piątek, 16 grudnia 2011

"Kurier" Robert Muchamore

Cykl: CHERUB (tom 2)
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2007

Kiedy cherubini wyruszają na akcję, nikt nie podejrzewa, że te słodkie dzieciaki to świetnie wyszkoleni zawodowi szpiedzy, pomagający w rozbijaniu organizacji przestępczych, które od lat grają na nosie policji i tajnemu wywiadowi.

James Adams otrzymuje zadanie specjalne w operacji wymierzonej przeciwko najpotężniejszemu handlarzowi kokainy w Europie. Jeżeli chce odnieść sukces, będzie musiał zrobić dobry użytek z umiejętności, jakich nabył na specjalistycznych szkoleniach. Powód, dla którego CHERUB odnosi sukcesy, jest prosty: dorośli nie podejrzewają, że mogą szpiegować ich dzieci. Oficjalnie nieletni agenci nie istnieją.

„Kurier” to drugi tom serii o młodocianych agentach ściśle tajnej organizacji CHERUB. Książka nie odbiega poziomem od swej poprzedniczki „Rekruta”. Przed nastoletnimi agentami tym razem zostanie postawione zadanie rozpracowania narkotykowej szajki.

James Adams, po tym jak stracił matkę, został zwerbowany przez tajemniczą organizację CHERUB. Chłopiec, który kończy właśnie dwanaście lat przeszedł niezwykle wyczerpujące fizycznie i psychicznie szkolenie na agenta, zdążył też z sukcesem odbyć swoją pierwszą misję. Za wyjątkową skuteczność James został wyróżniony granatową koszulką – symbolem świadczącym o niezwykłej efektywności agenta podczas wykonywania zadania, którym było rozpracowanie grupy terrorystycznej. W tomie drugim James i trójka jego  znajomych  będzie infiltrowała szefa kartelu narkotykowego.

Zadaniem nastoletnich szpiegów będzie zaprzyjaźnienie się z czwórką dzieci Keitha Moore’a, bossa narkotykowego. Na pierwszy rzut oka, Keith wydaje się bohaterowi bardzo sympatycznym facetem, świetnym ojcem. Jak jednak często bywa pozory mogą mylić.

Z pozoru normalny i sympatyczny mężczyzna dorobił się ogromnego majątku na sprzedaży narkotyków, które niszczą życie uzależnionych od nich ludzi. Do rozprowadzania towaru wykorzystuje dzieci, które z czasem popadają z konflikt z prawem i bardzo często same ulegają zgubnemu nałogowi. Jamesowi udaje się zaprzyjaźnić z najstarszym synem szefa kartelu – Juniorem. Dzięki swej sile i umiejętności walki bardzo szybko zyskuje on w oczach przyjaciół chłopaka, którzy pracują jako kurierzy dowożący towar do klientów - nastoletniemu agentowi udaje się zostać jednym z nich. Jak poradzi sobie James i jego towarzysze w misji, w której znajdą się tak blisko odurzającego środka, który jest na wyciągnięciem ręki? Czy zwycięży rozsądek i poczucie obowiązku, a może bohaterowie sięgną po ten zakazany owoc? Z tej misji nie wszyscy powrócą do siedziby CHERUBA, a jeden z bohaterów zostanie zmuszony do podjęcia walki o własne życie.

Oprócz sensacyjnej i wciągającej przygody nastoletnich cherubów, w tym tomie czytelnik będzie miał okazję zerknąć na szkolenie podstawowe młodszej siostry Jamesa- Laury. Uchylając nieco rąbka tajemnicy mogę zdradzić wam, że Laura jest równie impulsywną postacią jak jej brat - doprowadzi ją to do kłopotów, a jednocześnie zapewni ogromny szacunek wszystkich agentów CHERUBA.  Jeśli chcecie dowiedzieć się co takiego zrobiła Laura, odsyłam was do  lektury „Kuriera”.

Drugi tom cyklu CHERUB jest świetną, sensacyjną powieścią, w której nie brak napięcia i brawurowych akcji. Książka wciąga praktycznie od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać aż do końca. Nieco wątpliwości może budzić zachowanie postaci: James to niemal typowy James Bond, tylko że w młodszej wersji – każda nowa misja równa się znalezieniu następnej dziewczyny, której bohater na koniec łamie serce. Jak dla mnie, pomysł trochę dziwny. Niezwykle trudno jest mi wyobrazić sobie dwunastoletniego pożeracza damskich serc, który zapewne nie przeszedł jeszcze mutacji głosu! Kto wie, może nastolatkowi czytającemu książkę taka kreacja bohatera się podoba i wydaje się naturalna?  Nieco bardziej zaawansowanemu w wieku czytelnikowi pozostaje przymknąć oko na książkowy wiek bohatera i popuścić wodze fantazji.

„Kurier” pozostawił we mnie wielką ochotę na więcej. Już niedługo planuję sięgnąć po kolejny tom serii, którą zdążyłam polubić po przeczytaniu zaledwie dwóch tomów.

niedziela, 11 grudnia 2011

"Rekrut" Robert Muchamore

Cykl: CHERUB (tom1)
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 320
Rok wydania 2007


Terrorystka nie otwiera drzwi obcym w obawie przed tajnymi funkcjonariuszami policji i agentami służb bezpieczeństwa. Jednak jej dzieci przyprowadzają swoich kolegów i biegają z nimi po całym domu. Kobieta nie ma pojęcia, że jedno z dzieci założyło podsłuch w każdym pokoju, skopiowało zawartość dysku komputera i sfotografowało notes z adresami. To dziecko pracuje dla CHERUBA. Agenci CHERUBA mają od dziesięciu do siedemnastu lat. Ich zadaniem jest prześlizgiwanie się pod radarem uwagi dorosłych i zdobywanie informacji, dzięki którym przestępcy i terroryści posyłani są za kratki. Oficjalnie dziecięcy agenci nie istnieją.

 
„Rekrut” to pierwszy tom, liczącego 13 pozycji, cyklu powieści dla młodzieży CHERUB. Seria ta przeznaczona głównie dla młodszych czytelników, powstała właściwie dzięki bratankowi Roberta Muchamore’ a. W 1999 odwiedzając w Australii swą siostrę, pisarz usłyszał od jej syna, że nie ma ciekawych książek, które ten mógłby czytać. Wtedy to zrodziła się w autorze myśl, że może w literaturze dziecięcej znajduje się jakaś nisza. Muchamore zaczął zastanawiać się co on sam chętnie przeczytałby w wieku 12-13 lat, w wieku, w którym jest się za starym na książki skierowane dla dzieci, ale ciągle za młodym na czytanie literatury przeznaczonej dla dorosłych. W takich właśnie okolicznościach w 2001 roku Robert Muchamore rozpoczął pracę nad pierwszą powieścią swego cyklu – „Rekrutem”.

Na początku 2001 roku pisarz ukończył pracę nad książką, która pierwotnie nosiła tytuł Cherub 1.0. Powieść po raz pierwszy ukazała się w kwietniu 2004 roku i nie zyskała szerszego rozgłosu. Seria zaczęła nabierać popularności dopiero w 2005 roku wraz z wydaniem jej trzeciego tomu „Maximum ride” (polski tytuł „Ucieczka”). Dzisiaj cykl CHERUB osiągnął międzynarodowy sukces. Książki serii zostały przetłumaczone na ponad dwadzieścia języków i sprzedały się w milionach kopii.

Pomimo, że „Rekrut” jest powieścią skierowaną do młodych czytelników, bez reszty dałam się wciągnąć światowi stworzonemu przez Roberta Mochmore’a. Z rosnącą  fascynacją, pożerając kolejne strony, całkowicie oddałam się lekturze książki, która przypominała mi niezwykle udane połączenie serialu „La Femme Nikita” i filmów „James Bond”  oraz „Cody Banks”.

James to jedenastoletni chłopiec, który ma niezwykłą skłonność do wpadania w kłopoty, a jak wszyscy wiemy, kłopoty lubią chodzić parami. Już na pierwszych stronach powieści za sprawą bohatera poważnemu wypadkowi ulega jedna z jego szkolnych koleżanek, która obraziła matkę chłopca. W ferworze wściekłości James popycha swą nauczycielkę, która również doświadcza fizycznego urazu. Zdenerwowany chłopak wybiega ze szkoły i wraca do domu, gdzie okazuje się, że jego matka i były ojczym urządzili sobie imprezę, by nie przeszkadzać dorosłym zostaje wysłany przez rodzicielkę, by odebrać młodszą siostrę Laurę ze szkoły. James po raz kolejny wpada w kłopoty – zostaje pobity przez brata dziewczyny, którą zaatakował w szkole. Wydaje się, że limit nieszczęść został już wyczerpany, a jednak rodzeństwo czeka jeszcze straszniejsze wydarzenie. W domu okazuje się, że ich matka nie żyje, James i Laura zostają rozdzieleni. Chłopak trafia do domu dziecka, a jego siostra do swego biologicznego ojca Rona, który robi wszystko, by utrudnić im spotykanie się.

Wykazującym niezwykłe umiejętności z zakresu matematyki Jamesem zaczyna interesować się tajemnicza organizacja CHERUB. Po kolejnym wybryku chłopaka jakim jest próba kradzieży piwa, James trafia do ich siedziby i otrzymuje szansę na naprawienie swego życia, to szansa na wyjście na prostą. Życie w tajnym ośrodku Cheruba nie jest jednak łatwizną i James o buntowniczej naturze będzie musiał poddać się ostremu rygorowi i niemal zabójczemu szkoleniu, które ma go przygotować do roli agenta.

„Rekrut” to wciągająca i fascynująca powieść, którą czytałam z wypiekami na twarzy. Robert Muchamoore miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę i choć jego książki pisane są dla nastolatków, to na pewno znajdą odbiorców także wśród starszego czytelnika. W bardzo wielu momentach zachowanie postaci niezbyt przystawało do ich wieku, wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że James nie jest jedenastolatkiem, a znacznie starszym chłopcem, i może właśnie to sprawiło, że czytana przeze mnie książka pomimo, że jej  bohater jest tak młody,  przypadła mi do gustu. Bo choć James miał jedenaście lat, tak naprawdę w mojej wyobraźni przybierał postać nieco starszego chłopaka, nastolatka i dzięki temu bohater stawał się mi bliższy, łatwiej było mi go polubić.  Polecam „Rekruta” każdemu, niezależnie od wieku, bo naprawdę ciekawe książki nic sobie nie robią z założeń o docelowej grupie wiekowej czytelnika. Dobre książki potrafią złowić serca, zarówno tych młodych jak i starszych ludzi, a jedną z nich niewątpliwie jest „Rekrut”.

sobota, 26 listopada 2011

"Tajemnicza historia w Styles" Agatha Christie

Wydawnictwo: Iskry
Ilość stron: 214
Rok wydania: 1992


Po odniesionych na wojnie ranach kapitan Hastings przechodzi rekonwalescencję. Z braku lepszego pomysłu, chętnie przystaje na propozycję spędzenia urlopu zdrowotnego w posiadłości należącej do rodziny swego przyjaciela i wraz z nim jedzie do Styles. Już na miejscu dowiaduje się o bulwersującym rodzinę Cavendishów małżeństwie właścicielki Styles, Emilii Inglethorp, z młodszym od niej o dwadzieścia lat dziwakiem. Wkrótce potem jest świadkiem nagłego opuszczenia domu przez wieloletnią służącą i adresatem jej prośby, by „strzegł biednej Emilii”. Ogarniają go złe przeczucia…


Miliardy sprzedanych egzemplarzy książek, które zostały przetłumaczona na co najmniej 103 języki obce, 66 powieści detektywistycznych, liczne krótkie opowiadania, sztuki teatralne – tak wygląda dorobek Królowej Kryminałów, pisarki, która według „Księgi rekordów Guinessa” jest najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów.

Mowa oczywiście o Agacie Christie, pisarce, która w swych powieściach wykreowała dwójkę wielkich detektywów: Herkulesa Poirot oraz pannę Jane Marple, którzy obok Scherlocka Holmesa, Arthura Cofana Doyla, zaliczają się do grupy najbardziej znanych literackich detektywów.

Debiutem pisarskim, a zarazem pierwszą książka, w której pojawia się postać Herkulesa Poirot jest „Tajemnicza historia w Styles”, która po raz pierwszy została wydana w roku 1920. Narratorem powieści autorka uczyniła kapitana Arthura Hastingsa, weterana wojennego, który od swego znajomego Johna Cavendisha uzyskuje propozycję spędzenia urlopu w posiadłości należącej do jego rodziny – Styles  Court. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że atmosfera, która panuje w rezydencji jest daleka od idealnej. Wśród domowników panuje napięta atmosfera. Macocha Johna ponownie wyszła za mąż za mężczyznę o dwadzieścia lat młodszego od siebie. Siedemdziesięcioletnia Emilia jest zauroczona swym mężem Alfredem Ingelthorpem, w którym jedynie jej bliscy dostrzegają niebezpiecznego łowcę majątków. Wkrótce w Styles Court zostaje popełniona zbrodnia - Emilia zostaje otruta. Rozwiązanie zagadki nie jest znów takie oczywiste jak mogłoby się wydawać. Hastings o pomoc w rozszyfrowaniu tajemnicy morderstwa prosi mieszkającego dzięki uprzejmości pani Ingelthorp na terenie posiadłości, belgijskiego detektywa, który jest zarazem jego przyjacielem - Herkulesa Poirot.

Chociaż w kryminałach niezbyt gustuję, a „Tajemniczą historię w Styles” przeczytałam tylko dlatego, by na własne oczy przekonać się jak wygląda twórczość pisarki, o której tak wiele słyszałam, muszę przyznać, że książka choć nie powaliła mnie na kolana okazała się pozycją ciekawą. Powieść nie wiedzieć czemu  skojarzyła mi się z popularnym serialem CSI (zestawienie nieco absurdalne, a jednak ciągle mi się nasuwało). Główny bohater powieści na podstawie zebranych informacji i dowodów doprowadza do rozwiązania skomplikowanej zagadki morderstwa. Poirot, który nie ma do swej dyspozycji zaawansowanej technik, laboratoriów ani wyszkolonego zespołu wysokiej klasy specjalistów, i dla którego odciski palców stanowią najnowocześniejszą zdobycz kryminologii w spektakularny sposób rozwiązuje tajemnicę otrucia pani Ingelthrop. Detektyw przy pomocy swego przenikliwego umysłu i analizy faktów bez trudu rozwiązuje zagadkę, której nie sprostali nawet stróże prawa. Co prawda pozostaje pytanie na ile analiza przeprowadzona przez Belga byłaby możliwa, bo ja za nic nie dostrzegałam powiązań pomiędzy pewnymi faktami.

Postać detektywa megalomana o obsesji na punkcie czystości i porządku zyskała sobie moją sympatię, w przeciwieństwie do Hastingsa. Na tle głównego bohatera jego pomocnik a zarazem narrator wypada niepomyślnie. Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że kapitan pragnąc dorównać swemu mistrzowi ośmiesza się, nie ukrywam, że ta postać w pewnych momentach nieco mnie irytowała.

Choć po lekturze „Tajemniczej historii w Styles” oddaną fanką pani Agathy Christie nie zostałam, to nie wykluczam, że w przyszłości sięgnę po kolejne książki traktujące o przygodach egocentrycznego małego Belga.

piątek, 18 listopada 2011

"Dziecioodporna" Emily Giffin

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Ilość stron: 387
Rok wydania: 2009

Prowokująca historia małżeńska.
Claudia i Ben nie chcą mieć dzieci, wolą robić karierę, podróżować,
korzystać z życia. Do czasu...
Pewnego dnia Ben oświadcza, że pragnie dziecka. Claudia nie zamierza
zostać matką.
Jak potoczą się ich losy? Czy ich małżeństwo wytrzyma tę próbę?

Kiedy zasiadałam dzisiaj do recenzji nie miałam najmniejszego zamiaru pisać o „Dziecioodpornej” Emily Giffin. W planach była inna książka i inna autorka. Jednak kiedy otworzyłam Worda naszła mnie niepohamowana potrzeba opisania wrażeń po lekturze „właśnie tej i tylko tej” powieści, którą skończyłam czytać kilka tygodni temu. Najwyraźniej moja opinia właśnie teraz postanowiła ujawnić się w postaci fizycznej, bo choć książka wzbudziła we mnie konkretne odczucia, to do tej pory za nic nie mogłam ich oddać za pomocą konkretnych słów. No, ale przejdźmy do rzeczy…

Jeszcze dwa lata temu zachwycałam się dwoma książkami Emily Giffin „Coś pożyczonego” i „Coś niebieskiego”. Skuszona poprzednim udanym spotkaniem z twórczością tej pisarki i intrygującym tytułem sięgnęłam po „Dziecioodporną”. Niestety czekało mnie  rozczarowanie, bo powieść za nic nie chciała spełnić moich wyobrażeń, które zrodziły się z lektury opisu i wielce sugestywnego tytułu.

Książka porusza dość ciekawy temat. W kulturze ciągle dominuje pogląd, że największym marzeniem i pragnieniem kobiety jest założenie rodziny i posiadanie dziecka, Emilly Giffin w „Dziecioodpornej” zrywa częściowo z tym stereotypem. Claudia trzydziestopięcioletnialetnia kobieta sukcesu ma wszystko: ukochanego męża, który podziela jej poglądy odnośnie posiadania potomstwa, satysfakcjonującą pracę, w której odnosi sukcesy. Wszystko zaczyna się burzyć, kiedy bliska przyjaciółka Claudii zachodzi w ciążę. Ben, mąż Claudii nagle zmienia zdanie co do posiadania dzieci. W małżeństwie pojawia się rysa, kobieta bowiem nie ma zamiaru zrezygnować ze swego idealnego, wolnego od dzieci życia.

Fabuła utworu nie skupia się tylko na losach Bena i Claudii, równie istotną rolę w opowieści pełnią historie dwóch sióstr głównej bohaterki oraz historia jej przyjaciółki. Problematyka, którą porusza Emily Giffin krąży wokół tematu dzieci i związków damsko-męskich. Jedna siostra Claudii od wielu lat nie może zajść w ciążę, druga żyje w małżeństwie pełnym kłamstw i zdrady. Przyjaciółka Claudii trwa w związku z żonatym mężczyzną, który obiecuje jej, że niebawem się rozwiedzie. Jak widać wątki poruszane w powieści należą raczej do wtórnych i przedstawionych na tysiące sposobów w przeróżnych serialach, filmach, książkach.

Bohaterki wszystkich książek Emily Giffin to kobiety sukcesu: prawniczki, przedstawicielki PR, redaktorki, fotograficzki, których wiek oscyluje w granicach trzydziestu kilku lat. Pisarka zapewne opisuje środowisko, które sama zna, w końcu pracowała jako prawniczka, a później zaczęła pisać powieści. Świat, który opisuje autorka, nie jest jednak światem Polek i w żaden sposób nie umiałam utożsamić się z bohaterkami i nie chodzi nawet o różnicę wieku czy stan cywilny. Największym problemem było to, że bohaterki powieści Emily Giffin żyją wychowane w innej kulturze i innym środowisku, wyznają inne wartości. Claudia nie ma żadnych oporów, by iść do łóżka z innym mężczyzną pomimo, że nadal kocha Bena, ale ile dni, czy też miesięcy można nie uprawiać seksu? Dla mnie  postępowanie bohaterki jest całkowicie niezrozumiale. Do tego dochodzi cała masa teatralnych gestów, które są wykonywane przez bohaterów, a które dla mnie są po prostu śmieszne.

Powieść przesycona jest nazwami marek ubrań, modnych klubów, do których chodzą jej bohaterki, nazwami popularnych dzielnic, w których mieszkają – przez te szczegóły, które zalewały czytelnika niemal z każdej strony odebrałam ten utwór jako jedną wielką reklamę. 

„Dziecioodporna” to książka skierowana raczej do Amerykanek niż Polek i bardzo wyraźnie to widać.

piątek, 4 listopada 2011

"Niecierpliwość serca" Stefan Zweig

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Ilość stron: 305
Rok wydania: 1988

Pierwsze niemieckie wydanie powieści "Niecierpliwość serca" ukazało się w 1938 roku. Autor powraca w niej do Austrii sprzed 1914 roku i przedstawia dzieje nieszczęśliwej miłości ułomnej dziewczyny z bogatego domu do młodego porucznika kawalerii, którego uczucie do bohaterki jest zaledwie ową "niecierpliwością serca", prowadzącą do tragicznych następstw. Fabuła tej książki dwukrotnie posłużyła jako scenariusz filmowy. Pierwszej ekranizacji dokonano w Anglii w 1946 roku, a w roku 1978 we Francji przeniesiono ją na ekran telewizyjny w formie dwuczęściowego filmu, który cieszył się dużym powodzeniem w wielu krajach, również w Polsce.
„Niecierpliwość serca” Stefana Zweiga po raz pierwszy została wydana w Niemczech w 1938 roku. W Polsce utwór ukazał się w roku 1963 dzięki Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu. Do tej pory  pojawiło się sześć wznowień tej powieści, najnowsze wydanie Muzy pochodzi z 2002 roku. Jak na utwór, który nie jest współczesnym romansem paranormalnym, nie ma statusu arcydzieła literatury i liczy sobie 73 lata, „Niecierpliwość serca” radzi sobie całkiem nieźle. W czym tkwi tajemnica tej „staruszki”, która w świecie, w którym zapomina się o książkach wydanych w zeszłym roku, przetrwała?

Rok 1938 na skutek pewnego zbiegu okoliczności spotykają się pisarz i odznaczony Orderem Marii Teresy rotmistrz Antoni „Tolek” Hafmiller, który opowiada mu historię swej przeszłości. Pisarz oddaje głos swemu rozmówcy, który z pozycji narratora  przedstawia dzieje swej niezbyt chlubnej młodości.

Listopad 1913 roku, szwadron, w którym Tolek pełni funkcję porucznika przenosi się do małego miasteczka niedaleko węgierskiej granicy. W połowie maja 1914 dwudziestopięcioletni Antoni z polecenia znajomego aptekarza dostaje zaproszenie do domu najbogatszego człowieka w okolicy- Lajosa von Kakesfalva. Na zorganizowanym przez magnata przyjęciu młody oficer popełnia niefortunne faux pas, prosi do tańca niepełnosprawną córkę von Kakesfalva Edytę  doprowadzając ją tym do łez. Zmieszany swym nietaktem Hofmiller w pośpiechu opuszcza przyjęcie za późno uświadomiwszy sobie, że takim działaniem dodatkowo pogrąża siebie nie tylko w oczach gospodarzy, ale także kolegów, którzy z plotek niewątpliwie dowiedzą się o jego towarzyskim nietakcie. By zetrzeć złe wrażenie następnego dnia młodziak wysyła Edycie w ramach przeprosin kwiaty, które zostają przyjęte.

Niedoświadczony życiowo, od najmłodszych lat wychowywany przez wojsko, wrażliwy i nieśmiały Antoni, kierowany uczuciem litości i współczucia coraz częściej i chętniej odwiedza chorą Edytę. Mężczyzna, który nigdy właściwie nie zaznał bliższego kontaktu z płcią piękną czuje się odurzony tym, że jest komuś potrzebny. Uczucie litości, które go przepełnia sprawia, że do tej pory bezcelowe życie nabiera niebywałej wartości. Tolek staje się centrum życia Edyty i jej ojca. Oficer nie wie jak wielką odpowiedzialność wziął na swe ramiona, a kiedy pierwsze upojenie mija pojawia się tytułowa niecierpliwość serca…

Powieść Stefana Zweiga to wspaniałe studium ludzkiej psychiki. Litość to uczucie, które kojarzy się negatywnie, a mimo to pisarz potrafił nadać mu innego pozytywnego wymiaru. Poprzez uczucie litości bohater powieści staje się lepszym człowiekiem, odnajduje w sobie pokłady dobra. Jednak wszystko ma ostatecznie jakieś granice, a bohater zbyt późno dostrzega, że owe granice przekroczył. Niedoświadczony oficer zatraca się w swym współczuciu, a to już niestety w połączeniu z płochliwością młodego serca doprowadzi do katastrofy. Edyta uzależnia się od Hofmillera, a Hofmiller uzależnia się od rodziny Kakesfalvów przyjmując rolę wybawiciela niosącego nadzieję . Żadna ze stron nie umie się już wyrwać z toksycznego układu wzajemnych współzależności.

Książka pomimo, że nie pierwszej młodości ciągle oferuje czytelnikowi atrakcyjną, uniwersalną treść. Drobnym elementem, który może zniechęcić potencjalnych odbiorców jest obecności w tekście wyrazów, które wyszły z użycia np. blaga, pieczeniarz, ich znaczeni bez problemu można jednak odczytać z kontekstu, w którym się pojawiają. Dla mnie obecność tych „archaizmów” była dodatkowym plusem, stanowią one bowiem ciekawy przykład na to jak rozwija się nasz język. Mam cichą nadzieję, że ta powieść jeszcze długo nie znajdzie się na liście książek zapomnianych.

niedziela, 30 października 2011

"Supersmutna i prawdziwa historia miłosna" Gary Shteyngart

Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 462
Rok wydania 2011

Powieść obyczajowa, rozgrywająca się około roku 2030. Ludzie porozumiewają się już tylko za pomocą komunikatorów, liczą się jedynie nowinki i wszystko, co pozwala zachować młodość, a czterdziestolatki uważane są za dinozaury. W takim świecie tradycjonalista Gary, lat trzydzieści dziewięć, zakochuje się w młodej Eunice: "produkcie" współczesności. Czy, by zdobyć jej serce, będzie umiał się zmienić? Kapitalna satyra na dzisiejszy sposób życia i wzruszająca historia o miłości z akcją w plajtującej Ameryce.

Stany Zjednoczone stoją nad skrajem gospodarczej przepaści, Chiny ze swym ekonomicznym bogactwem stają się najbardziej pożądanymi partnerami biznesowymi. Obywatele azjatyccy pełniący rolę konsumentów są cenieni na wagę złota. Ludzi charakteryzuje swoboda obyczajowa, króluje ekshibicjonizm. Społeczeństwo zatraca się w pragnieniu posiadania pieniędzy, piękna i popularności. Tak w skrócie wygląda przyszłość wykreowana przez Garego Shteyngarta w „Supersmutnej i prawdziwej  historii miłosnej”. W takim świecie przyszło żyć Lennemu Abramov.

Lenny zbliża się do przekroczenia magicznej dla mężczyzny granicy -  ukończenia 40 lat. W świecie, w którym wszyscy dążą do wiecznej młodości Lenny jest staruszkiem. Sytuację mężczyzny dodatkowo pogarsza fakt, że także mentalnie jest człowiekiem starej daty: czyta książki (niecyfrowe artefakty medialne), ma problem z rozumieniem i posługiwaniem się językiem pełnym akronimów i wulgaryzmów, wolno i  z trudem  opanowuje umiejętność obsługiwania najnowszej wersji Äpärätu (urządzenia pełniącego funkcję komputera), a co najgorsze, wierzy w prawdziwą miłość.

Eunice Park dwudziestoczteroletnia Koreanka jest wytworem swych czasów. Charakteryzuje ją swoboda seksualna, wulgarny język, dążenie do osiągnięcia fizycznej doskonałości. Młoda dziewczyna jest bardziej mieszkanką świata wirtualnego niż rzeczywistego, jak zresztą większość społeczeństwa, które każdy swój krok opisuje na portalach społecznościowych. Właśnie taką kobietę uczuciem obdarzył Lenny. Jak podpowiada czytelnikowi tytuł powieści, historia miłosna dwojga tak skrajnie różnych ludzi nie będzie ani prosta, ani szczęśliwa.

W powieść Garego Shteyngarta z pozoru wydaje się, że dominuje wątek romansowy, jednak można odnaleźć w niej elementy charakterystyczne dla gatunku science fiction, do jej określenia z powodzeniem pasuje także terminu antyutopia. „Supersmutna i prawdziwa historia miłosna”. Choć akcja książki osadzona jest w przyszłości, stanowi przede wszystkim przenikliwą analizę naszych czasów. Fenomen Facebooka, wulgaryzacja i skrótowość języka, dążenie nastolatek do osiągnięcia idealnej figury, ich śmiałe i roznegliżowane zdjęcia, pragnienie zachowania młodego wyglądu - to wszystko stanowi element otaczającego nas świata i znajduje odbicie w powieściowym uniwersum.  Pisarz wykazał się niezwykłym zmysłem obserwacji i z umiejętnością wykorzystał go do stworzenia obrazu niepokojącej przyszłości.

Obraz przyszłości zaproponowany przez Shteyngarta porusza i silnie oddziałuje na czytelnika, niepokoi. W niedalekiej przyszłości może się okazać, że książkowa kreacja przekształci się w rzeczywistość.

Jeśli odczuwacie głód dobrej literatury, szukacie powieści, która poruszałaby ważną tematykę skłaniającą do refleksji „Supersmutna i prawdziwa historia miłosna” jest pozycją właśnie dla Was. Mnie lektura tej książki dostarczyła prawdziwej intelektualnej uczty.

piątek, 14 października 2011

"Weranda pełna słońca" Juliette Fay

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Ilość stron: 422
Rok wydania: 2011

Życie Janie, matki dwójki małych dzieci, rozpada się na drobne kawałki, gdy jej mąż ginie w wypadku. Nieszczęście uruchamia jednak łańcuch niezwykłych zdarzeń. Wokół zrozpaczonej kobiety gromadzą się ludzie, którzy chcą jej pomóc. Janie powoli odkrywa, jak cieszyć się codziennością. Czy odnajdzie w sobie siłę, aby znów uwierzyć w miłość? Poruszająca i mądra opowieść, w której - jak w życiu - przeplatają się radość i smutek, zwątpienie i nadzieja. Nigdy nie jest zbyt późno, aby zacząć wszystko od nowa.

Śmierć bliskich jest jednym z najgorszych doświadczeń jakie mogą spotykać człowieka. Kiedy odchodzą ludzie, których kochamy pojawia się niewyobrażalny ból, który trudno pokonać. Serce człowieka, który stracił ukochaną osobę jest jedną, ogromną, jątrzącą się raną, która zaczyna krwawić w najmniej przewidywalnych momentach, bowiem najmniejsza drobnostka może być impulsem wywołującym wspomnienia o kimś, kogo już nie ma i kto nigdy do nas nie wróci. Człowiek pomimo swego cierpienia musi jednak żyć dalej, musi na powrót nauczyć się funkcjonować w świecie,  ponownie odkryć radość i piękno życia. I właśnie o tym – o śmierci, żałobie i ponownym powrocie do życia  opowiada powieść Juliette Fay „Weranda pełna słońca”.

Janie, główna bohaterka powieści przeżywa właśnie jeden z najgorszych i  najcięższych momentów swego życia. Niedawno straciła ukochanego męża, człowieka z którym miała spędzić resztę życia, wspólnie wychować dwójkę dzieci. Wszystkie plany na przyszłość legły jednak w gruzach za sprawą okrutnego przypadku. Gdyby nie dzieci kobieta zapewne stoczyłaby się w najczarniejsze odmęty depresji, z których nie wyciągnęłaby jej ani oddana rodzina, ani wspaniali przyjaciele, którzy stale nad nią czuwają. Janie nie wierzy, że bliscy są w stanie ją zrozumieć, ludzi którzy próbują jej pomóc traktuje z rezerwą i lekceważeniem, nieraz wyładowuje na nich swoją złość. Jednak pewnego dnia coś się zmienia…

Najpierw na progu domu Janie staje Tug Malinowski człowiek, który ma dla niej ostatni prezent od męża – werandę. Później na skutek różnych wydarzeń kobieta zaprzyjaźnia się z księdzem Jakiem, który wspierał ją po tragedii na prośbę ciotki Janie – Jude. Małymi krokami Janie zaczyna powracać do normalnego życia. W swej podróży nieraz przeżyje załamanie i nieraz przeżyje nawroty bólu. Przyjaciele i rodzina są jednak zawsze gotowi by stanąć u jej boku, być dla niej podporą i pomocą w trudnych chwilach.

Powieść Juliette Fay porusza niezwykle bolesny temat jakim jest utrata bliskich i późniejszy okres żałoby. Świat, który został wykreowany przez pisarkę jest brutalnie prawdziwy, brak tu uproszczeń czy dążenia do cukierkowego happy endu.

Powieść  piekielnie mnie wzruszyła, podczas lektury nieraz ocierałam łzy. Co najważniejsze od tej książki nie umiałam odejść, nie potrafiłam jej zostawić na potem - a to zdarza się ostatnio coraz rzadziej, coraz mniej książek wywiera na mnie tak wielki wpływ. Kiedy odłożyłam „Werandę pełną słońca” późnym wieczorem z zamiarem pójścia spać… nie mogłam.  Bezsennie wierciłam się w łóżku i w końcu złapałam powieść i siedziałam z nią do wczesnych godzin rannych. Nawet teraz kiedy myślę o tej książce łza kręci się w oku.