piątek, 23 maja 2014

"Trzeci głos" Cilla i Rolf Börjlind

Seria: Tom Stilton i Olivia Rönning (tom 2)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 464
Rok wydania: 2014

W podmiejskim parku w Marsylii ryjące tam dziki wykopują z ziemi poćwiartowane ciało kobiety. Policja ustala, że ofiara przed laty pracowała w cyrku jako żywa tarcza dla rzucającego nożami. Wiadomość o okrutnym morderstwie okazuje się wstrząsem dla Abbasa el Fassi, bliskiego przyjaciela byłego policjanta Toma Stiltona.  Postanawiają wspólnie wyjaśnić to morderstwo.
W tym samym czasie w podsztokholmskiej miejscowości Rotebro policja bada sprawę samobójczej śmierci Bengta Shlmana, który powiesił się we własnym domu. Szybko ustala, że w istocie chodzi o zabójstwo, które może mieć związek z kradzieżą partii narkotyków z magazynów urzędu celnego. Śledztwo w tej sprawie prowadzi pani komisarz Mette Olsäter z międzynarodowego zespołu prowadzącego operację przeciwko handlowi narkotyków w internecie.
Początkująca policjantka Olivia Rönning, znajoma rodziny Sahlmanów, idzie innym tropem, który nieoczekiwanie łączy się z ustaleniami poczynionymi w Marsylii przez Stiltona i Abbasa el Fassi. Stilton i Rönning łączą siły, aby rozwiązać obie sprawy.

„Trzeci głos” to kolejny tom serii powieści kryminalnych stworzonej przez małżeństwo szwedzkich scenarzystów Cillę i Rolfa Börjlindów. Akcja tej części toczy się rok po wydarzeniach opisanych w „Przypływie”. Czytelnik po raz kolejny spotyka się z czwórką przyjaciół, którzy w poprzedniej części tworzyli nieformalną grupę dochodzeniową. Również w tym tomie Olivia, Mette, Tom i Abbas będą próbowali rozwiązać złożone kryminalne zagadki. Olivia postanowi przyjrzeć się samobójstwu człowieka, który pozostawił po sobie zrozpaczoną, nastoletnią córkę. Mette wraz z zespołem podlegających jej policjantów będzie badała sprawę zaginięcia narkotyków. Abbas i Tom wyjadą do Marsylii, by spróbować odkryć kto brutalnie zamordował starą przyjaciółkę nożownika.

Autorzy  powieści skorzystali z tych samych chwytów literackich, które pojawiły się w „Przypływie". Po raz kolejny mamy do czynienia z akcją, która swą budową przypomina patchwork. Z pozoru niezwiązane ze sobą historie splatają się w jeden misterny wzór. Sprawa prowadzona przez Olivię zaczyna stykać się z tą prowadzoną przez Mette, również prywatne śledztwo Abbasa i Toma okazuje się mieć związek z działaniami pozostałych postaci. Z jednej strony dopracowanie akcji i niezwykła misterność intrygi robią wrażenie, z drugiej, zbiegi okoliczności rządzące fabułą wywołały we mnie poczucie sztuczności. Myślę, ze powieść wcale by nie straciła, gdyby bohaterowie prowadzili śledztwa spraw całkowicie od siebie niezależnych. Każda z przedstawionych historii kryminalnych była ciekawa, a fakt, że śledztwa prowadzą tak barwne i interesujące postacie, zdecydowanie wpłynął pozytywnie na mój odbiór tej książki – jedynym zgrzytem były właśnie wspominane, niemal fantastyczne zbiegi okoliczności, które połączyły wszystkie wątki.

Powieść Börjlindów to dobry kryminał, z ciekawie zarysowanymi bohaterami i to właśnie kreacja postaci jest dla mnie największym plusem tej serii. Uwielbiam indywidualność każdej z postaci, podobają mi się łączące bohaterów relacje – „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Oczywiście nie obywa się bez spięć czy konfliktów, ale to czyni relacje tej czwórki jeszcze bardziej interesującymi. Autorzy stopniowo odkrywają fakty z życia każdej z postaci podsycając tym samym ciekawość czytelnika, który chce wiedzieć o Tomie, Olivi, Abbasie i Mette coraz więcej i więcej. Dodatkowego smaku dodają temu utworowi  zawarte w nim wątki społeczne. Tym razem autorzy wzięli na tapetę ciężką sytuację domów spokojnej starości. Wzbogacanie fabuł różnorodnymi wątkami socjalnymi i społecznymi jest chyba jednym z charakterystycznych elementów szwedzkich kryminałów, jest to również element, który ja bardzo cenię. Szwedzcy autorzy dają mi nie tylko możliwość śledzenie niesamowitych, skomplikowanych śledztw, ale pozwalają mi również poznać bolączki zwykłych obywateli państw skandynawskich.

„Trzeci głos” ma swoje drobne mankamenty, ale w ostatecznym rozrachunku zwyciężają plusy tego cyklu. Mam nadzieję, że Börjlindowie stworzą w niedługim czasie kolejny tom serii o Tomie, Olivii i ich przyjaciołach.   

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

 
 

poniedziałek, 19 maja 2014

"Wojna domowa" Marina Lewycka

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Rok wydania: 2011


„Wojna domowa” (a wedle dosłownego tłumaczenia tytułu „Wszyscy jesteśmy zrobieni z kleju”) jest powieścią o rodzinnych konfliktach, oraz niezwykłych przyjaźniach ludzi tworzących prawdziwy tygiel kulturowy i społeczny.

Powieść Mariny Lewyckiej jest utworem o mocnym, komediowym zabarwieniu. Autorka wykreowała pokręconych bohaterów, których postępowanie ciężko jest brać na poważnie. Postacie wypełniające karty „Wojny domowej” są zdecydowanie  nietuzinkowe. Główną bohaterką i zarazem narratorką „Wojny domowej” jest Georgie - niespełniona pisarka, matka dwójki dzieci, żona, która pewnego dnia wywala z domu męża pracoholika. Kobieta zaprzyjaźnia się z mieszkającą w sąsiedztwie starą panią Szapiro - miłośniczką kotów, wyprzedaży i grzebania w cudzych śmieciach. Nowa znajomość, zawarta w niecodziennych okolicznościach, przekształci się w dziwną przyjaźń niełatwą do zdefiniowania.

Kiedy pani Szpiro ulega wypadkowi, a nieuczciwa pracownica opieki społecznej wraz z podstępnym handlarzem nieruchomościami próbują usunąć kobietę z jej pięknego, ale bardzo zniszczonego „domu z potencjałem”, Georgie rusza do ataku i stara się pomóc zdziwaczałej przyjaciółce. Główna bohaterka walczy nie tylko o prawo staruszki do mieszkania we własnym domu, ale pragnie także odkryć tajemnicę jej pochodzenia i życia. 

„Wojna domowa” jest powieścią groteskową. Przy lekturze wielu scen zastanawiałam się czy mam się śmiać, czy płakać. Doszłam do wniosku, że do tego tytułu najlepiej nie podchodzić zbyt poważnie, bo nie skończy się to dobrze ani dla czytelnika, ani dla książki. Marina Lewycka stworzyła zabawną powieść, którą czytało mi się bardzo dobrze, ale nie zawsze rozumiałam postępowanie bohaterów. Nie wiem na przykład, co kierowało Georgie po tym, jak wyrzuciła z domu swego męża – nagle wszyscy spotkani przez nią mężczyźni stawali się obiektami jej zainteresowania, z jednym z nich bohaterka nawiązała nawet pikantny romans. Humor dominuje, ale pisarka pokusiła się również o poruszenie tematów nieco poważniejszych. W tle zostają poruszone motywy historii Żydów podczas drugiej wojny światowej, autorka pisze o konflikcie izraelsko-arabskim. Mogłoby się wydawać, że zestawienie poważnych tematów z wyraźnie lekkim i komediowym nastrojem powieści nie będzie harmonijnym połączeniem, a jednak pisarka dała radę.   

Lewacka napisała książkę specyficzną - by czerpać przyjemność z tej lektury trzeba lubić czarny, ironiczny humor oraz groteskę. Do tego tytułu trzeba podejść z dystansem i przymrużeniem oka.  
 

wtorek, 13 maja 2014

"Grób rodzinny" Katarina Mazetti

Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron:  232
Rok wydania: 2014

Druga część opowieści o przedziwnej parze
Słodko-gorzka historia kobiety i mężczyzny, których losy nie miały prawa się połączyć. Ona – wykształcona bibliotekarka o wysublimowanym guście i upodobaniu do sztuki i minimalizmu, on – prostolinijny rolnik i hodowca krów.  Benny i Desirée postanawiają znów spróbować być razem, choć wszystko wskazuje na to, że nie uda im się stworzyć szczęśliwego związku. Jak wiele wyrzeczeń ich czeka, by stworzyć rodzinę? Czy miłość ma taką moc, by dokonać niemożliwego?

Kiedy okazało się, że powieść „Facet z grobu obok” ma swoją kontynuację, wiedziałam że muszę ją przeczytać. Katarina Mazetti urwała poprzednią część przygód Desirée i Benny’ego w takim momencie, że poznanie dalszej części stało się wręcz musem dla każdego czytelnika, któremu spodobała się niebanalna opowieść miłosna wykreowana przez pisarkę – byłam ogromnie ciekawa, czy bohaterom udało się w końcu stworzyć szczęśliwy związek, zastanawiałam się jak potoczyły się ich losy. Czy miłość zwyciężyła i pokonała bariery kulturowe? – musiałam uzyskać odpowiedź na to pytanie.

Pisarka wznawia akcję powieści od tego samego momentu, w którym ucięła poprzednią część – żadnych wstępów ani wprowadzeń. Czułam się, jakbym sięgnęła po dawno odłożoną powieść, którą zaczęłam czytać od zaznaczonego zakładką miejsca, z przyjemnością zauważyłam, że nie mam żadnego problemu z rozeznaniem się w akcji. Mimo dość długiej przerwy pomiędzy lekturą obu tomów, ciągle pamiętałam, co przydarzyło się bohaterom, to świadczy bardzo dobrze o tym tytule (książka wywarła na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że ciągle o niej pamiętam). Wiemy, że postacie zaczęły układać sobie życie z kimś innym, że dzielące ich różnice były zbyt głębokie, by czuli się na siłach podjąć walkę o swój związek - mimo to Benny i Desirée dają sobie kolejną szansę. Rozpoczyna się kolejna seria prób i błędów, kolejna walka o stworzenie zgodnego i szczęśliwego związku. Czy się uda? A może przeciwności losu i różnice charakterów po raz kolejny ich rozdzielą?    
Nie spodziewałam się, że „Grób rodzinny” odbiorę aż tak pozytywnie, że nie będę w stanie oderwać się od powieści dopóki nie przeczytam jej do końca. Jestem ZACHWYCONA prostotą i życiową mądrością płynącą z historii stworzonej przez Katarinę Mazetti. Pisarka nie kombinuje, nie tworzy banalnego, słodkiego romansu. Bohaterowie powieści są na wskroś prawdziwi i właśnie to sprawia, że książkę czyta się niezwykle przyjemnie. Benny i Desirée bardzo szybko stają się bliscy czytelnikom, ponieważ nie są wyidealizowanymi postaciami, które nie mają nic wspólnego z naszą codziennością. Do gustu przypadła mi dwugłosowość (na początku trzygłosowość) narracji, Mazetti dopuściła do głosu bohaterów, więc mamy okazję poznania różnych punktów widzenia.  

„Grób rodzinny” jest opowieścią o tym jak ciężko jest budować związek, oraz o tym, ile ludzie są w stanie poświęcić by się udało. Na miłość nie składają się czułe słówka i prezenty. Miłość to umiejętność pójścia na kompromis, to zdolność dopasowania się do tej drugiej osoby - Mazetti pokazała to w prosty i fajny sposób. Z zainteresowaniem obserwowałam przemianę, która stawała się udziałem bohaterów.  

Jeśli szukacie książki na wskroś prawdziwej, opisującej życie zwykłych ludzi to „Grób rodzinny” mogę polecić wam z czystym sercem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

 

piątek, 2 maja 2014

"Szkoła Niezbędnych Składników" Erica Bauermeister

Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2014

Lillian bardzo wcześnie odkryła magię ukrytą w jedzeniu. Filiżanka aromatycznej czekolady i zapach jabłek pomogły jej odciągnąć zapracowaną matkę od obowiązków i skłonić do spędzenia więcej czasu razem. Wtedy przekonała się, że w kuchni i w życiu potrzebna jest harmonia, płynąca z idealnego połączenia niezbędnych składników.
Dziś Lillian prowadzi restaurację i kurs gotowania, na którym przekazuje swoim uczniom sekret, jak za pomocą jedzenia rozpędzić smutki i obudzić serce. Towarzyszące przygotowywanym potrawom smaki, zapachy i doznania odmienią więcej niż jedno życie…


„Szkoła Niezbędnych Składników” jest utworem, którego zdefiniowanie dostarcza mi kłopotów - niby powieść, a bardziej przypomina zbiór opowiadań połączonych wspólnym motywem, którym jest jedzenie. Przez karty książki Ericki Bauermeister  przewija się całkiem spora grupa bohaterów. Postacie spotykają się na lekcjach gotowania. Opisy przyrządzania potraw przez poszczególnych uczestników kursu przeplecione zostają retrospekcjami z ich życia. Każda postać dostaje swoje pięć minut.

Mam okropny dylemat, jak ocenić ten tytuł. Książkę czyta się bardzo szybko, a lektura jest przyjemna kiedy trwa, niestety już z momentem przewrócenia ostatniej strony zaczyna zapominać się o fabule. Pamiętam, że bohaterowie brali udział w lekcjach gotowania. Przypominam sobie, że proces przygotowywania jedzenia był opisywany w niemal magiczny sposób. Niestety same postacie dość szybko zaczęły zacierać się w mojej pamięci. Przyznam, że nie byłam przygotowana na formę, którą zaserwowała mi pisarka i nieźle się zdziwiłam, kiedy okazało się, że zamiast spójnej powieści z jasno wytyczoną akcją, mam zbiór miniaturowych obrazków z życia dziewiątki obcych sobie ludzi, których połączył kurs gotowania.

Lubię książki, w których pojawia się motyw jedzenia, a kiedy opisuje się produkty i sposób ich obróbki w sposób w jaki robi to Bauermeister, to aż ma się ochotę coś schrupać. Sensualne opisy przygotowywania i kosztowania jedzenia bardzo mi się podobały, ale czułam spory niedosyt jeśli chodzi o kwestie związane z bohaterami. Lektura była przyjemna, ale w głowie ciągle kołacze mi się myśl, że czegoś mi tutaj brakowało, nie nasyciłam się tą opowieścią – ta książka przypominała mi przystawkę, która rozbudziła mój apetyt, ale go nie zaspokoiła. 

 „Szkoła Niezbędnych Składników” jest lekturą na jeden kęs. Godzinka, góra dwie i już koniec zabawy. Książka Ericki Bauermeister to przyjemne czytadło idealne na leniwe letnie popołudnie. Jeśli szukacie takiego typu lektury to mogę polecić wam ten tytuł.
 

niedziela, 27 kwietnia 2014

"Taka jak ty" Maureen Lindley

Wydawnictwo: Prószyńki i S-ka
Liczba stron: 496
Rok wydania: 2014

Poruszająca powieść o dziewczynie z amerykańsko-japońskiej rodziny, która po ataku na Pearl Harbor trafia do obozu dla internowanych.

Maureen Lindley w swej powieści „Taka jak ty” przedstawia życie nastolatki, a później kobiety, której przyszło żyć w trudnych czasach II wojny światowej. Satomi Baker mieszka razem ze swymi rodzicami na farmie położonej na rolniczym wybrzeży Kalifornii. Czternastolatka jest córką Amerykanina i Japonki, której rodzice byli imigrantami. Lokalne społeczeństwo nie przepada raczej za rodziną dziewczyny, a już szczególnie kłuje ich w oczy obecność nastolatki, która nie pasuje ani do środowiska Amerykanów ani do środowiska Japończyków. Egzotyczna uroda Satomi i jej buntownicza natura sprawiają, że dziewczyna stoi pomiędzy dwoma kulturami. Powieść Lindley w bardzo dużym stopniu skupia się właśnie na wątku poszukiwania przez bohaterkę swego miejsca na świecie. W powieści występuje również bardzo ważny wątek historyczny, związany z sytuacją obywateli amerykańskich japońskiego pochodzenia.

Po ataku na Pearl Harbor sytuacja Japończyków Issei (pierwsze pokolenie imigrantów), Nisei (potomkowie japońskich imigrantów) i Sansei (dzieci Nisei) gwałtownie się pogarsza. Trzy miesiące po ataku, na mocy rozporządzenia 9066, ludność pochodzenia japońskiego zostaje internowana i przeniesiona do odizolowanych obozów. Satomi i jej matka tracą wszystko co było ich własnością. Kobiety trafiają do obozu Manzanar, który nie jest przygotowany na przyjęcie dużej liczby ludności. Wspólne prysznice i latryny, tłok na stołówkach, byle jak sklecone baraki, które nie stanowią dostatecznej ochrony przed trudnymi warunkami atmosferycznymi – warunki w obozach był złe. W obozie ludzie przejawiali bardzo różne postawy. Jedni z pokorą przyjęli swój los, próbowali udowodnić swą lojalność. Inni buntowali się i odwracali plecami do kraju, który ich zdradził. Myślę, że pisarka bardzo dobrze opracowała ten wątek swojej powieści.

Powieść Lindley to bardzo ciekawa pozycja. Pisarka poruszyła wątki, które mnie interesują. Z jednej strony mamy bardzo ciekawy wątek tożsamości, z drugiej niezwykle ciekawy element historyczny. Już kiedyś czytałam książkę opisującą internowanie amerykańskich Japończyków („Milcząca godność” Danielle Steel) i muszę powiedzieć, że powieść Maureen podobała mi się zdecydowanie bardziej.

Warstwa fabularna książki bardzo mi się podobała, choć pojawiły się drobne zgrzyty. Autorka w pewnym momencie skręciła w kierunku sentymentalnego romansu – w pewnej chwili w życiu Satomi pojawił się bajecznie bogaty książę na białym koniu. Bałam się, że powieść zmieni się w schematyczny romans i całe moje zadowolenie z lektury pryśnie jak bańka mydlana. Na szczęście tak się nie stało. Co do bardziej technicznych stron powieści: Maureen Lindley stosuje narracje prowadzoną w czasie teraźniejszym. Nie lubię tego typu narracji, ciężko jest mi wczytać się w tekst, zajmuje mi to o wiele więcej czasu niż w przypadku narracji prowadzonej w czasie przeszłym.

„Taka jak ty” to niewątpliwie interesująca pozycja, która pokazuje, że Stany Zjednoczone wcale nie były krajem równości i wolności obywatelskiej. Jeden rozkaz doprowadził do tego, że amerykański sen zmienił się w koszmar dla ponad 120 tysięcy obywateli, którzy zawinili tylko tym, że mieli inny kolor skóry.

„Taką jak ty” polecam przede wszystkim osobom, które interesuje tematyka poruszana w powieści. Ja jestem zadowolona z lektury tego tytułu.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi nakanapie.pl

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Marcowe fiołki" Sarah Jio

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2012

Dziesięć lat temu Emily miała wszystko. Dziś jej kariera leży w gruzach, a ukochany mąż zabiera z ich mieszkania ostatni karton i odchodzi do innej kobiety. Załamana Emily wyjeżdża na wyspę, na której jako dziecko spędzała beztroskie wakacje. Tu będzie mogła odpocząć, wyleczyć rany.
Ale wymarzony spokój nie trwa długo. Kim jest Jack, tajemniczy artysta, od którego ciotka każe jej się trzymać z daleka? I czemu historia z odnalezionego pamiętnika tak bardzo przypomina Emily jej własne życie?


Po literaturę kobiecą sięgam często i chętnie, wszakże jestem kobietą i lubię czytać dobre powieści, w których zostają poruszone wątki bliskie sercu każdej pani. Po „Marcowe fiołki” sięgnęłam, ponieważ miałam już styczność z prozą Sarah Jio („Jeżynowa zima” subtelnie i delikatnie wkradła się do mego serca dostarczając mi całą moc wzruszeń),  miałam nadzieję, że kolejne spotkanie z prozą pisarki będzie równie udane.  Niestety nie udało się.

Autorka w „Marcowych fiołkach” wykorzystuje znane i opatrzone motywy i schematy. Główna bohaterka właśnie się rozwiodła. Emily jest rozbita, więc postanawia odwiedzić swoją ciocię. Na miejscu czekają na nią dwaj przystojni mężczyźni - tylko czekający, by zbliżyć się do porzuconej kobiety – oraz stara tajemnica rodzinna, której rozwiązanie spocznie na barkach bohaterki. Fabuła powieści niczym mnie nie zaskoczyła i nie udało mi się zaangażować w snutą przez pisarkę historię.

„Marcowe fiołki” nie są złą powieścią, jednak ja odebrałam tę książkę jako pozycję przeciętną. Po przeczytaniu całego mnóstwa bardzo pozytywnych recenzji, oczekiwałam zdecydowanie czegoś więcej niż kolejnej powieści opartej na oklepanym pomyśle.  
 

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Za dziewiąta falą. Księga legend irlandzkich" Marie Heaney

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Rok wydania 2014

Marie Heaney kreśli przed czytelnikiem barwne historie celtyckich bohaterów, opowiada również o pierwszych chrześcijańskich świętych na wyspie. To szerokie spojrzenie pozwala poznać fascynujące dziedzictwo minionych wieków, które leży u podstaw tożsamości współczesnej Irlandii.

Zebrane w tej książce podania należą do najstarszych w Europie i przez wieki były przekazywane z ust do ust. W średniowieczu zostały spisane, dzięki czemu nawet dziś możemy wkroczyć do świata pełnego wojowników, królów i magów. Trwałe miejsce w literaturze powszechnej zapewnia tym opowieściom ponadczasowość – opisywany w nich świat dawno przeminął, ale namiętności zamieszkujących go tyranów, intrygantów, upartych kobiet i zapalczywych mężczyzn żyją nadal.

Zawsze lubiłam poznawać legendy i mity. Uważam, że wiekowe podania są wspaniałym źródłem wiedzy o wierzeniach i życiu ludzi, którzy już dawno odeszli. Historia dostarcza nam wiedzy naukowej o minionych czasach, legendy i mity umożliwiają czytelnikom zbliżenie się do natury dawnych mieszkańców danego kraju.

„Za dziewiątą falą. Księga legend irlandzkich” to książka, która przybliża czytelnikowi podania irlandzkie. Publikacja jest zbiorem opowieści o protoplastach Irlandczyków, o niezwykłych bohaterach i mitycznych władcach tego kraju, przybliża nam również trójkę świętych patronów tego państwa.

Autorka zdecydowała się przybliżyć czytelnikom trzy cykle legend: cykl mitologiczny, ulsterski i feniański. Opowieści zebrane przez Marie Heaney przedstawiają historię mitycznych półbogów zamieszkujących Irlandię, opowiadają o niezwykłych rycerzach, dla których honor bywał ważniejszy niż lojalność wobec przyjaciół. W legendach nie brak miejsca dla kobiet. Bohaterkami wielu z opowieści są silne i piękne niewiasty, którym nieobce są jednak uczucia zawiści i zazdrości. W starych podaniach nie brak również elementów magicznych.

Bohaterowie irlandzkich podań są dumni i butni, charakteryzują się wspaniałą i potężną budową, przypominają herosów zdolnych w pojedynkę pokonać całą armię. Szlachetni rycerze to nie tylko doskonali wojownicy, ale i mężowie biegli w sztukach takich jak poezja czy gra w szachy. Bohaterowie irlandzcy wyróżniają się przymiotami fizycznymi, jak i duchowymi. Elementem, który mnie zdumiał, był kodeks moralny przedstawionych w opowieściach wojowników. Dla herosów najważniejszy jest honor i geis, - w imię tych dwóch wartości rycerz gotów jest zdradzić najbliższych sobie ludzi. Legendarni rycerze i władcy są porywczy i bitni, a opowieści o ich przygodach są bardzo często krwawe i brutalne.

Książka zredagowana przez Marie Heaney pozwoliła mi przenieść się do legendarnego świata Irlandii, o którym nie miałam pojęcia. Jak pisałam na początku bardzo lubię poznawać legendy i mity - umożliwiają one zerknięcie na świat, w który wierzyli ludzie żyjący setki i tysiące lat temu. Lubię literaturę, a stare podania, wywodzące się z tradycji ustnej są cenną i piękną perłą wprawioną w koronę krajowej literatury. Wiem, że jeszcze nie raz sięgnę po zbiór legend irlandzkich zabranych przez Heaney - takie książki mogę czytać nieskończoną ilość razy i nigdy mi się nie nudzą.

„Za dziewiątą falą, Księga legend irlandzkich” to publikacja, którą polecam bardzo gorąco wszystkim miłośnikom literatury.