzbijał się w górę rzutem płomieni, w głębi ulice Rambuteau coraz to rozbudzały się warzywa, wynurzały z wielkiego, ciągnącego się po ziemi błękitnienia. Sałaty, laktuki, cykorie, endywie, tłuste jeszcze od gleby, rozchylały się ukazując lśniące głąby; paczki ze szpinakiem, paczki ze szczawiem, pęki karczochów, stosy fasoli i grochu, sterty rzymskich sałat, związanych źdźbłem słomy, grały całą gamą zieleni, począwszy od jasnej glazury strączków do ciemnozielonych liści, gamą nieprzerwaną, która szła blednąc stopniowo aż do pstrokatych kiści porów i korzeni selerów. Lecz ostre, stale najmocniej grające tony to były plamy jaskrawej marchwi i jasnej rzepy, które rozsiane w zdumiewającej ilości wzdłuż targu, oświetlały go blaskiem tych dwóch pstrokatych kolorów. Na rogu ulicy Centralnych Hal główki kapusty tworzyły góry; olbrzymie białe głowy, ścisłe i twarde jak kule z jasnego metalu, włoska kapusta, której ogromne liście przypominały misy z brązu, czerwona kapusta, którą jutrzenka zmieniała we wspaniałe fioletowe kwiecie z plamkami karminu i ciemnej purpury. W drugim końcu, na rozdrożu, u zbiegu ulic przy Św. Eustachym, wylot ulicy Rambuteau zagradzała barykada z dwóch rzędów pomarańczowych dyń, które rozłożyły się wydymając brzuchy. A złotobrązowy lakier kosza z cebulą, krwawa czerwień sterty pomidorów, przyćmiony, żółtawy kolor jakiejś partii ogórków, ciemny fiolet kiści bakłażanów świeciły tu i ówdzie, podczas gdy duże czarne rzodkwie, ułożone w żałobne pasma, pozostawiały jeszcze kilka mrocznych wgłębień wśród tych porywających uroków jutrzenki. (str. 27-28)

Czytając opisy zamieszczone w „Brzuchu Paryża”, odczuwałam dreszcze zachwytu. Zola namalował słowami przepiękne, wielobarwne i jasne obrazki, ale także makabryczne, krwawe i odpychające płótna, na których utrwalony został obraz nieistniejących już Centralnych Hal – dzielnicy pawilonów handlowych, która była nie tylko brzuchem Paryża, do którego codziennie dostarczano nieskończone ilości produktów spożywczych, ale i jego karmicielką.

Bogata w przecudne opisy powieść koncentruje się na przedstawieniu losów zesłańca, któremu udało się uciec z kolonii karnej i powrócić do Paryża. Florentyn zamieszkuje ze swoim bratem, masarzem Quinu i jego piękną żoną Lizą, która należy do rodziny Macquartów. Główny bohater próbuje ułożyć sobie życie, ale duszna atmosfera Hal nie wpływa pozytywnie na jego osobę. Od kiedy w domu szanowanej rodziny masarskiej zamieszkał tajemniczy mężczyzna, w dzielnicy targowej zaczął szerzyć się ferment. Miejscowe plotkary, nie potrafiące znieść otaczającego Florentyna nimbu tajemnicy, opętane żądzą posiadania informacji siały zamęt. Wraz z pojawieniem się głównego bohatera  atmosfera w Halach stała się niezwykle duszna - szerzą się pomówienia, a w duszach handlarek wybucha nienawiść i zawiść, które przekształcają się w pragnienie zemsty.

Trzeci tom cyklu o rodzinie Rougon-Macquartów to przepięknie napisany utwór. Fabuła jest co prawda nieco nużąca, ale warto sięgnąć po ten tytuł chociażby dla wspaniałych, plastycznych opisów Hal.   

niedziela, 16 sierpnia 2015

"Vortex" Jarosław Prusiński

Wydawnictwo: e-bookowo.pl
Liczba stron: 185
Rok wydania: 2015

Świetny zbiór opowiadań science fiction. Krótkie, dynamiczne, pełne akcji opowiadania zapewnią wspaniałą rozrywkę na kilka wieczorów. W Vorteksie mamy przekrój umiejętności autora: od opowiadań nawiązujących do współczesności (Security), poprzez opowieści katastroficzne (Manit, Katastrofa), świetną wizję futurystycznego społeczeństwa w opowiadaniu tytułowym, a kończąc na trzech opowieściach z gatunku fantasy. Smakowity kąsek dla wielbicieli gatunku i nie tylko. 


„Vortex” to bardzo udany zbiór opowiadań składający się z siedmiu nowelek science fiction i trzech krótkich fragmentów powieści fantastycznych wchodzących w skład trylogii „Szary Mag”. Wszystkie utwory zamieszczone w analogi trzymają równy poziom, wyjątek stanowi tylko „Kontakt”, który mnie wydał się nieco słabszy i mniej wciągający niż pozostałe tytuły.

Jarosław Prusiński stworzył bardzo ciekawy i intrygujący zbiorek, w którym zostaje poruszona niezwykle różnorodna tematyka. Opowiadania science fiction skłaniają do refleksji dotyczących kondycji współczesnego świata i kierunków jego rozwoju, a trzy ostatnie utwory to kawał porządnie napisanego fantasy, które intryguje i zachęca do sięgnięcia po debiutancką powieść pisarza (Szary Mag. Trylogia). Opowiadania są krótkie, ale na ich przeczytaniu przygoda z tym zbiorkiem się nie kończy - pół nocy rozmyślałam nad przesłaniem poszczególnych tekstów, doszukiwałam się nawiązań i inspiracji, analizowałam.

Najmocniejszym i zarazem bardzo kontrowersyjnym tekstem jest „Security”, w którym zostaje ukazany przerysowany, groteskowy świata przyszłości, w którym kwestia bezpieczeństwa publicznego przekroczyła granice absurdu. Bardzo ciekawym zagadnieniem jest pytanie o charakter przedstawionego świata, którego mieszkańcy są przekonani, że żyją w państwie demokratycznym – model społeczny całkowicie temu przeczy. Czy mamy do czynienia z wizją świata, w którym doszło do stopniowego zdegenerowania idei demokratycznych, czy z systemem totalitarnym udającym demokratyzm? Czy nasz świat nie zmierza przypadkiem w kierunku, który zaprezentował Prusiński? Nowelka zdecydowanie daje do myślenia.

Równie mocnymi i atrakcyjnymi fabularnie tekstami są „Katastrofa” i tytułowy „Vortex”. Widać, że w pierwszym opowiadaniu autor czerpał inspirację z głośnych wydarzeń politycznych. Nowelka nawiązuje do katastrofy Smoleńskiej oraz porusza mnóstwo kwestii politycznych – szerzenie propagandy do osiągnięcia własnych celów; kwestie zwalczania terroryzmu, a także wykorzystywanie tego hasła do zajmowania atrakcyjnych w surowce naturalne obszarów. Liczące sobie szesnaście stron opowiadanie jest naprawdę bogate w treść. „Vortex” to natomiast skrzyżowanie „Matrixa”, „Incepcji” i „Diaspory” Grega Egana. Tekst jest świetny, zakończenie zaskakuje. Pisarz zrobił mi wodę z mózgu, oczywiście w pozytywnym tego wyrażenia znaczeniu ;) Może fani gatunku nie dadzą się wyprowadzić w maliny, tak jak ja.

„Monit”, „Ratownicy” i wspominany już „Kontakt” są opowiadaniami nieco mniej obszernymi, ich treść jest niezwykle zwięzła i to do czytelnika należy dopowiedzenie sobie dalszej historii oraz wyciągnięcie wniosków z przeczytanych nowelek. W pierwszym momencie bardzo żałowałam, że teksty nie są dłuższe i nie wyjaśniają więcej, ale z drugiej strony ich króciutka forma, otwarte zakończenie i niejaka enigmatyczność dają czytelnikowi szerokie pole interpretacyjne.

Ostatnim opowiadaniem, o którym jeszcze nie wspomniałam, jest „Noel 12”, które stanowi wstęp do obecnie pisanej przez Jarosława Prusińskiego powieści mającej nosić ten samym tytuł. Tekst rozbudza wyobraźnię i zapowiada, że utwór nad którym pracuje autor będzie połączeniem kryminału i powieści science fiction. Wstęp do powieści porusza ciekawe zagadnienia dotyczące równouprawnienia oraz zawiera zabawny wątek związany z kwestią modyfikacji genetycznych i plastycznych ciała.

Zbiór opowiadań autorstwa Jarosława Prusińskiego to doskonała lektura nie tylko dla fanów gatunku. Pod fantastycznonaukowym przybraniem kryją się bowiem inteligentne, zabawne teksty, w których bez trudu można dostrzec drugie, głębsze dno.


Serdecznie dziękuję autorowi za umożliwienie mi przeczytania książki :)

sobota, 15 sierpnia 2015

"Nieposkromiona" P.C. Cast, Kristin Cast

Cykl: Dom Nocy (tom 4)
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 360
Rok wydania: 2010

Życie robi się nieznośne, gdy przyjaciele są na ciebie wściekli. W ciągu tygodnia Zoey traci wszystkich swoich trzech chłopaków i staje się wyrzutkiem, choć jeszcze niedawno otaczał ją krąg znajomych. Teraz liczba przyjaciół zmalała do dwóch osób, z których jedna jest Nieumarłą, a druga Nienaznaczoną.
Tymczasem Neferet wypowiada wojnę ludziom. Zoey jest temu przeciwna, ale czy ktokolwiek jej wysłucha? Wydarzenia w szkole dla dorastających wampirów przybierają niebezpieczny obrót. Zostają ujawnione szokujące fakty, budzi się pradawne zło.


Opłacało się być wytrwałą czytelniczką i męczyć się nieco z trzema pierwszymi tomami „Domu Nocy”. Czarty tom serii jest po prostu niesamowity. Po trwającym nieskończoną ilość stron roztrząsaniu miłosnych perypetii Zoey Redbird, siedemnastoletniej wampirzej adeptki, przyszedł czas na wprowadzenie do fabuły krwi (która  nie ma nic wspólnego z wampirzymi posiłkami i dobrowolnymi ofiarami), konkretnych spisków, mrocznych i bardzo niebezpiecznych wrogów. Akcja w „Nieposkromionej” zawiązała się, że aż miło.

Od wydarzeń przedstawionych w poprzedniej części minęły zaledwie dwa dni. Neferet dopięła swego, Zoey została sama. Przyjaciele się od niej odwrócili. Młodzi mężczyźni, których pokochała odeszli. Przy odrzuconej bohaterce pozostała jedynie Afrodyta, ale jej obecność nie wystarczy wybrance Nyx. Wizjonerka przekazuje nastoletniej koleżance tragiczną wiadomość - bez przyjaciół zginie i to dosłownie. Tylko otoczona bliskimi jest w stanie uniknąć podstępnych szponów śmierci. Atmosfera w Domu Nocy gęstnieje z dnia na dzień. Kapłanka dąży do wszczęcia wojny z ludźmi, a bezpieczną do tej pory noc zagarniają dla siebie tajemnicze kreatury czające się w najmroczniejszych cieniach. Afrodyta wygłasza proroctwo o powrocie niebezpiecznego demona, który siał postrach wśród Czirokeskich plemion. Dzieję się dużo, wydarzenie rozgrywają się bardo szybko, a zakończenie powieści wywołuje dreszcze i doprowadza czytelnika do okrzyku „Chcę więcej!”.

„Nieposkromiona” jest tytułem, który pozytywnie mnie zaskoczył. Niezwykle zaangażowałam się w lekturę, przeszywały mnie ciarki podczas czytania co mroczniejszych scen. Szalenia zaintrygował mnie wątek Kruków Prześmiewców i ich pana. Intensywnie przeżywałam fabułę i nie przeszkadzał mi nawet stylizowany na młodzieżowy język powieści (choć niektóre wyrażenia były dla mnie całkowicie obce). Bardzo się cieszę, że mam na półce piąty tom cyklu, bo powieść kończy się w tak niesamowitym momencie,  że ręce aż świerzbią, by bezzwłocznie otworzyć kolejną część.

Nie spodziewałam się, że „Nieposkromiona” okaże się aż tak wciągającym, rozbudzającym ciekawość tytułem. Mam straszną nadzieję, że piąty tom będzie równie dobry.
 

piątek, 14 sierpnia 2015

"Martwe Jezioro" Olga Rudnicka

Seria: Martwe jezioro (tom 1)
Seria wydawnicza: Klub Książki Kobiecej (tom 23)
Wydawnictwo: Edipresse Polska
Liczba stron: 240
Rok wydania: 2015

Beata - niezależna trzydziestoletnia singielka - zaczyna podejrzewać, że z rodziną, z którą od lat nie utrzymuje żadnego kontaktu, nie łączą jej nawet więzy krwi. Wynajmuje prywatnego detektywa, który pomimo odkrycia wielu zaskakujących tropów, nie potrafi jej pomóc. W poszukiwaniu prawdy o przeszłości wspiera Beatę przyjaciółka - roztrzepana Ula, która przy okazji chce wyswatać ją ze swoim bratem Jackiem. Lawinę zdarzeń wywołuje niespodziewane zaproszenie od rodziny na ślub znienawidzonej siostry... 

Olga Rudnicka może poszczycić się wybitnie lekkim piórem. Debiutanckiej powieści autorki nie trzeba czytać, wystarczy dać porwać się nurtowi opowieści i popłynąć na fali rewelacyjnie skonstruowanych, zabawnych dialogów, by z niejakim żalem przekonać się, że nie wiadomo kiedy przeczytaliśmy całą książkę i właśnie przewracamy jej ostatnią stronę. „Martwe Jezioro” to powieść, którą czyta się błyskawicznie, jest to idealna pozycja na upalne dni, gdy człowiek marzy jedynie o kawałku cienia i zimnym napoju w dłoni - lekka i zabawna lektura stanowi doskonałe uzupełnienie tego obrazka

Badania krwi i pewien artykuł przewracają do góry nogami życie zaradnej, trzydziestoletniej Beaty Rostkowskiej, która dowiaduję się, że jej grupa krwi nie pokrywa się z grupami jej rodziców. Genetyki oszukać się nie da, są dwa wyjaśnienia dla tej sytuacji: Beata nie jest biologicznym dzieckiem Rostkowskich, albo jej ojciec wcale nie jest jej ojcem; oba tłumaczyłyby oschły stosunek rodziców do jej osoby. Bohaterka postanawia wynająć prywatnego detektywa, by pomógł rozwikłać tajemnicę jej przeszłości. Trzydziestolatka nie spodziewa się jakie szokujące fakty odkryje wynajęty przez nią mężczyzna. Wizyta u rodziny wydaję się być nieunikniona, zwłaszcza że nagle, po dwóch latach milczenia, bliscy przypominają sobie o jej istnieniu i w ostatniej chwili wysyłają zaproszenie na ślub młodszej siostry Beaty.

Pisarka ma niewątpliwy talent do tworzenia zabawnych postaci (pan Zenek, stażystka Kinga) i dialogów. Nie sposób powstrzymać się od śmiechu, kiedy śledzi się kolejne wyczyny nierozgarniętej stażystki, jej postać rozbraja na łopatki. Podobnie jest z dialogami, które w mojej opinii są wspaniałe – lekkie, zabawne, brzmią naturalnie i czyta się je jednym tchem, co jakiś czas doprowadzają do niekontrolowanych wybuchów śmiechu.

„Martwe Jezioro” to doskonała komedia z wątkiem kryminalnym. Lektura książki niesamowicie odpręża i dostarcza dużej porcji rozrywki.


Książa przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka, którą przeczytałam w jeden dzień.
 

czwartek, 13 sierpnia 2015

"Dom po drugiej stronie lustra" Vanessa Tait

Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 352
Rok wydania: 2015

Dom po drugiej stronie lustra to nie tylko oczywiste nawiązanie do słynnej Alicji w Krainie Czarów. Autorką powieści jest Vanessa Tait, prawnuczka pierwowzoru Alicji, czyli Alice Liddell, dla której Lewis Carroll napisał słynną powieść. W głównej roli występuje tu jednak nie Alicja, a Maria – typowa kobieta schyłku epoki wiktoriańskiej, która hołduje kodeksowi moralnemu, nie ma wielkich wymagań wobec świata, a praca nie przynosi jej satysfakcji.
Maria ma 28 lat i choć uchodzi za starą pannę, bardzo pragnie wyjść jeszcze za mąż. Życie tej prostej, niezbyt sympatycznej i nudnej guwernantki, która nie przepada za dziećmi, nabiera kolorów, kiedy podejmie pracę u nader dziwacznej rodziny dziekana Liddella. Jego elegancka, wesoła żona, osobliwy wielebny Dodgson i trzy dziewczynki – Ina, Edyta i Alicja Liddell przewrócą jej życie do góry nogami. Nagle kobieta trafia do świata wyższych sfer, o którym do tej pory mogła usłyszeć jedynie od plotkujących sąsiadek swojej matki.

Mam hopla na punkcie utworów, w których znajdują się nawiązania do „Alicji w Krainie Czarów” lub autora tej książki, tudzież pierwowzoru głównej bohaterki baśni. Kiedy natknęłam się na informację, że zostanie wydana powieść autorstwa prawnuczki Alicji, w której pojawi się wątek związku Charlesa Dodgsona z rodziną dziekana Liddella, wiedziałam, że muszę przeczytać ten utwór. Fakt, że powieść napisała krewna Alicji Liddell jest dodatkowym walorem książki, która ukazała się w 150 rocznicę powstania „Alicji w Krainie Czarów”.

Główną bohaterką powieści jest guwernantka córek państwa Liddell, dwudziestoośmioletnia Maria Prickett (postać mająca swój pierwowzór w rzeczywistości) - marzycielka pragnąca wybić się ze swojej sfery, snująca fantazje na temat korzystnego zamążpójścia z odwiedzającym pracodawców wykładowcą matematyki. „Dom po drugiej stronie lustra” jest opowieścią o życiu zahukanej, niezbyt wykształconej, szorstkiej w kontaktach z dziećmi kobiety, która miała szczęście otrzymać posadę u znanej i szanowanej oxfordzkiej rodziny, co umożliwiło jej pośrednie uczestniczenie w życiu miejscowej śmietanki towarzyskiej. Jest to również historia niezwykłej przyjaźni, która wywiązała się między Charlsem Dodgsonem i Alicją Liddell.

Pisząc swą powieść, Vanessa Tait wymieszała fikcję z rzeczywistością. Kanwą do stworzenia opowieści stał się zbiór faktów dotyczących kontaktów Dodgsona z Iną, Alicją i Edytą Liddell, oraz krążąca kiedyś po Oxfordzie plotka, jakoby matematyk zalecał się do guwernantki dziewczynek. Tait przedstawiła ubarwioną wersję tych wydarzeń. Fabuła skupia się przede wszystkim na ukazaniu codziennego życia Marii, w którym w pewnym momencie niebagatelną rolę zaczyna odgrywać dorosły przyjaciel jej wychowanek.

Prawnuczka Alicji Liddell, podobnie jak kilku autorów przed nią, spróbowała przedstawić czytelnikom naturę związku Charlesa Dodgsona ze swoją dziecięcą muzą oraz wyjaśnić powód nagłego zerwania kontaktów tegoż z rodziną oxfordzkiego dziekana. Dziesięciolecia bez odpowiedzi na pytanie o charakter przedziwnej sympatii dorosłego mężczyzny do dziecka przyniosły szereg kontrowersyjnych hipotez, w których prym wiedzie przypuszczenie, że Carroll żywił niezdrowy pociąg do małych dziewczynek. Vanessa Tait nie potwierdza tego faktu, ale kreuje postać Dodgsona w sposób niejednoznaczny -  nie trudno podejrzewać go nienaturalne skłonności, jednak stwierdzenie, że matematyk był pedofilem również jest niemożliwe (w krótkim, ale ciekawym posłowiu autorka wyznaje, że sama nie wierzy w tę hipotezę). Wyjątkowa sympatia i opiekuńczość w stosunku do Alicji równie dobrze mogły być przejawami sympatii, która swe podłoża miała w uczuciach ojcowskich, co znajduje potwierdzenie w jednej z wypowiedzi bohatera.

Vanessa Tait stworzyła interesującą powieść, choć tematyka, którą porusza wcale nie jest świeża i odkrywcza. O „kontrowersyjnym” związku Alicji i Dodgsona pisała m. in. Melanie Benjamin w „Alicji w krainie rzeczywistości”, która - podobnie jak Tait - zdecydowała się na bardzo niejednoznaczne ukazanie kontaktów wykładowcy z córką dziekana. Swoistym novum było natomiast przedstawienie historii z punktu widzenia guwernantki obserwującej związek tych dwojga.