sobota, 7 stycznia 2012

"Książę ciemności" Anne Stuart

 Cykl: The House of Rohan (tom1)
Wydawnictwo: Harlequin
Ilość stron: 314
Rok wydania: 2012

Francja, Anglia, początek  XIX wieku
Siostry Harriman nie z własnej woli wiodły upokarzającą i nędzną egzystencję. Zostały na nią skazane przez swoją matkę, lady Caroline, która porzuciwszy ich ojca, często zmieniała kochanków i oddawała się hazardowi. Z czasem straciła niemal wszystkie pieniądze i, poważnie chora, wraz z córkami zamieszkała w podłej dzielnicy Paryża. Starsza z sióstr, Elinor, usiłowała nie dopuścić do katastrofy, a jednak do niej doszło. Pewnego dnia lady Caroline zniknęła, zabierając kwotę odłożoną na czarną godzinę.  Elinor zmartwiała, gdy ustaliła, że matka pojechała do pałacu hrabiego Francisa Rohana, organizatora niesławnych przyjęć, na które ściągali tłumnie zblazowani arystokraci. Ruszyła śladem matki, lecz sytuacja się skomplikowała, gdy już na miejscu zwrócił na nią uwagę hrabia Rohan.

Książe ciemności -  taki przydomek nosi Francis Alistair St. Claire, hrabia de Giverney, wicehrabia Rohan. Czymże arystokrata zasłużył sobie na takie określenie? Dziś moglibyśmy powiedzieć, że bohater powieści Anne Stuart pełni rolę prezesa ekskluzywnego klubu. Zastępy Anielskie to najbardziej rozpustne towarzystwo w całym Paryżu. Dom hrabiego to jaskinia wszeteczeństw, o której w całym mieście krążą niesamowite i niepokojące plotki.  Do domu rozpusty hrabiego pewnego dnia trafia Elinor Harriman.

Córka lady Caroline, podąża tropem matki (kobiety lubieżnej i hazardzistki), która w domu hrabiego de Giverney chce przepuścić ostatnie pieniądze. Elinor, zatrzymana przez służbę, trafia w ręce księcia ciemności. Czterdziestoletni mężczyzna, znudzony nieco swoimi aniołami i uległymi kobietami, zainteresowaniem obdarza biedną lecz pełną temperamentu pannę Harriman. Pomaga jej odnaleźć matkę, która w domu Francisa nosi status persona non grata ze względu na trawiącą ją chorobę stanowiącą zagrożenie dla gości. Hrabia nalega też, że osobiście odwiezie dwudziestotrzyletnią pannę do domu.

Elinor za wszelką cenę pragnie uchronić przed zakusami hrabiego swą ukochaną, piękną, młodszą siostrę Lydię, która u wszystkich mężczyzn wywołuje żywsze bicie serca. By niedoszło do spotkania tych dwojga, ucieka z powozu, którym Francis odwozi ją do dom. Na  nieszczęście Elinor hrabia bez trudu podąża jej śladem. Mężczyzna widząc jak kobieta martwi się o młodszą siostrę postanawia zabawić się jej kosztem, - tworząc iluzję, że interesuje się Lydią, wciąga Elinor w swą grę.

Autorki romansów historycznych przyzwyczaiły mnie do tego, że akcja ich powieści rozgrywa się głównie na arystokratycznych salonach. Anne Stuart wprowadza jednak pewną modyfikację, pisarka wprowadza czytelnika w świat tajnego stowarzyszenia, ciemnych salonów i ich mrocznych zakamarków, w świat rozpusty. Głównym bohaterem nie zostaje dżentelmen, a człowiek cieszący się niesławą. Bohaterka nie jest bogatą panną z towarzystwa, to zubożała kobieta, która w swym życiu przeszła wiele nieprzyjemnych chwil, i która musiała walczyć o utrzymanie siebie i swej rodziny. Powieść „Książę ciemności” poprzez swą oryginalność zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, przez długie godziny nie mogłam się od niej oderwać.

Mroczny główny bohater, który niczym pająk snuje sieć, w którą pragnie złapać Elinor. Jednocześnie Francis podejmuje się opieki nad kobietą i jej rodziną, pojawia się  zawsze kiedy jest potrzebny. Nie od dziś wiadomo, że kobiety przepadają za „niegrzecznymi chłopcami” i przyznaję, że bohater wykreowany przez Annę Stuart niezwykle przypadł mi do gustu.

Jedynym, dość przykrym, minusem polskiego wydania jest okrojone tłumaczenie. Zaledwie przejrzałam wersję angielską, ale już mogę stwierdzić, że kilka pikantniejszych scen zostało usuniętych. Niestety „skracanie” wydaje się być ogólną tendencją występującą w polskich przekładach, bowiem spotkałam się z nim już kilkakrotnie i to w różnych wydawnictwach. Przyznam, że wolałabym zapłacić więcej i dostać produkt pełny. Książka pomimo wszystko bardzo mi się podobała.

czwartek, 5 stycznia 2012

"Fatum" Piotr Rowicki

Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 230
Rok wydania 2011

Fatum to zbiór dziesięciu gdańskich pereł kryminalnych.

Najczarniejsze z czarnych, humor, makabra, groteska prosto z barokowej "Wenecji Północy". W rolach głównych ludzkie namiętności oraz plejada odszczepieńców i zwyrodnialców. Szaleństwo, zbrodnia w afekcie, morderca o skłonnościach poetyckich. Dwór Artusa i podłe spelunki. Port i Wyspa Spichrzów. Zamtuzy i kościoły. Rajcy, kupcy, marynarze, złotnicy i wampiry. Ktoś nastaje na życie Heweliusza? Ktoś sprzedaje podejrzane pomarańcze? A wszystkich łączy niezwykłe miejsce.

Oto Gdańsk, jakiego nie znacie. Czas zmierzyć się z demonami przeszłości. Poznajcie nowe oblicze miasta nad Motławą. 

„Fatum” Piotra Rowickiego to zbiór opowiadań, po który sięgnęłam przeczytawszy jedną z blogowych recenzji. Dziesięć historii kryminalnych łączy wspólne miejsce akcji - Gdańsk.

Po przeczytaniu tego zbiorku opowiadań mam mieszane uczucia. Krótka forma literacka nie pozwoliła autorowi na pełne rozwinięcie skrzydeł. Niektóre z utworów miały bardzo duży potencjał stania się ciekawymi opowieściami, należałoby tylko je rozwinąć, z innych wiało nudą i nie wywierały na mnie żadnego wrażenia.

Do lepszych pozycji tego zbiorku zaliczam: ”Homera” „Zbrodniarza, którego oszukała zbrodnia”, „Dorotkę”  i „Czerwonego Kapturka”. Ostatnie z wymienionych przeze mnie opowiadanie zainteresowało mnie jeszcze zanim sięgnęłam po zbiorek i właściwie już odgórnie, zanim je przeczytałam, nastawiłam się, że będzie ono czymś ciekawym i nie pomyliłam się.

Autor w niezwykle makabrycznym „Czerwonym Kapturku” odwraca rolę bohaterów. Czerwony Kapturek i jej babcia są bezwzględnymi łowczyniami, polującymi na ludzi, podczas gdy Wolf staje się karzącą ręką sprawiedliwości.

Opowiadania Piotra Rowickiego charakteryzuje absurd i groteska, makabra. Opisy są plastyczne i potrafią wywołać w czytelniku obrzydzenie, sprawiają, że włoski na ciele stają dęba.

Największym zarzutem jaki mam w stosunku do zawartych w zbiorze historii, jest brak głębszego rysu psychologicznego postaci. Tak naprawdę opowiadania są tylko impulsem, który wywołuje w czytelniku refleksje na temat zbrodni, na temat tego, że czasami potrzeba naprawdę niewiele, żeby w człowieku obudziły się mordercze instynkty.

W wydaniu „Fatum” bardzo drażniły mnie ryciny zamieszczone na marginesach, oraz obrazek, na tle którego znajdują są tytuły rozdziałów, a który to zajmuje 1/3 strony. Ryciny przedstawiają trzy osoby z okładki,  pojawiają się one kilkakrotnie w każdym z opowiadań i moim zdaniem pełnią rolę wypełniacza, który ma zwiększyć ilość stron zbioru. Gdyby obrazki były zróżnicowane i odnosiły się do treści zamieszczonych nowel, mogły by stanowić ich ciekawe dopełnienie uatrakcyjniające książkę. Ryciny w takiej postaci i ilości w jakiej występują, są niepotrzebne.

„Fatum” spodoba się miłośnikom krótkich form literackich i opowieści kryminalnych. Jeżeli jednak nie lubicie jednowątkowych, uproszczonych opowiadań, w których nie występuje głębsza analiza psychologiczna bohaterów bez żalu możecie zrezygnować z czytania tej pozycji

poniedziałek, 2 stycznia 2012

"Fala" Robert Muchamore

Tytuł: Fala
Autor: Robert Muchamore
Cykl: CHERUB (tom 12)
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 328
Rok wydania: 2011

Fala tsunami zdewastowała wyspę tropikalną. Jej gubernator wysyła buldożery, które mają zrównać z ziemią to,co pozostało po wioskach, by na ich miejsce wyrosły luksusowe hotele. Dla Jamesa Adamsa ochrona rodziny gubernatora nie jest tym, co nazwałby misją idealną. W dodatku jego przyjaciel, emerytowany agent Kyle Blueman pojawia się z własnym, nieoficjalnym i szalenie niebezpiecznym planem. James musi wybrać między Cherubem a przyjacielem - może pozostać lojalny tylko w stosunku do jednej ze stron...

Nie da się ukryć, że spotkanie z serią CHERUB uważam za wyjątkowo udane. Powieści Roberta Muchamore’a mają wyjątkowo interesującą fabułę, wypełnione są dynamiczną akcją, i pomimo, że zasadniczo pisane są z myślą o nastoletnich chłopcach zdołały podbić także moje serce. „Fala” to dwunasty i ostatni tom serii, której głównym bohaterem jest James Adams.

Ostatni tom opowieści o Jamesie można podzielić na trzy zasadnicze części. Początek powieści stanowi zakończenie poprzedniej misji głównego bohatera, który rozpracowywał przestępczą działalność gangów motocyklowych. Część środkowa to wspomnienia innego agenta Kyle’a. Do Anglii przyjeżdża potentat hotelowy, gubernator wyspy Langakawi Tan Abdullah, który pełni obecnie funkcję malezyjskiego ministra obrony. Cztery lata wcześniej fala tsunami zniszczyła rybackie osady znajdujące się na wyspie. Gubernator wykorzystując okazję zrównał z ziemią pozostałości osady i na jej miejscu wybudował hotel. Działanie Abdullaha sprawiło, że rdzenni mieszkańcy Langkawi stracili ziemię, która była w ich posiadaniu od setek lat. Młodzi ludzie nie są w stanie zaakceptować przymusowego przesiedlenia. Pod dowództwem siedemnastoletniego Aizata grupka protestantów zaatakowała gubernatora podczas uroczystego otwarcia hotelu. Prowodyr akcji, a zarazem przyjaciel Kyle’a trafił do więzienia, gdzie był poniżany i torturowany przez policjantów, „siedzących w kieszeni” gubernatora. Aizat tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi uniknął wyroku dożywotniego więzienia. Teraz Tan Abdullah jako minister obrony ma podpisać z przedstawicielem rządu Anglii wielomilionowy kontrakt zbrojeniowy – tutaj zaczyna się część trzecia.

Agenci CHERUB-a zostają oddelegowani na ochroniarzy dwójki dzieci Abdullaha. Dla siedemnastoletniego Jamesa ma to być już ostatnia misja. Bohater pomału zaczyna przygotowywać się do opuszczenia tajnej jednostki i rozpoczęcia  studiów w Stanach Zjednoczonych. Kyle emerytowany agent CHERUBA-a który niezwykle przejął się losem wysiedlonych mieszkańców Langkawi, i tym co spotkało Aizata,  prosi swego przyjaciela o przysługę. Dzięki precyzyjnie przygotowanemu planowi Abdullah ma zapłacić za wszystkie przekręty i nadużycia, których się dopuścił. Jak zachowa się James? Czy dla nastolatka ważniejsza okaże się misja, czy też prośba przyjaciela?

Tom dwunasty serii CHERUB na tle pozostałych powieści cyklu wypada najsłabiej. Podzielenie tomu na trzy części nasunęło mi myśl, że autorowi zabrakło pomysłu na ostatnią przygodę Jamesa i by wypełnić strony posiłkował się wprowadzeniem wspomnień jednego z innych bohaterów, w tym przypadku Kyle’ a. Zabrakło mi w tym tomie napięcia.  Pozostałe pozycje czytałam z niemalejącym aż do ostatniej strony zainteresowaniem, siedząc jak na szpilkach i nieustannie kibicując bohaterom, tutaj zabrakło takich uczuć. Książka jest ciekawa, ale zdecydowanie mniej widowiskowa niż pozostałe tomy. Od czasu do czasu pojawiały się wydarzenia, których nie umiem określić inaczej niż zapychacze stron – tu opis meczu Arsenalu, tu jakiś ślub, który na dobrą sprawę niczego do akcji nie wnosi. Jakieś sprawdzanie ekwipunku podczas ostatniego etapu szkolenia młodych rekrutów na wyspie Langkawi, gdzie Kyle występował jako pomocnik trenerów. A najgorsza w tym wszystkim jest postać pana Large’a, który stanowi postrach młodych kandydatów do roli agentów i ucieleśnienie ich najgorszych koszmarów - bynajmniej nie chodzi o jego znęcanie się nad rekrutami. Postać, która przez całą serię była kreowana na bydlaka, który nie wacha się szantażować dzieci i grozić im, nagle pokazuje swoją ludzką twarz, a nawet więcej, obdarza swych podopiecznych sympatią. Co prawda okoliczności, w których następuje ta nagła przemiana mogą ją w pewien sposób motywować. Nie zmienia to jednak faktu, że złamanie sposobu w jaki do tej pory kreowany był ten bohater wywarło na mnie negatywne wrażenie.

„Fala” to ostatni tom przygód agenta Jamesa Adamsa, jak się jednak okazuje nie jest on ostatnim tomem serii. Robert Muchamore po napisaniu tej powieści stwierdził, że nie chce jeszcze rozstać się z CHERUB-em. W sierpniu 2011 roku w Anglii został wydany kolejny tom cyklu o młodocianych agentach „People’s Republic”, w którym pojawia się nowy główny bohater.

Lektura ostatniego tomu CHERUB-a pozostawiła mnie z uczuciem żalu, że to już koniec. Niezwykle polubiłam młodych bohaterów i chyba to najlepiej świadczy o serii pana Muchamore’a. Z ciekawością sięgnę kiedyś po następne tomy i kto wie, może znów spotkam się z Jamesem, Kerry, Laurą, Kylem i dowiem się jak ci bohaterowie poradzili sobie w dorosłym życiu. Pozostaje czekać i przekonać się, czy wśród nowych małych agentów i ich przygód autor znajdzie miejsce dla tych, którzy swą karierę w CHERUB-ie zakończyli.



Książka  przekazana do recenzji przez portal nakanapie.pl. Serdecznie dziękuję :-) 

sobota, 31 grudnia 2011

"Coco" Cristina Sánchez-Andrade

Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 302
Rok wydania: 2008

Powieść obyczajowa. Pełna wzlotów i upadków historia słynnej projektantki mody: ambitnej i utalentowanej kobiety, nauczonej przez życie, że można polegać tylko na sobie. Jest Nowy Rok 1971. W luksusowym apartamencie hotelu Ritz, stara i samotna Coco wspomina swoje losy. Od biednego dzieciństwa i internatu, z której pewnego dnia uciekła w wielki świat, gdzie adorowali ją najprzystojniejsi mężczyźni epoki. Kapitalny portret jednej z pierwszych biznes-woman na tle szalonego Paryża I połowy XX wieku.

Coco Chanel to ikona mody. Kobieta, która wyznaczyła nowy styl rezygnując z przepychu stroju na rzecz jego prostoty i wygody. Twórczyni jednej z najlepiej rozpoznawanych marek ubrań. Kobieta, która swym nazwiskiem sygnowała jedne z najdroższych perfum na rynku Chanel No. 5. Twórczyni „małej czarnej” sukienki, która do dziś przez wiele kobiet uważana jest za obowiązkową pozycję w szafie, która może stanowić bazę zarówno stroju wieczorowego jaki i ubioru odpowiedniego na spotkanie biznesowe. Świat mody niewątpliwie wiele zawdzięcza Coco Chanel. Pod sławnym nazwiskiem ukrywała się jednak zwykła kobieta, która miała swoje słabostki i całe mnóstwo wad.

Cristina Sánchez-Andrade w swej powieści biograficznej „Coco”, próbuje przybliżyć czytelnikowi tą prawdziwą twarz Gabrielle Bonheur Chanel, która daleka jest od ideału. Czytając powieść należy pamiętać, że nie jest ona biografią, a opowieścią opartą na pewnych faktach z życia projektantki, uzupełnioną o interpretacje i dopowiedzenia autorki. „Coco” nie możemy traktować więc jako stuprocentowo, pewnego źródła informacji o życiorysie sławnej kreatorki mody.

W swym utworze Cristina Sánchez-Andrade stara się przed wszystkim nakreślić portret psychologiczny Coco Chanel. Pisarka portretuje ją jako niezwykle charyzmatyczną i egocentryczną kobietę, która w sekundzie potrafi wpaść w furię, i która w szale wściekłości zapomina o otaczających ją ludziach. Jeżeli coś idzie nie po myśli projektantki, ta urządza iście dramatyczne przedstawienia nie zważając na obserwatorów, na skandal, który wywołuje, urządza sceny i spektakle, kilkakrotnie dopuszcza się rękoczynów.

Coco jest kobietą o olbrzymiej ambicji i niezwykle silnej osobowości, jednak pod twardą skorupą zdecydowania ukrywa się osoba samotna, która popada w paranoję i ma wczesne objawy choroby psychicznej. Madame C… wstydzi się swego pochodzenia, dlatego ciągle tworzy nowe historyjki dotyczące swego dzieciństwa. Wymyślone opowieści stają się częścią legendy, którą tworzy o sobie projektantka.

Pisarka wykreowała niezwykle złożoną postać, która budzi w czytelniku współczucie ale i niechęć. Coco ukazana przez autorkę to kobieta wulgarna, brutalna i siejąca strach wśród swoich pracowników. Z drugiej strony to postać piekielnie wręcz ambitna, dążąca do perfekcji.

Książkę czytało mi się ciężko. Trzecioosobowa narracja jest raczej powolna i nie wciąga. Bohaterkę ciężko polubić i czytelnik raczej nie miałby ochoty zaprzyjaźnić się z Coco przedstawioną w powieści. W porównaniu z książką, o wiele lepiej wypada film w reżyserii Anne Fontaine z Audrey Tautou w roli głównej. Powieść mnie rozczarowała.

sobota, 24 grudnia 2011

Wesołych Świąt!

Tradycyjnie jak co roku sypią się życzenia wokół.
Większość życzy świąt obfitych i prezentów znakomitych, a ja życzę, moi mili, byście święta te spędzili tak jak każdy sobie marzy,
że mu kiedyś się przydarzy.
Może cicho bez hałasu wyjeżdżając gdzieś do lasu,
może w gronie swoich bliskich jedząc karpia z wspólnej miski,
może gdzieś tam w ciepłym kraju czując się jak Adam w raju,
może lepiąc gdzieś bałwana, jeśli śnieg popada z rana.
Może tak jak to lubicie licząc dziury na suficie,
sami zresztą chyba wiecie, gdzie najlepiej się czujecie.
Takie dla Was mamy życzenia w dniu Bożego Narodzenia.

 

Wszystkiego najlepszego!

piątek, 23 grudnia 2011

"Gra luster" Nora Roberts

Wydawnictwo: Harlequin
Ilość stron: 223
Rok wydania: 2011

Lindsay Dunne zrealizowała swe marzenie – została tancerką. Nie wiedziała, że droga do sławy będzie tak ciernista, lecz uważała, że mimo wszystko ten karkołomny wysiłek się opłacił. Radość tańczenia na scenie, niemilknące oklaski – na to warto było czekać. Gdy w końcu musiała zrezygnować ze świateł ramp, zrozumiała, że do szczęścia brakuje jej tylko miłości. Nie miała pojęcia, że jej zdobycie wymagać będzie równie wielkich poświęceń...
Balet to jeden z najpiękniejszych i zarazem najtrudniejszych tańców, który wymaga od tancerza wielu wyrzeczeń, morderczych treningów, ścisłej diety – innymi słowy niemal niewolniczego rygoru. Patrząc na lekkość ruchów wiotkich primabalerin i ich partnerów wydaje się, że nie sprawiają one tańczącym najmniejszego wysiłku, co stanowi całkowite złudzenie. Balet to taniec, który wymaga niezwykłej wytrzymałości fizycznej i giętkości ciała. Nawet jednodniowa przerwa w ćwiczeniach potrafi się niezwykle zemścić okropnymi zakwasami i bólem na nowo rozciąganego ciała. Nora Roberts w swej książce „Gra luster” nieco przybliża czytelnikowi wspaniały, a jednocześnie niezwykle rygorystyczny świat baletu.

Lindsay Dunne, była kiedyś jedną z najwspanialszych młodych primabalerin. Na skutek pewnych wydarzeń została jednak zmuszona do porzucenia kariery i powrotu z Nowego Jorku do rodzinnego Connecticut. Lindsay, dla której taniec zawsze był czymś wyjątkowym zakłada w rodzinnym mieście szkołę tańca i realizuje się jako nauczycielka. Matka kobiety nie bardzo może pogodzić się z decyzją córki, w której pokładała nadzieję na spełnienie swych własnych młodzieńczych marzeń o zostaniu primabaleriną.

Seth Bannion ceniony architekt przeprowadza się do Connecticut, by zapewnić swej osieroconej niedawno bratanicy spokój i czas na dojście do siebie po tragicznym wydarzeniu jakim była utrata obojga rodziców. Mężczyzna kupuje Dom na Klifie, tajemnicze miejsce, które od najmłodszych lat fascynowało swą magią Lindsay.

Nora Roberts, podobnie jak wiele innych autorek romansów, w „Grze luster” ponownie udowadnia prawdziwość powiedzenia „Kto się czubi, ten się lubi”. Lindsay i Seth poznają się w dość niezwykłych i niezbyt sympatycznych okolicznościach. Podczas ulewy Bannion omal nie potrąca biegnącej by schronić się przed deszczem baleriny, która ostatecznie ląduje w samym środku kałuży. Dla obojga bohaterów pierwsze spotkanie jest raczej nieprzyjemnym zdarzeniem, podczas którego wzajemnie oskarżają się o spowodowanie wypadku. Jak w romansach bywa, wzajemna niechęć dość szybko przekształca się w fascynację, a następnie w gorące uczucie.

Wzajemne relacje bohaterów nie należą do łatwych. Lindsay nieraz targają wątpliwości i pytania o słuszność swych uczuć. Ta marzycielka, czasami zatracająca się we własnych myślach, nie potrafi i nie chce być kolejną „przygodą” sławnego architekta, o związkach którego krąży mnóstwo plotek. Seth z kolei  bardzo często nie rozumie postępowania i motywów, które kierują nauczycielką tańca. Momentami wydawało mi się, że bohater nie do końca wierzy w prawdziwość uczuć kobiety, nie potrafi do końca jej zaufać.

„Gra luster” to typowy, schematyczny romans, ale nie świadczy to negatywie o książce. Pisarka stworzyła historię, która doświadczyła mi rozrywki, zaskakiwała humorem i we wspaniały sposób przybliżyła nieco „egzotyczny” świat baletu. Poza ciekawą historią miłosną, autorka w swym utworze zarysowała też nieco poważniejszą problematykę. Nora Roberts pokazuje jak niszczycielskie dla wzajemnych relacji potrafi być pragnienie rodzica, by jego dziecko spełniło nieziszczone w młodości marzenia. Lindsay kocha taniec, ale nie odczuwa potrzeby błyszczenia w świetle reflektorów. Kobieta realizuje się jako instruktorka tańca, podczas kiedy jej matka nieustannie przypomina córce, że powinna na nowo powrócić na scenę. Rzutuje to na relację matki z córką, które staję się napięte i zarazem przyczyniają się do narastaniu dystansu między kobietami.

Romanse Nory Roberts powszechnie uważane są za gorsze, w porównaniu do innych powieść tej autorki: powieści przygodowych, sensacyjnych, obyczajowych. Mnie ich lektura dostarcza rozrywki i porusza romantyczną strunę duszy. I choć warsztatowo oraz tematycznie w innych gatunkach pisarka może wykazuje o wiele większą biegłość stylu i pomysłowością na stworzenie fabuł, to właśnie od romansów swą pisarską przygodę Nora Roberts rozpoczęła. Także ja, poznawanie twórczości pani Roberts rozpoczęłam od tych mniej cenionych w jej dorobku powieści i opowiadań, i nie żałuję, bo są to  idealne pozycje, kiedy nie ma czasu na lekturę obszernych powieści.

sobota, 17 grudnia 2011

"Czerwień rubinu" Kerstin Gier - audiobook

Cykl: Trylogia czasu (tom 1)
Wydawca: Egmont
Łączny czas nagrania: 8 godzin 18 minut
Lektor: Małgorzata Lewińska


Pierwszy tom Trylogii czasu - w mistrzowskim wykonaniu Małgorzaty Lewińskiej. Podróże w czasie, tajemnicze bractwo, niebezpieczeństwa, miłość... ten audiobook  trudno będzie wyłączyć.



„Czerwień rubinu” to pierwszy tom „Trylogii czasu” napisanej przez Kerstin Gier. Rozliczne recenzje tej powieści zapowiadały mi lekturę oryginalnej, pełnej napięcia, nieprzewidywalnej historii młodej podróżniczki w czasie. Książka miała zachwycić mnie  barwnymi i ciekawymi opisami przeszłości, zauroczyć i zaczarować. Czy jednak tak się stało? Dzięki portalowi nakapanie.pl nie tylko zyskałam okazję do spotkania z tą „wspaniałą” lekturą, ale i otrzymałam możliwość przesłuchania pierwszego w mym życiu audioobooka.

 Powieść pani Gier należy do gatunku paranormal romance i  porusza mało wyeksploatowany (w tym gatunku literackim) wątek podróży w czasie. Wbrew powszechnym opiniom tematyka wędrówek w czasie jest dość popularna i pojawia się w rozlicznych książkach i  filmach. Na tle innych paranormali „Czerwień rubinu” wprowadza pewne urozmaicenie, ale książce daleko do miana oryginalnej. Pisarka wykorzystuje utarty już schemat: młoda, przeciętna, z pozoru normalna dziewczyna zyskuje nagle niesamowite umiejętności (możliwość podróży w czasie), z którymi musi się zmierzyć. Obok bohaterki bardzo szybko pojawia się przystojny, arogancki chłopak. Młodzi ludzie początkowo sobie niechętni szybko nawiązują nić porozumienia, a z czasem zaczynają odczuwać do siebie coś więcej.  

Pomimo schematycznej i przewidywalnej fabuły „Czerwień rubinu” ma w sobie coś, co sprawia, że książka wciąga czytelnika, który jest ciekaw dalszych losów jej bohaterów. Nie jest to jakaś wybitna powieść wybijająca się wśród innych paranormali, jak można wywnioskować z rozlicznych nieco na wyrost pisanych „laurek”. Powieść Kerstin Gier jest niewątpliwie interesująca, jednak w kategoriach dobrego czytadła, a nie „nowego objawienia” literatury spod znaku paranormal romance.

Jak wspomniałam wcześniej „Czerwień rubinu” to pierwsza książka, którą miałam okazję poznać w wersji audio. Wysłuchanie tej powieści dostarczyło mi całkiem nowych, pozytywnych wrażeń.  Już od bardzo dawna byłam ciekawa jak w praktyce wygląda odsłuchiwanie takiego audiobooka. Jako wzrokowiec obawiałam się jednak, że odbiór powieści przy pomocy zmysłu słuchu okaże się dla mnie niezbyt komfortowy. Wbrew oczekiwaniom nie  miałam żadnego problemu ze wsłuchiwaniem się w nagranie, nie pojawił się też żaden problem ze spadkiem koncentracji. Niespodziewanie dla  siebie samej byłam niezwykle skupiona na tekście czytanym przez Małgorzatę Lewińską. Aktorka, która jest mi znana głównie jako odtwórczyni roli Patrycji Cwał-Wiśniewskiej z serialu „Sąsiedzi” doskonale sobie poradziła jako lektorka. Mój wielki podziw zyskał sposób w jaki pani Małgorzata interpretowała postać ciotecznej babki głównej bohaterki oraz postać madame Rossini - dla mnie prawdziwy majstersztyk.

Jedynym minusem jaki dostrzegam w książce wydanej w formie audiobooka jest ilość czasu jaki trzeba poświęcić na jego odsłuchanie. Nagranie „Czerwieni rubinu” trwa 8 godzin i 18 minut, odbiorca musi dostosować się do tępa narzuconego przez lektorkę. W niektórych momentach siedziałam jak na szpilkach chcąc pójść dalej, przyspieszyć by szybciej dowiedzieć się co spotkało bohaterów.

Odsłuchanie „Czerwieni rubinu” było dla mnie  niezwykle ciekawym doświadczeniem i przekonało mnie(zagorzałą miłośniczkę wersji papierowej książek), że audiobooki też posiadają swój urok. Sama powieść, choć w mojej opinii schematyczna, pozostawiła we mnie ogromną ochotę na więcej i jeżeli tylko będę miała okazję sięgnę po drugi tom „Trylogii czasu” – „Błękit szafiru”.


Recenzja pierwotnie opublikowana   na portalu: