niedziela, 24 maja 2015

"Nocny Patrol" Siergiej Łukjanienko

Seria: Patrole (tom 1)
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 440
Rok wydania: 2007

Współczesna Moskwa. Trwa tysiącletni rozejm między siłami Ciemności i Światła. Każda ze stron, w ramach Wielkiego Traktatu powołała do życia organa stojące na straży porządku. Tytułowy "Nocny Patrol" obserwuje poczynania sił Ciemności, by działały one zgodnie z traktatem. W ten sam sposób pracuje "Dzienny Patrol", pilnujący, by dobro nie rozprzestrzeniało się na świat. Status quo zostanie utrzymany, póki któraś ze stron nie obejmie znaczącej przewagi lub nie złamie warunków porozumienia. W sam środek "wojny" zostaje wrzucony świeżo upieczony strażnik "Nocnego Patrolu" - Antoni. Nie zdaje sobie sprawy, że jego udział będzie znaczący w końcowym rozrachunku między siłami Ciemności i Światła.


Seria „Patrole” autorstwa Siergieja Łukjanienki stoi bardzo wysoko na liście moich ulubionych książek. To cykl, którego właścicielką stałam się przez niebywale szczęśliwy przypadek. Kilka lat temu obejrzałam filmową adaptację tej historii, później, przeglądając półki z fantastyką, natknęłam się na znajomo brzmiący tytuł. Lektura opisu potwierdziła, że mam do czynienia z powieściowym pierwowzorem filmu, którego seans wspominałam bardzo przyjemnie. Nie mogłam przejść obojętnie obok tej powieści. Obudziła się we mnie natura mola książkowego, która bezwzględnie nakazywała zapoznać się z oryginalną historią.

Opowieść mnie zaskoczyła. Po pierwsze, okazało się, że filmowcy mocno przekształcili główne wątki powieści. Po drugie, zdziwiła mnie formuła - epizodyczność akcji, na którą składają się opowiadania. „Nocny Patrol” okazał się ciekawym, wciągającym utworem, a ja czym prędzej zaopatrzyłam się w kolejne tomy. Było to bardzo mądrym krokiem, bo wkrótce nakład powieści wyczerpał się, a ceny niektórych części serii na rynku wtórnym mocno podskoczyły. Sytuacja z dostępnością poprawiła się znacząco, kiedy wydawnictwo MAG, przy okazji premiery piątego tomu „Patroli”, wznowiło całą serię. Wydanie nowego tomu stało się dla mnie pretekstem do ponownej lektury cyklu.

Na fabułę „Nocnego Patrolu” składają się trzy opowiadania, których głównym bohaterem jest Anton Gorodecki, Inny zasilający szeregi tytułowego patrolu. Miejscem akcji jest współczesna Moskawa, w której toczy się pełna podstępów walka pomiędzy siłami dobra i zła.

Służby Jasnych i Ciemnych stoją na straży traktatu, który został zawarty stulecia temu. Głównym zadaniem patroli jest pilnowanie, by na świecie istniała równowaga między obiema siłami. Nocny Patrol nadzoruje poczynania Ciemnych, Dzienny Patrol pilnuje Jasnych. Światło i Ciemność znajdują się w stanie pozornej stagnacji, w kuluarach snute są jednak intrygi, których celem jest doprowadzenie do ostatecznego rozwiązania trwającego wieki konfliktu.  

Anton, szeregowy pracownik Nocnego Patrolu, zostaje wciągnięty w skomplikowane rozgrywki prowadzone przez szefów patroli, kiedy okazuje się, że linie jego losu splatają się z losem osoby posiadającej siłę mogącą doprowadzić do ostatecznego rozstrzygnięcia odwiecznego konfliktu. Bohater wykonuje powierzone mu przez szefostwo zadania, nie podejrzewając nawet, że jest pionkiem w zaplanowanej w najmniejszych detalach akcji. Anton nie jeden raz stanie przed dylematem moralnym, gdyż zło i dobro w powieści Łukajnienki nie są dogmatycznymi wartościami. Przedstawiciele dobra nieraz działają z samolubnych pobudek, a działanie Ciemnych nie zawsze przynosi wyłącznie negatywne efekty.

„Nocny Patrol” to kawał świetnego, rosyjskiego urban fantasy. Szczerze polecam tę powieść wszystkim miłośnikom gatunku.

***
Na deser kilka moich ulubionych cytatów:

Jesteśmy Innymi.

Służymy różnym siłom,

Ale w Zmroku nie ma różnicy

Między brakiem Ciemności i brakiem Światła
(str.96)

O co warto walczyć, o co mam prawo się bić, gdy stoję na granicy, pośrodku, między Światłem i Ciemnością? (str. 292)

Cóż warte są mocne mury, jeśli to mury więzienia? (str. 337)

Co warta jest moja prawda, jeśli jestem gotów bronić całego świata, a nie tych, którzy są obok mnie? Skoro poskramiam nienawiść, lecz nie zezwalam na miłość? (str. 338)

Każdy z nas prowadzi swoją walkę, nie tylko z Ciemnością, ale i ze Światłem. Dlatego, że Światło czasem oślepia. (str. 369)


 Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka przetłumaczona z innego języka
 

niedziela, 17 maja 2015

"Ona" Maria Rodziewiczówna

Wydawnictwo: Edipresse Polska
Liczba stron: 224
Rok wydania: 2013

Tytułowa „ona” to panienka Konstancja - dobra, uczynna, pracowita i sprawiedliwa sierota, mieszkająca wraz z rodziną wuja. Liczy na to, że wujo będzie przychylny jej ukochanemu, Sewerowi Stamierowskiemu. Niestety, wszystko idzie nie tak. Konstancja zmuszona jest uciekać od rodziny, a jej ukochany wpada w obłęd. Mimo to dziewczyna trwa przy Sewerze, nawet za cenę żebractwa... Wzruszająca historia o potędze miłości, która potrafi pokonać wszelkie przeciwności!


Wylałam wiele łez, czytając tę powieść Marii Rodziewiczówny. Już od dawna lektura nie wywołała we mnie takiego obezwładniającego i ściskającego gardło wzruszenia.

„Ona” to historia wielkiej miłości i ogromnego cierpienia. Kostusia, sierota o anielskim sercu wychowywana przez zamożnych krewnych, to dziewczę pracowite, na wskroś dobre i niesamowicie religijne. Bohaterka pracą odpłaca swym krewnym za schronienie i strawę. Wdzięczna nie dostrzega drobnych uszczypliwości, którymi obdarzą ją członkowie przybranej rodziny.

Pewnego dnia w życie sieroty wkracza Sewer Stamierowski - człowiek tak samo samotny jak ona, mężczyzna ograbiony ze swego dziedzictwo przez zachłannego ojczyma. Młodzi zakochują się w sobie, jednak los nie jest dla nich łaskawy. Do uszu wuja głównej bohaterki dochodzą plotki kompromitujące młodych. W tym samym czasie ojczym Sewera wykorzystuje wybuch porywczego pasierba i zamyka go w lamusie. Kostusia dopiero po miesiącu dowiaduje się jaka tragedia spotkała jej ukochanego. Prośby o ratunek dla Sewera nie przynoszą rezultatu. Samotna dziewczyna, która nie może liczyć na nikogo, decyduje się na dramatyczny krok. Razem z wierną mamką odchodzi z dworu, wydostaje wyniszczonego Stamierowskiego z jego więzienia i rusza na poniewierkę po świecie.  

„Ona” to wzruszający romans, historia jakich obecnie się nie spotyka – opowieść o bezinteresownym poświęceniu, wierności i stałości uczuć. 


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka, która mnie wzruszyła.

sobota, 9 maja 2015

"Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë

Wydawnictwo:  Świat Książki
Tłumaczenie: Janina Sujkowska
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2015

Historia tragicznej miłości i zemsty osnuta na tle dziejów trzech pokoleń dwóch ziemiańskich rodzin, opowieść, której scenerię stanowią tajemnicze i urzekające wrzosowiska północnej Anglii.

Na mojej półce od dawna stoją „Wichrowe Wzgórza”. Książeczka jest cienka, ma niezbyt dużą czcionkę, a jej karty rozklejają się. Stan mojego starego egzemplarza był idealnym pretekstem, by bez wyrzutów sumienia zaopatrzyć się w nowe, przepiękne wydanie od Świata Książki.

Lubię i cenię literaturę klasyczną, jednak nigdy nie pojmowałam fenomenu historii Heathcliffa i Katarzyny. Kiedy czytałam powieść po raz pierwszy zastanawiałam się - gdzie ten wspaniały romans? Dostrzegałam głównie patologiczne, wyniszczające relacje bohaterów, nie dopatrzyłam się wspominanej w opisie ponadczasowej, wzruszającej historii miłosnej. Czyżby rozliczne ekranizacje, łagodzące niejednokrotnie charaktery głównych bohaterów i uwypuklające wątek romantyczny, rzutowały na interpretację książkowego pierwowzoru?  

Brontë stworzyła mroczną powieść gotycką, która bardziej przeraża niż wywołuje romantyczne wzruszenia. Główni bohaterowie są postaciami wybitnie tragicznymi, nie można temu zaprzeczyć, ale ja widzę w nich przede wszystkim targanych namiętnościami szaleńców. Heathcliff to potwór w ludzkiej skórze, a Cathy to rozpuszczona dziewucha, która nie wie czego chce od życia. Pisarka wykreowała postacie, które ciężko polubić i chociaż Heathcliff kocha swoją bogdankę spalającą, szaloną miłością, to na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim jego podły charakter. W Cathy natomiast potrafię dostrzec jedynie rozpieszczoną, samolubną i kapryśną kobietę, która kocha manipulować uczuciami dwóch zakochanych w niej mężczyzn – w ogóle nie pojmuję absurdalnego zachowania tej postaci. Tylko Haretona i Izabeli było mi szkoda, bo dostali się w łapska owładniętego rządzą zemsty szaleńca.

Jeśli ktoś poszukuje w „Wichrowych wzgórzach” ściskającej za serce historii miłosnej, srogo się rozczaruje. To bardzo mroczny melodramat, opowieść o ludziach, którzy dali się pochłonąć własnym demonom. Powieść wywołuje silne emocje, ale nie dominuje wśród nich wzruszenie.

Tyle o treści. Na koniec kilka słów o wydaniu. „Angielski ogród” to bardzo pięknie wydana seria. Miałam nadzieję, że w parze z ładną oprawą pójdzie wysoka jakość wydania. Niestety w książce znalazło się kilka nieprzyjemnych dla oczu literówek, które nie miały prawa pojawić się w wydaniu bazującym na bardzo dobrze znanym czytelnikom tłumaczeniu  Janiny Sujkowskiej. Nie wiem jak korekta mogła dopuścić do tego, żeby słowo „słyszałam” zamieniło się na „dyszałam” (Psu nie udało się uniknąć spotkania: dyszałam, jak pomknął na dół z żałosnym przeciągłym skowytem, str. 144), albo by błędnie odmieniono wyraz zdrowie ( […]nie waha się pan narazić śmiertelnie jej zdrowie, str. 148). Trafiła się też literówka: „był” zostało zapisane jako „byt”. Tych błędów nie ma w moim starym, rozpadającym się wydaniu, więc tym większe jest moje rozgoryczenie - coś poszło źle na etapie korekty.   


Książka przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge - książka, która została zekranizowana.
 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Tarot, Robert Lichodziejewski

Dzisiejszy wpis będzie nietypowy - nie będzie o książce, a o kartach służących do przepowiadania przyszłości.

Karty tarota fascynowały mnie od dawna. W liceum stałam się posiadaczką swojej pierwszej talii - była to talia autorstwa Jonathana Dee. O kartach  nie wiedziałam wtedy nic. Fascynowały mnie ich potencjalne, magiczne możliwości, ale nie chciałam wydawać majątku na kilkadziesiąt barwnych kartoników. Górę wzięła moja racjonalna strona – chciałam poznać tajniki tarota, ale bałam się, że ciekawość szybko minie, „zabawa” kartami znuży mnie i zostanę z drogą, bezużyteczną talią.  Moje pierwsze karty były więc tanie, niestety bardzo szybko okazało się, że nie odpowiadają moim potrzebom. Nigdy nie udało mi się opanować znaczenia Małych Arkanów, których ilustracje zawierały tylko obrazy stosownej ilości Różdżek, Pentgramów, Pucharów i Mieczy. Talia wylądowała w szufladzie, wyciągałam ją od czasu do czasu, ale stawiane rozkłady nigdy nie stały się dla mnie czytelne.

Moje zafascynowanie tarotem nie zmalało, mimo początkowych niepowodzeń. Przeglądałam kolejne talie, czytałam o znaczeniach poszczególnych kart, aż w końcu trafiłam na kilka talii, które mnie zauroczyły. Zaszalałam i stałam się ich właścicielką, trafiły do mnie: klasyczna talia Rider Waite’a oraz Tarot Lichodziejewskiego, Boski Tarot i Tarot Illuminati.

Tarot autorstwa Roberta Lichodziejewskiego bardzo wiernie odwzorowuje symbolikę przedstawioną w talii Ridera Waite’a. Rysunki na kartach są wyraziste, mocno kojarzą mi się z ilustracjami typowymi dla komiksów – taka konwencja przypadła do mojego gustu. Obrazy są łatwe do odczytu. Karty mają atrakcyjne, szczególnie dla kobiet, koszulki. Niestety jakość wydania talii  nie powaliła mnie na kolana.  
W mojej talii znalazło się sporo „brudno” wydrukowanych kart – wygląda to fatalnie i mocno mnie rozprasza, karty wyglądają jakby zostały pobrudzone. W niektórych miejscach zauważyłam również punkty, które można porównać do „gorących pikseli” – małe kropeczki w jednym kolorze. Nie wiem, czy to przypadłość mojej talii, czy w całym wydaniu da się zauważyć błędy w druku.  Tarot Lichodziejewskiego jest atrakcyjny wizualnie. Grafika bardzo mi odpowiada, ale oczekiwałam idealnego wydania. Karty tarota są drogie i chciałabym, żeby za ceną szła jakość, tutaj niestety tej jakości zabrakło.

Talia przyszła do mnie w dużym tekturowym opakowaniu, w którym zostało umieszczone mniejsze pudełeczko z talią. Producent nie pomyślał jednak o dołączeniu książeczki zawierającej chociażby podstawowe znaczenie kart. Początkujący adepci tarota, których zafascynuje ta talia, muszą być przygotowani na to, że będą musieli zaopatrzyć się w jakiś podręcznik albo będą korzystać ze źródeł internetowych, by zrozumieć symbolikę poszczególnych kart.

niedziela, 15 marca 2015

"Kroniki Amberu" tom 1, Roger Zelazny

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 640
Rok wydania: 2015

Istnieją dwa światy - Amber i Dworce Chaosu. Pomiędzy nimi istnieje nieskończona liczba cieni - rzeczywistości równoległych, które są tylko bladym odbiciem prawdziwych światów. Corwin jest księciem i prawowitym następcą tronu Amberu. W wyniku wypadku stracił pamięć i nieświadom tego, kim jest, spędził na Ziemi wiele stuleci. Jednak gdy ktoś z jego krewniaków chce go zabić, Corwin musi sobie przypomnieć swoją przeszłość. Dowiaduje się, że jego rodzina posiada niezwykłe zdolności, pozwalające na kontrolowanie rzeczywistości i podróżowanie pomiędzy wymiarami. Corwin postanawia wyjaśnić tajemnicę zniknięcia swego ojca, króla Oberona i staje do brutalnej walki o należny mu tron.

"Zelazny to niezrównany gawędziarz. Stworzył światy tak kolorowe, egzotyczne i niezapomniane, jakich nikt w naszym gatunku literackim jeszcze nie widział". - George R.R. Martin

Nazwisko Rogera Zelaznego wielokrotnie obijało się o moje uszy. Wybitny pisarz, znakomity fantasta i twórca science-fiction. Twórca „Kronik Amberu”, które znajdują się na liście lektur obowiązkowych niejednego miłośnika fantasy. Zaufałam pozytywnym opiniom i komentarzom dotyczącym pisarza i jego twórczości. Sięgnęłam po bodajże najpopularniejsze dzieło Zelaznego i teraz z przyjemnością stwierdzam, że było warto. Kolejna literacka podróż zakończyła się sukcesem. Należała ona do rodzaju tych zapierających dech w piersiach, angażujących wycieczek, które wywołują żal, kiedy uświadamiamy sobie, że zbliżamy się do ich nieuchronnego końca.

W pierwszy tomie „Kronik Amberu” (zbiorczym wydaniu pięciu powieści wchodzących w skład tzw. Kronik Corwina – Dziewięciu książąt Amberu, Karabiny Avalonu, Znak Jednorożca, Ręka Oberona i Dworce Chaosu) będziemy towarzyszyli  Carlowi Corey’owi vel Corwinowi. Głównego bohatera poznajemy w tajemniczych okolicznościach. Pokiereszowany mężczyzna budzi się w nieznanym sobie miejscu. Nie wie kim jest, czuje jednak, że grozi mu niebezpieczeństwo. Strzępki mglistych wspomnień i wrodzony instynkt każą mu jak najszybciej opuścić placówkę, w której lekarze faszerują go lekami.

Jedyny ślad prowadzi bohatera do kobiety podającej się za jego siostrę. Dzięki sprytowi i inteligencji Carlowi udaje się zwieść Florę i wyciągnąć od niej okruchy informacji, które na tym etapie przygody są dla niego niestety mało zrozumiałe. Bardzo szybko na scenę z impetem wkracza najmłodszy brat rodzeństwa. Flora i znający już swoje prawdziwe imię, Corwin udzielają mu pomocy. Dzięki mistrzowskiemu opanowaniu i umiejętności żonglowania półsłówkami i świeżo nabytymi informacjami głównemu bohaterowi udaje się zmanipulować/zadziałać na podświadomość Randoma, by ten zabrał go do miejsca, które budzi w nim niezrozumiałe emocje – do Amberu, zapomnianego przez Corwina miejsca, które jest ich ojczyzną a zarazem pierwotnym i jedynym prawdziwym światem. Czytelnik razem z głównym bohaterem wyrusza w niesamowitą, pełną zwrotów akcji podróż przepełnioną magią, walką o władzę oraz rodzinnymi konfliktami i knowaniami.   

Zelazny stworzył porywającą opowieść, z ciekawie skonstruowanym światem przedstawionym, wypełnionym licznymi aluzjami i nawiązaniami kulturowymi, i literackimi oraz interesującymi, bardzo różnorodnymi bohaterami. Akcja powieści niesamowicie mnie wciągnęła. Z uwagą i zaangażowaniem śledziłam kolejne przygody głównego bohatera, obserwowałam jego stopniową przemianę, i choć Corwin zdecydowanie nie należał do grona bohaterów bez skazy, ze smutkiem się z nim rozstawałam, kiedy przyszło mi przewrócić ostatnią stronę powieści.

piątek, 6 marca 2015

"Szczęśliwa siódemka" Janet Evanovich

Seria: Dziewczyny nie płaczą (tom 7)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2013

Żądna przygód babcia Mazurowa traci świeżo wyrobione prawo jazdy i zostaje porwana! Stephanie Plum ściga gangstera Eddiego DeChoocha – sprawa nie jest łatwa, musi prosić o pomoc Komandosa. Ten stawia warunek: spędzenie razem nocy!
Przez większą część dzieciństwa moje aspiracje zawodowe były jasno sprecyzowane – chciałam zostać międzygalaktyczną księżniczką. Nie tyle zależało mi na rządzeniu hordami kosmitów, co bardzo chciałam mieć pelerynkę, seksowne buty i ekstra broń. Zaszantażowałam, więc mojego udzielającego poręczeń kuzyna, by dał mi robotę łowcy nagród.

„Szczęśliwa siódemka” zawiera elementy doskonale znane miłośnikom serii o przygodach Stephanie Plum. Na bohaterkę ponownie czeka cała masa mniej lub bardziej nieprawdopodobnych przypadków. Łowczyni nagród po raz kolejny będzie zwierzała się swojemu chomikowi, jej autu zagrozi zniszczenie, relacje z Morellim nadal pozostaną skomplikowane, nie zabraknie też Luli i babci Mazurowej oraz obowiązkowych wycieczek do domu pogrzebowego Stivy. Nie spodziewałam się tego, ale wiele wskazuje na to, że dopadło mnie w końcu znużenie spowodowane ciągłym wałkowaniem tych samych motywów i rozwiązań fabularnych.

Kolejna powieść o Stephanie Plum nie jest zła, ale zrobiłam sobie chyba zbyt krótką przerwę pomiędzy lekturą dwóch tomów. Czytałam z zainteresowaniem, jednak książka nie wywarła na mnie tak dużego wrażenia, jak poprzednie części. Za dużo było spotkań z Morellim, za dużo psa Boba i ciągłego karmienia chomika, za wiele włamań, zbyt wiele powtórzeń tych samych czynności. Szkoda, że główna bohaterka nie ewoluuje, nie nabiera choćby minimalnego doświadczenia w pracy. Jej pistolet nadal spoczywa w słoju z ciastkami, a bajzel w torbie skutecznie powstrzymuje ją przed podjęciem skutecznych działań wobec ściganych przestępców.

Bardzo lubię serię o Stephanie, ale ten tom wyjątkowo mi nie podszedł. Tęsknię za zadziorną Śliweczką, która darła koty z Joem. Brakuje mi pełnych pasji utarczek, błyskotliwych, zabawnych dialogów i drobnych złośliwości tej pary. W moich oczach tylko obecność Komandosa uratowała ten tom, gdyby nie on, akcję odebrałabym jako niezwykle jednostajną i monotonną. To jego postać nadała fabule bardziej sensacyjnego i pikantnego rysu.

„Szczęśliwa siódemka” to zabawna powieść, ale mnie czegoś brakowało w tej części i nie wiem, czy to wynik spadku formy Janet Evanovich, czy to kwestia mojego zmęczenia schematycznością i ciągłą powtarzalnością wątków.
 

wtorek, 3 marca 2015

"Świadectwo kości" Dolores Redondo

Seria: Baztán (tom 2)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 576
Rok wydania: 2015

Trwa proces przeciwko Jasonówi Medinie, oskarżonego o gwałt i zamordowanie swojej pasierbicy. Podczas przerwy w rozprawie oskarżony popełnia samobójstwo w sądowej toalecie. Inspektor Salazar dowiaduje się, że Medina zostawił dla niej list zawierający jedno tajemnicze słowo: Tarttalo. Czy stanie się ono kluczem do rozwiązania mrożącej krew w żyłach zagadki.


„Świadectwo kości” to kryminał o niesamowitym klimacie. Długo przyszło mi czekać na kontynuację cyklu rozgrywającego się w baskijskiej dolinie Baztán, ale było warto. Nie mogłam oderwać się od tej historii nasyconej intrygującymi wątkami mitologicznymi i mam ogromną nadzieję, że na kolejny tom nie będzie trzeba czekać przez kolejny rok.

Akcja powieści rozgrywa się kilka miesięcy po wydarzeniach, które zostały przedstawione w „Niewidzialnym strażniku”. Fabuła, choć mamy do czynienia z nowymi wątkami, dość mocno nawiązuje do poprzedniej części. Amaia odkryła tajemnicę mordercy branego za basajauna, rozgryzła również człowieka, który chciał ukryć swoją zbrodnię wykorzystując seryjnego mordercę. Winny trafił za kratki i czeka na proces, ale udaje mu się umknąć każącym rękom Temidy. Skazaniec postanawia samodzielnie rozliczyć się ze swoją zbrodnią i życiem.

Jasón Medina zostawia swoją ostatnią, niezwykle enigmatyczną wiadomość śledczej. Na kartce widnieje tylko jedno słowo - Tartallo. W niedługim czasie po wydarzeniach, do których doszło w murach sądu, inny morderca upiera się, że miejsce ukrycia swej ofiary wyjawi tylko inspektor Salazar. Po dokonaniu wyznania człowiek ten popełnia samobójstwo. Ponownie jedyną pozostawioną wiadomością jest słowo Tartallo. Nie ma żadnych wątpliwości, że te dwie sprawy muszą się w jakiś sposób łączyć - pytanie brzmi tylko „Jak?”. Dlaczego dwóch morderców dobrowolnie rozstało się z życiem, i dlaczego każdy z nich zostawił identyczną wiadomość, czemu tak bardzo zależało im, by przesłanie trafiło właśnie do Amai Salazar? Co wspólnego z zabójstwami ma cyklop Tartallo, ludożerca z baskijskich podań? Pytania się mnożą, a cena za odpowiedzi, kiedy przyjdzie do jej zapłaty, okaże się niezwykle wysoka.

Wszystko wskazuje na to, że w dolinie Baztan  zaczęła krążyć kolejna bestia. W Elizondo budzą się tajemnicze i  pierwotne siły. Część z nich to dobre i opiekuńcze duchy, inne to demony i mroczne istoty, o których głośno się nie mówi. Na jaw wyjdą też nowe, fascynujące i zarazem dramatyczne fakty dotyczące przeszłości głównej bohaterki i jej rodziny.

Dolores Redondo po raz kolejny zabrała czytelników do niesamowitego świata, w którym stare podania są ciągle żywe i stanowią ważny budulec społecznej tożsamości. Po ulicach chodzą czarownice, duchy zmarłych nawiedzają żywych, po lasach spacerują mityczni bożkowie i opiekunowie doliny, a zło jest czymś więcej niż zwykłą ideą jest niemal samodzielnym bytem.

Z zainteresowaniem śledziłam rozwój śledztwa prowadzonego przez główną bohaterkę. Z zachwytem czytałam fragmenty zawierające kolejne nawiązania do baskijskiej kultury i mitologii z tej powieści można dowiedzieć się wielu naprawdę ciekawych rzeczy. Wątki magiczne i mistyczne mnie zauroczył i pobudziły wyobraźnię, do tego doskonale komponowały się z wątkiem kryminalnym.

Brakuje mi słów zachwytu, bo ta książka wywarła na mnie naprawdę ogromne, pozytywne wrażenie. Lekturze towarzyszyła cała gama emocji – Redondo doskonale budowała napięcie, zwłaszcza w tych momentach, w których na scenę wkraczały siły spoza świata materialnego.

Lubię powieści w takim stylu, jak książki wchodzące w skład serii Baztán i z niecierpliwością będę oczekiwała na premierę ostatniego tom trylogii.


Książa przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge, książka wydana w tym roku.